#hLk4s
Gdy miałam ok. 8 lat, po jednej z większych kłótni, gdy nie odzywali się do siebie kilka dni, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Usiadłam przy biurku i uruchomiłam wszelkie pokłady kreatywności, jakie tliły się w mojej główce. Owocem mojego dziecięcego "geniuszu" był list miłosny napisany do mamy w imieniu taty.
Podrzuciłam go mamie na szafkę nocną i zadowolona czekałam na efekty. Oczywiście mama od razu domyśliła się, kto ten list napisał (nie miałam wtedy komputera, a pomimo wszelkich starań moje dziecięce pismo za żadne skarby jakoś nie chciało przypominać pisma mojego taty), jednak osiągnęłam upragniony efekt. List ją tak rozbawił, że pokazała go tacie, a później wszystkim znajomym... Ba! Jeden ze znajomych miał dostęp do kserokopiarki i nie omieszkał porobić kopii mojego listu...
I generalnie historia jest dosyć urocza i słodka, dopóki nie dojdziemy do treści listu... Do tej pory palę się ze wstydu i nie mam pojęcia skąd wzięły mi się teksty typu:
"Twoje oczy są jak jezioro, w którym chciałbym się utopić, Twoje włosy są jak las, w którym mógłbym się zgubić, Twoje usta..." itd.
#Fydo2
Pewnego dnia obudziłam się o 7, wyszłam na balkon i zapaliłam. Wróciłam i... szybka kalkulacja - nie zdążę wyjść na dwór, po prostu nie dolecę. Złapałam reklamówkę, wsadziłam ją do kosza do śmieci, po czym usiadłam i się wykasztaniłam. Dobrze, że nikt tego nie widział.
#zzxvn
Wczoraj wieczorem, leżąc w łóżku na przeciw siebie, nagle wzięło mnie na ziewanie, wtedy mąż wypalił: "czwórka do leczenia, kochanie". Prawdziwe szczęście mieć w domu fachowca zawsze w pogotowiu...
#wc39J
Nie znam osób, na których mogłabym się mścić, nie mam własnej firmy, ale pracuję w firmie ochroniarskiej w dziale rekrutacji.
Chętni są sprawdzani przeze mnie i kolegę i potem zatrudniani w przeróżnych miejscach na terenie całego miasta.
O pracy wie tylko rodzina i przyjaciele, bo nie robiłam z tego tajemnicy, ale też nie afiszowałam się tym faktem na żadnych portalach.
Codziennie spływa do nas dużo CV i zdarza się, że osoby, do których dzwonię czasem rekrutuje kolega i na odwrót, w zależności od stanowiska, i czasem nie jestem w stanie wypatrzeć znajomego nazwiska na liście osób.
Jeśli widziałam CV znajomych, to dla czystego sumienia wolałam umówić do kolegi, żeby nie było potem mówienia, że załatwiam komuś pracę po znajomości.
Ostatniego dnia przed urlopem humor niesamowicie mi dopisywał.
Czekałam na ostatniego pana, który się spóźniał już dobre 10 minut.
Zwykle takie osoby dzwonią i uprzedzają, że coś się stało i czy mogę poczekać.
Nie jest to dla mnie problem, bo każdy jest człowiekiem i może coś się zdarzyć.
Tutaj odzewu zero, czekam dalej i nic.
Minęło 30 minut, więc stwierdziłam, że dana osoba już nie przyjdzie i zaczęłam przeglądać osoby z całego dnia, gdy nagle dzwoni koleżanka z recepcji z informacją, że przyszedł pan spóźnialski. Poprosiłam, żeby przyprowadziła go do mnie.
Wszedł do pokoju pewny siebie, ale gdy zobaczył, że rozmawiać będzie ze mną aż zbladł.
Miał tak popularne nazwisko, że nie pomyślałam, że mogę go znać.
Był to mój dawny kolega jeszcze z lat studenckich, z którym się spotykałam przez kilka miesięcy. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że działał na kilka frontów.
Między nami nie doszło do niczego poważnego, więc trochę się pozłościłam i zapomniałam o sprawie.
Od znajomych tylko słyszałam, że jest świetnym handlowcem zarabiającym tysiące.
Na papierach nie widniało nic takiego, więc widziałam, że kłamał.
Od razu mnie zaczął przepraszać, ale wyjaśniłam mu, że nie będę mieszać spraw służbowych z osobistymi.
Rozmowę przeprowadziłam, dostał pracę i więcej go nie widziałam.
Na drugi dzień po rozmowie dostałam do pracy wielki bukiet kwiatów z liścikiem "Przepraszam''.
Gdy dostał pracę, dostałam drugi bukiet z liścikiem ''Naprawdę przepraszam i dziękuję za danie mi szansy'' :)
#2AENV
Tego dnia do galerii przyszedł tłum ludzi. Przeważały oczywiście oryginalnie ubrane jednostki, faceci z zakręconymi wąsami i dziewczyny wyrwane wprost z wykładu na ASP. Chodzili między obrazami, pochrząkiwali ze zrozumieniem kiwając głowami, zamyślali się patrząc nieobecnym wzrokiem na płótna, niektórzy wyciągali smartfony i robili zdjęcia...
Była też jedna para. Prości ludzie, ale wyraźnie majętni. Zastanawiałam się co ich skierowało do tego miejsca. Szybkim krokiem przeszli przez całą galerię i wybrali sobie dwa niewielkie obrazki oprawione w ramki. Jeden z nich przedstawiał martwą naturę z kwiatami, jako motywem przewodnim. Drugim zaś okazał się mój jesienny pejzaż. Miałam szczególny sentyment do tego dziełka. Malując go inspirowałam się muzyką skomponowaną przez Nikołaja Czeriepnina i zapachem przekwitających pelargonii... Serio - ze wszystkich moich malunków, ten lubiłam najbardziej.
Państwo wahali się przez chwilę, które z płócien wybrać, ale ostatecznie zdecydowali się na moje. Z jednej strony cieszyłam się, bo obraz wystawiony był za całkiem ładną sumkę, z drugiej zaś - smutno mi było go oddawać.
- Dzień dobry - uśmiechnąwszy się słodko, zagaiłam do kupujących. - Widzę, że państwo chwalą sobie bardziej jesienną nostalgię nad martwą naturę?
- Dobry - odparł pan wyciągając z pękatego portfela banknoty. - Srura natura... Bieremy se ten obrazek, bo jest szerszy i akurat zakryje nam dziurę nad kiblem...
Nigdy wcześniej nie czułam się tak podle upokorzona, jak w tym dniu.
#x4Htd
On nie widzi problemu, bo nie jesteśmy rodziną. Co z tego, że żyjemy razem od 7 lat. Przecież to nic nie znaczy.
#ijxuY
Jako że wszystkie sprawdziany przed ukończeniem pracy chował do biurka, w nowym półroczu notorycznie robiliśmy ''podkłady'', tzn. pisaliśmy sprawdzian normalnie jak zawsze, po czym na następnej lekcji pisaliśmy ''gotowce'', by na przerwie można było pójść i podłożyć je we wcześniej wspomnianym biurku i wyjąć stare. Na jednej z lekcji na sprawdzianie dwóch kolegów pewnych późniejszego podkładu, w odpowiedziach pisało co im przychodziło do głowy, byleby było widać, że coś piszą. Jeden napisał cały pacierz, inny jakieś wierszyki itd.
Tego dnia ów nauczyciel po naszej lekcji poszedł wcześniej do domu z naszymi sprawdzianami. Wyobraźcie sobie jego wzrok, którym patrzył na kolegów tydzień później, oddając nasze sprawdziany :)
#6eM9T
Tą samą dziewczyną, która zdradziła mnie ze swoim instruktorem jogi i wczoraj wyprowadziła się z mojego domu, zabierając ze sobą telewizor...
#8sV5k
Moja mama pożyczyła swojemu bratu swój robot kuchenny, ten oddał go nie mówiąc dziękuję, dodając tylko, że parę przycisków przestało działać. Gdy mama otworzyła w domu pudełko z robotem była załamana - sprzęt cały brudny, większość funkcji nie działa. Oznajmiła to wszystkim domownikom i powiedziała, że tak jest za każdym razem.
Tak się składa, że brat mamy odwiedził nas w ten sam dzień, korzystając z okazji powiedziałem mu, żeby następnym razem podziękował i oddał sprzęt taki, jakim go pożyczał. Dostałem szlaban na tydzień, rodzice powiedzieli, że nie można mówić tego co myślimy, chyba że się jest po alkoholu.
Taka prosta sytuacja pokazuje jak zakłamani są ludzie.