Kilka lat temu, zbliżał się długi weekend. Jako że zbyt późno zacząłem się oglądać za autobusem, wszystkie bilety na wszystkie kursy zostały już sprzedane. Postanowiłem skorzystać z usług pewnego popularnego serwisu, gdzie ludzie się ogłaszają i za drobną dorzutką na paliwo zabiorą nas ze sobą. Znalazłem ogłoszenie pewnego pana, posiadał dużo pozytywnych ocen, woził się srebrną mazdą 6. Jechał w godzinach wieczornych, co bardzo mi odpowiadało. Od razu zrobiłem rezerwację, a kilka godzin przed odjazdem zadzwoniłem do owego jegomościa w celu upewnienia się, z jakiego dokładnie miejsca startuje, gdyż w swoim ogłoszeniu nie doprecyzował miejsca wyjazdu. Krótko mówiąc, rozmowa była nieprzyjemna, koleś okazał się być totalnym chamem, twierdził, że wszystko zamieścił w opisie i nie miał zamiaru wytłumaczyć dokładnej lokalizacji miejsca wyjazdu. Nie miałem zamiaru kontynuować tej rozmowy, a tym bardziej jechać z tym gościem. Postanowiłem wrócić do domu autobusem następnego dnia, a wieczór spędziłem na grillowaniu z kumplami.
Budzę się następnego dnia po imprezie na lekkim kacu i zacząłem przeglądać przed wyjazdem portale informacyjne. Na jednym z nich był artykuł o wypadku, który zdarzył się na trasie do mojej rodzinnej miejscowości. W godzinach wieczornych srebrna mazda zderzyła się czołowo z tirem. Wszystkie osoby podróżujące mazdą zginęły.
Przypadek? Nie sądzę. Do tej pory nie mogę się otrząsnąć. Chyba jednak ktoś na górze nade mną czuwa.
Często czytam, że ktoś pochodził z biednej rodziny, nie miał ciepłej wody, ogrzewania itp. Ja również miałam skromne warunki mieszkaniowe, mimo iż pochodzę z dość zamożnej rodziny.
Tata jest bardzo, ale to bardzo oszczędny. Temperatura w domu nie przekraczała 16°C, bo taty zdaniem "zimny chów to zdrowy chów". Kąpać się mogłam max co drugi dzień, więc jak rodzice gdzieś wyjeżdżali, kąpałam się codziennie i to godzinami. Ustawiałam sobie budzik na 5 rano, by włączyć sobie farelkę na godzinkę, żeby przyjemniej się wstawało do szkoły. Wszędzie żarówki najmniejszej mocy, bo prąd drogi, ciuchy raczej nie markowe, no bo po co przepłacać...
Rzadko miewałam gości, po prostu było mi wstyd.
Jedno, na co nigdy tata nie żałował pieniędzy to edukacja i wszystko z nią związane: książki, podróże, teatr, zajęcia plastyczne itp.
Dziś prowadzę własny biznes, zarabiam całkiem nieźle, obiecałam sobie, że moje dziecko zawsze będzie miało w domu ciepło, będzie się myło tyle razy, ile będzie chciało, będzie żyło po prostu... normalnie! Owszem, jestem oszczędna, to mi po tacie zostało, ale w stosunku do siebie, nie do dziecka.
Z moją przyjaciółką znamy się od 10 lat.
Co dostałam od niej na 18 urodziny?
Cały zeszyt moich życiowych błędów, żebym "zobaczyła co ona musiała przez te czas znosić".
Kilka lat temu, niecały miesiąc przed koncertem Iron Maiden we Wrocławiu. Ukochana kapela młodości, od której zaczęła się trwająca już ponad 15 lat przygoda z muzyką metalową. Nie mogę przegapić. Jednak pojawił się problem, koncert wypada w niedzielę, a według grafika ja w poniedziałek mam być o 6 w pracy. Nie ma opcji, żebym dał radę po koncercie wrócić z Wrocławia do domu, a potem jeszcze iść do pracy. Czas więc załatwić sobie wolne, albo chociaż zmianę grafiku, a u nas w firmie takie rzeczy załatwia się u brygadzisty. Niezbyt przyjemy typ. Taki złośliwy gbur w sumie. Odpowiedź oczywiście negatywna i niech nawet nie myślę z chorobowym albo NŻ kombinować, bo duże zlecenie jest i będę potrzebny...
No cóż, ja Iron Maiden nie odpuszczę, idę do swojego kierownika. Wchodzę, witam się i zaczynam zagadywać.
- No bo 8 lipca potrzebuję dzień urlopu, albo chociaż się na zmiany zamienić.
- A to czasami nie jest dzień po Maidenach?
- Eee... tak?
- Kurde, to masz dzień urlopu i jak wrócisz masz mi relację zdać. Młody byłem, to Maidenami się jarałem. Teraz też się jaram, nawet w aucie wczoraj nowej płyty słuchałem.
Czego to człowiek nie wiedział o swoim kierowniku...
Przez tydzień chodziłam z podbitym okiem. Fioletową skórę dało się lekko ukryć dużą ilością korektora i pudru, ale przekrwiona gałka oczna i tak mnie zdradzała. Ludziom, którzy pytali opowiadałam różne wersje - pijana rąbnęłam twarzą w słup, potknęłam się na schodach i kością oczodołu uderzyłam w kant... Generalnie sprawdzałam, która bardziej chwyci i powtarzałam ją dalej. A jaka była prawda? Uderzył mnie chłopak. Ale nie, nie jest oprawcą, a ja ofiarą przemocy. Po prostu lubimy ostry seks i w trakcie często bije mnie za moją zgodą, a wręcz prośbą, tylko tym razem troszkę przesadził.
Historia jak z filmu, o cudownym romantycznym zakończeniu, działa się w gimnazjum...
Żartuję. Będzie to dość obrzydliwe i będzie to przestroga dla ludzi słuchających muzyki na słuchawkach.
Otóż w gimnazjum na lekcji języka niemieckiego spędzając czas bardzo ambitnie i wykorzystując każdą wolną minutę po prostu spałem rozłożony na ławce niczym w chińskiej herbaciarni - nauczyciel zbytnio nie zwracał na to uwagi, po prostu miał gdzieś takich rozleniwionych małpiszonów jak ja.
Więc leżałem sobie słodko zamykając oczka, słuchając rapsów i nagle czuję bulgotanie w brzuszku. O czuję! Zaraz poleci armagedon! Muzyka gra głośno, więc nikt nie usłyszy. I dałem upust emocjom.. Z mojej rzyci wyleciał okrutny bącur, a ja poczułem trzęsienie ziemi pod tyłkiem. I właśnie w tamtym momencie, gdy piosenka się skończyła, zrozumiałem...
Że muzykę słyszałem tylko ja, bo reszta klasy siedziała cicho jak mysz pod miotłą, a ja kolejne pół lekcji spędziłem u pani pedagog, tłumacząc się, że nic nie "biorę", bo jak stwierdził nauczyciel niemożliwe, żeby taki smród unosił się tylko po jedzeniu...
Tak że ten...
Zawsze lubiłam seks, w każdej formie. Teraz jestem ustatkowaną mężatką, więc zostaje mi seks właśnie z mężem. Ale nie o tym to wyznanie. Chyba teraz już mi wolno to powiedzieć, bo kilka lat już minęło od tego zdarzenia.
Mając jakieś 17-18 lat, bardzo interesowałam się tematem seksu, ba! Uwielbiałam masturbację itp., jednak w pewnym momencie przestało mi to wystarczać...
Koledzy ze szkoły odpadali, przecież to wstyd podejść i zaproponować wspólną masturbację lub seks... więc co wymyśliła mądra, zboczona głowa? Ano będąc u dziadków na wakacjach, napompowana hormonami, zwolniona z czujnego oka rodziców, wymyśliłam, by zaprezentować swoje wdzięki jakiemuś obcemu mężczyźnie. Coś a'la ekshibicjonizm, ale dla ubogich.
Zaczęłam mocno szukać potencjalnej ofiary, jednak nie przemyślałam tego, że na takim zadupiu będzie o przystojnego kawalera ciężko. Im bliżej wyjazdu, tym chcica większa, a fajnego faceta brak...
Została mi jedna opcja... pokazać co trzeba panu "Mieciowi" (imię zmienione) spod pobliskiego sklepu, który zawsze wieczorem wracał zalany w trupa do domu.
Miecio mieszkał w takich chaszczach, dookoła same krzaki, zero zabudowań. Więc znając rytm dnia Miecia, zakradłam się do niego pod dom wieczorem i czekałam... Cóż, Miecio trzy razy się przewracał, zanim z szosy doszedł w pobliże domu, a gdy przewrócił się czwarty raz, musiałam wykorzystać sytuację. W zmienionych ciuchach (miałam na to jakieś dwadzieścia minut, gdy czekałam na niego) podbiegam i udaję chęć pomocy, ramiączka od sukienki mi spadają, niby przypadkiem... Miecio patrzy jak zahipnotyzowany na mnie, na moje piersi, to znów na mnie... jest pijany, więc chyba nie ogarnia do końca co się dzieje. Ja znów próbuję mu pomóc, stając nad nim okrakiem, teraz już widzi wszystko, a ja podniecona jak kotka w rui ciągnę go za rękę, ale tak by go nie podnieść. Piersi mi skaczą, Miecio w szoku próbuje się podnieść, ale gdy już jest blisko, to lekko go popycham i znów leży. Ja już prawie eksploduję... przyklęknęłam na jednej nodze, tak by mieć jego rękę pomiędzy. Próbowałam go za głowę podnieść, tak by przez chwilę moje piersi dotykały go, ocierały się o niego... I nadszedł moment kulminacji... Jego dłoń (wreszcie chyba zaczaił) trafiła pomiędzy uda, złapał mnie tam i pocierał, a ja wybuchłam.
W tamtym momencie to było moje najwspanialsze 30 sekund w życiu. Moje piersi, moja cipka, wszystko eksplodowało. Przez te kilkadziesiąt sekund czułam, że płonę. Miecio nie hamował, ściskał mnie tak, że aż potem miałam sińce, ale warto było...
To jedno z moich najwyraźniejszych wspomnień... A takiego orgazmu jak wtedy, to chyba już nigdy nie będę miała.
PS Na drugi dzień wyjechałam stamtąd. Nie dane mi było już później usłyszeć o jakiejś przygodzie w okolicy, więc chyba się nie wygadał... albo nie wierzył. Od 16 lat to moja największa tajemnica :)
Historia od mojej babci.
Babcia była nauczycielką w technikum. Razem ze swoimi koleżankami sprawdzała matury z języka polskiego i historii. Miały przygotowane długopisy we wszystkich odcieniach i o wszystkich grubościach. Tak, poprawiały błędy na pracach uczniów, aby mieli lepsze wyniki :)
Lubię kawę. I to do tego stopnia, że jedną z szafek w kuchni poświęciłem na kolekcję moich kawowych zdobyczy. Są tu odmiany naprawdę bardzo rzadkie, z różnych zakątków świata, prażone w odpowiedni sposób, mielone, ale też np. różne egzotyczne mieszanki. Do tego pokaźny zestaw mleczek, słodzików, a nawet kilka specjalnych kubeczków. O tej pasji wie mój pięcioletni syn, który ostatnio bardzo tematem się interesuje, więc wyjaśniłem mu, że kawa to taki napój, który piją dorośli i że ja osobiście bardzo lubię zarówno jego smak, jak i energetyzujące działanie kofeiny. Powiedziałem mu też, że jak już będzie starszy, to dam mu spróbować.
Jakiś czas temu zostałem wezwany przez panią dyrektor z przedszkola, do którego Młody uczęszcza. Okazało się, że od kilku dni moja pociecha rozpowiadała na lewo i prawo, że jestem wielkim amatorem kokainy, która działa na mnie energetyzująco. Nie omieszkał też dodać, że jak dorośnie, to tata poczęstuje go tym specyfikiem...
Mój znajomy jechał na wakacje i spytał mnie, czy zaopiekuję się jego psami. Zarówno ja, jak i moi rodzice się zgodziliśmy.
Przez 4 dni miałem na działce 11 owczarków niemieckich.
Tyle miłości w jednym miejscu nigdy nie widziałem :)
Dodaj anonimowe wyznanie