#to4r8
Tata jest bardzo, ale to bardzo oszczędny. Temperatura w domu nie przekraczała 16°C, bo taty zdaniem "zimny chów to zdrowy chów". Kąpać się mogłam max co drugi dzień, więc jak rodzice gdzieś wyjeżdżali, kąpałam się codziennie i to godzinami. Ustawiałam sobie budzik na 5 rano, by włączyć sobie farelkę na godzinkę, żeby przyjemniej się wstawało do szkoły. Wszędzie żarówki najmniejszej mocy, bo prąd drogi, ciuchy raczej nie markowe, no bo po co przepłacać...
Rzadko miewałam gości, po prostu było mi wstyd.
Jedno, na co nigdy tata nie żałował pieniędzy to edukacja i wszystko z nią związane: książki, podróże, teatr, zajęcia plastyczne itp.
Dziś prowadzę własny biznes, zarabiam całkiem nieźle, obiecałam sobie, że moje dziecko zawsze będzie miało w domu ciepło, będzie się myło tyle razy, ile będzie chciało, będzie żyło po prostu... normalnie! Owszem, jestem oszczędna, to mi po tacie zostało, ale w stosunku do siebie, nie do dziecka.
Nie ma niczego złego w byciu oszczędnym. Oszczędność to nie to samo co skąpstwo. Nie wiem, gdzie mieszkałaś, ale uzyskanie 16 stopni w bloku udaje się tylko, gdy na dłuższy czas otworzy się okno, a na dworzu jest zimno (nawet przy zakręconych kaloryferach). Markowe ciuchy często różnią się od niemarkowych metką. Po co przepłacać?
Nie wszyscy mieszkają w blokach. Wystarczy że autorka mieszkała w domu jednorodzinnym. Wtedy uzyskanie max 16 °C nie jest trudne.
Widać, że nigdy nie byłeś w kamienicy zimą :D
Ja za dzieciaka w kamienicy w zimę przy -10st na dworcu miałem +5st w pokoju, para leciała z ust jak się wstawało, a jak wystawiło się nogę za kołdrę to mogła odmarznąć, elewacja budynku z zewnątrz nie istniała, i widać było jeszcze dziury po kulach z okresu wojennego. W środku raptem 2cm tynku do cegieł. Da się w bloku mieć zimno ^^
Dworzu* ^^
U mnie w domu za czasów gimnazjum i liceum jak było 16 stopni w jakimś pomieszczeniu to już było dobrze. W łazience okno było zaraz przy wannie i tam była minusowa temperatura, a cała ciepła woda to 20 litrów z termy na 4 osoby i do tego bardzo niskie ciśnienie wody...
Piece kaflowe może i są ok, ale do malutkiego domu i najlepiej ocieplanego. Rano w zimę 5-10 stopni w pokoju, nie polecam.
Dokładnie tak, Pers! Nawet przy ociepleniu z jednej strony nie jest wcale kolorowo, a że sufity bardzo wysokie, to ogrzewanie jest bardzo drogie. Zimą kołdra+koc i sweter to podstawa :D
Nie napisałem nigdzie, że wszyscy mieszkają w blokach, ani że nie można uzyskać 16 stopni Celsjusza w domu.
Byłem w kamienicy zimą - mieszkałem kiedyś (do 8-ego roku życia) w starym budownictwie. Podczas zimy stulecia (1978/79) byliśmy z bratem kilka dni u dziadka, bo dziadek miał ciepło (piece), a w blokach (wówczas nieocieplonych) temperatura spadła do 10 stopni z powodu słabego ogrzewania przez kilka dni.
Jak bloki były nieocieplone, to temperatura potrafiła zjechać do 15-16 stopni przy mrozie na zewnątrz, gdy kaloryfery były zakręcone.
No to czemu się dziwisz, że autorka miała w domu tyle stopni? Sam doświadczyłeś, że jest to jak najbardziej możliwe i to nie tylko przy dłuższym otwarciu okna. U mnie w mieszkaniu nigdy nie otwieramy okien zimą, a do ogromnego spadku temperatury wystarczy, że się nie grzeje od 20.
Ale ja wcale się nie dziwię temu, że ktoś ma 16 stopni w domu. Tylko napisałem, że w bloku trzeba aktywnego działania, żeby osiągnąć 16 stopni.
Dziwię się tylko tak licznym nadinterpretacjom tego, co napisałem :-)
"Kąpać" w sensie napuszczenia wody do wanny, piana itd? To jeśli tak, to według mnie kąpiel co drugi dzień to jest często. Ja całe życie zazwyczaj prysznic, a kąpiel raz na jakiś czas, gdy miałam ochotę sobie poleżeć w gorącej wodzie (w dzieciństwie częściej, obecnie rzadziej i znacznie krócej, bo duszno się robi w mojej łazience, nawet przy otwartych drzwiach i nie wytrzymuję :/ )
Kąpiele są fajne, ale jest to ogromne marnotrawstwo, dlatego powinna to być "nagroda" tylko co jakiś czas.
A. Nie każdy lubi kąpiele, więc nie ma co generalizować, że to ogromne odprężenie.
@sostysiacawsi
U mnie w łazience jest zimno, więc woda szybko robi się chłodna, ale przede wszystkim - szybko zaczynam się nudzić (książek nie chcę brać ze względu na parę). Miałam okazję korzystać z domowej wanny z hydromasażem i absolutnie mnie przeraziła 😂
Ja uwielbiam kąpiele. Chwilowo nie mam wanny, ale mam słuchawkę do prysznica
z strumieniem masującym, i krzesełko (antypoślizgowe oczywiście). Tak pochillować też można, zwłaszcza po ciężkim dniu (;
@ohlala
To u mnie zaraz robi się bardzo duszno, a niestety okien w łazience nie mam. I też mi się nudno robi. Jako dziecko to się jeszcze bawiłam, a teraz ledwo się położę w wannie, to już mi się nudzi. Ewentualnie czasem puszczę sobie coś do oglądania na telefonie (oczywiście tak, by telefon nie wpadł mi do wody).
A wentylacja? Przydaje się przy braku okien, polecam
Ja taką kąpiel urządzam sobie raz w tygodniu, genialne odprężenie po całym tygodniu pracy. Muzyczka, pianka, gorąca woda, no coś pięknego :)
Na co dzień to raczej prysznic.
Ciepło w mieszkaniu to niedoceniany luksus.
Kiedy byłam dzieciakiem, to się nie przelewało. Zimą najczęściej odrabiałam lekcje siedząc w łóżku, pod kołdrą, bo było tam ciepłej.
Teraz mieszkam w kraju, gdzie energia jest eko, prawie jak za darmo i to jest wspaniałe.
Gdzies czytałem że energia eko lepiej grzeje.
Szczerze to nie widzę w tym nic złego poza tym zimnem w domu. Wygląda na to ze twój tato oszczędzał na tych rzeczach, żeby było stać na inne fajniejsze rzeczy.
Jeszcze te żarówki, nie wiem, na ile słabe oświetlenie jest dobre dla wzroku, ale osobiście bardzo mnie męczy...
16 stopni to wystarczająca i zdrowa temperatura, siedzenie w cieple przyspiesza rozkład tkanek więc organizm musi się napracować więcej żeby sobie z tym poradzić.
Żarówki może nie były słabe tylko o ciepłej barwie, to też jest zdrowe dla wzroku i powoduje, że nasz organizm bez dostępu do światła niebieskiego produkuje melatonine która odpowiada za senność, która natomiast odpowiada za to, że idziemy spać by naładować energię.
Taki rozsądny tryb to 16-18 stopni w domu, bo żeby ogrzać więcej trzeba dużo więcej płacić za ogrzewanie, a przecież wystarczyło ubrać bluzę zamiast samej koszulki.
Jak dla mnie 16 stopni to zimnica. Inaczej, gdy przy takiej temperaturze się coś robi, a inaczej gdy siedzisz w domu bez wykonywania prac fizycznych - zakładam, że po powrocie ze szkoły autorka musiała trochę posiedzieć i odrabiać lekcje, pouczyć się itd.
16-18 stopni (a nawet mniej) jest świetne na noc. W dzień lepiej jest przy 20 stopniach.
Ja często miałam w domu te 16 stopni i dla mnie nie da się tak normalnie funkcjonować. I nie wystarczy po prostu założyć bluzy. Było na tyle zimno, że jak już po powrocie do domu zawinęłam się w koc (do tego oczywiście jakaś grubsza bluzka, bluza, ze dwie pary spodni i grube skarpety), to nic mnie nie było w stanie zmusić, żeby się spod niego wygrzebać. Nawet zasnąć było mi trudno w takiej temperaturze, a wstawanie rano i mycie się to była po prostu kara. Teraz mieszkam w bloku i możliwość dowolnego ustawienia temperatury to dla mnie po prostu luksus. Przez całą zimę trzymam jakieś 20-21 stopni (bluzę i tak noszę), a grzejnik w łazience jest rozkręcony na maksa od kiedy tylko zaczynają grzać. Dla mnie to jest całkiem inny komfort życia, a za tamten rok wyszło ponad 400zł nadpłaty, więc pod tym względem też nie jest źle ;)
Ja marznę poniżej 21. W zimie mieliśmy nieraz w sypialni ok.10-14 stopni, ale to dla mnie nie spanie. Owinięta jak kokon tylko czubek nosa widać, na sztywno bez ruchu, żeby gdzieś zimno nie wpadło... nie... to już nawet lepiej mi się śpi przy otwartym oknie, i tak zimno, ale powietrze jest świeże a nie takie odstane, zimno wilgotne. A w salonie to nie ma mowy poniżej 20. Termofor, koce, herbaty, nie usiedziałam bez tego. Teraz mam ciepło i się cieszę co zimę, że nie marznę.
A może właśnie dzięki temu zdobyłaś wiedzę, aby prowadzić własny biznes i zarabiać całkiem nieźle. Może całe pieniądze tata przeznaczał na Twoją przyszłość.
No i?
Ja odkąd jestem na swoim nie włączyłam ogrzewania xD ale u mnie w domu też zawsze było chłodno. Dużo wietrze, nawet zima, pojedyncze osoby które są przyzwyczajone do upałów w domu, marzły u mnie xD A my od lrau lat nie chorujemy, wolę ciepło się ubrać w domu w jakiś dres niż mieć suche powietrze. Mam też nawyki, które oszczędzają trochę wodę i elektryczność. Nie widzę w tym nic złego :)