Historia poniższa wydarzyła się, gdy miałem około 14 lub 15 wiosen na liczniku, mieszkałem w jednym pokoju ze starszą o 4 lata siostrą Magdą. Mieszkanie z siostrą samo w sobie było dość traumatycznym przeżyciem. A to uczysz się w kuchni wieczorem, bo siostra chce spać, a to śpisz w kuchni do północy, bo u siostry siedzi adorator. I tak dalej, kto przeżył, ten wie.
Raz, przez przypadek w sumie, zemściłem się na niej za te wszystkie lata. Okrutnie. Gorzej, że jest to też źródło mojej największej życiowej traumy.
Od zawsze uwielbiałem rysować. Także i tego feralnego dnia z zapałem oddawałem się swojej pasji. W samych majtkach i podkoszulce zaznaczę, bo z racji wakacji i godzin przedpołudniowych nie uznawałem jeszcze za konieczne się ubierać. Mama miała drugą zmianę, gotowała nam obiad, a siostra czymś zaaferowana krzątała się po pokoju. Za bardzo byłem skupiony na rysunku, więc kompletnie nie zwracałem na nią uwagi. No i w pewnym momencie zachciało mi się na dwójkę. Bardzo zachciało, ale myślę sobie, dasz radę chłopie trochę jeszcze potrzymać i dorysować kilka kresek.
Myliłem się, trochę wyleciało.
Aż się spociłem z wrażenia. W tym wieku w majtki się zesrać? Wstyd. Proces myślowy się włączył, jak tu wszystko zamaskować. Podciągnąłem więc piętę pod tyłek, coby jeszcze pomóc zwieraczom i sprawę przeczekać. Niestety, chciało mi się nawet bardziej, a bobeczek w majtkach się jeszcze... sprasował. Postanowiłem więc chyłkiem wstać i udać się do łazienki, tryb ninja włączony, a tu słyszę krzyczącą na mnie siostrę:
- TO TY MI TE PIĘĆ ZŁOTYCH UKRADŁEŚ!!! I JESZCZE W MAJTKI WSADZIŁEŚ!!!
Obracam się przerażony, na ściśniętym tyłku i skrzyżowanych nogach próbuję siostrę uspokoić, że w życiu bym jej kasy nie ukradł. A ona wpadła w szał i mi się do majtek dobiera, że ona sprawdzi, bo na 100% widziała to 5 złotych. Spanikowany, postanowiłem jej uciec. I tak KICAM na prostych nogach w kierunku łazienki, siora goni mnie i na cały głos drze się: MAMO!!! ŁAP GO!!!
Mama wyszła z kuchni i zderzyła się ze mną. To dało czas siostrze na dobranie mi się do majtek, wyciągnęła rękę i z dzikim wyrazem twarzy i satysfakcją do mnie: TERAZ CI UDOWODNIĘ... Ścisnęła palce...
...no i wtedy już wiedziała, że to nie było 5 złotych.
Mama też się domyśliła.
Siostra zastygła z wyciągniętą ręką i wyrazem zbrukania na twarzy, matka patrzy się z niedowierzaniem.
Mi nerwy całkiem puściły z tego wszystkiego i ze szklącymi oczami jedyny raz zbluzgałem przy rodzicielce:
- NO I NAŻRYJ SIĘ K#$%WA SWOJĄ PIĄTKĄ!!!
I zamknąłem drzwi do łazienki.
NIGDY do tej sytuacji nie wracaliśmy, NIGDY nie była tematem na rodzinnych spotkaniach.
Ja najchętniej bym zapomniał. Niestety, nie da się.
Jestem w średnim wieku, teraz jest OK, ale jak powiedziała moja matka, "to co przyszedłeś wiesz tylko ja i ty".
Gdy miałem kilka miesięcy, ojciec chciał mnie otruć. Został bardzo widoczny defekt wyglądu. Nastoletni czas był koszmarem, czułem głównie samotność. Kolegów miałem zawsze, ale w okresie dojrzewania ważne są też koleżanki. Bardzo bolały mnie wyzwiska, a przez to wszystko chyba nie byłem najłatwiejszym dzieckiem. Czułem wtedy dużo bólu wewnętrznego.
Spokój duszy odzyskałem, gdy przebaczyłem ojcu na tyle, na ile potrafię. Jestem po 40., a jeszcze to we mnie siedzi, i tak będzie do końca życia. Prawie 30 lat temu poznałem swoją obecną żonę, dziś mamy jedno dziecko. Dopiero niedawno moja inność przestała mi przeszkadzać w relacji, ale tak naprawdę siedzi to we mnie głęboko. Trauma to jednak straszna rzecz. Rzutuje na całe nasze życie.
Ponoć każdy ma swoje sobowtóra z wyglądu. Nie wierzyłem w te bzdety dopóki nie zobaczyłem siebie w programie o 100 najgorszych mordercach Ameryki. Nie była to jakaś tam podobizna. Miałem wrażenie, że patrzę w lustro. Dziękuję tylko Bogu, że nie był to program o zbiegach z więzienia.
Gdy miałem może ze 12 lat, czasem zostawałem na noc u mojej "kuzynki". Właściwie to nie byliśmy spowinowaceni rodzinnie. Nasze mamy się kumplowały i jak któraś wychodziła gdzieś na noc, to podrzucała dziecko tej drugiej.
Tej nocy padło na mnie. Mama przywiozła mnie do Kasi. Pobawiliśmy się trochę resorakami (pamiętam, że je zbierała! Miała całe pudło tych autek), a po wesołych pląsach jej mama oddelegowała jedno po drugim do łazienki. Potem każde z nas szło do swojego pokoju spać. Jak zawsze.
Obudziłem się w nocy i bardzo chciało mi się lać, więc szybko wskoczyłem w łapcie i poszurałem do kibelka. Po drodze minąłem pokój Kasi i kątem oka zobaczyłem, że spod kołdry sterczą jej nogi od pasa w dół, więc wracając z WC stwierdziłem, że będę dobrym kolegą i ją przykryję. Wtoczyłem się do jej pokoju i faktycznie - nakryta była po szyję, a cały dół wystawał jej poza kołdrę. Mało tego - miała trochę ściągniętą piżamę - pewnie wierciła się i jej się z tyłka zsunęła. Zaradny ja postanowiłem więc podciągnąć jej gacie na zad, a potem przykryć ją i wrócić do siebie.
W momencie kiedy delikatnie, aby koleżanki nie obudzić, mocowałem się z naciągnięciem jej piżamy, nagle światło do pokoju zapaliło się. W drzwiach stała jej mama. Wyobraźcie sobie jak to wyglądało - Kasia śpi odkryta po pępek z gaciami spuszczonymi do połowy uda, a nad nią stoję ja i coś gmeram...
Pamiętam, że jej mama wyprowadziła mnie z pokoju i po kilkunastu minutach, w środku nocy, przyjechała po mnie moja rodzicielka.
Nigdy o tym nie gadaliśmy. Mi było głupio, bo wiem jak to wyglądało, więc właściwie trudno by mi było nawet się jakoś sensownie bronić.
Minęło 18 lat. Spotkałem Kasię całkiem przypadkiem. Dosłownie wpadłem na nią w siłowni. Gadaliśmy tak, jakbyśmy chcieli w ciągu tych kilku minut nadrobić stracone lata. Spotkaliśmy się potem na randce. Przypomniałem jej moją wpadkę z jej piżamą. Nie wiedziała o tej sytuacji. Najwyraźniej jej mama nic jej nie powiedziała.
Tymczasem ja i Kasia zostaliśmy parą. W niedzielę zaprosiła mnie na obiad. Chce mnie "przedstawić" swojej rodzicielce.
Trauma wróciła. Jeszcze nigdy tak bardzo się nie bałem :D
W tym roku rozpoczęłam nowy kierunek w szkole zaocznej i poznałam w klasie kobietę w wieku 53 lat. Jako że mijała mój dom po drodze, to postanowiła mnie podrzucić i w samochodzie zaczęły się wywody, jaka to ona jest pokrzywdzona przez los. Niedawno straciła mamę, teściową, chorowała na raka szyjki macicy i przez to jest najbardziej pokrzywdzoną osobą na świecie, nikt nie ma gorzej od niej. I w końcu zaczęła dopytywać, czy ja - dziewczyna o ponad połowę młodsza - mam jakieś ciężkie przeżycia tego typu.
Opowiedziałam więc jej historię o tym, jak moja mama dowiedziała się o raku w wieku 40 lat, ja miałam wtedy 20, a mój brat 13. Lekarze, przez to, że został zdiagnozowany szybko, wysłali mamę na zabieg usunięcia zmian rakowych. Za drugim razem, kiedy lekarze chcieli ponowić zabieg, ponieważ zmiany okazały się większe niż przypuszczano, ginekolog zaproponowała usunięcie macicy. Mama od razu się zgodziła - stwierdziła, że dwójka dzieci jej starczy i rodzić więcej nie będzie, a jedyny zaatakowany narząd, bez którego można żyć, zniknie i nie będzie jej więcej grozić. Minęło już kilka lat od operacji i mimo osłabienia organizmu, nie może być lepiej. Mama jest z nami w domu cała i zdrowa.
Na tę historię koleżanka ze szkoły nawyzywała moją mamę od słabych i głupich. Stwierdziła, że mama nie ma prawa nazywać się stuprocentową kobietą, podejmując tak debilną decyzję jak usunięcie macicy.
Czy to naprawdę jest złe, jeśli ktoś nie robiąc innym krzywdę, zrobi wszystko, by przeżyć dla własnych dzieci?
Kilka lat temu w wypadku straciłam rękę. Został kikut, taki mały. Nauczyłam się żyć z tym faktem, od roku wychodzę do ludzi itp. No ale nie o tym :)
Byłam w sklepie obuwniczym, podchodzę do kasy, spod kurtki nie było widać defektu. Próbuję wyciągnąć gotówkę, pani przy kasie patrzy z uśmiechem, jak próbuję otworzyć portfel, ale zaciął się skurczybyk. Patrzy na luźny rękaw i pyta:
- Co, złamana?
- Nie, nie mam wcale.
Jej mina i kolor twarzy - bezcenne :D
Aż mi się jej szkoda zrobiło :)
Beztalencia mogą zdarzyć się w każdej dziedzinie, ale największy problem jest z nimi w teatrze.
Dyrektor teatru miał u jednego kolegi dług wdzięczności, więc zgodził się przyjąć do zespołu młodego, obiecującego aktora. Młodzian ów rzeczywiście był "obiecujący" - w serialu, gdzie przed kamerą można zrobić klika dubli, poszło mu jako tako, ale na żywo w teatrze każde jego wejście na scenę groziło położeniem przedstawienia. Dostawał coraz mniejsze epizody, ale nawet w roli niemej wypadł mało przekonująco, a w dodatku działał na nerwy aktorowi grającemu główną rolę. Ale słowo się rzekło - jak ma zagrać w każdym spektaklu, to zagra!
Następna w planie była komedia kryminalna typu "kto zabił". Reżyser wpadł na genialny pomysł – żeby Młody grał zwłoki.
Na premierze Młody zagrał zwłoki... i głośno pierdnął.
Przepraszam Was bardzo, ale będzie apel.
Jako że na studiach wypadałoby nieco odciążyć finansowo rodziców, dorabiam sobie prowadząc zajęcia dla dzieci z klas I-III szkoły podstawowej. Grafik dopasowany do planu zajęć, przedmioty nowe i ciekawe (chemia i robotyka), więc można by powiedzieć sielanka. No jednak nie...
Pierwsze zdziwienie już na wprowadzających zajęciach, bo dowiaduję się, że dzieciaki miały chemię w przedszkolu. Myślałam "Nie mnie oceniać, może taka moda", ale potem się zaczęło:
1. Zajęcia o różnych godzinach, czasem kończymy przed 17 i przychodzą mamusie/tatusiowie i "Kasiu, szybko! Spóźnisz się na tańce!", "Antek, trening zaraz się zacznie!".
2. Mam przypadki dzieci, które nie mogą się skupić, wręcz zasypiają na zajęciach. Przy jednym wyjątkowo ciężkim przypadku, 6-latka, nad którym nie byłam w stanie zapanować ani skoncentrować jego uwagi, zgłosiłam rodzicom, że może by poczekać z zajęciami dodatkowymi do przyszłego roku, bo dziecko sobie nie radzi. I wtedy rozpętało się piekło. Rodzice (nauczyciele!) nawrzeszczeli na mnie, że to ja sobie nie radzę i nie potrafię zainteresować ich cudownego Tomeczka i już z hiszpańskiego go wypisali, bo pani się uwzięła, to mi nie pozwolą się dziecka pozbyć.
Apel: Rodzice, pozwólcie swojemu dziecku być dzieckiem! To chore, że 6-7-8-latki siedzą w szkole od 8 do 18, a milion dodatkowych zajęć nie sprawi, że wasza pociecha zostanie alfą i omegą, a prędzej zniechęci się do nauki.
Tylko dzieci żal.
Kiedyś wybrałem się do dentysty, aby usunąć zęby mądrości.
Zaproszono mnie na fotel i podano znieczulenie. Na ścianie gabinetu wisiał telewizor, więc czekając aż znieczulenie zacznie działać, skupiłem się na oglądaniu programu przyrodniczego, który aktualnie tam leciał. Myślę "odstresuję się i będzie dobrze". Nagle widzę jak w TV krokodyl atakuje antylopę i dochodzi do krwawej rzezi.
Dentysta podszedł w tej chwili do mnie i widząc moje zaciekawienie programem rzucił: "w sumie tak będą wyglądać twoje usta za jakieś 5 minut."
Nie ma co, pocieszył mnie.
Gdy miałam 9 lat, postanowiłam napisać list do siebie, który przeczytam, gdy skończę wymarzony wiek 16 lat. Jak pomyślałam, tak zrobiłam, wsadziłam go do słoika i zakopałam pod drzewem na działce. Przypomniałam sobie o nim jednak dopiero ponad dziesięć lat później... Szczerze byłam zainteresowana, co mogłam w nim napisać.
W kwietniu ziemia jeszcze dość twardawa była, umęczyłam się z łopatą z godzinę, dodatkowo wyrośnięte korzenie nie ułatwiały... No więc jak brzmiało jedno z pytań, które kierowałam do siebie jako nastolatki? "Mam nadzieję, że masz już super chłopaka i duży biust".
Oj nie, kochana, nadal rozmiar A, a chłopaka ni widu, ni słychu, większe powodzenie miałam w drugiej, trzeciej klasie podstawówki, gdy pisałam ten list, no cóż... :)
Dodaj anonimowe wyznanie