Będąc w liceum, miałem nauczyciela od chemii, który był wyjątkowo wyluzowany. Pamiętam, że na początku jednej z lekcji, kolega, niby żartem, zapytał naszego belfra, czy ten ogląda może „Breaking Bad”. Nauczycielowi zaświeciły się oczy, uśmiechnął się, a następnie zamknął książkę, z której pomocą miał zamiar prowadzić lekcję, a następnie przez resztę zajęć opowiadał nam krok po kroku, jak wygląda produkcja metamfetaminy, odwołując się do konkretnych scen z serialu. Facet tak się wczuł, że nawet porozpisywał na tablicy wzory chemiczne i w zasadzie przedstawił nam gotowy przepis na wytworzenie narkotyku o potężnej wartości rynkowej. Może niezbyt to rozsądne uczyć dzieciaki o takich rzeczach, ale jakże to było dla nas fascynujące! Monologu naszego wykładowcy nikt nie ważył się zakłócać. Nawet dzwonek na przerwę nie ruszył nikogo z ławki!
Dodaj anonimowe wyznanie
Zajęcia prowadzone z pasją są zazwyczaj o wiele ciekawsze niż "maszynowe" nauczanie podstawy programowej.
Jak się dobrze pogrzebie w necie to można znaleźć "przepis". Diabeł tkwi w szczegółach - trzeba mieć sporo sprzętu laboratoryjnego, większość "składników" na polskim rynku nie jest dostępna dla zwykłego Kowalskiego, no i sam proces jest złożony - perfekcyjne mierzenie czasu i temperatury niektórych etapów... Zaś w samym serialu jest sporo celowych przekłamań, tak żeby uniemożliwić odtworzenie procesu domorosłym "kucharzom" tylko na podstawie serialu. Z tą niebieską metą to też podobno "bujda na resorach", ale nigdy nie zagłębiłem się na tyle w temat żeby dowiedzieć się czy faktycznie da się taką uzyskać.
Widze w komentarzach sami chemicy z kamperów.
Fajna historyjka, szkoda tylko, że autor nie wymyślił/dodał zakończenia.
W realnym świecie, zaraz po powrocie do domu któryś z uczniów opowiedziałby rodzicom jaki przypał był bo nauczyciel opowiadał pierdoły o filmie i produkcji narkotyku klasy A ze wszystkimi szczegółami.
Jeszcze tego samego dnia albo następnego rano dyrekcja wiadziałaby o tej "lekcji" , tego samego dnia nauczyciel chemii w najlepszym wypadku wylądowałby na dywaniku.
nieprawda, zawsze ale to zawsze będzie conajmniej jeden który opowie rodzicom.
Nie ma czegoś takiego jak większość i zaprzeczanie.
Przyjmijmy, że dyrektorka wzywała by uczniów pojedyńczo i pytała o lekcję o Walterze jednocześnie informując o konsekwencjach kłamstwa.
Gwarantuje ci, że 90 procent od razu by potwierdziło, że lekcja była a 10 procent strugałoby głupa, że nie widzieli filmu ale i tak potwierdziliby, że nauczyciel gadał coś o hurtowej produkcji narkotyków.
Nauczyciel by stwierdził że podczas lekcji wprowadzol wątek z serialu fabularnego w celu zwiększenia zainteresowania lekcją przez uczniów. A podany przepis nie prowadzi do powstania jakiego kolwiek narkotyku.
@Kobra niestety tak. Jeden koleś u mnie w klasie został w szkole kiedy zostaliśmy zwolnieni przez nauczyciela bo bal się ze będzie miał nieobecność
Tylko żeby zrobic amfetamine trzeba nabyc kilka trudnodostepnych specyfików. Ogólnie półprodukty z których powstaje sa scisle kontrolowane i wszystko trzeba robic od podstaw. Dlatego wpadaja fabryki amfy, poprzez sledzenie półproduktów, które niekiedy mozna dostać w zwykłym sklepie lub hurtowni chemicznej.
Mój mąż pracuje w firmie chemicznej. I 2-3 razy do roku mają najazd policji zaraz po tym jak mają dostawę konkretnych produktów. Zawsze się śmieje że mają na stanie wszystkie potrzebne rzeczy żeby wytworzyć narkotyki. Ale firma zbyt poważna i ludzie dobrze zarabiają, chyba właśnie po to żeby nikt nie ryzykował.
nauczuciel ci powie, a co ty z tym zrobisz to juz twoja sprawa… po zatym w necie znajdziesz wszystko, jest nawet ksiazna faceta co odkryl ekstazy i wniej znajdziesz jak to wyprodukowac… historii tez ucza w szkole ale jak widac w dzisiejszych czasa nie wielu korzyta z tej wiedzy…
Robiłeś notatki?
moja pani od chemii podala nam reakcje do amfy i lsd, ale odczynniki sa silnie reglamentowane
no i na internetach tez wszystko jest
Niesamowite...