Jeśli uważacie, że jesteście mało asertywni, to spróbujcie to przebić.
Dzisiaj wychodząc z supermarketu zostałem zaczepiony przez pijaczka z prośbą o 1 zł na piwo. Ja od tego nie zbiednieję, a on przynajmniej powiedział wprost o co chodzi, a nie oszukiwał, że zbiera na jedzenie, więc się zgodziłem. Okazało się, że wziąłem tylko kartę, ale już obiecałem i widział, że szukam pieniędzy, więc głupio było odmówić.
Obiecałem mu, że jak poczeka, to zaraz przyniosę z domu 2 zł.
Tak, zamiast po prostu zostać w domu, wróciłem się w tamto miejsce z obiecanym hajsem.
Przynajmniej pijaczek życzył mi miłego dnia i obiecał wypić moje zdrowie.
Mój ojciec choruje na schizofrenię paranoidalną i od lat dręczy mnie, moją mamę i brata, ale nic nie daje wzywanie policji, gdy dostaje ataku ani zakładanie kolejnej niebieskiej linii.
Ojciec prowadzi swoją firmę i zarabia dużo pieniędzy i tylko przez ten fakt całe zło, które nam wyrządza jest lekceważone. Moja mama, kobieta która zawsze chciała się rozwijać, skończyć kilka kierunków studiów, mieć dobrą pracę itd. w tym momencie boi się sama wyjść do sklepu. Jest kompletnie zniszczona psychicznie, płacze po nocach, a potem udaje, że wszystko jest w porządku. Kilka razy powiedziała mi o rzeczach, jakie mówił jej ojciec, czyli między innymi, że: na nic nie zasługuje, jeśli spróbuję się rozwieść, to zniszczy jej życie, że ma uważać w nocy, bo przyjdzie do niej ją udusić (mają oddzielne sypialnie).
Mój brat, jak chodził do gimnazjum był wyzywany przez ojca od nieudaczników, krętaczy, oszustów. Brat nienawidził ojca przez kilka lat, ale teraz zaczynają się rozumieć. Uwierzył we wszystkie zmyślone chore historie i powoli sam zatraca się w chorobie. Ja mam teraz 18 lat w 2022 piszę maturę i chcę iść na studia do innego miasta. Problem w tym, że czuję się jak śmieć.
Gdy miałam trzynaście lat zostałam zgwałcona i do teraz nie powiedziałam o tym nikomu. Mój ojciec wielokrotnie mnie dotykał w intymnych miejscach, jak byłam małym dzieckiem, później kilka razy mnie uderzył i bardzo długo znęcał się nade mną psychicznie. Nie mam wcale wolnego czasu, bo szkołę kończę o 15.30 później idę się uczyć kilka godzin i muszę opiekować się matką, która coraz bardziej popada w depresję, a później jadę autobusem do babci, która ma drugi etap Alzheimera. Wracam do domu około 22 i jestem padnięta. Moi znajomi uważają, że ich olewam, bo często nie kontaktuję się z nimi kilka dni i powoli tracę kontakt z każdym. Po gwałcie przytyłam 40 kg, stwierdziłam, że nie mogę mieć tego, co wychwalał mój gwałciciel, czyli chudych nóg, zgrabnych rąk, płaskiego brzucha. To wydaje się strasznie głupie, ale ta skorupa tłuszczu, która nagromadziłam na sobie daje mi poczucie jakiegokolwiek bezpieczeństwa. Czuję, że jeśli nikomu się nie podobam, to nikt mnie nie skrzywdzi.
Nigdy nie miałam przyjaciela i nigdy się w nikim nie zakochałam. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak tak naprawdę wyglądają relacje między ludźmi I jak wygląda zdrowa miłość. Od mojej mamy słyszę tylko, że facet musi mieć nade mną kontrolę, by związek się udał, to samo słyszę od brata, ale nie potrafię tego zaakceptować. Mój pierwszy związek skończył się po miesiącu, bo facet zaczął mnie obrażać i podniósł na mnie rękę – od brata usłyszałam, że to normalny facet był. Nie radzę sobie z tym wszystkim. Nie potrafię zaakceptować tego, że naprawdę tak może wyglądać moje życie w wiecznym strachu, w wiecznej beznadziei. Nie radzę sobie z niczym.
Był pewien okres, gdy moja mama się często źle czuła. Któregoś dnia wybrała się do lekarza, po czym wróciła do domu i zajęła się sprzątaniem przed wizytą babci, która miała w niedługim czasie wpaść dowiedzieć się co i jak. Podczas robienia porządków, mama uderzyła głową o wystająca blachę, aż zakręciło się jej w głowie. Przez to, że uderzyła dość mocno, usiadła na sofie i złapała się za głowę. W tym momencie wchodzi babcia (dodam, że wchodzi bez pukania) i pierwsze co widzi to mamę, która trzyma się za głowę.
B: Rany boskie! Anielka, co się stało??
M: Chyba mam guza.
B: Na boga! Co lekarz powiedział?
M: Że wyniki będą za dwa tygodnie.
B: To skąd wiesz, że masz guza?
M: Bo sobie go nabiłam.
Taka ot śmieszna sytuacja, którą babcia zawsze wypomina mamie, mówiąc że prawie zeszła na zawał ;)
Historia o tym dlaczego o prawdziwych bohaterach nie usłyszymy w wiadomościach.
Zawsze byłam wesołą dziewczyną. Pełna rodzina, nigdy nie było mi czegoś brak jeśli chodzi o sytuację materialną, wspaniały chłopak, z którym wiążę swoją przyszłość. Tata pracuje za granicą i mimo że starał się, abym nigdy nie odczula wraz z bratem jego nieobecności, to ja odczuwałam to najbardziej.
Gimnazjum minęło mi wspaniale. Klasa najlepsza w szkole, najwyższe średnie, zgrani jak żadna z klas. W trzeciej klasie dowiedziałam się, że jestem chora na nowotwór. Zaczęła się lawina biopsji, zabiegów, naświetlań. Udało się, nowotwór się zmniejszył, ale nie zniknął. Co cztery miesiące odwiedzałam gabinet onkologa. Zaczęło się liceum - bajka. Każdy rok z czerwonym paskiem i średnia powyżej 5.5. Druga klasa liceum - kolejna niespodzianka. Cukrzyca typu 1. I tutaj coś się zmieniło, nadal się uśmiechałam, ale to nie było szczere. Nosiłam w sobie dużo żalu, że to znowu ja będę się leczyć. Skończyłam liceum po drodze będąc dwa razy hospitalizowana z powodu zaniedbania, nie brałam insuliny.
Trzy miesiące temu nowotwór powrócił. Tydzień temu wracałam z zajęć zupełnie dobita. Nie mogłam się ponownie ogarnąć, chociaż mówiłam sobie, że żadna choroba nie da rady mnie pokonać. Ale to nie pomagało. Poszłam na dworzec, z zamiarem skończenia tego porąbanego horroru. Usiadłam na ławce na peronie i... myślałam. Myślałam o tacie, który kiedy płakałam przez telefon ze strachu przed pierwszą biopsją następnego dnia rano zjawił się w Polsce w klinice, gdzie miałam mieć zabieg. O mamie, która zawsze mnie wspiera, o bracie, który zawsze się denerwował, kiedy spóźniałam się do domu. O moim chłopaku, który czeka na mnie w domu z obiadem. Myślałam, że znikając zaoszczędzę im nerwów i stresu związanego z leczeniem. Wiedziałam, że będą cierpieć, ale że to minie po czasie, ból zniknie, a oni się przyzwyczają do mojej nieobecności. Siedziałam i byłam zdecydowana. Było 5 minut do pociągu, więc wstałam i podeszłam do torów. Rozległ się sygnał nadjeżdżającego pociągu, a ja zrobiłam krok w przód i... upadlam na plecy.
Okazało się, że to ochroniarz stacji. Kazał się podnieść i zaprowadził do swojej kanciapki. Byłam otępiała, dopiero jak usiadłam, zaczęłam cicho płakać z beznadziejności. On usiadł i zaczął opowiadać, że to najgorsza rzecz jaką mogę zrobić. Mówił o swojej córce, która po kłótni z nim i śmierci matki zrobiła to samo, tylko że jej się udało. Mówił z takim bólem, że widziałam w nim swoich bliskich. Rozmawialiśmy długo, po czym wróciłam do domu. Weszłam i zobaczyłam uśmiech i troskę w oczach mojego ukochanego. Popłakałam się, bo zdałam sobie sprawę, że byłam totalną egoistką chcąc pozwolić, aby w jego oczach zagościły łzy i ból. W oczach moich bliskich.
Obiecałam sobie, że wygrałam wcześniej, więc wygram znowu. Proszę, trzymajcie kciuki.
Miałem w sobotę różaniec organizowany przez pewną wspólnotę młodzieżową. Przed różańcem była msza, na którą również się wybrałem. Usiadłem w drugim rzędzie, blisko ołtarza. Pod koniec mszy spojrzałem na jednego z księży, który... również patrzył na mnie. Spotkały się nasze spojrzenia. Patrzyliśmy sobie w oczy na zasadach "kto pierwszy spuści wzrok, przegrywa" (przynajmniej ja tak pomyślałem). Wygrałem. Zadowolony z siebie z uśmiechem na twarzy, odmawiałem różaniec.
Później ta wspólnota zaprosiła chętne osoby na poczęstunek, więc się wybrałem. Spotkałem tam tego samego księdza. Gdy się spotkaliśmy oficjalnie, mrugnął do mnie i powiedział: "brawo".
Kolejny ksiądz, którego mogę wpisać na listę tych fajniejszych.
Mam obecnie 16,5 roku życia za sobą i w wakacje przeżyłem swój pierwszy raz.
Z 23- czy 24-letnią niesamowicie atrakcyjną prostytutką. Ale od początku.
Mam starszego o kilka lat brata i świetny kontakt z nim. Jest on programistą w dużej korpo. No i świętował urodziny. Byli jego kumple, ja też wpadłem do niego do domu.
No i chłopaki zrobili mu prezent - zamówili panienkę. Ale taką, co na roksie po 300 zł biorą za godzinkę, w typie Joanny Opozdy.
Dziewczyna pobawiła się i padło pytanie "Noc opłacona, to który pierwszy?".
I chłopaki do mnie "Dawaj, młody!".
Byłem przerażony, ale jednak poszedłem do pokoju.
Tam dziewczyna spytała mnie tylko, ile mam lat i czy już to robiłem.
Na odpowiedź trochę się pośmiała, ale...
Miałem najcudowniejszy pierwszy raz.
Mam 26 lat i wczoraj dowiedziałam się, że jestem dla mojej mamy nikim. Jestem zwykłą kasjerką ze sklepu (mimo iż miałam wyższe stanowisko i już nie pracuję w sklepie). Mama nawet nie wie dokładnie, czym się teraz zajmuję. Jest jej za mnie wstyd. Jestem zerem. A to wszystko tylko dlatego, że mieszkam z narzeczonym i dopiero na przyszły rok chcemy zrobić wesele, na które oczywiście nie zasługuję, bo przecież zachowuję się jakbym żyła w małżeństwie, więc powinnam wziąć ślub i zapomnieć o zabawie, bo nie mam prawa ubierać białej sukienki, nie mam prawa cieszyć się z rodziną z faktu zawarcia związku sakramentalnego. Nie mam prawa istnieć, bo przynoszę wstyd rodzinie.
Mimo iż większość ludzi z tej rodziny bierze ślub, dopiero gdy urodzi się dziecko lub biorą ślub z rozsądku, to ja jestem wstydem dla całej jakże chrześcijańskiej rodziny. Od babci usłyszałam tylko "co ludzie powiedzą?!".
Jestem załamana.
Wspominaliśmy rodzinnie przy stole wszyscy zeszłe mikołajki, każdy opowiadał co śmiesznego dostał w dzieciństwie, jak dawniej mikołajki wyglądały itd.
Jak byłem małym brzdącem (8 lat), to mama z tatą zorganizowali mi i mojej młodszej siostrze najlepsze mikołajki w życiu. Przyszedł Mikołaj (mój tata, oczywiście o tym nie wiedziałem) i dał mi mnóstwo prezentów. A potem z mamą zamknęli się w pokoju, a mama powiedziała żebym popilnował siostry, bo mama z Mikołajem muszą pogadać o tym co za rok nam kupić. Ja, jak to dzieciak, ciekawy co dostanę za rok, podszedłem pod drzwi do sypialni i zamiast rozmowy, słyszałem stęki mojej mamy i słowa "czekaj, gdzieś tu były gumki". Mniej więcej kojarzyłem o co chodzi i wiedziałem, że to normalnie uchodzi za zdradę, pomyślałem, że Mikołaj stanowi wyjątek i w obawie przed tym, że zostanę nakryty na tym, że podsłuchuję, szybko czmychnąłem do pokoju oglądać prezenty, zaraz później poszedłem spać wraz z usypiającą siostrą.
Niecały rok później dowiedziałem się, że Mikołaj nie istnieje i skojarzyłem fakty, że to był mój tata i jak bardzo kochany się okazał urywając się w połowie delegacji, doceniałem to bardzo.
Do czego zmierzam. Siedząc przy stole i rozmawiając z rodziną, mój tata nagle rzekł
- Ja pamiętam, jak kiedyś byłem na delegacji dwutygodniowej i Leszek (taty młodszy brat, imię zmienione) przyjechał przebrany za Mikołaja i zrobił dzieciom prawdziwe mikołajki.
Tak, macie rację. W tym momencie się dowiedziałem, że to nie był tata.
PS Przy tym stole Leszka nie było, gdyż przy stole była rodzina od strony mamy, a mikołajki, że ktoś przyjechał przebrany, miałem tylko raz. Reakcja mojej mamy nie była jakaś specjalna, gdyż nie wiedziała, że wiem.
Co tu począć...?
Przyjaźniłam się od 10 lat z chłopakiem. Miał dziewczynę, tę samą od 5 lat, z którą mieszkał, i z którą od przynajmniej 3 lat mu się "nie układało". Nie lubiłam jej - typ pasywno-agresywny, na dodatek jakoś nie mogłyśmy nigdy się dogadać. Ona chyba była o mnie zazdrosna, bo podobałam się jej facetowi, a ja o nią, bo była ode mnie o wiele inteligentniejsza.
Jakiś czas temu zaczęłam coś czuć do tego przyjaciela i, jak się okazało, on do mnie też. Postawiłam jednak jasny warunek - do niczego między nami nie dojdzie, póki będzie w związku. Nie lubiłam jego dziewczyny, ale w życiu bym nie zrobiła żadnej kobiecie takiego świństwa, żeby spać z jej facetem.
Któregoś dnia na imprezie mnie pocałował. Uznałam to za znak, że jest wolny. Zaczęliśmy się spotykać, a ja nie pytałam o jego związek, bo po co? Skoro obiecał nie tykać mnie, dopóki nie będzie singlem, to na bank ze sobą zerwali, prawda? Niestety okazało się, że nie.
Gdy tylko odkryłam prawdę, napisałam do jego dziewczyny i opowiedziałam wszystko. Była na mnie wściekła, usłyszałam wiele słów pod swoim adresem, ale zdecydowanie bardziej wściekła była na niego, więc utworzyłyśmy sojusz. Jeszcze tego samego dnia powiedziała mu, że spodziewa się dziecka. Facet oczywiście w szoku, bo przecież się zabezpieczali, ale w końcu wziął to na klatę. Ania (zmieniam imię) zaczęła symulować humorki ciążowe - na zmianę płakała, krzyczała, robiła sceny, doskonale się przy tym bawiąc. W tym samym czasie gość ani słowem mi nie wspomniał, że zostanie ojcem, choć nadal chodziliśmy na randki i widywaliśmy się niemal codziennie. Wtedy przyszła pora na drugi krok.
Na randce, przy świecach, powiedziałam mu, że spodziewam się dziecka. Nie chciał mi uwierzyć (jakbym to ja z naszej dwójki non stop kłamała...), ale uległ, gdy pokazałam mu spreparowane USG. Zrobił się zielony, wyszedł na balkon i stal tam ponad pół godziny. Potem wrócił z drżącymi rękami i oczami czerwonymi jak królik. W życiu nie czułam takiej satysfakcji!
Po miesiącu od mojego wyznania spotkałyśmy się z nim obie i przyznałyśmy się do spisku. Teraz myślę, że mogłyśmy go trzymać dłużej, ale miałam wyrzuty sumienia, poza tym miał dostać nauczkę, a nie zejść ze stresu.
Mam nadzieję, że facet już nigdy nie skrzywdzi żadnej kobiety. A co do Ani - nie jesteśmy przyjaciółkami, ale nasze relacje są lepsze, niż były kiedykolwiek. I to mi wystarczy.
Wkurzyłem rodzinę swoją, ale tą dalszą, 90% znajomych i księdza.
Pochodzę z małej miejscowości, ale wybiłem się i posiadam obecnie bardzo dobrą posadę i jednocześnie własną działalność. Pieniądze duże, no zdradzę, że specjalista w szeroko rozumianym IT. Mam także już żonę, z którą jeszcze jako dziewczyną chodziłem od końca liceum.
No i kiedyś postanowiliśmy w końcu zalegalizować związek...
Wizyta pierwsza - ksiądz:
- Oj nauki, potem co łaska, przystrojenie kościoła, muzyka z 10 tysięcy będzie (no tak, wiedział czym się zajmuję to mnie będzie stać).
Kuzynki: "Oj pewnie wesele w pałacu zrobią bo musi być wystawnie:. Znajomi tak samo: "musi być wystawnie".
Wyliczyliśmy, że całość - sala, kapela i alko dają około 250 zł na osobę, a pcha się około 90 par, to plus jakieś wydatki wychodzi około 50 tysięcy złotych. No i doszliśmy do wniosku iż lepiej tylko cywilny i tylko najbliżsi. Rodzice żony trochę oponowali, ale jak usłyszeli iż wolę tę kasę dać na dom to zgodzili się iż chyba lepiej. No w końcu córka zamieszka w domu, a nie mieszkaniu.
No i poszło. Na ślubie byliśmy my, nasi rodzice i 6 osób. Tyle. Poszliśmy potem na wykwintny obiad i koniec.
Gówno burza zaczęła się potem. Bo wszyscy liczyli na imprezę za free. A jedna kuzynka uznała to za niekatolickie i że już kieckę miała.
Dodaj anonimowe wyznanie