#y4Ujo

Mam już dość swojej pracy. Lubię to, co robię, ale w obecnej pracy jestem wykorzystywana i muszę robić o wiele więcej, niż powinnam, przez co przychodzi stres i przemęczenie. Ciągle śni mi się praca, a z nerwów boli mnie brzuch. Już nie daję rady.
Pracuję tam tylko z powodu dobrych zarobków, bo wiem, że nigdzie indziej tyle nie zarobię.

#54HpL

Jestem kelnerką i barmanką w pewnej restauracji.

To co odróżnia ekipę pracującą w tym miejscu od innych, to to że przyjmują tu tylko młode i atrakcyjne dziewczyny, a nasz uniform składa się z krótkich szortów, szpilek i bluzek lekko odsłaniających brzuch. To wszystko w wiadomym celu.

To co się tam odwala, przechodzi ludzkie pojęcie.

1. Klepanie po tyłku jest na porządku dziennym. To jeszcze pół biedy, ale zdarzają się i tacy, którzy potrafią swoją obleśną rękę w szorty włożyć, albo złapać za krocze. Polityka firmy jest taka, że nie można takiego klienta wyprosić więc każda to znosi. Jedynie możemy odciągnąć jego rękę, ale to wszystko.
2. Obleśne teksty. Zdarzył się nawet starszy facet, który wprost zaproponował mi "szybki numerek" w toalecie. Oczywiście musiałam się uśmiechać i wywinąć brakiem czasu, bo też nie mogę powiedzieć co o tym myślę.
3. Pytania w stylu "ile bierzesz za godzinkę".
4. Celowe wylewanie piwa, czy innych napojów. Zmywanie podłogi należy również do naszych obowiązków. Po co to robią? Bo wtedy mogą obczaić taką dziewczynę z bliska i przez dłuższy czas. Podobno na początku nie było mopa, więc dziewczyny musiały ścierać podłogę szmatą na klęczkach, a wtedy wiadomo. Stuleje zadowolone, bo dziewczyna tyłek wypięła.
5. Rzadko bo rzadko, ale niby przypadkowe oblanie kelnerki piwem w okolicach biustu też się zdarza.

Zapytacie co mnie trzyma w tej pracy? Ano zarobki. Są naprawdę dobre i pozwalają na wynajem całkiem ładnego mieszkanka samej. Nie skończyłam studiów, więc nigdzie tyle nie zarobię.

#L2pXW

To moje pierwsze wyznanie i nie wiem jak powinnam się teraz z tym czuć, ale w sumie chciałam się tym podzielić bez oceny ze strony bliskich mi osób.
Mam 24 lata, jestem studentką bez męża, bez dzieci, a dlaczego? No właśnie..

Otóż, gdy byłam jeszcze w przedszkolu i miałam może 5 lat, stwierdziłam, że mężczyźni mają w życiu łatwiej (nie krytykujcie proszę Panowie myślenia 5-latki), z racji tego, że nie muszą rodzić dzieci. Bo w sumie nawet na imprezach kiedy zdarzy się "przypadkowa ciąża" mogą udawać, że to nie ich. Albo najzwyczajniej w świecie nawet o tym nie wiedzieć, a kobieta jeżeli urodzi to dziecko to często musi rezygnować ze swoich marzeń lub jak nie chce dziecka, bo będzie z tym musiała żyć do końca życia.

Tak wiem... jak na przemyślenia 5-latki dość dziwie, ale naprawdę byłam "innym" dzieckiem. Tak też postanowiłam, że chcę być mężczyzną (nie udało się, bo jak xd).

W wieku 8 lat postanowiłam, że nie będę miała dzieci. Nie wiem dlaczego, ale ich nie lubię, inaczej, nie to, że nie lubię, bo w sumie czasami nic do nich nie mam, ale myśl o własnych przyprawia mnie o nerwicę, one natomiast paradoksalnie lubią mnie i to BARDZO. Dlatego też uważam, że byłabym super ciocią od czasu do czasu, gdyż w całkowitej zupełności wystarczy mi spędzenie z jakimś dzieckiem 1h w tygodniu albo rzadziej.

Do czego zmierzam? Otóż..
Wiele osób pytało mnie już kiedy planuję wyjść za mąż i założyć rodzinę, i na odpowiedź "nigdy" reagowali wręcz z bulwersacją i od razu przygotowaną odpowiedzią w stylu "nie spotkałaś jeszcze odpowiedniego mężczyzny / poczekaj aż odezwie się w tobie instynkt macierzyński / żaba się błota wyrzekała - to mnie najbardziej wkurza.." No właśnie nie. Męża mieć nie będę bo mam narzeczoną, czym się oczywiście nie chwalę z wielu powodów. A jedyną rodzinę jaką planuje założyć to ewentualnie jako "dzieci" zwierzaki typu pies/kot.
Dlaczego o tym piszę? ponieważ naprawdę mam po dziurki w nosie takich odpowiedzi. Dlaczego ludzie nie rozumieją, że nie wszyscy mają dar rodzicielstwa we krwi. A ja naprawdę myśląc o dzieciach mam jakieś BARDZO NEGATYWNE MYŚLI. I nie jest to kwestia tego, że jestem z kobietą czy się boję, po prostu to do mnie nie przemawia.
Zastanawiałam się szczerze sporo razy czy nie przejść się z tym do jakiegoś lekarza, który może by mi wytłumaczył dlaczego tak mogę mieć, wiecie coś w stylu "moja relacja matka-ja(dziecko)".

Może ktoś z was Panie i Panowie był lub jest w podobnej sytuacji i coś się zmieniło, albo i nie, lub ma magiczną odpowiedź na pytanie "w sumie dlaczego tak mam?"

#BA1U4

Mam 22 lata, nie mam pracy ani ukończonej szkoły, mieszkam z rodzicami. Nie mam perspektyw, bo wszystko legło w gruzach i nie wiem co robić by zmienić swoje życie. Pieniędzy też nie mam by w coś zainwestować lub wyjechać za granicę, bo jak wiadomo w Polsce perspektywy jeszcze bardziej się zwężają.

#4JRHH

Ludzie są śmieszni. Opowiem wam sytuację, przez którą ja już tracę wiarę w ludzi.

Zazwyczaj szczepimy suczki żeby nam się nie szczeniły. Jednemu pieskowi nie mogliśmy podać zastrzyku ponieważ była już ciężarna. Aktualnie mamy trzy pieski, którym szukamy nowego domu. Szczeniaki chcemy oddać za darmo. I prawie 90% osób, które do nas dzwonią o te szczeniaki wymagają od nas żebyśmy je zaszczepili, wyrobili książeczki zdrowia i oddali im za darmo. Po rozmowie z weterynarzem koszt na jednego szczeniaka wyniósłby do około 120 zł. Mówię takiej osobie, że mogę to zrobić czyli zaszczepić i wyrobić książeczki ale po zwrocie kosztów, to od razu wydzierają się na mnie, że przecież mają być za darmo (niejednokrotnie też obrażają i wyzywają od niecenzuralnych przekleństw). Nie rozumieją, że w ten sposób aby stracę pieniądze, których i tak nie odzyskam, a tym bardziej że nie zarabiam ponieważ się jeszcze uczę. Czy to tak ciężko po zabraniu szczeniaka za darmo pojechać do weterynarza i zrobić te szczepienia?

#rWwd3

Zapewne każdy z was ma inne spojrzenie na sytuację na granicy polsko-białoruskiej. Szanuję każdą opinie ale chcę wam powiedzieć jaki ja mam na to pogląd, może bardziej wewnętrzne niż każdy z was, ale się nim z wami podzielę. Mój tato pracuje w wojsku, tak sam wybrał sobie ten zawód, ale był na poligonie 4 tygodnie, przyjechał do domu, zjadł obiad i dowiedział się, że tego samego dnia ma być o 2 w nocy na granicy.

Będzie tam kolejny miesiąc. No pewnie myślicie - śpi w hotelu i tak dalej. Nie, śpi w przedszkolu gdzie nawet nie ma łazienki do umycia się, więc myją się w  umywalkach. Każdy rozkaz nie wykonują z własnej woli tylko z tego co każe im dowódca, wyższe organy i wy pewnie myślicie że to co się dzieje, ten jeden filmik z krążący w internecie to ci żołnierze tego chcieli. ALE NIE. Mówiąc dalej ci emigranci chcą do Niemiec, no racja, ale jeśli Niemcy ich nie przyjmą to wracają do kraju, z którego przybyli czyli do nas. Teraz wszyscy mówią niech przejdą, idą dalej, mogą być u nas. A potem będą tylko popychadłami. O i stoją 24/7 w zimnie, krzakach, w czym im powiedzą, a pieniędzy nawet nie ma na baterie do latarek czy same latarki.

Więc nim zaczniecie ich oceniać to zastanówcie się, bo oni to robią dla was i dla mnie też, a to ja nie mam rodzica prawie 2 miesiące w domu.

#b7a9q

Zacznę od tego, że jestem alkoholiczką i ostatnimi czasy nałóg zaczął nawracać. Problemy w domu przekładały się na picie, picie na problemy w domu i błędne koło się zataczało. Mimo wszystko zawsze przy sobie miałam znajomych i chłopaka, którzy mnie wspierali i lubili mimo wad. Pewnego razu zaszalałam za mocno i zostałam z niczym. Dosłownie z niczym.

Nie miałam żadnych swoich rzeczy, więc też postanowiłam, że to ostatnia szansa. Wróciłam na terapię, podjęłam zmiany, chciałam się zrekompensować. Po powrocie do domu odzyskałam swoje konto skąd się dowiedziałam, że nie mam już chłopaka. Okłamałam go w kilku kwestiach, co dla niego było niewybaczalne. Próbując porozmawiać ze znajomymi, powiedziano mi, że "mamy do pogadania i to tak nie zostanie". Przegięłam i nie pamiętam tego, za co okropnie mi wstyd.

Zostały mi dwie osoby, na których mogę polegać. Swoje rzeczy odzyskałam, ale ludzi już nie odzyskam. Nie chce żebyście mi współczuli, po prostu wyciągnijcie z tego lekcje, bo to niesamowite, jak coś tworzone dekadę może rozpaść się w jeden miesiąc.

#zd4md

Kochani dbajcie o swoje związki.
To, że jesteście razem parę lat nie znaczy, że będziecie ze sobą całe życie.
Jeśli kochacie się, walczcie o tą miłość.
Zrób mu / jej jakąś niespodziankę, prezent bez okazji.
Powiedz że Kochasz, że Ci zależy.
Małe gesty, które cieszą.
Pokaż, że może zawsze na Ciebie liczyć.
Nie pozwól by ten płomień zgasł.
Zapytaj, jak się czuje, pomagają i wspieraj w trudnych chwilach.

Czy to naprawdę tak dużo ?

I nie pozwól nigdy by do waszego związku wdarł się ktoś trzeci, z dobrymi radami...
Bo może okazać się, że ten ktoś tak naprawdę nie dobrych zamiarów.

#X33SX

Cała sytuacja zaczęła się jakoś na początku wakacji, gdy moja babcia zaczęła narzekać na bóle nóg. Mama jak i ja od razu stwierdziliśmy, że może powinna wybrać się do lekarza, bo bądź co bądź, nie jest bardzo stara. Rzecz jasna, babcia zignorowała nasze prośby i nasze zmartwienia stanem jej zdrowia, mówi się trudno, może to tylko chwilowe.

Od wakacji, aż po dziś dzień marudziła, że te nogi jej doskwierają. Dalej z moją rodzicielką nakłanialiśmy ją do wizyty u lekarza, przez 3 miesiące skutku brak. Babcia dalej bezproblemowo poruszała się, więc temat co jakiś czas ucichał. Do zeszłego poniedziałku, gdzie babcia całkowicie bez powodu przewróciła się. Nie było to żadne potknięcie ani nic z tych rzeczy, jej nogi zaczęły zawodzić. Rzecz jasna, kochana babunia dalej szła w zaparte, ze do lekarza nie pójdzie, bo nie i koniec dyskusji, na nic nasze argumenty, prośby i zmartwienia. Przez cały tydzień wydarzyło się wiele.
Dziadek, który notabene jest starszy od babci o chyba 5 lat, musiał ją podnosić, bo nie mogła zejść z łóżka. Pewnej nocy babcia spadła z łóżka i zawołała dziadka. Dziadek chcąc jej pomóc został szybko zdemotywowany słowami, że nie musi jej pomagać, ona pośpi sobie na podłodze.

I nastało dzisiaj, tj. 7 listopada. Babcia od rana zaniemogła na nogi całkowicie, nie może stać. Dywan w jej pokoju, jak i ona sama za przeproszeniem obsrany, to samo z deską w kiblu. A babcia od rana urzęduje z piwem. W końcu, po wielu godzinach przekonywań i wizycie jej drugiej córki - mojej cioci, przekonaliśmy ja by wybrała się do lekarza. Rzecz jasna teraz trzeba ją przygotować, umyć, posprzątać w toalecie, jej pokoju.

A jak można podsumować całą tą przykrą sytuacje? Ja zarówno z ojcem jesteśmy bardziej zdenerwowani, choć nam obu jest przykro i szkoda babci, mama miała problemy ze snem od dwóch tygodni z powodu tej sytuacji, ciocia martwi się o swoją mamę, a ja mogę to podsumować jednym przysłowiem: "Polak mądry po szkodzie", bo upartego dorosłego bądź co bądź na siłę do lekarza nie weźmiesz. Tak że, troszczcie się o swoich dziadków i babcie, bo mogą zaniemóc w najgorszym momencie.
Dodaj anonimowe wyznanie