#eiWgM

Wiele razy wyobrażałam sobie sytuacje, w których błyszczę swoim dość zaawansowanym językiem angielskim. Taka okazja się nadarzyła, gdy pewna dziewczyna na mieście zapytała mnie:
- Excuse me, do you speak english?
W głowie miałam wiele scenariuszy, już chciałam jej odpowiedzieć iście kwiecistym zdaniem. I w tym momencie wypaliłam:
- No.
Dziewczyna krzywo się uśmiechnęła, a ja poszłam dalej. Dopiero po chwili uderzyło mi dziwne ciepło do głowy i zrozumiałam, co odwaliłam.

#vYhyy

Pojechałem na zakupy do popularnego supermarketu. Zaparkowałem auto i udałem się do sklepu. Po wyjściu zauważyłem, że niedaleko mojego samochodu stoi inne auto, a obok niego ciężarna kobieta w wieku około 30 lat. Wydaje mi się, że było to dość rozwinięte stadium ciąży, około 7-8 miesiąca. Nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie to, że paliła ona papierosa. Dumna jak paw, nawet się z tym nie ukrywała. W środku siedziało jeszcze jedno dziecko, prawdopodobnie jej mąż i jakaś starsza pani (może matka?). Wtedy coś we mnie pękło. Podszedłem i zapytałem się:
- Dlaczego truje pani swoje dziecko?
Odpowiedź jaką uzyskałem dosyć mnie zszokowała:
- Ch*j ci do tego, nie twoja sprawa.
Wtedy wyrzuciła papierosa i wsiadła do samochodu i odjechali.

Nie rozumiem jakim trzeba być bezdusznym człowiekiem, żeby traktować swoje nienarodzone dziecko papierosami. Jakim trzeba być mężem, żeby pozwalać żonie robić coś takiego? Jaką trzeba być babcią, aby dawać przyzwolenie na takie czyny?
Słyszałem, że nie można rzucać palenia od razu po zajściu w ciążę, bo to też może jej zaszkodzić, ale wydaje mi się, że w takim stopniu jej rozwoju już chyba kategorycznie palić nie wolno. Żałuję, że nie zareagowałem trochę inaczej, ale czasu już nie cofnę. Życzę jej tylko, żeby dziecko urodziło się zdrowe i nie musiało ponosić konsekwencji czynów swojej "mamusi"...

#ocXXr

Najgorsze uczucie po ciężkim dniu?

Gdy stoisz przy kasie na dworcu i brakuje ci 2 złote na bilet, by wrócić ponad 100 kilometrów do domu.

Najpiękniejsze uczucie?

Gdy Pani z kasy kupuje ci bilet z własnej kieszeni, widząc zbierające się z bezsilności łzy.

Raz jeszcze Pani serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że czekoladki smakowały! :)

#hLk4s

Moi rodzice zawsze mocno się kłócili. Taka natura, ale jako że byłam dosyć wrażliwym dzieckiem, za każdym razem mocno to przeżywałam. Nieraz brałam winę na siebie i zawsze myślałam co mogę zrobić, żeby ich pogodzić/uniknąć kłótni w przyszłości.

Gdy miałam ok. 8 lat, po jednej z większych kłótni, gdy nie odzywali się do siebie kilka dni, postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Usiadłam przy biurku i uruchomiłam wszelkie pokłady kreatywności, jakie tliły się w mojej główce. Owocem mojego dziecięcego "geniuszu" był list miłosny napisany do mamy w imieniu taty. 
Podrzuciłam go mamie na szafkę nocną i zadowolona czekałam na efekty. Oczywiście mama od razu domyśliła się, kto ten list napisał (nie miałam wtedy komputera, a pomimo wszelkich starań moje dziecięce pismo za żadne skarby jakoś nie chciało przypominać pisma mojego taty), jednak osiągnęłam upragniony efekt. List ją tak rozbawił, że pokazała go tacie, a później wszystkim znajomym... Ba! Jeden ze znajomych miał dostęp do kserokopiarki i nie omieszkał porobić kopii mojego listu...

I generalnie historia jest dosyć urocza i słodka, dopóki nie dojdziemy do treści listu... Do tej pory palę się ze wstydu i nie mam pojęcia skąd wzięły mi się teksty typu:
"Twoje oczy są jak jezioro, w którym chciałbym się utopić, Twoje włosy są jak las, w którym mógłbym się zgubić, Twoje usta..." itd.

#Fydo2

Miałam remont łazienki, zatem - brak łazienki. Mieszkam na wsi, więc przez kilka dni załatwialiśmy się "za stodołą".

Pewnego dnia obudziłam się o 7, wyszłam na balkon i zapaliłam. Wróciłam i... szybka kalkulacja - nie zdążę wyjść na dwór, po prostu nie dolecę. Złapałam reklamówkę, wsadziłam ją do kosza do śmieci, po czym usiadłam i się wykasztaniłam. Dobrze, że nikt tego nie widział.

#zzxvn

Zacznę od tego, że mój mąż jest dentystą. Nie jest pracoholikiem, lecz wplata swoją pracę w każdą dziedzinę życia.
Wczoraj wieczorem, leżąc w łóżku na przeciw siebie, nagle wzięło mnie na ziewanie, wtedy mąż wypalił: "czwórka do leczenia, kochanie". Prawdziwe szczęście mieć w domu fachowca zawsze w pogotowiu...

#wc39J

Czytając na stronie historie ludzi, którzy byli w dzieciństwie gnębieni przez ''kolegów'', po czym założyli swoje firmy i mogli zatrudnić swoich oprawców zdawały mi się bardzo fajne. Wręcz zazdrościłam, że mogą się po latach zemścić.

Nie znam osób, na których mogłabym się mścić, nie mam własnej firmy, ale pracuję w firmie ochroniarskiej w dziale rekrutacji.
Chętni są sprawdzani przeze mnie i kolegę i potem zatrudniani w przeróżnych miejscach na terenie całego miasta.

O pracy wie tylko rodzina i przyjaciele, bo nie robiłam z tego tajemnicy, ale też nie afiszowałam się tym faktem na żadnych portalach.

Codziennie spływa do nas dużo CV i zdarza się, że osoby, do których dzwonię czasem rekrutuje kolega i na odwrót, w zależności od stanowiska, i czasem nie jestem w stanie wypatrzeć znajomego nazwiska na liście osób.
Jeśli widziałam CV znajomych, to dla czystego sumienia wolałam umówić do kolegi, żeby nie było potem mówienia, że załatwiam komuś pracę po znajomości.

Ostatniego dnia przed urlopem humor niesamowicie mi dopisywał.
Czekałam na ostatniego pana, który się spóźniał już dobre 10 minut.
Zwykle takie osoby dzwonią i uprzedzają, że coś się stało i czy mogę poczekać.
Nie jest to dla mnie problem, bo każdy jest człowiekiem i może coś się zdarzyć.
Tutaj odzewu zero, czekam dalej i nic.
Minęło 30 minut, więc stwierdziłam, że dana osoba już nie przyjdzie i zaczęłam przeglądać osoby z całego dnia, gdy nagle dzwoni koleżanka z recepcji z informacją, że przyszedł pan spóźnialski. Poprosiłam, żeby przyprowadziła go do mnie.

Wszedł do pokoju pewny siebie, ale gdy zobaczył, że rozmawiać będzie ze mną aż zbladł.
Miał tak popularne nazwisko, że nie pomyślałam, że mogę go znać.
Był to mój dawny kolega jeszcze z lat studenckich, z którym się spotykałam przez kilka miesięcy. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że działał na kilka frontów.
Między nami nie doszło do niczego poważnego, więc trochę się pozłościłam i zapomniałam o sprawie.
Od znajomych tylko słyszałam, że jest świetnym handlowcem zarabiającym tysiące.


Na papierach nie widniało nic takiego, więc widziałam, że kłamał.
Od razu mnie zaczął przepraszać, ale wyjaśniłam mu, że nie będę mieszać spraw służbowych z osobistymi.
Rozmowę przeprowadziłam, dostał pracę i więcej go nie widziałam.

Na drugi dzień po rozmowie dostałam do pracy wielki bukiet kwiatów z liścikiem "Przepraszam''.
Gdy dostał pracę, dostałam drugi bukiet z liścikiem ''Naprawdę przepraszam i dziękuję za danie mi szansy'' :)

#2AENV

Jestem artystką i właśnie, ku mojej wielkiej radości, doczekałam się pierwszej wystawy w modnej, hipsterskiej galerii sztuki. Goście odwiedzający to miejsce mogli nie tylko oglądać obrazy i zadawać pytania ich autorom, ale także i kupić którykolwiek z wystawionych eksponatów.

Tego dnia do galerii przyszedł tłum ludzi. Przeważały oczywiście oryginalnie ubrane jednostki, faceci z zakręconymi wąsami i dziewczyny wyrwane wprost z wykładu na ASP. Chodzili między obrazami, pochrząkiwali ze zrozumieniem kiwając głowami, zamyślali się patrząc nieobecnym wzrokiem na płótna, niektórzy wyciągali smartfony i robili zdjęcia...

Była też jedna para. Prości ludzie, ale wyraźnie majętni. Zastanawiałam się co ich skierowało do tego miejsca. Szybkim krokiem przeszli przez całą galerię i wybrali sobie dwa niewielkie obrazki oprawione w ramki. Jeden z nich przedstawiał martwą naturę z kwiatami, jako motywem przewodnim. Drugim zaś okazał się mój jesienny pejzaż. Miałam szczególny sentyment do tego dziełka. Malując go inspirowałam się muzyką skomponowaną przez Nikołaja Czeriepnina i zapachem przekwitających pelargonii... Serio - ze wszystkich moich malunków, ten lubiłam najbardziej.
Państwo wahali się przez chwilę, które z płócien wybrać, ale ostatecznie zdecydowali się na moje. Z jednej strony cieszyłam się, bo obraz wystawiony był za całkiem ładną sumkę, z drugiej zaś - smutno mi było go oddawać.

- Dzień dobry - uśmiechnąwszy się słodko, zagaiłam do kupujących. - Widzę, że państwo chwalą sobie bardziej jesienną nostalgię nad martwą naturę?

- Dobry - odparł pan wyciągając z pękatego portfela banknoty. - Srura natura... Bieremy se ten obrazek, bo jest szerszy i akurat zakryje nam dziurę nad kiblem...

Nigdy wcześniej nie czułam się tak podle upokorzona, jak w tym dniu.

#x4Htd

Czytając pracę magisterską swojego wieloletniego partnera odkryłam, że w podziękowaniach umieścił swoich rodziców, siostry, dziadków. Wszystkich najbliższych z wyjątkiem mnie. Było mi tak przykro, że aż się popłakałam. Niby takie podziękowania nic nie znaczą, ale to ja popchnęłam go, by zdobył tego magistra, szukałam bibliografii, sprawdzałam składnię i ortografię. A w zamian nie dostałam głupiej linijki w podziękowaniach.

On nie widzi problemu, bo nie jesteśmy rodziną. Co z tego, że żyjemy razem od 7 lat. Przecież to nic nie znaczy.
Dodaj anonimowe wyznanie