#vYhyy
- Dlaczego truje pani swoje dziecko?
Odpowiedź jaką uzyskałem dosyć mnie zszokowała:
- Ch*j ci do tego, nie twoja sprawa.
Wtedy wyrzuciła papierosa i wsiadła do samochodu i odjechali.
Nie rozumiem jakim trzeba być bezdusznym człowiekiem, żeby traktować swoje nienarodzone dziecko papierosami. Jakim trzeba być mężem, żeby pozwalać żonie robić coś takiego? Jaką trzeba być babcią, aby dawać przyzwolenie na takie czyny?
Słyszałem, że nie można rzucać palenia od razu po zajściu w ciążę, bo to też może jej zaszkodzić, ale wydaje mi się, że w takim stopniu jej rozwoju już chyba kategorycznie palić nie wolno. Żałuję, że nie zareagowałem trochę inaczej, ale czasu już nie cofnę. Życzę jej tylko, żeby dziecko urodziło się zdrowe i nie musiało ponosić konsekwencji czynów swojej "mamusi"...
Mam znajomą, która na uwagi o palenie w ciazy, odpowiadała "najwyżej będzie mniejsze".
Jak ktoś jest debil to nie przetlumaczysz.
Miała rację, że "ch.j Ci do tego". I ten tekst, że coś w Tobie pękło. Nic tak nie wkurza jak wpie.dalanie się do czyichś spraw i tłumaczenie tego swoją niesamowitą prawością.
Palenia w ciąży oczywiście nie popieram, potępiam itp.,
W jaki sposób ty to niby potępiasz skoro jedziesz po chłopie który właśnie to robi? W kącie siedzisz i na ścianie piszesz postulaty "potępiam palenie w ciąży" czy co? W twojej kilkuzdaniowej wypowiedzi zaprzeczyłeś temu co napisałeś kilka linijek wyżej...
Nie popieram i potępiam, ale nie wpie.dalam się w czyjeś sprawy. Ale potępiam też pseudobohaterów co to w nich coś pękło, bo jacy to oni nie prawie. Znałem kiedyś kogoś podobnego i jedyne co mi się nasuwa na myśl to żenada.
Wciąż, nawet jeśli czynią zwyczajny idiotyzm, narzucasz im swoje zdanie, co nie jest zbyt miło widziane dla ludzi zamkniętych w swoich bańkach. Moja mama zawsze paliła w czasie ciąży i pięć lat temu, jak była w kolejnej, rozmawiała wiele z moją ciocią, która też w niej była o przyjętej opinii, że palenie podczas ciąży szkodzi - moja mama mówiła, jak zdrowe są jej dzieci, a ciotka chwaliła się, że jak nie paliła, to i tak urodziła niepełnosprawne dziecko, więc ma to gdzieś. Za parę miesięcy i tak urodziła wcześniaka, który musiał być w szpitalu w innym mieście sam, ale o to mniejsza. Niektórzy opierają się tylko na własnym doświadczeniu i zamykają się na nowe informacje i naukę. Nic z nimi nie zrobisz. Urodzą, zaniedbają dziecko i szybko umrą. Taka kolej rzeczy, nie zmienimy czyjegoś toku myślenia ot tak, jedyne co ma sens, to kompletnie zignorowanie tego i zajęcie się sobą. Oni umrą, ale ty nie, jeżeli masz większy rozum.
@szinigami Jakże mi przykro.
Rzucenie palenia w ciąży jest szokiem dla matki, a nie dziecka. A jak ktoś chce palić to zawszr znajdzir sobie wymówkę
Najfajniej jest kiedy stawiamy się w roli Pana i kata, ale kiedy się pomyśli, że kiedyś komuś nie spodoba się nasze zachowanie i zacznie pomstować o kary, to już nie robi się tak fajnie, co? Zachowanie matki nie było dobre, ale miała rację, nic Ci do tego co ona robi. Przy procesie powstawania nie byłeś, przy wychowaniu też nie będziesz, więc w gruncie rzeczy nie Twój biznes. Dziwi mnie skąd w narodzie ostatnio takie zamordystyczne zapędy.
Teraz możesz pod prysznicem opowiedzieć szamponom jakim to tekstem byś jej nie załatwił teraz:)
A tak szczerze to patus pozostanie patusem. I o ile nałóg można rzucić, to nie wykorzenisz patusa z patusa.
Mama mi opowiadała, że w jednym szpitalu babeczki, które były w ciąży i czekały właśnie np na wywołanie, a wychodziły na papieroska, miały przesrane u pielęgniarek. M.in dużo później dostawały znieczulenie. Tak o, żeby się pomęczyły tak jak te dzieci, gdy mamusia musiała zakurzyć :)
O ile się nie mylę, to dziecko rozwija się tylko na początku ciąży (chyba przez pierwsze 3 miesiące), a potem tylko rośnie i własnie w ostatnich tygodniach ,,najbezpieczniej'' jest palić i pić.
A w domu jeszcze do tego bierne palenie.
Pozwolę sobie skomentować. Mam 2 dzieci. W obu ciążach paliłam po 1-2 papierosy dziennie. Mój ginekolog machnął ręką i powiedział "mieszka pani na Targówku (Warszawa). Smog ma pani taki, że różnicę robiłaby paczka, a nie jeden fajek, żeby spokojnie zrobić poranną kupę". Moje dzieci żyją, są szczęśliwe, roześmiane i kochane. Zaszczepione i pod stałą opieką medyczną. Wciąż palę (teraz po 7-8 sztuk dziennie, jak kiedyś), ale na dworze. A z Warszawy się wyprowadziłam i..... skończyły się zapalenia oskrzeli kilka razy w roku. Ba! Nie chorowali od roku na nic! Jakość powietrza robi różnicę. Nie oceniajcie, nie znając czyjejś historii.