#NkPf2

Zawsze uwielbiałam oglądać mecze piłki nożnej razem z tatą. Dziwna ekscytacja towarzysząca mi podczas rozgrywki nie dawała mi spokoju, przecież jestem dziewczyną, nigdy nie grałam w nogę, a doskonale wiem co to spalony.

To było niedzielne popołudnie. Koledzy przyszli po mnie, czy nie idę z nimi w coś zagrać (zawsze trzymałam się z chłopakami). Ktoś zaproponował, żeby zagrać w nogę. Moje serce zabiło w inny sposób niż zwykle. Wzięliśmy piłkę i poszliśmy. Boisko to była czysta prowizorka - po dwa pale z jednej i z drugiej strony otoczone siatką miały służyć za bramki. Wybraliśmy drużyny i gra rozpoczęła się.

To był mój pierwszy raz na boisku. Jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu.
Nabiłam 4 gole. Byli pod wrażeniem! Ja sama byłam. Ciągle mówili: Ej, Anka wymiata!!

Chciałabym iść do jakiegoś klubu, mieszkam na wsi, wszędzie jest daleko. I nie mam kasy ;) Ale kto wie, może kiedyś spełnię swoje marzenie i będę grała jak nasi polscy piłkarze? Tego nie wiadomo, ale bardzo na to liczę :)

#iwTod

Moi rodzice poznali się, gdy mama miała 16 lat, a tato 18, na jakieś imprezie. Mama kończyła liceum o profilu biol-chem, a tato technikum mat-fiz, więc tak się złożyło, że maturę pisali w tym samym roku (mama poszła o rok wcześniej do szkoły). Gdy poszli na studia, okazało się, że tato jest bardzo ciężko chory i wymaga rehabilitacji. Po 2 latach wyszło na jaw, że tato umiera. Mama cały czas się nim troskliwie opiekowała.

Gdy lekarze powiedzieli, że tato umrze za ok. miesiąc, mama ładnie zaplanowała ich pierwszy raz (pomimo tego, że byli razem prawie cztery lata, wcześniej ze sobą nie spali). Tato umarł po niecałych dwóch tygodniach, a po 9 miesiącach na świecie pojawiłem się ja.

Niby nic, ale mama od tamtej pory nie miała żadnego mężczyzny. Od zawsze była bardzo ładna, więc wokół niej zawsze się ktoś kręcił. Na żadnego nie chciała nawet patrzeć. A wszystkie jej przyjaźnie damsko-męskie kończyły się w momencie, gdy facet proponował jej coś więcej.

I chyba nikogo nie zdziwi fakt, że mam na imię tak samo jak mój ojciec oraz to, że chodzę do tego samego technikum...

#f84KZ

Wracam zmęczony z pracy. Po szybkiej kąpieli marzę, aby móc się położyć, lecz
moja dziewczyna owinięta w kokon z kołdry słodko spała. Chcąc się do niej przytulić i oczywiście przykryć się tą kołderką, musiałem ją odwinąć... No i wtedy ulotnił się "bezcenny" aromat. Jezu, w życiu nie czułem gorszego smrodu...
A mówiła mi, że dziewczyny nie pierdzą :D

#ch1ku

Chodziłem kiedyś do pracy dużo wcześniej i rano zawsze idąc z parkingu spotykałem niewidomego, który szedł na przystanek znajdujący się w połowie naszej drogi. Nie znałem go wcześniej, po prostu kiedyś zauważyłem jak próbuje przejść na światłach, na których zepsuł się brzęczyk, i pomogłem. Tak poznałem Damiana i tak prawie całą dość ciężką zimę niemal codziennie o tej samej porze pomagałem mu dojść na ten przystanek. Poznawał mnie już po krokach i witał się zanim jeszcze otwarłem do niego gębę, a jak miałem chwilę czasu, to czekałem z nim żeby mu powiedzieć, że jedzie już ten jego 173 i tak gadaliśmy.

Chłop nie widzi od dziecka, jest fizjoterapeutą i masażystą, jeździł wtedy do pracy w mieście oddalonym o jakieś 30 km i aby dojechać do pracy, musiał wpierw wsiąść w ten autobus, dojechać pod dworzec kolejowy, wsiąść w pociąg i potem w kolejny bus podjechać parę przystanków do miejsca pracy. I wiecie co... nie narzekał, cieszył się życiem, pracą, tym, że może pomagać innym i robić to co lubi, w czym jest dobry i utrzymywać rodzinę (miał żonę i dziecko). Mówił tylko, że czasem dojazd go już męczy i chciałby gdzieś bliżej pracować. Dzięki temu, że z nim sobie tak gadałem, opowiedział mi klika ciekawostek - że np. paradoksalnie lubi zimę, bo łatwiej mu jest w odgarniętych chodnikach się poruszać pomiędzy zaspami śniegu, które wtedy łatwo wyczuwa laską, albo że jest telefon z taką nakładką na androida, którą obsługuje się mową lub dotykiem całego ekranu. Albo - i tutaj bardzo ważna rzecz dla informatyków i webmasterów - narzekał, że ogrom stron internetowych nie ma w kodach wypełnionych znaczników "title", bo nie chce się tego robić webmasterom lub są one wypełnione niedbale czy też pod kątem robotów pozycjonujących strony i przez to niewidomi nie mogą korzystać z tych stron, bo syntezator mowy nie przeczyta co jest "pod linkiem". A za to odpowiada właśnie "tittle", który dla nas jest zwykle niepotrzebny i widoczny najczęściej po przytrzymaniu myszki.

Fajny gość, teraz już go nie widuję, mam nadzieję, że znalazł lepszą pracę albo otworzył swoją działalność gdzieś bliżej miejsca zamieszkania. Mam wielki szacunek dla tego gościa i innych, którzy pomimo swojej niepełnosprawności mogą i chcą więcej niż niejeden zdrowy leń!

Aha, no i odtąd zawsze wypełniam "title" jak dłubię gdzieś w kodzie i myślę sobie co tam u Damiana...

#kJcTJ

Zawsze dbałam o higienę, a przynajmniej tak mi się wydawało. Myję i myłam się codziennie, włosy oczywiście szamponem. Zęby od dwóch do pięciu razy dziennie.

Jakoś w 5-6 klasie wyzywałam się z kolegą (chyba trochę na żarty) tekstami typu: "pijesz herbatę z wody po pierogach", "nie czytasz książek" itd. On wykrzyknął do mnie:
"Nie myjesz się mydłem!".

Hm... Istotnie tak było. Myłam się codziennie, ale bez mydła (chociaż włosy zawsze szamponem - taki brak analogii ;)). Od tamtej pory używam mydła/żelu. Nikt nie wie, że ten głupi tekst uświadomił mi, że jestem kryptobrudasem.

#cuEdC

Wczoraj mój niedojrzały jak na swój wiek chłopak miał urodziny. Zamiast spędzić je ze mną przy lampce wina i cieście, które planowałam upiec, on postanowił zaprosić do domu swoich kumpli. Po dwóch godzinach wszyscy, razem z moim chłopakiem, bardzo pochorowali się po wypiciu dużej ilości wódki i zbiorowo wymiotowali do wanny (a ci co nie zdążyli dobiec, „korzystali” z umywalki). Po tym obrzydliwym spektaklu upodlenia, wszyscy czterej zasnęli nieprzytomni na naszym łóżku. Nie dość, że przez pół nocy musiałam sprzątać śmierdzący syf, który zostawili w łazience, to na koniec zostałam zmuszona do spania na ziemi w przedpokoju.

#fxIgD

Opowiem wam historię pewnego małżeństwa. Powiedzmy Ania i Janusz. Poznałam ich ponad 10 lat temu. Pamiętam, że nie polubiłam Janusza, był on bardzo ponury i gburowaty, w przeciwieństwie do jego nowo poślubionej żony Ani, która sprawiała wrażenie bardzo miłej i sympatycznej dziewczyny. Zawsze zastanawiałam się, co taka fajna dziewczyna robi z takim prostakiem. No, ale nic. Przeskakujemy kilka lat do przodu i wieść po całej wsi się rozchodzi, że Ani i Januszowi urodziło się dziecko. Janusz wyprawił bardzo huczne chrzciny swojej córki, wręcz sprawiało to wrażenie robienia tego bardzo na pokaz.

I wszystko było dobrze, do czasu, aż jakiś miesiąc później gruchnęła wiadomość o tym, że córka Janusza... nie jest jego córką. Okazało się, że Ania od jakiegoś roku lub więcej ma romans z innym mężczyzną z sąsiedniej wsi i to dziecko jest jego. Janusz o tym wszystkim wiedział i kiedy jego żona zaszła w ciążę, postanowił się z nią mimo wszystko nie rozstawać. Uzgodnili, że ona zakończy swój romans, a dziecko wychowają wspólnie i w urzędzie wpiszą, że to Janusz jest ojcem. I tak zrobili, jednak po kilku miesiącach od tego, jak wiadomość się rozeszła, Ania zostawiła Janusza, zabrała dziecko i uciekła do kochanka (okazało się, że wcale nie zakończyła romansu i cały czas się z nim spotykała). Wniosła pozew o rozwód i alimenty. Zamieszkała z kochankiem, a jej mąż musiał płacić alimenty na jego dziecko. Jakieś 2 lata temu się rozwiedli.

A teraz coś o tamtym facecie. Jej kochanek ma teraz ok. 40 lat, nigdy w życiu nie splamił się żadną pracą. Sporadycznie tylko łapie się jakiś dorywczych prac na czarno. Mieszka nadal z matką w jednym domu i ma troje dzieci z trzema różnymi kobietami (co ciekawe, wszystkie to mężatki). Z jedną z kobiet romansował w tym samym czasie co z Anią i ich dzieci urodziły się w tym samym roku.
Ani widocznie to nie przeszkadza, bo nadal z nim mieszka. Ona utrzymuje ich wszystkich, bo on nie pracuje i opowiadała kiedyś, że chce wziąć z nim ślub.

Szkoda mi tylko Janusza.

#52lkb

Moja siostra zawsze była cwana, pracowała... (he, he) w korporacji odpowiedzialnej za fundusze UE, często na zjazdach rodzinnych przechwalała się jak roluje przełożonych na L4 czy dodatkach albo wręcz jest upierdliwcem, żeby tylko wyjść na swoje. Kłamie w robocie, podbiera zlecenia etc., jest typową korpo mendą. Ja zaś pracuję w pewnym banku w dziale inwestycji. Los chciał, że się nasze firmy i działy zetknęły. Siostra od razu próbowała mnie ustawić sobie tak, aby jej wyniki były super, bo awans  by miała wręcz gwarantowany. Postanowiłem jej utrzeć nosa, ale trochę poszło za daleko nie z mojej winy.

Przy rozpisywaniu przetargów na wykup aktywów jakiejś firmy stalowej chciała, abym ustawił wszystko pod jej kontrahenta (co jest karalne), oczywiście tego nie zrobiłem. Może i jestem głupi, ale za to rzetelny i nie sram tam gdzie jem.

Siostra na pewniaka poszła do zarządu, że wszystko nagrane, a ci durnie wpakowali ogromną kasę w przetarg, którego i tak nie mogli wygrać. Po ogłoszeniu z ryjem do mnie przyjechała, że jestem draniem (wszystkie słowa jakich użyła to łacina) i że mam to odkręcić. W moim znowu zarządzie przedstawiłem jej osobę i o co jej chodzi zgodnie z prawdą. Utopili tamtą firmę, że być może zwinie żagle za nielegalne praktyki z Polski.

Siora straciła robotę i dostała tzw. czerwoną notę - w żadnym korpo o amerykańskim kapitale nie znajdzie pracy.

Teraz pisze do mnie na messengerze, że mam jej oddać kasę za psychologa, bo ma nerwicę, i w dodatku nabawiła się kamieni nerkowych. Właśnie dodaję ją do zbanowanych, a rodzinie wysłałem streszczenie z dowodami, jakim ona jest pasożytem. Zawsze to jej pomagali, jej dom wybudowała moja rodzina, tak żebrała. Ciągle tylko brała i brała, ale kiedy mama zachorowała na raka trzustki, nie była w szpitalu ani razu, gdy ja byłem prawie całą dobę, nawet kredyty pobrałem na leczenie, sprzedałem mojego ukochanego ATV i wiele innych rzeczy. Niestety mama zmarła, a pieniędzy nie wystarczyło mi nawet już na stypę i pogrzeb. Wtedy wielmożna siostra pojawiła się cała na biało, że za pogrzeb zapłaci i cała rodzina ją wielbiła, a ja wyszedłem na sknerusa. K.wa, ja nawet nie płaciłem rachunków na czas, bo na mamę łożyłem co tylko mogłem. Taki debil ze mnie.

Nie żal mi siostry, niech ginie.
Dodaj anonimowe wyznanie