#ihks3

Od miesiąca mogę legalnie iść po pigułki antykoncepcyjne.

Mam narzeczonego. Znamy się od przedszkola, poprzez te lata coś zaiskrzyło i w wieku lat 15 zaczęliśmy ze sobą chodzić. Nasi rodzice akceptowali ten związek, no i lux malina. W wieku lat 16, bliżej 17, wiadomo, zaczęliśmy współżycie. Początkowo zabezpieczaliśmy się zawsze prezerwatywą, bo wpierw szkoła i studia, a dopiero potem dzieci. Ale że bywają zawodne, to postanowiliśmy zmienić sposób antykoncepcji.
I tu się pojawiły schody.
Porozmawiałam z mamą i poszłyśmy razem do ginekologa. Mama bardzo wspierała mnie w mojej decyzji o świadomym planowaniu rodziny i że wpierw nauka. Ale u ginekologa... Moja mama usłyszała, że jest nieodpowiedzialna, że tak młodo zaczęłam dawać d... A skoro już daję, to mam rodzić dzieci, bo niż demograficzny jest.

Pigułki przepisywał mi prywatnie inny lekarz. I dobrze, bo dwa miesiące po rozpoczęciu ich brania pękła nam prezerwatywa. Na szczęście dzięki tabletkom nie wpadliśmy.

#O4hUW

Lato, upały, późny wieczór. Siedzę sobie przy laptopie grając w jakaś tam gierkę. Wiecie jak to latem, zazwyczaj nie śpi się w piżamie, tylko jakieś majteczki, ewentualnie bluzka na ramiączkach i tyle. Tak też wyglądałam w tym dniu, zwłaszcza że byłam już po wieczornej kąpieli. Spoglądam na telefon, a na nim wiadomość "Możesz już po mnie przyjechać". Myślę sobie "kurna, nie!". Jestem typem osoby należącej do leniwców i właśnie za tym idzie to, co się później wydarzyło, ale do sedna.

Byłam w tym dniu na tyle zmęczona, że nie chciało mi się nawet ubrać spodni na tyłek, wstałam więc i pojechałam tak jak siedziałam, czyli długa bluzka, majty i kapciochy w renifery. Pędzę ulicami mojej pięknej mieściny, relaksując się jednocześnie ciepłym wieczorem. Wszystko było pięknie do momentu, gdy przed maską mojego samochodu zobaczyłam machający lizak... Oho... Smerfy... Zatrzymuję się i nieudolnie próbuję zasłonić jakkolwiek te majty w kolorowe wstążki, oczywiście moje wysiłki poszły na marne. Otwieram szybę, policjant od samego włożenia głowy w szybę miał uśmiech od ucha do ucha, jak zobaczył jeszcze moja bieliznę, to już nawet zęby wystawił... "Dobry wieczór, zatrzymałem panią do rutynowej kontroli, ale nie wiem, czy to dobry pomysł... Skoro nie ma pani spodni, to i dokumentów brak...".

Myślałam, że umrę ze wstydu, na szczęście pan okazał się śmieszkiem i nie musiałam udowadniać, że zapomniałam dokumentów, tak jak i spodni :)

#E4vsr

Znacie pastę "mój stary jest fanatykiem wędkarstwa"? No, to mój stary jest fanatykiem Biedronki...

Zaczęło się niewinnie, około 4 lata temu naprzeciwko bloków, w których mieszkają rodzice, powstała Biedronka. Początkowo tata nie był przekonany do zakupów, do czasu aż w jego ręce wpadła gazetka z promocjami. Od tamtego czasu zakupy robi tylko w Biedronce i tylko w promocji. Jak są w promocji parówki, to potrafi kupić 6 kilogramowych paczek (a mieszka tylko z mamą) i potem żre te parówki cały tydzień albo i dwa, chyba że ucieka data, to każe matce zrobić fasolkę albo bigos, żeby je wykorzystać. Inne produkty tak samo: nie ma promocji na makaron, to z bólem serca kupi paczkę, a potem jak w końcu jest w ofercie parę groszy taniej, to robi zapasy jak dla pułku wojska. Pół zamrażalnika matka ma zawalone różnymi schabami, łopatkami i filetami, bo promocja była i grzech nie kupić. Latem był hałas, bo ojciec dostał info, że z jakiejś tam okazji (chyba Dzień Dziecka) jest promocja na lody, to poszedł i kupił 20 sztuk, a potem nie miał gdzie tego przechować, bo zamrażarka pełna.
Jakiś czas temu matka dzwoniła gdzieś z jego telefonu i zdziwiło ją, że często wydzwania do jakiejś Tereni. Okazało się, że pani Terenia to znajoma starego, pracuje w Biedronce i ojciec jak chce coś z gazetki, to dzwoni i prosi, żeby mu odłożyła to czy tamto, bo raz czy dwa tata się na jakąś promocję nie załapał, więc teraz dzwoni i rezerwuje na przykład 12 kostek masła.
W tym roku ojciec dał wszystkim swoim wnukom po 70 złotych na Gwiazdkę z zastrzeżeniem, że pojadą z nim po świętach do Biedronki i wybiorą sobie zabawki, bo na pewno będą wyprzedaże. A parę dni temu zadzwonił do mnie pochwalić się, że kupił 48 paczek chipsów, bo były "za darmo". Matka zła, bo całą spiżarka w chipsach. Pytam ojca co ma zamiar zrobić z taką ilością chipsów, to jeszcze z mordą na mnie wyleciał, że jak jest okazja, to się wykorzystuje, „synek zobaczysz, jeszcze przyjedziesz do mnie na te czypsy”.
Tak samo było z karpiem za darmo, bananami, jabłkami, maskotkami z różnorakich gangów – rozdają, to się bierze, a potem myśli na ch#$ to komu.

#Skwby

Pierwsza praca? W moim przypadku kariera zawodowa zaczęła się dość hardcorowo - zostałam akwizytorką. Taką, którą kierowca wywozi w wiejskie tereny i zostawia na cały dzień, by chodziła z plecaczkiem i materacem rehabilitacyjnym na sprzedaż.

Wytrzymałam miesiąc. W żadnej innej pracy nawet przez kilka lat nie przeżyłam tylu "ciekawych" historii, co tam w tak krótkim czasie... W sumie sam fakt przeżycia jest na plus, bo nie było to bezpieczne zajęcie. Co najbardziej zapadło mi w pamięć?

1) Pięcioosobowa rodzina mieszkająca dosłownie w jednym pokoju. Składał się on z ogromnego stołu, na którym było po prostu wszystko. Ubrania, garnki, buty, sprzęty. W jednym rogu pomieszczenia była kuchenka, w rogu z naprzeciwka toaleta i zlew, a pod ścianami kolejne łóżka.

2) Przyjmuje mnie mężczyzna w średnim wieku. Rozmawiamy, chcę zaprezentować mu materac, gdy nagle słyszę ni to krzyk, ni to dziwne charczenie zza zamkniętych drzwi do innego pokoju. Mężczyzna tłumaczy, że to jego matka, która nie ma pieniędzy na lekarza. W nodze pod biodrem zrobiła jej się rana, a ona lubi w niej grzebać, zwiększać dziurę. Krzyczy w ten sposób, gdy za bardzo dotyka kości.

3) Trafiłam do domu żołnierza - weterana. Rozmowa konkretna, ale kiedy chciałam wyjść z jego domu, on nie zezwala. Mówi, że już zdecydował i właśnie taką dziewczynę jak ja życzy sobie na żonę dla swego syna. Chce, żebyśmy na niego poczekali. Dopiero po moich tłumaczeniach, że jestem w stałym i bardzo poważnym związku, zgodził się mnie wypuścić.

4) Rozmawiam ze starszą kobietą. W pewnym momencie ona mówi, że żaden materac nie jest jej już potrzebny, bo na zgniłą nogę nic jej nie pomoże. Po czym zadarła spódnicę - jej noga była dosłownie sinozielona, od kostki do kolana.

5) Wchodzę na podwórko przylegające do jakiegoś niewielkiego domu. Przed nim, na ławeczce, siedzi kobieta i przegląda jakieś zdjęcia, wyciągając kolejne z pudełka. Podchodzę, zagaduję... Ona patrzy na mnie takim nieobecnym wzrokiem i prosi, żebym usiadła. Pokazuje mi zdjęcia. Na wszystkich, w różnych ujęciach, jest dziewczynka w białej sukience, leżąca nieopodal stawu. Kobieta nagle mówi mi, że to jej córka, która dwa dni temu utonęła. Nawet nie wiem kiedy to się stało, ale zaczęła mi opowiadać całą historię swojego życia na tej wsi - była kochanką sołtysa, który bił ją i poniewierał, a reszta mieszkańców z powodu "niemoralnego" trybu życia nie odzywała się do niej słowem. Spędziłam u niej chyba 2 h po prostu rozmawiając, próbując jej uświadomić, że może zwrócić się o pomoc i gdzie. Kiedy wychodziłam zatrzymała mnie jej matka, po cichu mi dziękując, że porozmawiałam z jej córką.

Historii było jeszcze sporo, te są najciekawsze. Uprzedzając komentarze - tak, podjęcie pracy w takim charakterze nie było szczególnie mądre. Na pewno nie zrobiłabym tego ponownie ;)

#alK97

Poznałam ojca swojego dziecka, kiedy miałam 15 lat. Od razu zakochałam się w nim na zabój, jak typowi Romeo i Julia. Z góry uprzedzę, że nie było zbliżeń, z tym czekałam do 18 roku życia. Bałam się niechcianej ciąży. Niestety los pokazał mi, że nie nad wszystkim można zapanować.

Kiedy byłam już pełnoletnia zrobiliśmy to, oczywiście w zabezpieczeniu.
Po kilku tygodniach na imprezie zaszaleliśmy i zrobiliśmy to ponownie, ale bez zabezpieczenia. Na szczęście okazało się, że nie doszło do zapłodnienia.
Jednak dało mi to do myślenia i zamiast się cieszyć, zaczęłam robić badania. Wyniki nie były dobre. Na 99% byłam bezpłodna, i to definitywnie. Prawdopodobnie przez to, że za młodu miałam wypadek samochodowy i roztrzaskaną miednicę. Przez 8 miesięcy leżałam cała w gipsie, a przez rok uczyłam się na nowo chodzić.

Kiedy usłyszałam taką diagnozę, pogodziłam się z tym. Przestałam więc się zabezpieczać. Przez cały rok hulanek z ukochanym nic, puste zero. Po roku jednak stało się niemożliwe – byłam w ciąży. Lekarze sami tego nie rozumieli. Najwidoczniej w moim przypadku przeważył 1%.

Ukochany kiedy się dowiedział o ciąży, to ulotnił się szybciej niż słońce dociera do ziemi. Moja rodzina nie interesowała się tym, że to może być moja jedyna szansa na dziecko i kazali usunąć. Długo o tym myślałam i postanowiłam sama, wbrew wszystkim, urodzić i wychować dziecko.

Minęło parę ładnych lat, dziecko jest zdrowe i szczęśliwe. Jednak nie o tym ma być ta historia. Bowiem czy to w szpitalu, czy w urzędach albo i przedszkolach, każdy traktuje mnie jak latawicę. Mimo iż mam 25 lat, wyglądam na 18. Nie maluję się prawie, może to dlatego. Ludzie nie mówią tego dosłownie i wprost, ale daje się odczuć, że sądzą, iż nie wiem z kim mam dziecko (ojciec się nim nie interesuje). Kiedy jednak pokazuję dowód, od razu jest inna rozmowa.

Proszę więc was, nie oceniajcie młodych mam, nie wszystkie to panienki, które poszły na imprezę i nie wiedzą z kim mają dziecko. Czasem może kryć się za tym inna historia, jak ta moja – że prawdopodobnie to jest i będzie moje jedyne dziecko. Lekarze bowiem nadal dają mi tylko 1% szans na ciążę.

#PBi1a

Cztery lata temu byłam na pierwszej randce. W zasadzie nie robię takich rzeczy, ale tak się sytuacja potoczyła, że po kolacji pojechaliśmy razem do niego. Chłopak był super, kilka kieliszków wina, świeczki i wiadomo jak to się skończyło.

I teraz mam problem z opisaniem tej sytuacji w cenzuralny sposób.
Po stosunku chciałam się odwdzięczyć mu, ponieważ jeszcze nie skończył, zaczęłam robić mu dobrze ustami, ale nie zdjęłam prezerwatywy. Po kilku sekundach poczułam drętwienie w ustach i na języku. Pomyślałam, że to normalne, ale po chwili nie czułam już wcale ust, tylko mrowienie na tyle uciążliwe, że uciekłam do łazienki. Czułam takie zażenowanie, że chciałam uciec, ale moje ciuchy były w pokoju. Wróciłam po nie i zaczęłam w pośpiechu się ubierać. Wtedy odezwał się (dla przykładu niech będzie imię) Michał: "Przepraszam cię bardzo, nie wiedziałem, że te perforowane gumki mają taki środek mrowiący" i na moich oczach polizał prezerwatywę.
Zrobił dziwną minę i powiedział, że to po to, żebym nie czuła się głupio i wiedziała, że nie opowie o tym kolegom. Wtedy zaczęliśmy się śmiać. Zostałam do rana, a w zasadzie to na całe życie.

Jesteśmy małżeństwem od trzech miesięcy i właśnie zaszłam w ciążę, ale nie wiem co opowiem dziecku, kiedy zapyta o pierwszą randkę rodziców :D

#zr4wm

Kilka lat temu moje dzieci przyniosły z przedszkola wszy.

Zorientowałam się po kilku dniach. Nocą córka tak się drapała, że poszłam myć jej głowę i odkryłam, że tył głowy się jej rusza. Na szczęście miałam w domu szampon przeciw wszom (z uwagi na wcześniejsze alarmy), który zastosowałam. Pożyczyłam też super grzebień na wszy od koleżanki i zabrałam się do akcji.

Przede wszystkim szampon nie wytłukł wszystkich osobników. Pasożyty były nieco spowolnione, ale najzupełniej żywe.
Steryliada - czyszczenie, wyczesywanie, wszowy pierdolec.
Po jakimś czasie osobniki wróciły.
Zabrałam się do sprawy jak należy. Kolejny szampon.
Po jakimś czasie zaczęłam odczuwać przyjemne łaskotanie, kiedy znalazłam jakiegoś osobnika.
Czesanie stało się moim cotygodniowym rytuałem.
Uwielbiam znajdować wszy i jaja.
Jestem piekielnie rozczarowana, kiedy nic nie znajduję.
Moje dzieci są przekonane, że mam wszego pierdolca, ale prawda jest taka, że absolutnie uwielbiam te wspaniałe, malutkie stworzonka.
Dbam też o ich populację. Czasem, kiedy kończy się czas życia wszy, zostawiam kilka jajeczek i pozwalam im się wykluć, aby mieć kogo wyczesywać...
Jednak najbardziej lubię te duże, napęczniałe osobniki, które przechodzą ze szkoły i przedszkola. Od matek, które wierzą w moc szamponów. Są takie nieco spowolnione, ale mechanizm składania jaj jest niezaburzony.
Rozpoznaję je głównie po kolorze - nasze osobniki stają się coraz jaśniejsze, żeby ukryć się na włosach moich dzieci.

Napisałam to wyznanie, bo jestem smutna, gdyż już drugi dzień nic nie wyczesałam :(

#XcAw6

Wśród wyznań sprzed miesiąca znalazłem historię o ofermowatych kandydatach na żołnierzy, którzy bardziej przypominali wojaka Szwejka i mieli problem ze sformowaniem kolumny czwórkowej. W komentarzach padło kategoryczne stwierdzenie – "to bzdura! nie ma czegoś takiego jak Studium Wojskowe".
Powiem tak – może i nie ma, ale było. Na sto procent.
Na niektórych kierunkach studiów nie było półrocznego szkolenia w jednostce, tylko właśnie Studium Wojskowe, gdzie słuchało się wykładów na tematy wojskowe, a potem w lipcu miesiąc w jednostce w lesie pod Warszawą. Jeśli ktoś nie miał alergii na wojsko, to czuł się bardziej jak na obozie harcerskim niż na poligonie.
I właśnie z takiego obozu przypomniała mi się historia pt. Kolega z Białegostoku.

Tego dnia miało być bieganie po lesie, więc padła komenda "za 15 minut wszyscy przed budynkiem w spodenkach gimnastycznych". Wszyscy byli w spodenkach, tylko Kolega z Białegostoku w spodniach od dresu. Porucznik od razu to zauważył.
– A ty dlaczego nie w spodenkach?
Wtedy z tyłu ktoś zawołał:
– Bo jemu się nie mieści!
Śmiech, który wybuchł, wystraszył wszystkie wrony na pobliskich drzewach. Nie śmiał się tylko Kolega z Białegostoku, litewski niedźwiedź bez poczucia humoru, i poleciał na skargę do pułkownika.
Myśleliśmy, że z przepustkami na sobotę możemy się pożegnać... A tymczasem nic się nie działo.

Dopiero po kilku dniach porucznik nam opowiedział, że jak pułkownik usłyszał o co chodzi, to ze śmiechu aż mu sztuczna szczęka wypadła :)

#CkpHy

Opowiem Wam historię sprzed kilku miesięcy, kiedy to wraz z moim chłopakiem byliśmy na urlopie w Paryżu. Oczywiście dużo zwiedzaliśmy i nie mogło zabraknąć wizyty na wieży Eiffla.

Kilka dni wcześniej rozmawialiśmy o planach na przyszłość (tak luźno o ślubie itp.). Zawsze marzyłam o wyjątkowych oświadczynach, więc jak tylko wjechaliśmy na szczyt wieży, to mój umysł zaczął fantazjować.

Nagle mój chłopak zaczął nerwowo grzebać po swoich kieszeniach. Myślę sobie: "To jest ta nasza wielka chwila!".
Po chwili patrzę, a on wyciąga fajkę i mówi do mnie: "Zawsze chciałem zapalić papierosa na wysokości 300 metrów".
Dodaj anonimowe wyznanie