Po trzech latach uroczej znajomości uświadomiłam sobie, że kocham mojego przyjaciela najbardziej na świecie i wolałabym zapaść się pod ziemię, niż mu o tym powiedzieć.
Jeśli gość jest dla Ciebie ważny i jest wolny, to powinnaś, wręcz musisz mu o tym powiedzieć. Jeżeli się dogadujecie, rozumiecie, macie jakieś wspólne pasje to warto chociaż spróbować. Byłem świadkiem kilku namiętnych miłości, były kwiaty, pocałunki wszystko pięknie wyglądało. Po czasie jednak okazało się, że w tych związkach zabrakło właśnie tych prozaicznych rzeczy. Ci namiętni kochankowie nie potrafią się teraz dogadać, kłócą się i nie rozumieją. Może właśnie taka powinna być prawdziwa miłość - prosta, pełna zrozumienia, wspólnych pasji, niekoniecznie gorąca i namiętna? Ale co ja tam wiem... Jeśli jesteście dobrymi przyjaciółmi, to w luźnej rozmowie przy piwie możesz zapytać, co by zrobił gdybyś powiedziała, że się w nim kochasz. Może on właśnie czeka na taki sygnał. Może być i tak, że nie odwzajemnia uczucia - wtedy trudno, zaboli, ale przynajmniej będziesz wiedzieć. Jeżeli nie spróbujesz, to możesz potem żałować, że nawet nie spróbowałaś i patrzeć na każdego kolejnego mężczyznę przez pryzmat Twojego obecnego przyjaciela. Życie w takiej słodkiej niepewności jest wygodne, ale złudne. Czasami trzeba powiedzieć "sprawdzam" i w końcu poznać wynik, bez względu na to, czy będzie on pozytywny czy negatywny. Ale przynajmniej będzie znany.
Nie popełnij mojego błędu. Sam zbyt długo zwlekałem i zdałem sobie ze wszystkiego sprawę dopiero w momencie, kiedy okazało się, że bliska mi osoba przeprowadza się do innego miasta. Jedyna osoba, z którą ostatnio mi się dobrze rozmawiało, spędzało czas, która mnie rozumiała lub chociaż próbowała. Nie wiem, czy mógłbym liczyć na odwzajemnienie uczucia i już się raczej nigdy nie dowiem. Pewnie się już więcej nie zobaczymy, a tak bardzo chciałbym się jeszcze spotkać, ten ostatni raz, żeby mieć chociaż wspomnienie ostatniego spotkania. I tak "zostałem tak jak stałem zupełnie sam" z wyrwanym kawałem serca i choć minęło trochę czasu spojrzeć w lustro nie potrafię, że tak zawaliłem sprawę.
Ja mojemu przyjacielowi powiedziałam. Teraz jesteśmy po ślubie.
Yyy...okej @papucy
To teraz wiesz co czują ci wszyscy, co utknęli w friendzone.
No chyba nie, bo znając życie to gość czuję to samo.
No to cierp
Ofiara odwróconego friendzone :) :)
Mądrze
Jeśli gość jest dla Ciebie ważny i jest wolny, to powinnaś, wręcz musisz mu o tym powiedzieć. Jeżeli się dogadujecie, rozumiecie, macie jakieś wspólne pasje to warto chociaż spróbować. Byłem świadkiem kilku namiętnych miłości, były kwiaty, pocałunki wszystko pięknie wyglądało. Po czasie jednak okazało się, że w tych związkach zabrakło właśnie tych prozaicznych rzeczy. Ci namiętni kochankowie nie potrafią się teraz dogadać, kłócą się i nie rozumieją. Może właśnie taka powinna być prawdziwa miłość - prosta, pełna zrozumienia, wspólnych pasji, niekoniecznie gorąca i namiętna? Ale co ja tam wiem... Jeśli jesteście dobrymi przyjaciółmi, to w luźnej rozmowie przy piwie możesz zapytać, co by zrobił gdybyś powiedziała, że się w nim kochasz. Może on właśnie czeka na taki sygnał. Może być i tak, że nie odwzajemnia uczucia - wtedy trudno, zaboli, ale przynajmniej będziesz wiedzieć. Jeżeli nie spróbujesz, to możesz potem żałować, że nawet nie spróbowałaś i patrzeć na każdego kolejnego mężczyznę przez pryzmat Twojego obecnego przyjaciela. Życie w takiej słodkiej niepewności jest wygodne, ale złudne. Czasami trzeba powiedzieć "sprawdzam" i w końcu poznać wynik, bez względu na to, czy będzie on pozytywny czy negatywny. Ale przynajmniej będzie znany.
Nie popełnij mojego błędu. Sam zbyt długo zwlekałem i zdałem sobie ze wszystkiego sprawę dopiero w momencie, kiedy okazało się, że bliska mi osoba przeprowadza się do innego miasta. Jedyna osoba, z którą ostatnio mi się dobrze rozmawiało, spędzało czas, która mnie rozumiała lub chociaż próbowała. Nie wiem, czy mógłbym liczyć na odwzajemnienie uczucia i już się raczej nigdy nie dowiem. Pewnie się już więcej nie zobaczymy, a tak bardzo chciałbym się jeszcze spotkać, ten ostatni raz, żeby mieć chociaż wspomnienie ostatniego spotkania. I tak "zostałem tak jak stałem zupełnie sam" z wyrwanym kawałem serca i choć minęło trochę czasu spojrzeć w lustro nie potrafię, że tak zawaliłem sprawę.