#QVUD9
Mój rocznik był ostatnim rokiem, który był prowadzony "starym systemem": studia pięcioletnie, na koniec ma się mgr. inż. Rok po mnie był podział na chyba 3 lata inżynierskie studia i 2 lata magisterskie. Jak byłam na swoim trzecim roku zawaliłam rok. Kilka, bardzo ważnych przedmiotów w plecy. Stanęłam przed wyborem: zejdę o rok niżej na studia inżynierskie i zrobię sobie spokojnie w danym roku "tylko" różnice programowe, bo mój kierunek już w nowym systemie nie istniał, ale było coś bardzo podobnego, albo będę iść dalej biorąc poprawki. Spadanie o rok wydawało się najgorszą opcją, a wszyscy znajomi/rodzina mówili mi, że dam sobie radę robiąc powtórki, bo to kilka przedmiotów. Ogólnie będę miała wsparcie.
I tak sobie studiowałam, uświadamiając sobie, że te kilka przedmiotów blokowało mi kolejne semestry. Cały czas słyszałam, że "nie może się Pani zapisać na "Zaawansowane pływanie kajakami" jeżeli nie zrobiła Pani podstaw, a nie mogłam robić podstaw, bo wcześniej nie zaliczyłam "obsługi wiosła", coś na tej zasadzie.
Będąc na 5 roku, 10 semestrze udało mi się już nadrobić wszystko poza dwoma przedmiotami. Nie udało mi się ich zaliczyć i... Nie mogłam wziąć dziekanki i zrobić tych przedmiotów, bo już ich nie było w kolejnym roku. Nie było czegoś takiego jak mój kierunek, był podobny, ale nim dłużej się studiowało, tym te podobne kierunki się bardziej różniły.
Jeżeli chciałabym skończyć studia, to musiałabym zacząć od początku, przepisując te oceny jakie mogły by być przepisane. Całe moje otoczenie, rodzina mówią mi "najważniejsze, to skończyć studia". Zaczęłam robić je od początku.
Cały czas słysząc rodzinę i najbliższych "kiedy w końcu skończysz te studia?" "Ile można studiować?"
Pojawiła się w moim życiu tylko jedna osoba, która zaczęła pytać co ja chcę, która nie mówiła mi cały czas, że "mam skończyć studia", ktoś kto nie traktował mnie jak dziecko, któremu trzeba mówić co ma robić, a ktoś kto zaczął mnie traktować jak dorosłą osobę, jak normalną kobietę.
Nigdy nie byłam traktowana tak i może to głupie, ale mając 26 lat (dopiero wtedy!) zauważyłam, że zachowuję się jak dziecko, bo moi najbliżsi tak mnie zawsze traktowali i nic nie wiem o "dorosłym" życiu mimo tego, że byłam pełnoletnia.
To był facet 20 lat starszy ode mnie, z którym wdałam się w romans. Dzięki niemu uświadomiłam sobie, że studia nie są potrzebne dla mojego szczęścia, a ja nie żyję aby uszczęśliwiać wszystkich do około. Zyskałam pewność siebie.
Romans trwał kilka miesięcy, ale chyba uratowało to moje poczucie własnej wartości i obudziłam się wtedy jako dorosła kobieta.
To kiedy w końcu skończysz te studia?
XD (zawartość tego pola nie może składać się wyłącznie z emotikony)
Dobre. Mi się podoba. I fajnie, że tak się to obróciło. Swoją drogą, jedno co słyszałaś, a drugie... Co by na to rektor powiedział? Ani to twoja wina, bo miałaś prawo nie zdać czegokolwiek ani ich, bo system się zmieniał, ale powinni w związku z tym w nadzwyczajnych okolicznościach stworzyć dla ciebie jakąś hybrydę. Pomysł z przejściem na rok niżej był dobry i sensowny wtedy, ale NIE BYŁ OBLIGATORYJNY, więc nie można się wymawiać, że nie skorzystałaś z szansy to teraz chj ci w dpe.
Jak to jest, że wszystkie reformy w PL przeprowadza się na "hura" i nikt nie pomyśli o takich przypadkach jak Autorki.
U mnie na uczelni w tym roku też pozmieniali profile, np. profil "nauczycielski z nauczaniem matematyki i informatyki" zmienił się na nauczycielski z samą matematyką i jak ktoś nie zda to nie dość, że nie będzie mógł ewentualnie nauczać informatyki, to jeszcze przedmioty są totalnie inne i przedmioty nadprogramowe są nie do nadgonienia.
Bylam z ciebie dumna, ale ostatni akapit to zmienil.
Nie chciało mi się czytać, więc komentarz też będzie taki sobie
Czy to był wykładowaca?
Może to zasługa tego faceta, a może to taki naturalny moment zmiany. Ja też byłam dziecior do +/- 26 roku życia i myślę, że bez niego też doszłabyś do podobnych wniosków i wydoroślała.
Czytam to i wróciło mi wspomnienie pewnej osoby, która byla w moim życiu krótko ale podobnie się zapisała. Otoczenie jednak patrzy przez pryzmat doświadczeń i oczekiwań. Szczególnie rodzice i ludzie którzy znali Cie od dziecka. Nie dostrzegają zmian.