#8QwtU

Jestem w związku z jedynakiem, facet cudowny, dużo daje od siebie. Ale... no właśnie. Mamusia. Jako jedynak od zawsze musiał się wstydzić za jej zachowanie i nadgorliwość, a ta jak ogólnie wiadomo, jest gorsza od faszyzmu. No i tutaj pojawiam się ja, wolna jak ptak polny, kochająca swobodę i brak ograniczeń. Mój ukochany, podobnie jak ja, ceni sobie te same wartości, między innymi poszanowanie cudzej przestrzeni, prawo do posiadania swoich spraw, a co jest całkiem obce rodzicielce mojego lubego. I tak oto tydzień przed samymi świętami rozegrała się krwawa jatka w naszym domu. Janek odebrał mnie z pracy, wracamy do domu, gdzie została sama mamusia i co widzę? Szperanie w kuchni, sprzątanie, bo "przecież jest brudno". Zwracałam uwagę na to już wcześniej, że sobie tego typu akcji u siebie nie życzę, ale gdzie tam. Ja nie jestem "na tyle dobrą panią domu, żeby żyć z jej synem". Wywiązała się niezła awantura, a teściowa wyszła obrażona za kilka słów prawdy.

Spodziewałam się jej wizyty w święta, wiedziałam, że nie daruje sobie myszkowania po mieszkaniu, dlatego w tajemnicy przed partnerem kupiłam ogromne, żelowe dildo. Umieściłam je w mojej górnej szufladzie komody i wyszłam z partnerem na spacer z psem. Tak jak się spodziewałam, po naszym powrocie mamusia szybciutko się ubrała i dosłownie uciekła od nas z domu. Mój partner do tej pory nie wie, dlaczego mamusia jest taka milcząca i dlaczego się ostatnio tak niechętnie odzywa :)

#j74b0

Podobno po pijaku człowiekowi wszystko lepiej wychodzi, bo ma bardziej otwarty umysł.
Otóż nie tym razem.
Mąż mnie poprosił, bym zagrała chociaż fragment pierwszej ballady Chopina na jego urodzinach (gram przez 13 lat). Zgodziłam się. Dodam, że nad pianinem wisi zdjęcie Chopina. Zaprosiliśmy znajomych. Przygotowałam dużo różnych pyszności. Było też dobre whisky.
Pośmialiśmy się, pogadaliśmy, popiliśmy.
A teraz czas na koncert. Usiadłam do pianina, zaczęłam grać. Wszystko ładnie, pięknie, dochodzimy do trudnego fragmentu, lecz nagle poczułam całą ognistą istotę trunku, którym raczyłam się przed chwilą. Próbowałam dumnie grać dalej i w tym momencie cudowny koncert Chopinowski przemienił się w przerażająco śmieszny i żałosny soundtrack do taniego horroru. Chopin patrzył na mnie z głębokim zażenowaniem, a ja cała zadowolona z siebie, że tak świetnie zagrałam i jeszcze mi brawo bili…!

#KizS9

Dzisiaj mój chłopak poprosił mnie o rękę, bardzo oficjalnie w najlepszej restauracji w mieście. Nie zgodziłam się. Marek dostał ode mnie "z liścia", a potem wyszłam z restauracji.

Dlaczego tak zrobiłam? Otóż przez całe swoje piękne "przemówienie" nazywał mnie imieniem swojej eks...

#5WQGJ

Mój facet gra w pokera na pieniądze. Kwoty są małe, ale sam fakt! Strasznie tego nie lubię, tylko że on jest w tym podobno dobry i ciągle ogrywa swoich kumpli, więc jest z tego taaaki dumny. Jakiś czas temu zaprosił do nas znów kilka osób i znowu grali. Arrr... W każdym razie, był tu nowy chłopak, młodszy od wszystkich i był w ogóle zaskoczony, że gra jest na prawdziwą kasę i nie chciał grać, ale pomyślał chwilę i w końcu się zgodził - wpisowe to było ledwie 20 zł. Katastrofalnie mu szło i mój Misiek śmiał się z niego, kiedy wyszliśmy na papierosa, że podobno widać po jego twarzy jaką ma kartę i kiedy blefuje. No miał ubaw po pachy, a mi "nowego" było zwyczajnie żal.

Jakąś godzinę później, kiedy chłopaki w większości byli już wstawieni bourbonem, "nowy" zaczął podbijać stawkę tak, że chyba wszystkie żetony były już na środku stołu. Wygrał. Misiek z kolegami zbledli, a ten "nowy" ostro zażądał wypłaty puli, kończąc grę. Misiek dostał nauczkę.
Co "nowy" zrobił później? Przeliczył banknoty i każdemu z chłopaków oddał jego wpisowe. Powiedział przy tym: "Mówiłem, że nie będę grał na pieniądze, ale jeśli wy lubicie grać o prawdziwą stawkę, to..." Koniec tego zdania wpłynął na życie kilku osób.

Od tej pory, kiedy Misiek zaprasza kumpli na pokera, to wpisowe wynosi przeważnie stówę. Nikt się nie denerwuje i atmosfera jest w ogóle o wiele bardziej przyjazna, a zwycięzca dostaje największe gratulacje, bo po skończonej partii każdy swoje pieniądze... przekazuje na pobliski dom dziecka.

PS. Nigdy później nie widziałam "nowego", ale jeśli może to przypadkiem czytasz, to... Dziękuję. Cieszę się, że na świecie są tacy ludzie jak Ty, którzy pojawiają się znikąd, a jednym gestem i jednym zdaniem potrafią "naprawiać świat". Bo teraz i ja nie muszę być zła na Miśka, chłopaki robią coś dobrego i więcej w nich radości, no i dzieci... dziękuję, po prostu Ci dziękuję.

#USsd3

Mam 31 lat, moja żona 29. Pracujemy oboje, mamy 3-letniego syna. Żyjemy normalnie, rzadko się kłócimy. Jeśli jednak już do tego dochodzi to często powodem kłótni jest to, że wyrzuca mi moje granie na komputerze. Ogólnie robię to dość rzadko i nie trwa to dłużej niż 1,5 godziny.

W jej rozumieniu w gry wideo grają tylko nastolatki, a dla 30-letniego mężczyzny to jest wstyd. Ja myślę, że gry wideo są o wiele bardziej pożyteczne niż oglądanie programów telewizyjnych (które ona uwielbia), ponieważ podczas gry nie tylko gapisz się w monitor, ale wykonujesz pewne czynności – mózg przekazuje sygnały do ​​kończyn, reagując na zmieniające się warunki.

Ta hipokryzja mnie wykańcza. Rozumiem, że ludzie z pokolenia naszych rodziców mówią, że gry wideo są złe, ale kiedy młoda dziewczyna, która sama siedziała prawie non stop z telefonem przed narodzinami dziecka, ma do mnie takie zarzuty to jest to nie jest to trochę dziwne? Rozmowy i moje argumenty, że różni ludzie na różne sposoby odprężają się i łagodzą stres, do niczego nie prowadzą.

Ogólnie zrozumiałbym zarzuty, gdybym codziennie spędzał kilka godzin tylko na grach. Ale nie, nie przesadzam z tym i generalnie po godzinie gry w wirtualną piłkę/koszykówkę trochę mnie to nudzi, więc nawet nie mógłbym siedzieć przed komputerem i grając w coś wiele godzin.

Kto ma ten sam problem? Jak sobie z tym radzicie?

#MO8uF

Wyznanie będzie o tym, jak poskromiłem Śmieszka. Każdy kto pracował w dużym zespole wie kim jest Śmieszek. Taki gość albo rzuci jakiś dowcip z podstawówki, albo zrobi coś bardzo "śmiesznego" w najmniej odpowiednim momencie, czasem poda celowo fałszywą informację i uważa to za znakomity żart.

U nas Śmieszek pracował na stacji wody oczyszczonej. Do niektórych produktów potrzebna była woda lepszej jakości niż z sieci i dlatego mieliśmy własną stację. Jeśli woda nie spełniała parametrów, w produkcji następowała przymusowa przerwa.

Tak było też i tego dnia. Sprawdziłem na miernikach, że parametry są już w porządku, ale zgodnie z procedurą zadzwoniłem na stację, czy można już brać wodę.
– Nie, nie można, woda nadal zła – powiedział baranim głosem Śmieszek.
Wtedy powiedziałem na cały głos, niby do kogoś innego, ale tak, żeby Śmieszek słyszał w słuchawce:
– Panie dyrektorze, woda nadal zła...
Po czym rozłączyłem się i przez kilka minut nie odbierałem od Śmieszka telefonów.

Dyrektor był bardzo zdziwiony, co za idiota pracuje na stacji wody, że idiota ten musiał mu osobiście powiedzieć, że woda jest dobra, aż sekretarka wywołała go z ważnej narady.

Od tamtej pory Śmieszek był już mniej wesołkowaty i nawet dawało się z nim pracować.

#79JpI

Pierwszy raz dodaję tu wyznanie, mam na imię Jakub, mam 22 lata.
Studiuję dziennie na studiach technicznych, kierunek mechaniczny.
W ubiegłe wakacje pierwszy raz poszedłem do pracy jako kurier. Praca na Poczcie Polskiej.

Osoby, którym dostarczałem paczki były różne, albo starsze małżeństwa, albo pary w średnim wieku albo samotni, albo tacy którzy zamawiali coś, bo chcieli żeby ktoś ich odwiedził. Wiadomo, jako kurier zawsze mi się spieszy, ale zdarzało się, że chwilę zostawałem żeby pogadać, albo wnosiłem paczkę na ostatnie piętro, albo chwilę czekałem jak kogoś nie było. Zawsze starałem się żeby ktoś dostał to co zamówił, żeby nie czekał. Jak potem takie osoby dziękowały, albo mówiły, że jestem bardzo uczynny, albo że jestem dobrym człowiekiem, to takie fajne uczucie, to sprawiało że chciało się pracować.

W ciągu tych 3 miesięcy miałem jednak kilka przypadków skrajnego chamstwa u niektórych odbiorców. Kilka przykładów:

1. Ciężka paczka z firmy AVON, wiadomo, kosmetyki. Zamawia jakaś Angelika. Pierwsze piętro w bloku, pukam dwa razy do drzwi, otwiera mi jakiś niedorobiony efekt systemu 500+, g*wniara młodsza ode mnie, i od razu z mordą "czy nie umiem ciszej pukać, bo dziecko śpi?". No to ja grzecznie odpowiadam, że umiem, następnym razem będę pamiętał, wręczam paczkę, a ta znowu że "może byś tak wniósł do pokoju, za co ci płacą?" No przegięcie. Podałem jej kwit bez słowa, podpisała, pakę rzuciłem pod nogi i pożegnałem ją komentarzem, że na taką twarz AVON nie pomoże.

2. Facet zamówił przedni zderzak, do Fiata UNO, niezbyt poręczna paczka, ale dzwonię do gościa czy jest w domu, nie ma, będzie za 20 minut. Za 20 min. z haczykiem jestem, dzwonię kilka razy - brak odpowiedzi. No to awizo i dalej w trasę. Za godzinę facet dzwoni wkurzony, że zerwał się z pracy, a tu awizo. Tłumaczę, że miało być 20 minut, nie godzina, w odpowiedzi usłyszałem, że za to mi płacą, mam dostarczać i warować jak pies jak kogoś nie ma. Dodatkowo zaczął mnie informować, że więcej razy nie zamówi nic przez Pocztę Polską. Kulturalnie odpowiedziałem że w d**pie mam jego opinię, w skrzynce ma awizo i rozłączyłem się.

3. Przesyłka o wartości 3035 zł, jadę pod dom, widać że ktoś bogaty, otwiera mi jakaś dama z synkiem, pierwsze co, to mówi że musi paczkę otworzyć, gdyż chce sprawdzić zawartość. Ja mówię, że to niemożliwe, nie mam zaznaczonego odpowiedniego pola na przekazie. Kobieta wyrywa mi z rąk paczkę i zaczyna rozrywać. Trudno, rozerwała, ale wszystko się zgadza, no to płaci, bez słowa podpis, a potem, zanim wsiadłem do auta, słyszę coś takiego "Kryspin, musisz się uczyć, bo inaczej skończysz tak jak on". Miałem to skomentować, ale tak mnie zatkało, że bez słowa odjechałem.

Na koniec pracy było na mnie 7 skarg za złe zachowanie.

Jak mam być miły, jak ktoś pluje mi w twarz?

#pIGjx

Mój tata wyprowadził się ze swojego rodzinnego domu tuż po komunii, czyli w wieku ok. 8 lat. Miał jeszcze 4 rodzeństwa i rodziców, z którymi się nie dogadywał, dlatego w tak młodym wieku wyprowadził się do swojej ulubionej, bezdzietnej cioci (mamy siostry) i jej męża. Ojciec taty (mój nieszczęsny "dziadek", którego nigdy nie nazwę dziadkiem) nie zgodził się, by oni go zaadoptowali, dlatego traktowali go jak syna, ale formalnie nim nie był.
Zarówno ja, jak i moja siostra od urodzenia mówiłyśmy do tej cioci i wujka taty "babciu" i "dziadku". Z czasem mój tata i mama też tak zaczęli do nich mówić.

Nie mam praktycznie żadnego kontaktu z biologicznymi dziadkami od strony taty. Nigdy od nich nic nie dostałam, nawet życzeń na święta czy urodziny, bo nawet nie wiedzą, kiedy one są... Dostali kiedyś zaproszenie na komunię, ale się nie zjawili, nie pamiętam już nawet dlaczego. Na bierzmowanie czy osiemnastkę czy jakiekolwiek inne uroczystości nawet ich nie zapraszałam, bo skoro nie mamy kontaktu, to po co się będę ich o cokolwiek prosić.
Zawsze liczyły się dla nich wszystkie wnuki, tylko nie ja i moja siostra.
Jak kiedyś wezmę ślub to nawet nie będę ich o tym informować, bo po co? Nie potrzebuję od nich złamanego grosza. A gdy któregoś dnia zobaczę klepsydrę z ich imieniem i nazwiskiem, to się długo będę zastanawiać, czy iść na pogrzeb tak naprawdę obcych mi ludzi.
Darzę ich ogromną nienawiścią, sama nie wiem dlaczego. Może przez to, że nigdy nie interesowali się moim tatą ani mną (nawet po nagłej i niespodziewanej śmierci taty).

Moją babcią i moim dziadkiem są tak naprawdę prawnie obce dla mnie osoby, które wychowały mojego tatę jak własnego syna.

#2DHGU

Kilka lat temu otworzyłem własną firmę. Wszystko się układa. Jeżdżę na szkolenia, zdobywam nowe umiejętności i certyfikaty. Jestem w związku. Z drugą połówką szukamy mieszkania.

Był zjazd rodzinny. Przyjechała cała rodzina w tym mój kuzyn. 42 lata, nigdy nie pracował, kradł, ćpał, siedział w więzieniu za rozboje, kradzieże, narkotyki. Ma 3 dzieci z 3 różnymi kobietami, ogromne długi za alimenty.

Ogólnie patologia. Po dłuższej chwili wujek pytał co u mnie i mojej partnerki. Powiedziałem, że super. Firma rozwija się, duże zarobki, kupiliśmy samochód z salonu. Ukochana dodała, że dostała awans w pracy i w związku z tym szukamy własnych 4 ścian bo po co wynajmować jak będzie nas stać na kredyt. Po dłuższej chwili kuzyn (pijany) stwierdził, że jego "dupencja" jest w ciąży. Wszyscy zaczęli wiwatować. Jak super, bo kolejny bombelek w rodzinie, że teraz wszystko się ułoży.

Po prostu jakby odkrył lek na raka! Po czym moja ciotka (jego matka) z hasłem "to zatrudnij u siebie Mirka (imię zmienione) bo on teraz jest poważny i musi mieć poważną pracę za dobre pieniądze bo będzie mieć dziecko". Popatrzyłem z niedowierzaniem i mówię: Nie. Wszyscy zaczęli na mnie syczeć i mówić co ze mnie za kuzyn, że nie chcę mu pomóc, że taki wielki pan prezes ze mnie, że teraz patrzę na wszystkich z góry. Zacząłem się śmiać. Jak się uspokoiłem (a dostałem z łokcia od mojej) powiedziałem, że nie interesuje mnie ten człowiek. Całe życie na lewiznach, imprezach, kradzieżach, ćpaniu, chlaniu, robienia dzieci komu popadnie, siedzenie w więzieniu.

Dodałem, że nie mam zamiaru wspierać takiej patologii jaką jest. Co drugie słowo Ku*wa, ch*j. To, że narobił dzieci i teraz alimenty płaci podatnik to nie mój problem. Cała rodzina jakby ich coś opętało. Zaczęli się na mnie drzeć, wydzierać, że mu zazdroszczę bo jest wolnym człowiekiem, bo w życiu miał ciężko (bardzo ciężko miał - ironia), że sam nie potrafię dziecka zrobić dlatego tak mówię.

Po chwili kuzyn strasznie wściekły zaczął się do mnie rzucać z łapami, że mi wpie** bo w ZK siedział i wie co i jak. Moi rodzice tak samo zaczęli do mnie wrzeszczeć, że co sobie wyobrażam. Po dłuższej awanturze wydarłem się na cały głos powiedziałem: Skoro wszyscy tacy mądrzy i mi ustawiają kogo mam zatrudnić to Wy sobie go weźcie pod swój dach i go utrzymujcie!

Płaćcie za jego wódkę, narkotyki, za jego panienkę, na jego dzieci i dalej będzie wolny i będzie miał gdzie mieszkać! Patrzę na każdego po kolei i pytam: Bierzesz go do siebie? JAK TO NIE? Przecież masz dom! Stać Cię na jego utrzymanie. Zapadała cisza. Po dłuższej chwili z ironicznym uśmiechem mówię, że dokładnie tak myślałem, że tak będzie. Wyszliśmy bez słowa. Rodzina nie odzywa się do mnie.

A Mirek? Czeka na wyrok. Niedługo po imprezie tak pobił jednego faceta, że ledwo uszedł z życiem.
Dodaj anonimowe wyznanie