#aTvz0

Ostatnio przeczytałam wyznanie dziewczyny, która jest bardzo wrażliwa na dźwięki. Mam tak samo. Od paru lat to mój pies pociesza i uspokaja mnie, nie na odwrót! Ogólnie dźwięki mnie denerwują – zbyt głośny telewizor, mlaskanie, żucie gumy, ASMR, stukanie, pukanie i inne wydziwianie. Moja rodzina tego nie rozumie. W sylwestra zmusili mnie, abym wyszła na zewnątrz oglądać fajerwerki. Nieraz robią mi na złość, np. młodsza siostra specjalnie bajki na telefonie ustawia na najgłośniejszy dźwięk. Sama też mówię bardzo cicho, nie czuję potrzeby darcia się na cały dom. Niestety, rodzice nie rozumieją. Krzyczą na mnie, denerwują się ciągle, a wszystko tylko dlatego, że nie wrzeszczę jak oni, a "mruczę pod nosem".

#IYhVK

Mój mąż przed chwilą, po 4 latach małżeństwa, powiedział mi, że właściwie to nigdy nie chciał mieć rodziny, a że kosztujemy go 1,5 tysiąca miesięcznie, to nie widzi w tym sensu i zamieszka u kolegi. Aha, dziecka też właściwie nie chciał mieć, więc nie sądzi, że będzie je odwiedzać. Alimenty natomiast byłyby tak ogromną skazą na jego honorze, że wolałby umrzeć, niż je płacić.

#gEbF7

Jestem zła i zazdrosna.

Jestem samotną matką, no bywa. Sytuację w jakiej się znalazłam wzięłam na klatę i pracuję, zarówno wychowując 10-letnią córkę. Żyjemy skromnie, ale niczego nam nie brakuje, a wszelką nadwyżkę finansową wkładam w edukację młodej. Co tydzień też organizujemy jakieś atrakcje w ramach babskiego wieczoru. Moje życie towarzyskie co prawda nie istnieje, ale szykuję się do otworzenia własnej firmy i wiem, że całkiem prawdopodobne jest to, że za kilka lat będzie nas stać na wakacje czy auto. Nie ukrywam, że moi rodzice pomagają nam finansowo – czasem zrobią zakupy spożywcze, czasem opłacą mojej córce zajęcia dodatkowe. Ogólnie ta pomoc jest na takim nieobciążającym poziomie.

Mam też siostrę, która (brzydko mówiąc) trzasnęła sobie 5 dzieci ze swoim facetem. Utrzymują się z minimalnej krajowej chłopaka, zasiłków i strumienia kasy od rodziców. Dzieci są lokowane w prywatnych żłobkach i przedszkolach, bo "ona nie ma siły", w domu jest syf, każde dziecko ma jakąś chorobę, oczywiście nieleczoną, bo "to nie jest nic poważnego". Dzieci wychowują się w toksycznym środowisku, ciągle płaczą, wszystkiego się boją. Siostra ze szwagrem zupełnie nie ogarniają swoich finansów, mieszkania (które dostali po babci) i swoich dzieci.

I wiecie co? Wściekłam się. Bo ja haruję na to, by moja córka miała zapewnioną porządną edukację i dobre warunki, żebyśmy miały czas dla siebie i by nie czuła się samotna, ograniczyłam swoje potrzeby finansowe do absolutnego minimum, a tymczasem siostra wyciąga kasę na wszelkie możliwe bzdury, tylko nie sprawy priorytetowe.

Ostatnio na dodatek się dowiedziałam, że na emeryturze rodzice zamieszkają ze mną w trzech pokojach, ewentualnie mogę im dołożyć do budowy domu. Czemu nie zamieszkają z Madzią? "Bo Madzia nie ogarnia". To może niech ją odetną od koryta? "Nie, bo dzieci Madzi nie są niczemu winne". Czy wiedzą, że te pieniądze idą na wycieczki, pazurki, kosmetyczkę i ciuchy? Tak, ale rodzice wierzą w jej poprawę. Świetnie.

#ULF8x

Mam 6 lat starszą siostrę. W domu nam się nie przelewa, jednak nie jest źle. Pochodzimy też z bardzo konserwatywnej rodziny, która bardzo stawiała nas pod wzór naszej starszej kuzynki. Od małego z siostrą słuchałyśmy, że musimy się dobrze uczyć, chodzić na zajęcia, które wymyślali nam rodzice, którzy mieli na nas swój, niekoniecznie dopracowany plan. Gdy siostra była w gimnazjum, nasiliły się nasze problemy finansowe – nasza mama jest chora, a jej leki są drogie. Raz mama powiedziała, że chce, abyśmy nigdy nie musiały się tak męczyć. Siostra wzięła te słowa bardzo do siebie. Przestała wydawać pieniądze. Nigdy już nie widziałam jej z drożdżówką, tylko ze zrobioną kanapką itp. Nie wydawała na spotkania ze znajomymi. Nie paliła, nie piła. I zaczęły się plany. Że siostra musi iść do najlepszego liceum w mieście. Profil humanistyczny. Bo kuzynka była, a to mądra dziewczynka. Siostra jednak się uparła i poszła do technikum. Wtedy się zaczęła jatka. Że nie chce jej się uczyć, że woli z chłopakami, że męża bogatego chce sobie znaleźć i to jej plan na przyszłość. Ogólnie siostra nie miała życia. Ja grzecznie poszłam za radą rodziny, jako ta "lepsza" córka.

Cztery lata później siostra dobrze zdała maturę, zawodowe i poszła na wybrane wcześniej studia związane z zawodem (oczywiście rodzice nie byli z tego zadowoleni i próbowali jej to wybić z głowy). W końcu jednak miała tego dość i wyprowadziła się. Wynajęła małą kawalerkę z chłopakiem, który stawiał pierwsze kroki w fachu. Wtedy zaczęły się komentarze, że grzesznica, że na kocią łapę. I powoli zacierał się między nimi kontakt. Ja w tym czasie grzecznie kułam.

Dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę, że mimo iż jestem "oczkiem w głowie" mamy, to nic nie znaczy. Siostra znalazła pracę, zaryzykowała i zaczęła prowadzić własną działalność wraz ze swoim chłopakiem. Gdy spytałam ją o zarobki, powiedziała, że jest to obecnie 5 tysięcy na rękę, jednak firma się rozwija. Powoli odkłada pieniądze na operację mamy.

A ja? Po moim humanie nie wiem co ze sobą zrobić i żałuję, że nie poszłam w ślady siostry.

#E8ijR

Stoję w sklepie przy kasie i nagle poczułem, że to najwyższa pora wydmuchać nos. Za mną nikogo, to odwracam się i dmucham po czym wkładam chusteczkę do kieszeni.

Płacę za zakupy, już mam wychodzić, zatrzymuje mnie ochroniarz i mówi, że widział jak coś wkładałem do kieszeni. Ja od razu w panikę - "co ja niby wkładałem do kieszeni? Co ukradłem? O co chodzi?".

Wkładam zatem rękę do kieszeni wyciągam trzy zgniecione chusteczki, w tym jedną świeżą i wilgotną, i kładę je na wyciągniętą rękę pana ochroniarza. To chyba nie była jego najlepsza zmiana.

#6Ya3d

Znacie ten typ ucznia: najlepszy w klasie, prymus, świetne oceny, pupilek nauczycieli, uczestniczy w każdym konkursie. Część osób w klasie lubi taką osobę, a część nie.

Opisałam właśnie siebie. Całą podstawówkę i gimnazjum taka właśnie byłam. "Prymuska", "najlepsza uczennica" - to słyszałam. Nawet to lubiłam. Większość dnia spędzałam na nauce, nawet po lekcjach. Uwielbiałam zostawać po lekcjach w szkole na dodatkowych kółkach czy przygotowaniach do konkursów.

Nikt nie wie, że robiłam to tyle lat tylko po to, żeby jak najmniej czasu spędzać w domu. Choć nie było alkoholu czy przemocy, ja się bałam. Wiedziałam, że znowu mama na mnie będzie krzyczeć. Mówić, że jestem beznadziejna. Ciągle zwiększała wymagania wobec mnie. Chore wymagania.

Byłam dobra tylko wtedy, gdy wygrywałam konkursy. Poza tym nigdy nie odczułam czułości w stosunku do mnie. Nigdy mnie nie przytuliła. Za to jej krytyka towarzyszyła mi od najmłodszych lat.

Najbardziej nienawidziłam, gdy chwaliła się mną przed znajomymi i rodziną. Hipokrytka. Wtedy byłam dobrą córką. A po powrocie do domu - "leniwym pasożytem".

#FouhK

Wy piszecie, że Wasze babcie mimo wieku czują się jak młode boginie. Ale moja ostatnio przebiła wszystko.

Przez kilka dni z niecierpliwością wypytywała nas, czy czasami nie było kuriera, bo zamówiła sobie jakąś przesyłkę. Zaciekawiona zapytałam co takiego sobie zamówiła, ale na początku nie chciała się przyznać.
Po odebraniu paczki zobaczyłam, że moja 70-letnia babcia zamówiła sobie MAJTKI PUSH UP.
Chyba jeszcze nie znam dobrze mojej babci :D

#TLFeQ

Historia nie dotyczy mnie osobiście, a mojej mamy, jednak mam nadzieję, że nie złamię zasad, jak ją przedstawię.

Moja mama zawsze była bardzo oschła i zdystansowana, ale pomagała innym. To ona rządziła w domu, nie ojciec (który był 20 lat starszy). Była bardzo surowa. Co ciekawe, nigdy nie uderzyła żadnego ze swoich dzieci. Najprawdopodobniej na charakter mojej mamy wpłynęły trudne doświadczenia z dzieciństwa (wychowywała się podczas wojny, jej rodzinę spotkało wiele nieszczęść).
A teraz historia właściwa.
Już za komuny mama pracowała w mleczarni. Była tam kobieta, która fałszywie oskarżyła moją mamę o kradzież sera, zapewne by zająć jej stanowisko. Złożyła też kilka innych donosów, więc mama kilkakrotnie musiała tłumaczyć się przed zarządem.
 
Jakiś czas później tej kobiecie spaliło się mieszkanie. Mama zaprosiła ją do naszego domu, powyciągała z szaf pościele, ręczniki, ubrania etc. Następnie kazała jej to zabrać. Kobieta oponowała: „Ależ pani Nowakowa, przecież pani pewnie wie, że to ja donosiłam na panią, a pani mi pomaga?”. Na to moja mama: „Bierz i WYPIE*DALAJ!”.

Koniec :)

#j8Cjx

Jesteśmy dość dużą rodzinką. Mam dwóch starszych braci bliźniaków, dwa koty, 50-litrowe akwarium z 14 rybkami, psa i papugę.
Codziennie dziwię się mojej mamie, że potrafi całą tę bandę ogarnąć, poza tym zrobić zakupy, uprasować mojemu tacie koszulę na spotkanie z pracy, pogodzić moich braci, którzy mimo że mają 19 lat i wydawać by się mogło, że są już ogarnięci, często się biją miedzy sobą. Nic poważnego, przepychanki dzieciaków. Pomóc nam w lekcjach, uspokoić mojego tatę, jak wraca na skraju wytrzymałości z pracy, jest strażakiem od 22 lat (nie ma serca, żeby porzucić pracę, którą kocha), więc ponoszą go czasem nerwy, jak kolejny dzień miał ciężkie przeżycia. Poza tym moja mama idzie do swojej pracy i odwala kawał dobrej roboty, przeważnie też robi za psychologa dla sąsiadek i jej przyjaciółek, jak tylko wróci z pracy. Mój tata też jest niesamowity. Dzięki niemu każde z nas zdało prawo jazdy za pierwszym razem, to on mnie albo chłopaków odebrał z naszej pierwszej mocno zakrapianej imprezy i kładł do łóżka razem z mamą. Prawie codziennie ratuje życie innym ludziom, nic nie oczekując w zamian.
Mogłabym naprawdę wymienić jeszcze masę innych rzeczy, które moja mama bądź mój tata robią. Wiecie czego jeszcze nie zrobili? Nie wzięli ślubu.

Mój tata oświadczył się mamie jeszcze przed tym, jak zaszła w ciążę, ale w połowie planowania okazało się, że moi rodzice spodziewają się Adriana i Oliwiera. Odłożyli to na później. Później okazało się, że to bliźniaki i moja mama odłożyła to na jeszcze później, no przecież bliźniaki, a ona była młodziutka. Po tym, jak znów zaplanowali, okazało się, że teraz na mnie kolej. Znów przełożyli. Jak się i mnie doczekali, trzeba było wybudować nam większy dom. Znów nie było czasu. Po drodze wypadło tysiąc innych rzeczy, przez które nie mogli się pobrać. Przekładają swój ślub od 24 lat.

W Wigilię mój tata znów oświadczył się mojej mamie i już nasza w tym głowa, żeby tym razem wszystko było na czas i nikt niczego nie przekładał :)
Dodaj anonimowe wyznanie