#ZLfIM
Gdy nadchodził koniec dnia pracy, jak zawsze poszłam do socjalu ogarnąć, kopertę zostawiłam dalej na stole, międzyczasie słyszałam jak koleżanka szybko coś chowa do torebki.
Wróciłam do domu, kopertę wrzuciłam do szafy, po trzech dniach wyciągnęłam, ponieważ jechałam na większe zakupy. To co zobaczyłam aż mi podcięło nogi brakowało mi 1000 zł i to te wypłacone po 200 zł, zostały tylko banknoty 100 zł. Nie ukrywam, załamałam się. Jak to i kiedy mi zginęły? Pierwsza myśl szef źle policzył no, ale to niemożliwe widziałam te banknoty 200 zł. Zadzwoniłam więc do współpracownicy. Pytam się jej czy jej się wszystko zgadza jeśli chodzi o wypłatę. Dodam, że po wypłacie była u nas w pracy jej córka po pieniądze, bo gdzieś jechała i wyciągnęła jej pieniądze z koperty. Jej odpowiedź brzmiała "czekaj właśnie liczę, u mnie wszystko się zgadza co do złotówki!"
Pierwsza moja myśl "no, ale jak to? dopiero otwiera i liczy jak już była i po zakupach, i córce dawała pieniądze". Więc zadałam jej pytanie co ja mam teraz zrobić czy pytać szefa? Jej odpowiedzieć brzmiała, że po trzech dniach, to on mi nie uwierzy, że za mało mi dał. Z jednej strony miała rację, jednak to już minęły trzy dni. Dodałam jeszcze "pamięta Pani, jak mówiłam, że szef jak nigdy zapłacił w banknotach 200 zł?". Odpowiedź brzmiała no tak. W pracy na drugi dzień koleżanka z pracy musiała koledze oddać pieniądze, otworzyła portfel chyba zapomniała, że jestem obok. Zobaczyłam u niej w portfelu banknot 200 zł, spojrzała na mnie zmieszana i szybciutko zamknęła portfel. Był to nasz ostatni dzień w pracy, potem poszłyśmy na urlop.
Biję się z myślami co mam zrobić. Czy zgłosić ten fakt szefowi po tak długim okresie? Dodam, że moja koleżanka na wakacje sobie pojechała z córeczką, co chwilę latała do sklepu. I co ja mam teraz myśleć? Skąd nagle znalazła na to środki i ta sytuacja z tym banknotem w jej portfelu? Unika mnie wzrokiem, rozmowa się nie klei, zachowuje się tak jakby miała coś na sumieniu. Co mam teraz zrobić? Jak porozmawiać o tym z szefem? Nie wyobrażam sobie dalej z nią pracować. Wiem, że z pracy też wynosi, wtedy kiedy ja jestem na magazynie co chwilę słyszę jak coś chowa do torebki....
Pieniędzy się pilnuje. Jak dostałaś kasę, to trzeba było ją schować i mieć przy sobie. Jak odbierasz jakieś pieniądze, to przelicz, czy się zgadza - szef mógł by Ci np. napchać tam gazet, ty byś pokwitowała i jaki miała byś dowód, że szef Cię nie oszukał?
Zresztą obecnie prawo uważa przelew jako domyślną formę wypłacania wynagrodzenia, a wypłata "do ręki" może odbywać się tylko za zgodą pracownika.
Możesz zgłosić tą sprawę szefowi, możesz zgłosić przestępstwo policji, ale jeżeli nie masz żadnych dowodów - tylko poszlaki, to ciężko będzie udowodnić winę. Inna sprawa, że możesz zebrać dowody na to, że "koleżanka" kradnie w pracy i wykorzystać je do jej zwolnienia, lub grać tą samą kartą i szantażować "koleżankę" - albo odda kasę, albo wyleci z pracy.
Zostawianie koperty z pieniędzmi na stole a potem trzy dni w szafce? Co to za bzdury.Jak weszła córka koleżanki to znaczy że wejść mogą też znajomi.
Nigdy nie ufaj przesadnie kolegom/koleżankom z pracy. Mogą wydawać się ok, ale to nadal obcy ludzie, którzy mogą wykorzystać Twoją słabość do osiągnięcia własnych korzyści.
Aha, znaczy zostawiłaś kopertę bez pieniędzy bez opieki, nie wiesz nawet ile ich było i teraz biadolisz? :) W sumie to należało Ci się. Taka brutalna prawda. Z drugiej strony uważam, że złodziejom powinno się ucinać ręce, ale oni byli, są i będą. Swojego się pilnuje. A koleżanka równie dobrze może być winna jak i niewinna, już tego nie sprawdzisz jeśli nie masz monitoringu w pracy.
To "bez" mi się wkradło niechcący, nie miało go tam być.
Hvafaen, a w podstawówce nie nauczyli Cię czytania ze zrozumieniem? Przeczytaj jeszcze raz to, co napisałam i jak dalej nie rozumiesz to spytaj kogoś dorosłego.
Nie sprawdziłaś koperty wychodząc z pracy i potem jeszcze przez 3 dni do niej nie patrzyłaś - nikt nie weźmie na poważnie twoich zarzutów.
To, że widziałaś u niej 200zł - może akurat wyciągnęła z bankomatu? To, że była na wakacjach - może oszczędzała cały rok?
Może też i ukradła te pieniądze, ale dowodów nie masz żadnych, tylko domysły.
Według mnie, masz dwie opcje: odpuszczasz temat i uznajesz, że to była twoja wina, albo rozmawiasz z nią szczerze: jeśli to zrobiłaś, oddaj mi kasę i sprawa zamknięta albo będę musiała porozmawiać z szefem, że zostałam okradziona w pracy (chociaż bez dowodów to on nic nie zrobi).
I tak i nie.
Moja mama została okradziona w pracy. Ktoś ukradł jej całą torbę, która była schowana w szafce w pokoju służbowym.
Nie ma tam już monitoringu, co jest ważne.
Dyrektorka tak się tym przejęła, że pomagała nawet przeglądać nagrania, bo wiadomo było jedno- ukradła osoba z zewnątrz.
Na szczęście moja mama od razu zastrzegła dowód, kartę do banku i nigdy nie nosi za dużo gotówki na raz.
Więc, jeśli dyrektor jest w porządku to kradzież w miejscu pracy także go "dotknie".
@Dahun2, gdyby autorka tego samego dnia i jeszcze w pracy zauważyła kradzież - zgodziłabym się z tobą, że nalezy zgłosić szefowi. Problem w tym, że autorka wyszła z pracy i jeszcze 3 dni nie interesowała się zawartością koperty. I zamiast podjąć jakąś decyzje szybko: zgłaszam albo olewam, czeka i myśli. Rozumiem, że to nie łatwa decyzja, ale niestety, im dłużej nie podejmuje kroków, tym sytuacja wygląda gorzej dla niej.
Tylkopoco
Jak dobrze pamiętam to mama nie zgłosiła od razu, pomyślała, że zostawiła torebkę w domu.
Ale masz rację, dwa dni to jeszcze jest zrozumiałe ale czekanie i czekanie może obniżyć wiarygodność osoby. Szczególnie, że nie wie nawet ile jej zginęło.
u mnie w pracy była dziewczyna, która wyciągała po 10, 20zl, tak, żeby się nikt nie zorientował. Ale ja, jako, że nie korzystam z gotówki, jeśli ja mam, to wiem ile. Zginęła dycha. Powiadomiłam szefową. Zrobiłyśmy zdjęcia banknotów, żeby było widać serię i numer. Jak tylko wchodziłam na zaplecze, sprawdzałam portfel. I w końcu, godzinę przed końcem pracy zauważyłam brak. wszystkie dziewczyny zostały wezwane na zaplecze i poproszone o pokazanie zawartości portfela. Koleżanka, która to zrobiła poleciała z dyscyplinarką.
Bardzo niefrasobliwie podchodzisz do pieniędzy. Teraz to już raczej masz tylko nauczkę na przyszłość, chyba że macie monitoring i ktoś go przejrzy. Na Twoim miejscu porozmawiałabym z szefem, aby zasygnalizować mu, że jest w pracy złodziej, ale nie licz, że dostaniesz jakiekolwiek pieniądze (jeśli nie ma monitoringu).
Rzecz 1 - pieniądze się zawsze trzyma przy dupie, bo okazja czyni złodzieja.
Rzecz 2 - kwota jest na tyle duża, że podchodzi pod zwykłą kradzież, poza tym myślę, że macie na zakładzie monitoring, więc zgłosić do szefa, a jak nie pomoże to na policję.
@Hvafaen Vito nie pisze o tobie, a o złodziejach.
@Hva
Wiesz że oskarżanie kogoś o cokolwiek dlatego że użył bardzo powszechnego powiedzonka jest co najmniej... Dziwne? Patrząc na komentarze tutaj i gdzie indziej, stwierdzam że baaaardzo lekko Ci przychodzi rzucanie bardzo ciężkich oskarżeń. Zwłaszcza takich bez pokrycia.
Bez litości dla złodzei. Ja bym do laski poszła i przypchała ją do muru, że wszystkie dowody wskazują na nią lub jej córkę. Jak widziałaś tam te 200 zł, to one tam były. Ma 48h na ogarnięcie tematu inaczej idziesz do szefa. Oczywiście wczesniej pogadaj z szefem o sytuacji i powiedz o swoich przypuszczeniach, zwłaszcza co do magazynu.
No spoko, ale to słowo przeciwko słowu. Ktokolwiek inny mógł te pieniądze zabrać. Być może autorka się pomyliła, a tych pieniędzy tam nie było. Teoretycznie jak schowała pieniądze do szuflady w domu, to mogło jej zabrać na przykład dziecko, któremu nie chciała kupić spodni, to sobie "pożyczyło". Skoro jest taka nieogarnięta, to równie dobrze mogła sama wydać i zapomniała. Owszem, zero litości dla złodziei, ale ona nie ma żadnych dowodów, bo o nie nie "zadbała".
Życiowa lekcja za 1000 zł, w zasadzie całkiem tanio. Ważne żeby odebrać naukę i nie popełnić więcej takich błędów.
"Na złodzieju czapka gore".