#K9eQl
Jednak pewnego dnia przerosłam samą siebie, było to w drugiej klasie liceum, pogoda była paskudna, więc o wagarach nie mogło być mowy - nie przepadam za łażeniem po sklepach, których notabene za dużo w mojej miejscowości nie ma. Nie mogłam też całego dnia po prostu siedzieć w domu, bo mój tata wracał około 10. Uknułam więc plan...
Kiedy usłyszałam, jak mój tata parkuje, weszłam do szafy... Tak, mając 18 lat ukryłam się w szafie, by nie iść do szkoły. Miałam tam oczywiście wszystko przygotowane. Wodę, kanapkę, latarkę, książkę do czytania. Kurtkę i buty ukryłam, żeby nikt się nie zorientował... I przesiedziałam tak 4 godziny, do momentu aż wiedziałam, że około 14 tata będzie wychodził... Wspomnę tylko, że szafa nie była zbyt duża i bolały mnie już nogi od zgiętej pozycji.
Nigdy nie powtórzyłam tego sposobu, ale zawsze jak to sobie przypomnę, to zastanawiam się co mi przyświecało...
Gorzej byłoby gdyby ci sie do toalety zachciało
Oj tak 😉
może miała wiaderko ;)
,,Tato, chciało mi się siku, więc przyszłam na chwilę do domu" :D
Mogła zrobić do naczynia z wodą :D
Ja od gimnazjum mogłam zostawać w domu kiedy chciałam :p wydaje mi się, że rodzice mieli dobre podejście bo "zakazany owoc najlepiej smakuje" a skoro mogłam to jakoś mnie to nie kręciło :) i takim oto sposobem dobrze na tym wyszłam :)
Chyba zależy od dziecka, gdyby mi tak mama pozwalała to jeszcze rzadziej bym się w szkole pojawiała. Ale w sumie teraz, z perspektywy czasu ani trochę nie żałuję, że nie chodziłam i za bardzo nie przejmowałam się ocenami. Teraz chyba częściej chodzę na nieobowiązkowe wykłady niż w szkole na obowiązkowe lekcje
Mam bardzo podobnie, z tym, że ja tam nie widzę problemu w chodzeniu do szkoły, smutna rutyna :/
Mnie też mama jakoś specjalnie nie zmuszała do chodzenia do szkoły, ale u mnie co roku kończyło się to największą liczbą godzin nieobecności w klasie :D Na szczęście oceny zawsze miałam przyzwoite, więc ani rodzice, ani nauczyciele się nie czepiali ;)
Mi nigdy jakoś bardzo nie zabraniano opuszczać lekcji, ale jednak zeby zostać w domu (mama nie pracowała) musiałam sie trochę postarać. I często zostawałam w domu. Kiedy w wieku 18lat sie wyprowadziłam i mogłam sama pisać sobie usprawiedliwienia miałam najwyższą frekwencję w calym swoim życiu bo aż 99% :P Kiedy mogłam zostać bez proszenia sie o to nagle stwierdziłam że w sumie to mogę chodzić do szkoły. A na studiach wcale nie czuje potrzeby wagarowania, opuszczam tylko nieobowiązkowe wykłady i to tylko kiedy naprawdę muszę.
ja też mogłam i skończyło się to komisją wychowawczą z powodu bardzo małej frekwencji. z perspektywy czasu jednak nie żałuję, że było tak a nie inaczej.
U mnie to samo ;) podobnie z piciem i paleniem. Rodzice powiedzieli, ze jak chce sprobowac to proszę bardzo. Tym sposobem jestem na studiach i chociaż wolno mi było pic i palić długo przed 18stką nigdy nie upiłam się na imprezie i nie palę. Po prostu nie mam w tym frajdy, to nic wyjątkowego :)
Ja mam to szczęście, że szkołę akurat wspominam świetnie (choć też wpadła jakaś nagana czy dwie za wagarowanie), ale okres buntu młodzieńczego mnie spotkał w ostatniej klasie podstawówki. U mnie padło na kolczyk w brwi i sporadyczne krztuszenie się papierosami. Moja mama nie była pod wrażeniem, więc kolczyk zniknął miesiąc później. No bo przeciw komu mi było się buntować? U mnie to zadziałało i doceniam takie podejście do pewnego stopnia. Dwanaście lat to nie wiek na papierosy.
Taka uwaga: przeczytajcie sobie dokładnie regulamin uczelni. Kiedyś myślałam, że wykłady są nieobowiązkowe ale czytając regulamin uczelni zwróciłam uwagę na jeden punkt. Nieważne czy laboratorium, ćwiczenia, projekt i wykład ale 50% obecności być musi.
Ten sam fragment przytoczył mój wykładowca z PKMu.
Warto sprawdzić czy w regulaminie "przypadkiem" wykłady nie wymagają, wbrew pozorom, 50% obecności.
Jak to co Ci przyświecało....
Latarka :D
Gdyby zapytali się gdzie byłaś:
- W Narni
nie wierzę! też zrobiłam coś podobnego w liceum. tylko ja schowałam się nie w szafie, a za wielkim kartonem po telewizorze na poddaszu. pozdrawiam autorkę serdecznie! 😄
W końcu czego się nie robi dla zostania w domu? :"))
. <-- wagary w szafie
Jakby co, to zawsze progresywnie mozesz powiedziec ze w wieku 18 lat "wyszłaś z szafy" :p
kiedyś też tak zrobiłem, tylko to było w przypływie chwili, rodziciel wrócił niespodziewanie z pracy i nie wyszedł już więcej. jedyne co zdążyłem zrobić to złapać buty i plecak i się z nimi schować. 5 godzin w zupełnej ciemności i ciszy. jak mi się udało wyjść? poszedł do wc na "dwójkę" i wtedy po cichu wypełzłem z szafy, odstawiłem buty, otworzyłem drzwi do mieszkania udając że dopiero wchodzę. fart że to była pora bliżej wakacyjna, toteż tylko buty miałem do ogarnięcia ;) nigdy więcej tego nie powtórzyłem
Taki pomysł nigdy nie przyszedł mi do głowy, ale pewnie dlatego ze moi rodzice zawsze byli w domu z racji wykonywanego zawodu. Ale ja zazwyczaj stymulowalam chorobę. Albo mówiłam, że wymiotowalam w nocy i cały czas mi źle. Albo mówiłam ze mam gorączkę. termometr moczylam w ciepłej herbacie, żeby temperatura trochę wzrosla i pokazywałam go mamie. oczywiście wyglądając jak milion nieszczesc, żeby było bardziej realnie. Ale takie sytuacje tylko w podstawówce i gimnazjum. Będąc w liceum mogłam czasami zostać w domu, ale tylko jeżeli mówiłam ze mam luźne lekcje i musze się uczyć na kolejny dzień.
Dzieckiem można byc w każdym wieku :D