#ack74

Wiecie co jest naprawdę wkur*iające w tych czasach? Moda na bycie introwertykiem.
Tak, moda. Wszyscy towarzyscy ludzie nagle określają się jako introwertycy.
3/4 youtuberów się tak określa. Co z tego, że mają masę znajomych, dodają zdjęcia z imprez i zmieniają partnerów jak rękawiczki. Ale oni oczywiście introwertycy.

Oczywiście jest też przesada w drugą stronę. Nie, to że czujecie stres gdy musicie gdzieś zadzwonić, czy boicie się załatwić najprostszych rzeczy, to nie ma nic wspólnego z introwertyzmem. Nie róbcie upośledzonych z introwertyków.

Nie wiem jak wy, ale ja nie znam żadnej znanej osoby, która przyznałaby się, że jest ekstrawertykiem. Po prostu to obciach.

Czym jest introwertyzm?
To po prostu odczuwanie przyjemności ze spędzania czasu w samotności i niechęć do wypowiadania się w grupie osób.

Jeśli widzicie, że ktoś często chodzi na imprezy i jest wygadany, to na pewno nie jest introwertykiem. Z kolei jeśli ktoś odczuwa strach np. przed załatwieniem sprawy w urzędzie, to też nie jest introwertyzm.
Jeśli ktoś szuka wymówek, żeby nie pójść na domówkę albo odmawia spotkań nawet z przyjaciółmi, to bingo. Znaleźliście introwertyka.

Nie określajcie się introwertykami, jeśli nimi nie jesteście i nie tłumaczcie tym swoich nieporadności życiowych. To boli.

#7FhHJ

Historia sprzed kilku lat.
To były nasze pierwsze zajęcia z wychowawcą - WF w czwartej klasie. Wiadomo, trochę stresik był, bo nigdy pana nie widzieliśmy itd. Wchodzimy na salę i na rozgrzewkę biegamy kółeczka. Pan WF-ista usiadł z boku na ławce i widząc, że zestresowane w ciszy biegamy, wystawia rękę, abyśmy przybijały mu piątki, ale gdy już mamy uderzyć, on zabiera rękę – w taki sposób żadna z nas nie mogła tego zrobić, co motywowało nas do zrobienia jeszcze jednego okrążenia.

Tak mocno się wczułam, że gdy nauczyciel przystawił rękę do policzka, wzięłam zamach i uderzyłam w nią tak mocno, że po sali rozniósł się donośny PLASK...
Nie mam pojęcia, kto w tamtym momencie był w większym szoku – ja, koleżanki czy nauczyciel z czerwona twarzą...

Na szczęście pan okazał się śmieszkiem i wszystko obróciliśmy w żart. Ale do tej pory jak się spotykamy ze znajomymi z podstawówki, każdy wspomina „Ej, a pamiętasz, jak spoliczkowałaś w czwartej klasie pana od WF-u?” :)

#uMh4D

Zacznę od tego, że mam dwie starsze siostry. Zawsze mnie do nich porównywali, bo przecież są takie "idealne". Obydwie mają pasje - jedna tańczy, a druga piecze ciasta. Nie wychodzi im to super, ale mama jest z nich bardzo dumna.
Ja jestem tą najgorszą. Ciągle słyszę, że jestem beztalenciem i powinnam mieć normalne hobby. Piszę. Piszę odkąd pamiętam i poświęcam na to swój cały wolny czas. Ale rodzice twierdzą, że to śmieszne. Nie rozumieją, że to kocham.

Od pewnego czasu pisałam na pewnej stronie, która jest przeznaczona dla takich jak ja. Głównie amatorzy, ale czasem mają po kilka milionów wyświetleń i wydają własne książki. Na początku szło mi kiepsko, ale potem się "wybiłam". Czytelników przybywało, wyświetleń jest teraz prawie milion. Ale rodzice nadal uważają, że to głupota. Pisałam czasem do małych wydawnictw i ostatnio dostałam wiadomość zwrotną. Zgodzili się wydać moją książkę. Wyobraźcie sobie moją radość i to jak z dumą oznajmiam rodzicom, że wydaję pierwszą książkę. Myślałam, że będą nareszcie ze mnie dumni. Bzdura! Wyśmiali mnie i kazali przestać bawić się w tę dziecinadę.

Już nie mam sił, czekam tylko, aż będę mogła się wyprowadzić.

#GHUqm

Sytuacja miała miejsce jakieś 12 lat temu. Miałem wtedy około 16 lat.

Od dziecka mam nabytą arachnofobię - paniczny lęk przed pajęczakami. Nabawiłem się jej przez znalezienie w moim bucie gigantycznego pająka, który mnie wtedy ukąsił. Bez konsekwencji, ale strach pozostał. Moi kuzyni i większość znajomych miała z tego niesamowity ubaw i ja także nie raz, nie dwa się z tego śmiałem.

Byliśmy na koloniach letnich. Moi drodzy koledzy i koleżanki pomyśleli, że zabawnie będzie zobaczyć jak zareaguję na widok dużego pająka. Zrobili więc zrzutkę i na jednej z wycieczek kupili pająka w sklepie zoologicznym. Włożyli mi go do poszewki od poduszki przed ogłoszeniem ciszy nocnej. Wróciłem spod prysznica i położyłem się na łóżku, w pokoju na chwilę zaległa cisza.

Normalnym było wtedy, że po kryjomu dziewczyny przychodziły do naszego pokoju i rozmawialiśmy często do późnych godzin. Kiedy więc i tym razem przyszły nie zdziwiło mnie to wcale. Leżałem na swoim łóżku i rozmawiałem z resztą. Nagle wprost przed moje oczy wypełzło to ośmionogie cholerstwo. 


Krzyknąłem, oni zaczęli się śmiać, a pajączek zaczął machać kończyną przed moimi oczyma. Byłem tak przerażony, że strąciłem go z poduszki na materac, a sam wyskoczyłem z niego jak oparzony. Lecz pajączek nie dał za wygraną spadł z materaca na moją nogę.
 
Dla człowieka z arachnofobią pająk wielkości małej dłoni na nodze to jeden z najgorszych koszmarów. Krzyczałem i rzucałem się jak opętany. Wpadli opiekunowie, a z moich ust wydobywały się słowa w stylu:
- Zabierz to [tu niewybredne epitety] do cholery!

Opiekun mojej grupy prawie krztusił się ze śmiechu. Tylko jedna z opiekunek, ledwie parę lat starsza ode mnie strąciła pająka z mojej nogi i złapała w jakieś pudełko, które miała pod ręką.
 
Moi znajomi dostali małe upomnienia i cała sprawa skończyła się tylko śmiechem ze mnie.
 
Kiedyś tylko trochę się bałem pająków, ale nie miewałem aż takich jazd. Teraz każdy, niezależnie od wielkości, powoduje u mnie okropne bicie serca i to, że niemal mdleję.


Jest mi z tego powodu okropnie głupio, ale to coś nad czym nie potrafię zapanować.

#mWhJh

Latem pracowałam jako kelnerka w jednej z restauracji nad morzem. Jak to w sezonie, mieliśmy oblężenie. Jednymi z klientów, z którymi miałam do czynienia było małżeństwo z kilkuletnią córką. Niby nic nowego, ale ta sytuacja była inna.

Dziewczynka już na pierwszy rzut oka była upośledzona. Gdy zajęli miejsca, a rodzice zajęli się czytaniem menu, mała kręciła się i wierciła, rozsypywała sól i pieprz na obrus, wkładała sobie do buzi serwetki. Na szczęście rodzice interweniowali, nim się zadławiła. Po chwili dziewczynka wstała i zaczęła biegać po całej sali. Mnóstwo ludzi, czy to zajmujących miejsca, czy idących do toalety, ja spisująca zamówienia i przede wszystkim dziewczyny roznoszące jedzenie i napoje. Nietrudno więc było o to, by dziewczynka kogoś przewróciła. Jej rodzice kompletnie nie reagowali, byli zajęci rozmową. Dodam, że inni dorośli widząc ile osób kręci się po sali, pilnowali swoje dzieci. Widziałam też krzywe spojrzenia innych klientów.

Najpierw jedna z dziewczyn zaprowadziła małą do kącika dla dzieci - mamy tam klocki i puzzle. Dziewczynka nie zainteresowała się jednak i wróciła do biegania po sali. Po chwili stało się to, co było do przewidzenia - wpadła na jedną z kelnerek. Na szczęście koleżanka niosła tylko zimne napoje, ale całą bluzkę miała mokrą. Ponieważ przyjmowałam zamówienia obok stolika, który zajmowali rodzice dziewczynki, podeszłam do nich, delikatnie zwróciłam uwagę na to co się właśnie stało i poprosiłam by pilnowali córki.

No i się zaczęło. Matka nakrzyczała na mnie, że ich dyskryminuję, nie dostrzegam, że jej córka jest bardzo chora, że innym rodzicom nikt nie zwraca uwagi (bo nie było powodu), a w ogóle to wszystko wina tego, że nie mamy specjalnego miejsca dla takich dzieci jak jej córka. Następnie wstała, zabrała córkę i poszła "szukać lokalu, gdzie nie dyskryminują niepełnosprawnych". Jej skrępowany mąż przed odejściem wybąkał przeprosiny.

Nikogo nie dyskryminuję - szefowa sali nakazała nam grzeczną interwencję w podobnych sytuacjach. Postąpiłabym identycznie, gdyby sytuacja dotyczyła zupełnie zdrowego dziecka.
Możecie mnie hejtować, ale moim zdaniem nie powinno się chodzić w takie miejsca jak restauracja z dzieckiem, nad którym nie umiemy zapanować. Obojętnie, czy jest ono zdrowe czy chore.

#Zcq0J

Wyznanie na gorąco...

Spiknąłem się z kolegami i jeden z nich stwierdził, że potrafi się uwolnić z każdej dźwigni, którą mu się założy, nie robiąc przy tym krzywdy napastnikowi. Niewielkie doświadczenie ze sztukami walki mam, toteż zgodziłem się założyć mu ''balachę''.

Wiecie co on zrobił? Połaskotał mnie po jajkach... Faktycznie się uwolnił.

#99Sc2

Mieszkam w starym bloku z wielkiej płyty, mam zatarg ze staruszkiem mieszkającym nade mną. O wszystko się przypiernicza – że wycieraczkę mam za dużą, że powinna być koloru jak inne, że moje drzwi wejściowe są drewniane, a nie pomalowane w odcień koloru klatki schodowej, że samochód mam za duży i zajmuję pełne miejsce (?).

Ostatnio zadzwonił do drzwi o drugiej nad ranem, a pracuję od czwartej w piekarni, więc kiedy obudzę się przed czasem, a mam niedobór snu, to mam ochotę mordować. Oznajmił, że doniesie na mnie, bo składuję śmieci na korytarzu (zrobiłem to przed snem, powiązałem worki celem ich wyniesienia rano i niebudzenia innych domowników). Mój wkurw sięgnął zenitu.

Po pracy wróciłem do domu wytyrany jak nigdy, zszedłem do piwnicy po jarzyny, a moja piwnica przylega do jego. Między nami nie ma litej ściany, tylko jakby luźno cegły poukładane, tak że widzę, co sąsiad ma w środku. Miał mnóstwo przetworów, kompotów, jakichś innych szpejów w słoikach... W przypływie agresji, za to jego nachodzenie i przypieprzanie się o wszystko, wziąłem kawałek długiego kątownika i zacząłem mu zrzucać te słoiki z regału. Wszystkie, co do jednego. Jeszcze w trakcie mówiłem sobie w myślach, że jestem debilem do kwadratu, że tak się nie robi, ale robiłem to nadal i sprawiało mi to przyjemność, bo w myślach widziałem jego zrozpaczony ryj.

Na drugi dzień sam UPRZEJMIE DONIOSŁEM, że śmierdzi z jego piwnicy i coś się leje. Przyjechali wąsate pany i z nim rozmawiali, a dosłownie dzisiaj, niecałą godzinę temu, kolesia spakowali i przeprowadzili gdzieś, nie wiem gdzie, bo zalegał z czynszem i innymi opłatami grubo ponad dwa lata i tylko szukali jakiegoś haka na niego.

Z jednej strony mam spokój, z drugiej ten gość trochę pilnował wszystkiego, tylko za mocno. Zamiast spać siedzę tutaj i piszę te wypociny, a za niecałe cztery godziny muszę być w robocie. Tak że jutro bułki randomowo wypieczone macie w Poznaniu :D

#8ySd8

Studiuję, pracuję i wychowuję córkę jednocześnie. Nie jest łatwo. Czasami nie mam czym zapłaci za rachunki. Dziecko tanie też nie jest.
Pracuję jako sprzątaczka. Alimenty są bardzo małe, ale też coś. Po co ja to wszystko piszę? Nie chcę się żalić itp.

Moja córeczka miała urodziny. Postanowiłam zrobić jej przyjęcie urodzinowe. Zrobiłam zupę, trzy dania na ciepło i dwa ciasta. A moja rodzina zapytała się "dlaczego tak mało, ty przecież tylko w mieszkaniu siedzisz i alimenty dostajesz".
Ręce opadają :/
Dodaj anonimowe wyznanie