#u0LAU

Mam 17 lat i boję się spać sama. Możecie się śmiać, ale jest przyczyna tego problemu.

Mój biologiczny ojciec zostawił mamę, gdy miałam kilka miesięcy. Mieszkałyśmy z jej rodzicami i jako że w domu brakowało łóżek, spałam zawsze z nią.
Gdy miałam 7 lat, moja mama wyszła za mąż. I wtedy zaczął się mój problem.

Młoda para chciała spać sama, a ja, przerażony dzieciak, zaprotestowałam. Wobec tego ojczym (nie, nie tatuś) zaczął zamykać drzwi do ich sypialni na klucz. Płakałam całe noce pod tymi drzwiami, często tak zasypiając. Mama często się litowała i prosiła go, by otworzył. On jednak tylko na mnie krzyczał.

Dziś nie jestem w stanie zasnąć w swoim pokoju. Udaje mi się to tylko wtedy, gdy jestem maksymalnie zmęczona, jednak budzę się w środku nocy z krzykiem i wybiegam na korytarz lub do jakiegokolwiek pomieszczenia, tam też zasypiam na podłodze. Co dziwne, zdarza mi się to tylko we własnym domu, gdy jestem w jakimkolwiek innym miejscu, problem znika.

A ojczyma do dziś nie znoszę, z wzajemnością zresztą.

#ylGFa

Razem z kilkoma kolegami z jednego z wielu szarych polskich blokowisk, trenujemy parkour. Wprawdzie jest to czysta amatorszczyzna, ale sprawia nam to niemało przyjemności. Do treningów wykorzystujemy praktycznie każde miejsca. Czy to skwerki przed blokami, czy stare forty. Spotykamy się w ustalonym miejscu co sobotę oraz jeśli czas pozwoli, jakoś w tygodniu.

Dla tzw "osiedlowego monitoringu" jesteśmy jednak bandą rozwrzeszczanych, niewychowanych małolatów, którzy nie potrafią usiedzieć 5 minut na tyłkach, tylko muszą gdzieś wiecznie biegać. Pomijając fakt, że mamy po 18-20 lat, to druga część faktycznie się zgadza. Nie potrafimy usiedzieć 5 minut na dupie.
Ale nie o tym będzie wyznanie.

W zeszła sobotę, idąc spokojnie na trening na stare forty, wysłuchując przy okazji komentarzy owych pań, zobaczyłem coś, co zmroziło mi krew w żyłach. 4 piętro, otwarte okno od strony rogu budynku, a w nim kilkuletnie dziecko podziwiające okolicę. Moherki również dojrzały to, co ja, więc od razu podniosły larum, wykrzykując wniebogłosy, by ktoś coś zrobił, bo małe zaraz spadnie.

Chłodna kalkulacja. Drzwi na elektromagnes, więc nie ma szans nawet wejść do mieszkania w normalny sposób. Więc pozostaje droga alternatywna. Nie powiem, miałem pietra, wchodząc na 4 piętro po piorunochronie. Małą zdjąłem z tego okna praktycznie w ostatniej chwili. Gdzie w tym wszystkim byli rodzice? Matka wyszła do sklepu, a ojciec dziecka, który miał w tym czasie się nim zajmować, siedział w pokoju za ścianą, zawierając znajomość z flaszką. Miałem ochotę faceta rozerwać na strzępy.
Mimo tej całej wściekłości, zadzwoniłem po policję i karetkę, by upewnić się, że małej nic nie jest.

Po chwili wróciła matka dziecka. I na moich oczach, swojemu mężowi, spuściła taki wpierdol skórzanym paskiem, że tylko świstało w powietrzu. Policjanci, którzy zabierali faceta, zapytali, co mu się stało, bo wygląda jakby pod walec drogowy wpadł. Pomimo upojenia alkoholowego, chyba mu było wstyd się przyznać, że chwilę wcześniej żona złoiła mu skórę.

Sprawa poszła do sądu. Zostałem poinformowany przez policję, że za swój "wyczyn" powinienem się spodziewać wezwania jako świadek. Plusem tej całej historii jest fakt, że od tygodnia osiedlowy monitoring zmienił taśmę i nie marudzi już nad bezsensownością naszego biegania po osiedlu. Czyli jak by nie patrzeć, problem rozwiązał się sam...

#aXlJZ

Chciałabym wyrzucić z siebie historię mojego życia. Będzie bardzo długo.

Od zawsze lubiłam się uczyć i przez całą podstawówkę miałam bardzo dobre oceny, ba, byłam najlepsza w klasie. Jedna dziewczyna bardzo chciała mi dorównać. Nie umiała zrobić tego w uczciwy sposób, po prostu się ucząc, więc postanowiła rozegrać to inaczej. Zaczęło się wyśmiewanie mnie, buntowanie przeciwko mnie całej klasy. Nie byłam brzydka czy gruba, ale, jako że u nas w domu nigdy się nie przelewało, to chodziłam w ubraniach po starszych siostrach. Nie były zniszczone ani brudne - były niemodne, więc to one stały się obiektem drwin. Przezwiska, przepychanki, rzucanie we mnie czym popadnie było na początku dziennym. Oczywiście nauczyciele tego nie zauważali, ani tego, że wiecznie siedzę sama w kącie i ze wszystkich sił staram się nie płakać. Nie chciałam się skarżyć, bo wiedziałam, że to tylko pogorszy sytuację.

Każdy wieczór kończył się płaczem, gdy trzeba było iść spać. Nie bałam się ciemności ani potworów pod łóżkiem, tak jak myśleli moi rodzice. Bałam się zasnąć, bo wiedziałam, że rano się obudzę i będę musiała iść do szkoły. Każdy dzień był koszmarem, a najgorsze wcale nie były wyzwiska i popychanie. Najgorsza była samotność. Przeraźliwa pustka i poczucie wyobcowania.

W gimnazjum i liceum nikt mnie nie wyśmiewał, a ja trzymałam się z boku i starałam nie rzucać się w oczy, żeby tylko nikt mnie nie wyśmiał. W końcu rodzice zauważyli, że coś jest ze mną nie tak - nie wychodzę z domu, a pójście do sklepu to dla mnie wyczyn, bo przecież będą tam ludzie, a ja panicznie się ich bałam. Twardo się zapierałam i nie poszłam do psychologa. Zdecydowałam, że pójdę na studia i sama zwalczę mój strach. Było bardzo ciężko, ale w pewnym stopniu się udało.

Pod koniec trzeciego roku studiów stwierdziłam, że muszę zrobić krok naprzód i pójść do pracy. Najpierw rozdawałam ulotki. Nawet nie wiecie jak bardzo przeżywałam to, że ktoś nie wziął ulotki i spojrzał na mnie z wyższością. Później pracowałam w sklepie z butami. Pierwsze kilka tygodni żyłam w strachu, że klient na mnie spojrzy, że będzie potrzebował pomocy, a ja nie będę umiała mu pomóc i on mnie skrytykuje. Ale postanowiłam, że się nie poddam, że udowodnię sobie i innym, że potrafię, że mogę i że dam radę.

Udało się, może nie jestem dziś super pewna siebie, ale już nie boję się ludzi i żyję pełnią życia. Moich prześladowców nie dopadła na razie uwielbiana przez niektórych karma, ale tego, co przeżyłam nie życzę najgorszemu wrogowi.

Gdybym tego nie przeżyła, nigdy nie pomyślałabym, że dzieci mogą być tak okrutne. A takie wydarzenia naprawdę wywierają wpływ na psychikę i potrafią całkowicie zniszczyć pewność siebie i poczucie własnej wartości.

#LghtN

Gdy miałem 5 lat, mój 16-letni wtedy brat powiedział, że kupi mi lizaka, jeżeli pójdę do naszej sąsiadki i powiem "Hej, mała, fajne masz balony. Wyskoczymy gdzieś jutro?". Nie widziałem w tym nic złego, a lizak za darmo? Świetna opcja!

Nasza sąsiadka Ela była młodą, zawsze uśmiechniętą dziewczyną. Zapukałem do jej drzwi, a gdy mi otworzyła szybko powiedziałem to czego nauczył mnie brat i pobiegłem do domu. Lizaka dostałem i w sumie nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że pani Ela została nauczycielką. Moją nauczycielką matematyki w liceum... Teraz śmieje się za każdym razem, gdy patrzy w moją stronę, ale balony nadal ma fajne.

#0zY6U

Odkąd pamiętam byłam kochającą przyrodę, dobrą duszą. Kiedy wychodziłam na dwór i kupowałyśmy sobie z koleżanką rożki, często zdarzało się, że nagle zjawiała się chętna na odrobinę loda osa. Zamiast ją odganiać, dawałam jej usiąść na lodzie i podjeść trochę.

Działo się to jak miałam jakieś 12 lat. Miałam młodszego sąsiada, z którym często bawiłam się na dworze. Pewnego dnia poinformował mnie, że kilka dni temu spadł mu z balkonu chomik i powinniśmy pochodzić pod balkonami zobaczyć, czy jego zwłoki już się rozkładają. Dość makabryczne zabawy jak na ten wiek... Poszliśmy pod balkony, pokręciliśmy się chwilę i oto jest truchło chomika. Lato, skwar jak cholera, chomik cuchnie, nie ma już gałek ocznych (swoją drogą dziw mnie bierze, że wcześniej nie zjadły go na przykład koty). Kucamy, przyglądamy się zwłokom, prowadzimy dyskusję na temat wykonania grobu dla chomika, gdy nagle dostrzegam... osę. Osę grzebiącą w oczodole gnijącego chomika. Po chwili przyleciały jeszcze dwie i pożywiały się chomiczym truchłem...
Zrobiło mi się niedobrze, kiedy przypomniałam sobie ile razy dawałam zasiąść na swoim jedzeniu osom. Od tamtego dnia mam do nich wstręt i już nigdy więcej ich nie dokarmiałam.

Pszczoły górą, tylko puszyste pszczółki!

#pYXop

Na 18 urodziny rodzice dają dzieciom różne prezenty. Moi postanowili mnie uświadomić.

Okazało się, że gdy miałam dwa lata wzięli rozwód, ale postanowili wspólnie mnie wychowywać. Razem mieszkali, razem jeździliśmy na wakacje (jak byłam starsza, to jeździłam raz z mamą, raz z tatą). Fakt, że nigdy nie widziałam wielkiej miłości między nimi, ale był szacunek, wydawało się, że zwyczajnie są powściągliwi w okazywaniu uczuć. Gdy miałam jakieś 16 lat, razem z tatą zamieszkałam w domu pod miastem - mama została w mieście, bo nie miała prawa jazdy i tak było jej wygodniej, nie musiała dojeżdżać do pracy. To też nie wzbudziło moich podejrzeń.

Kilka dni po tym, jak mnie uświadomili, mama wyjechała do innego miasta, ma tam faceta. Ojciec też zaczął bez skrępowania przyprowadzać swoją nową kobietę. A ja siedzę i sobie myślę, że całe moje świadome życie przeżyłam w kłamstwie. Z jednej strony jestem wdzięczna, bo stworzyli mi rodzinę, z drugiej mam wrażenie, że nie mogli się doczekać mojej osiemnastki, żeby móc przerwać tę farsę :/

#l9G2i

Styczeń, parę ładnych lat temu. Moje stare liceum i moja ulubiona sala o wdzięcznym numerze 213. Tylko moja klasa, nauczyciel i próbna matura z rozszerzonej matematyki.

Niby nie ma się czym stresować - ale nauczyciel grozi, że jeśli ktoś napisze poniżej 50%, to nie zostanie dopuszczony do prawdziwego egzaminu. Mój mózg odmawia współpracy, ale staram się liczyć. Nagle zaczyna dzwonić telefon. Wszyscy podnoszą głowy i rozglądają się dookoła w poszukiwaniu winnego. Nauczyciel wyjmuje urządzenie z kieszeni i w końcu po czterech sygnałach odrzuca połączenie.

Sytuacja powtarza się jeszcze dwa razy. Rozglądam się i widzę poirytowanie na twarzach innych osób. Zaciskam zęby i wytrwale staram się skupić.

Telefon dzwoni po raz kolejny. „Jeśli zaraz tego nie wyłączysz, to przysięgam, że zrobię to za ciebie” - pomyślałem.
Szkoda tylko, że pomyślałem na głos :D

#SdyOG

Gdy mój tata dowiedział się o mojej ciąży, zrobił wielką awanturę ojcu mojego dziecka.
Krzyczał na niego jak mógł wykorzystać w taki sposób jego córkę, że w życiu by się po nim tego nie spodziewał, że mój wybranek nie szanuje mnie i mojego ciała, a jego penis za wcześnie się we mnie znalazł.

Mam 28 lat, a awanturę tata zrobił mojemu mężowi.
Dodaj anonimowe wyznanie