#d3NJK

W tym roku rozpoczęłam nowy kierunek w szkole zaocznej i poznałam w klasie kobietę w wieku 53 lat. Jako że mijała mój dom po drodze, to postanowiła mnie podrzucić i w samochodzie zaczęły się wywody, jaka to ona jest pokrzywdzona przez los. Niedawno straciła mamę, teściową, chorowała na raka szyjki macicy i przez to jest najbardziej pokrzywdzoną osobą na świecie, nikt nie ma gorzej od niej. I w końcu zaczęła dopytywać, czy ja - dziewczyna o ponad połowę młodsza - mam jakieś ciężkie przeżycia tego typu.

Opowiedziałam więc jej historię o tym,  jak moja mama dowiedziała się o raku w wieku 40 lat, ja miałam wtedy 20, a mój brat 13. Lekarze, przez to, że został zdiagnozowany szybko, wysłali mamę na zabieg usunięcia zmian rakowych. Za drugim razem, kiedy lekarze chcieli ponowić zabieg, ponieważ zmiany okazały się większe niż przypuszczano, ginekolog zaproponowała usunięcie macicy. Mama od razu się zgodziła - stwierdziła, że dwójka dzieci jej starczy i rodzić więcej nie będzie, a jedyny zaatakowany narząd, bez którego można żyć, zniknie i nie będzie jej więcej grozić. Minęło już kilka lat od operacji i mimo osłabienia organizmu, nie może być lepiej. Mama jest z nami w domu cała i zdrowa.

Na tę historię koleżanka ze szkoły nawyzywała moją mamę od słabych i głupich. Stwierdziła, że mama nie ma prawa nazywać się stuprocentową kobietą, podejmując tak debilną decyzję jak usunięcie macicy.

Czy to naprawdę jest złe, jeśli ktoś nie robiąc innym krzywdę, zrobi wszystko, by przeżyć dla własnych dzieci?

#V8CPJ

Kilka lat temu w wypadku straciłam rękę. Został kikut, taki mały. Nauczyłam się żyć z tym faktem, od roku wychodzę do ludzi itp. No ale nie o tym :)

Byłam w sklepie obuwniczym, podchodzę do kasy, spod kurtki nie było widać defektu. Próbuję wyciągnąć gotówkę, pani przy kasie patrzy z uśmiechem, jak próbuję otworzyć portfel, ale zaciął się skurczybyk. Patrzy na luźny rękaw i pyta:
- Co, złamana?
- Nie, nie mam wcale.

Jej mina i kolor twarzy - bezcenne :D
Aż mi się jej szkoda zrobiło :)

#jihCU

Beztalencia mogą zdarzyć się w każdej dziedzinie, ale największy problem jest z nimi w teatrze.

Dyrektor teatru miał u jednego kolegi dług wdzięczności, więc zgodził się przyjąć do zespołu młodego, obiecującego aktora. Młodzian ów rzeczywiście był "obiecujący" - w serialu, gdzie przed kamerą można zrobić klika dubli, poszło mu jako tako, ale na żywo w teatrze każde jego wejście na scenę groziło położeniem przedstawienia. Dostawał coraz mniejsze epizody, ale nawet w roli niemej wypadł mało przekonująco, a w dodatku działał na nerwy aktorowi grającemu główną rolę. Ale słowo się rzekło - jak ma zagrać w każdym spektaklu, to zagra!

Następna w planie była komedia kryminalna typu "kto zabił". Reżyser wpadł na genialny pomysł – żeby Młody grał zwłoki.
Na premierze Młody zagrał zwłoki... i głośno pierdnął.

#Bmo7d

Przepraszam Was bardzo, ale będzie apel.

Jako że na studiach wypadałoby nieco odciążyć finansowo rodziców, dorabiam sobie prowadząc zajęcia dla dzieci z klas I-III szkoły podstawowej. Grafik dopasowany do planu zajęć, przedmioty nowe i ciekawe (chemia i robotyka), więc można by powiedzieć sielanka. No jednak nie...

Pierwsze zdziwienie już na wprowadzających zajęciach, bo dowiaduję się, że dzieciaki miały chemię w przedszkolu. Myślałam "Nie mnie oceniać, może taka moda", ale potem się zaczęło:
1. Zajęcia o różnych godzinach, czasem kończymy przed 17 i przychodzą mamusie/tatusiowie i "Kasiu, szybko! Spóźnisz się na tańce!", "Antek, trening zaraz się zacznie!".
2. Mam przypadki dzieci, które nie mogą się skupić, wręcz zasypiają na zajęciach. Przy jednym wyjątkowo ciężkim przypadku, 6-latka, nad którym nie byłam w stanie zapanować ani skoncentrować jego uwagi, zgłosiłam rodzicom, że może by poczekać z zajęciami dodatkowymi do przyszłego roku, bo dziecko sobie nie radzi. I wtedy rozpętało się piekło. Rodzice (nauczyciele!) nawrzeszczeli na mnie, że to ja sobie nie radzę i nie potrafię zainteresować ich cudownego Tomeczka i już z hiszpańskiego go wypisali, bo pani się uwzięła, to mi nie pozwolą się dziecka pozbyć.

Apel: Rodzice, pozwólcie swojemu dziecku być dzieckiem! To chore, że 6-7-8-latki siedzą w szkole od 8 do 18, a milion dodatkowych zajęć nie sprawi, że wasza pociecha zostanie alfą i omegą, a prędzej zniechęci się do nauki.
Tylko dzieci żal.

#SozvO

Kiedyś wybrałem się do dentysty, aby usunąć zęby mądrości.

Zaproszono mnie na fotel i podano znieczulenie. Na ścianie gabinetu wisiał telewizor, więc czekając aż znieczulenie zacznie działać, skupiłem się na oglądaniu programu przyrodniczego, który aktualnie tam leciał. Myślę "odstresuję się i będzie dobrze". Nagle widzę jak w TV krokodyl atakuje antylopę i dochodzi do krwawej rzezi. 

Dentysta podszedł w tej chwili do mnie i widząc moje zaciekawienie programem rzucił: "w sumie tak będą wyglądać twoje usta za jakieś 5 minut."

Nie ma co, pocieszył mnie.

#wRgz5

Gdy miałam 9 lat, postanowiłam napisać list do siebie, który przeczytam, gdy skończę wymarzony wiek 16 lat. Jak pomyślałam, tak zrobiłam, wsadziłam go do słoika i zakopałam pod drzewem na działce. Przypomniałam sobie o nim jednak dopiero ponad dziesięć lat później... Szczerze byłam zainteresowana, co mogłam w nim napisać.

W kwietniu ziemia jeszcze dość twardawa była, umęczyłam się z łopatą z godzinę, dodatkowo wyrośnięte korzenie nie ułatwiały... No więc jak brzmiało jedno z pytań, które kierowałam do siebie jako nastolatki? "Mam nadzieję, że masz już super chłopaka i duży biust".

Oj nie, kochana, nadal rozmiar A, a chłopaka ni widu, ni słychu, większe powodzenie miałam w drugiej, trzeciej klasie podstawówki, gdy pisałam ten list, no cóż... :)

#8ftlF

O tym, jak stałem się Panem Areczkiem z memów.

Szef zlikwidował nam jedną łazienkę i przerobił ją na szatnię. Wobec tego mamy teraz jeden kibel na 25 osób. Łaskawy pan zostawił pisuar, więc na jedynkę są dwa "sloty".
Natomiast dwójka jest niewykonalna. Godzina ósma i kibel zajęty bez przerwy do 14. Jak się człowiek wstrzeli w slot, to idzie się porzygać, od rana czuć ciągle dokładany smród po kawusiach i fajkach.

Co zacząłem robić? Przychodzić do pracy na szóstą, żeby w miarę komfortowo skorzystać pierwszy z kibla, jeśli w domu mi się nie zechce wcześniej. Kawusia punkt wejścia do pracy i da się wymusić. Jak kawusia nie pomaga, to stoperan, bo inaczej wejść się praktycznie nie da z racji zajętości i/lub fetoru.

Spytałem szefa, czy mogę wychodzić o czternastej, skoro przychodzę o szóstej. Powiedział, że przychodzić sobie mogę, pracujemy i tak do szesnastej, zresztą pierwsze godziny są zazwyczaj nieefektywne i dwie godziny mam na rozruch, potem osiem pracy.

"- Dlaczego chce pan zmienić pracę?
- Bo obecny pracodawca nie udostępnia toalety".

#Ps2jD

Słowem wstępu. Mam nadwagę, około 15 kilo...

Sobota. Siadam na ławeczce, czekając na tramwaj, gdy nagle... dosłownie się pode mną zarwała. Mam do siebie dystans i palnęłam "Ojej, to taka gruba już jestem?". Pani stojąca obok mnie uśmiechnęła się i powiedziała "Chyba tak".

Nie mam urazu do ławek. Nie szukam miejsca w bunkrze, bo i tak się pewnie nie zmieszczę.
Koniec końców, zapisałam się do dietetyka!

#GG5Ld

Moja mama po zdanej maturze wyjechała do Francji. Miało być parę miesięcy, w takcie których chciała zarobić na studia na ASP, wyszło kilkanaście lat. W międzyczasie poznała mojego tatę (rodowity żabojad :D), po 2 latach urodziłam się ja, po kolejnych pięciu moi młodsi bracia.

Mama zajmowała się domem, ogrodem (żałuję, że nie można wstawić zdjęć, taki był piękny), nami, ojcem (niby poważny biznesmen, ale przy okazji straszna ciapa), w międzyczasie malowała obrazy, które zdobią ściany domów wszystkich znajomych i większości rodziny. Taka artystyczna dusza, nieszkodliwa wariatka z sercem na dłoni. Z kolei tata, totalne przeciwieństwo mamy, człowiek do bólu praktyczny, powściągliwy i z wiecznie kamienną twarzą. Ale o dziwo, dogadywali się; chyba kwestia takiego wzajemnego równoważenia :)

Żyliśmy sobie spokojnie w pięknym domu w Prowansji; myślę, że śmiało mogę stwierdzić, że było czego zazdrościć. Tej miłości, ciepła, spokoju. Ale ''nic nie może przecież wiecznie trwać''.

Siedzieliśmy całą rodziną w ogrodzie, jedliśmy uroczysty obiad z okazji moich 17 urodzin. W pewnym momencie twarz mamy wykrzywił grymas bólu, momentalnie zbladła i o mało nie spadła z krzesła. Kierunek szpital. Nigdy nie zapomnę słów lekarza - "W końcu musieliście się dowiedzieć". Guz mózgu. Nieoperacyjny. Nic nam nie powiedziała, nie chciała martwić, nie chciała ulgowego traktowania...
Umarła niecały miesiąc później, ostatniego dnia wiosny, jej ukochanej pory roku.

Być może wielu z was stwierdzi, że to wyznanie o niczym, historia jak wiele innych. Ale czułam potrzebę opowiedzenia o niezwykłej kobiecie, która sprowadziła mnie na ten świat. Bohaterowie mają swoje pomniki, niech Mamusia ma chociaż wyznanie. :)

#u0LAU

Mam 17 lat i boję się spać sama. Możecie się śmiać, ale jest przyczyna tego problemu.

Mój biologiczny ojciec zostawił mamę, gdy miałam kilka miesięcy. Mieszkałyśmy z jej rodzicami i jako że w domu brakowało łóżek, spałam zawsze z nią.
Gdy miałam 7 lat, moja mama wyszła za mąż. I wtedy zaczął się mój problem.

Młoda para chciała spać sama, a ja, przerażony dzieciak, zaprotestowałam. Wobec tego ojczym (nie, nie tatuś) zaczął zamykać drzwi do ich sypialni na klucz. Płakałam całe noce pod tymi drzwiami, często tak zasypiając. Mama często się litowała i prosiła go, by otworzył. On jednak tylko na mnie krzyczał.

Dziś nie jestem w stanie zasnąć w swoim pokoju. Udaje mi się to tylko wtedy, gdy jestem maksymalnie zmęczona, jednak budzę się w środku nocy z krzykiem i wybiegam na korytarz lub do jakiegokolwiek pomieszczenia, tam też zasypiam na podłodze. Co dziwne, zdarza mi się to tylko we własnym domu, gdy jestem w jakimkolwiek innym miejscu, problem znika.

A ojczyma do dziś nie znoszę, z wzajemnością zresztą.
Dodaj anonimowe wyznanie