Piszę tu, by opowiedzieć wam swoją historię.
Mam prawie 15 lat. Mieszkam z rodzicami i 6-letnim bratem, nazwijmy go Dawid.
Wiem jak to zabrzmi, ale moja mama mnie nawet nie lubi. Nie byłam planowanym dzieckiem, pojawiłam się na świecie zaledwie rok po ślubie rodziców. W dodatku ciąża ze mną była bardzo trudna, mama ciągle musiała leżeć, poród też był okropnie trudny. Jakby tego było mało, przez pierwsze dwa lata życia ciągle chorowałam. Wiem, że mama ma do mnie o to ogromny żal. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mnie przytuliła czy w ogóle okazała miłość. To tata i dziadkowie się mną zajmowali.
Mnóstwo razy mamę przepraszałam, ale ona tylko mówi, że co jej po moich przeprosinach, skoro zmarnowałam jej kilka najlepszych lat. Bardzo mi z tego powodu przykro, ale nic na to nie poradzę.
Co innego z moim bratem. On był jak najbardziej chciany i planowany. Wszystko przebiegało wręcz podręcznikowo. Jednak kiedy miał jakieś osiem miesięcy, okazało się, że coś jest nie tak - umysłowo rozwija się wolniej niż inne dzieci. Teraz umysłowo jest na etapie trzylatka.
W ogóle to tata jest zawodowym kierowcą i czasem nie ma go nawet na weekendy. Mama Dawida uwielbia, pozwala mu na wszystko. Nikt mojemu bratu uwagi nie może zwrócić. A małego energia zawsze rozpiera, i w przedszkolu, i w domu. Krzyczy, tupie, śpiewa. Kiedyś prosiłam mamę, by trochę go uspokoiła gdy robię lekcje, ale się na mnie zezłościła, więc teraz po prostu po lekcjach chodzę do biblioteki. Dawid lubi się też zaczepiać - często podbiega do mnie i szczypie mnie albo szarpnie czy pociągnie za włosy. Kilka razy mu oddałam, ale wtedy dostałam karę. Próbowałam się z bratem zaprzyjaźnić, ale gdy tylko szło nie po jego myśli, to mi się obrywało, więc teraz po prostu schodzę mu z drogi. Parę razy po powrocie do domu musiałam po nim sprzątać swój pokój, więc teraz gdy wychodzę to zamykam go na klucz i zabieram ze sobą.
Tacie nic nie mówiłam, bo nie chciałam, żeby się z mamą przeze mnie kłócili.
Ostatnio jednak jest koszmarnie. W ostatni poniedziałek, gdy zakładałam buty przed wyjściem do szkoły, brat skoczył z zaskoczenia mi na plecy tak, że się przewróciłam i dość mocno uderzyłam o szafkę. Mama nie wyszła z kuchni chociaż krzyknęłam z bólu, a braciszek radośnie zawołał "A ja Meli bum bam!". Nie wytrzymałam i dałam mu w twarz. Dawid zaczął wrzeszczeć i pobiegł do mamy. Wiem, że źle zrobiłam, ale byłam wykończona po weekendzie, w dodatku od rana mnie denerwował - migał mi światłem w łazience, kopał moją torbę i szczypał mnie. Dostałam straszny ochrzan i mama powiedziała, że żałuje, że mnie urodziła, bo jestem okropną siostrą.
Powiedziała tacie o wszystkim. Moja chrzestna już od dłuższego czasu chce, żebym z nią zamieszkała i od nowego półrocza tak będzie. Szkoda mi tylko, że będę 120 km od koleżanek i dziadków, ale tak będzie chyba najlepiej.
Słowem wstępu - mam 13 lat i jestem z tego (chyba) ostatniego rocznika gimnazjum. Ale nie w tym rzecz.
Nie miałam jeszcze pierwszej miesiączki, ale u mnie w rodzinie wszystkie kobiety dostawały ją dość późno, więc się tym nie przejmuję.
Mam za to inną przypadłość. Zamiast "czerwonego alarmu" mam brązowy alarm.
Tak, od prawie roku dostaję SRACZKI regularnie co około miesiąc. I nie, to nie jest przypadek ani zbieg okoliczności. Parę razy zdarzyło się w szkole - wielki ból brzucha i potrzeba wyjścia do toalety, a przerwy są krótkie. Zazwyczaj, po lekcjach, kończyło się lekko brudnymi gaciami, telefonem do rodziców, żeby przyjechali i czekaniem na nich w toalecie. Co z tym idzie - także narzekanie woźnej, że co ja tak siedzę, bo kibla posprzątać nie może. Na następny dzień lub dwa zostawałam w domu, bo nie wiedziałam kiedy zaatakuje mnie potrzeba zaprzyjaźnienia się z moim kochanym sedesikiem. Wychowaczyni podejrzewa, że zostaję w domu gdy mam okres i zawsze patrzy się na mnie dziwnie, gdy regularnie co miesiąc wręczam jej usprawiedliwienie z powodu "choroby" lub "problemów żołądkowych". Ale co mają rodzice napisać? Że mam "sraczkowy okres bez okresu"?
Lekarz twierdzi, że to takie przygotowanie do miesiączki i organizm się oczyszcza.
Tak że ten. Zgadnijcie gdzie piszę to wyznanie :)
Jestem 25-letnią kobietą. W życiu generalnie wiedzie mi się dobrze, mam dobrze płatną pracę, własne mieszkanie i paczkę zgranych przyjaciół. Jednak do szczęścia brakuje mi miłości, ale czuję, że to jest niemożliwe. Dlaczego? Otóż NIENAWIDZĘ FACETÓW!
Byłam dwa razy w związku, a zdarzało mi się z kimś nowo poznanym spotkać, ale nic z tego nie wyszło. A co do związków, to z początku było fajnie, dopóki nie okazało się, że jeden mnie totalnie olewa, a do tego zdradza. Drugi natomiast był mi wierny, ale nie ukrywał, że jakby chciał, to by mnie zdradził, w końcu rozstał się ze mną, bo się odkochał.
Od tamtej pory spotykałam się z innymi facetami, ale żaden nie został moim partnerem na stałe. Wszyscy okazali się niedojrzałymi dupkami, egoistami i zdrajcami. Poza tym na studiach moja grupa to większość byli mężczyźni i wszyscy byli dla mnie okrutni, bo byłam inna od wszystkich studentów. Wyśmiewana byłam z powodu mojej nieśmiałości, wrażliwego charakteru, a także dlatego, że byłam cnotką i słabą osobą. Od tamtej pory nigdy nie spotkałam faceta dojrzałego, który szanuje kobiety. Wszyscy zachowują się jak niedojrzali egoiści, znęcają się nad słabszymi, względem kobiet to seksiści, a do tego myślą swoim przyrodzeniem. Dlatego NIENAWIDZĘ FACETÓW! Nie mam nadziei żadnej, że znajdę tego jedynego, bo nie potrafię nikomu zaufać, gdyż prędzej czy później zacznie mnie zdradzać z inną lalą. W mojej rodzinie zdrada małżeńska była u moich rodziców, u pozostałych członków rodziny nie było zdrad, ale było znęcanie się fizyczne i psychiczne. Szczególnie faceci byli egoistami i seksistami.
NAPRAWDĘ NIENAWIDZĘ FACETÓW!
Często słyszy się o tym, jak rodzice gubią swoje dzieci w sklepie czy w innych miejscach.
Mnie także to się zdarzyło. W kopalni soli, w Wieliczce.
Problem w tym, że mam 18 lat.
To już jawnie chcą się mnie pozbyć :)
Przyjęliśmy z żoną dwie kobiety z Ukrainy. Udostępniliśmy im osobny pokój, staramy się, żeby czuły się jak u siebie w domu, wymyślamy zajęcia, żeby się jakoś razem lepiej poznać i żeby oczywiście mogły się lepiej zaaklimatyzować.
Tylko mamy jeden poważny problem.
One nie do końca rozumieją, że na czas, kiedy u nas są, nasz dom jest ich domem. Oboje z żoną pracujemy, w tym czasie panie muszą same zorganizować sobie czas, zrobić herbatę czy śniadanie. Ale nie poczuwają się za bardzo, żeby po sobie posprzątać, ugotować obiad.
Nie wiem, czy to różnice kulturowe? Przebyta trauma? Nie wiem jak z nimi o tym delikatnie porozmawiać. Zależy mi na tym, żebyśmy nie musieli im, brzydko powiem, usługiwać, bo nie mamy na to czasu z żoną. Może ktoś mógłby coś podpowiedzieć. Są u nas prawie miesiąc, musimy to jakoś poukładać, bo trzeba jakoś funkcjonować. Chcemy mieć współlokatorki, a nie ciągłych gości.
Zadzwoniłam po policję, kiedy okazało się, że pani dyrektor w przedszkolu jest pod wpływem alkoholu. I wiecie co? Okazało się, że zostałam okrzyknięta najgorszą matką! Na szczęście nie przez wszystkich, ci mądrzejsi przyznają mi rację, ale niestety nie mają odwagi, by głośno o tym mówić.
Dziwię się tylko nauczycielkom, które przymykają od lat oko na zachowanie dyrektorki. Ja uważam, że zrobiłam dobrze. Mam nadzieję, że sprawa zakończy się zwolnieniem tej pani.
Jako że programuję, to często stykami się z dziwnymi zleceniami, dostając do tego ciekawe zabawki, na których ma działać tworzona przeze mnie aplikacja. Tym razem do prostej aplikacji miałem dorobić wysyłkę wiadomości głosowych. Dostałem w tym celu dostęp do konta nabitego żetonami, z którego można było wysłać SMS-a, do odbiorcy dzwonił telefon, a automat czytał mu treść wiadomości. Co z takimi rzeczami może zrobić typowy śmieszek?
Mamy w pracy stażystę-świeżaka-studenta. Chwalił się jakiś tydzień wcześniej, że zalega z kilkoma książkami w bibliotece studenckiej i co lepsze, gdzieś komuś dalej pożyczył te książki i ich nie ma. Wpadłem na głupi pomysł, żeby wysłać mu wiadomość od pani bibliotekarki, a sama sytuacja wyszła lepiej niż się spodziewałem!
Do świeżaka zaczął dzwonić telefon z nieznanego numeru, odebrał i zaczął rozmowę swoim "ema". Przełączył się w tryb odbioru i uważnie słuchał, natomiast w słuchawce lektor czytał mu treść "Witaj, studencie XYZ. Biblioteka Główna przekazała sprawę zaległości w zdaniu przetrzymywanych pozycji bibliotecznych do działu windykacji studenckiej. Na dzień 5.01 kwota zaległości wynosi 3 tys. 234 zł 50 groszy. W przypadku braku uiszczenia opłaty w przeciągu 14 dni od otrzymania powiadomienia sprawa zostanie skierowana do zewnętrznej firmy windykacyjnej, natomiast dziekanat podejmie procedurę rozwiązania umowy zawartej pomiędzy studentem a uczelnią. Życzymy miłego dnia".
Tak przestraszonego dzieciaka w życiu nie widziałem! :D
Dzisiaj dowiedziałam się od mojej mamy, że jestem nieodpowiedzialną gówniarą, zadufaną w sobie, bo dałam mojej córce na imię Rozalia, a nie inaczej...
Jestem po trzydziestce, a Rozi ma 7 lat...
Historia w zasadzie nie jest jakaś niespotykana. Możliwe, że piszę to tylko po to, aby się wygadać, bo nie mam komu o tym powiedzieć.
Jestem w ciąży, niechcianej przeze mnie. Antykoncepcja zawiodła i po 2 miesiącach dowiedziałam się dopiero, że coś jest nie tak, gdyż wcześniej miałam normalnie okres. Mój narzeczony chce dziecka i choć wiedział, że ja dzieci nie chcę, jest przeciwko jego usunięciu. Wszyscy wokół mnie się cieszą, a ja w głębi serca jestem załamana. Można powiedzieć, że mogę urodzić i oddać narzeczonemu, ale ja nie chcę rodzić. Wszystko związane z ciążą, porodem i dziećmi mnie brzydzi, przeraża... nienawidzę dzieci. Poza tym wiem, że nikt mi nie pozwoli odciąć się od tego dziecka po porodzie. Próbowałam za plecami bliskich usunąć ciążę tabletkami, ale nie dało rady. Gdy na USG widziałam, że serce płodu bije, byłam zrozpaczona. Nie stać mnie na wyjazd za granicę. Nie wiem co mam zrobić, szukam wszelakich sposobów w internecie, ale nie chcę też sobie zrobić krzywdy. Z drugiej strony nawet jakby mi się udało uszkodzić płód, to w Polsce i tak jest zakaz aborcji płodu z wadami.
Wiem, że dla wielu będę brzmieć jak okrutny człowiek, ale to dla mnie za dużo...
Jakiś czas zbierałam się, żeby tu opisać swoją historię. Pamiętacie wyznanie o chłopaku, który z powodu krzywd ze strony dziewczyn zaczął krzywdzić inne dziewczyny? Zauważyłam, że naprawdę mało osób zastanowiło się nad tym, czy ten chłopak zawsze był taki niewinny.
Piszę tak, bo teraz ja uchodzę za jedną z takich złych kobiet. Też miałam chłopaka, który jest bardzo (nad)wrażliwy. Kilka przykładów:
1) przynajmniej raz w ciągu godziny musiałam mu napisać, że go kocham. Nieważne, co robiłam. Nieważne, że pracuję po 9 godzin dziennie. Jeśli tego nie zrobiłam, od razu był wielki płacz, że o nim nie myślę.
2) co trochę kazał mi wymyślać coraz to nowe powody, za które go kocham. Jeśli nic mi od razu nie przyszło do głowy, był pewny, że przestałam go kochać i że go zdradzam.
3) kiedy raz na jakiś czas szłam z koleżankami na zakupy czy w ogóle wychodziłam bez niego, to już była masakra. Od razu płacz, że będzie strasznie tęsknił, że cały wolny czas powinnam jemu poświęcać, że pewnie go nie kocham, że to przykrywka dla zdrady itd.
4) kiedy w jego obecności powiedziałam zwykłe ''cześć'' do jakiegokolwiek innego chłopaka, godzinę musiałam go przekonywać, że to na pewno nie jest mój kochanek i nikogo innego nie mam.
Po którejś podobnej scenie po prostu nie wytrzymałam i naprawdę zerwałam. Wcześniej miliard razy tłumaczyłam mu, że tylko jego kocham, ale czuję się przytłoczona jego zachowaniem, prosiłam, żeby choć trochę odpuścił. Każda taka rozmowa kończyła się jego wybuchem płaczu.
Kochałam go, naprawdę. Ale byłam jednocześnie wyczerpana psychicznie jego zachowaniem. Pod koniec coraz częściej traktowałam Daniela opryskliwie, bo miałam po prostu dosyć mówienia mu w kółko tego samego.
Zacisnęłam zęby i nie zwracałam uwagi na jego błagania, postawiłam mu warunek, że ma mi udowodnić, że się zmienił, a wtedy do niego wrócę. Stwierdził, że gdybym go naprawdę kochała, to nie miałabym problemu z jego wrażliwością i nie szantażowałabym go emocjonalnie. Cóż, nie zamierzam walczyć z wiatrakami, ale też nie mam siły znosić jego humorów.
Teraz sporo osób kręci głowami i wzdycha nad biednym, kochanym, czułym, porzuconym wspaniałym chłopcem. Ja jestem egoistką, która zabawiła się uczuciami Daniela i go zwyczajnie porzuciła.
Szkoda tylko, że nikt z tych osób nie zadał sobie trudu, żeby poznać moje motywy.
I bardzo zgadzam się ze zdaniem, na które jakiś czas temu natrafiłam -"Dziewczyny marzą o wrażliwym chłopaku, dopóki nie spotkają NAPRAWDĘ wrażliwego chłopaka".
Dodaj anonimowe wyznanie