#y93oY

Pracuję jako członek ekipy oświetleniowców w pewnej dużej sali koncertowej. Parę miesięcy temu do Polski przyjechał jeden ze znanych, nastoletnich gwiazdorów międzynarodowej sceny muzycznej. Ja osobiście - pierwszy raz o nim usłyszałem, ale patrząc po sprzedaży biletów - chłopak musiał być bardzo u nas popularny.
Bilety na ten koncert skończyły się w ciągu dosłownie kilku dni.
My zrobiliśmy swoje, przetestowaliśmy sprzęt i jak zwykle stanęliśmy sobie za barierkami przy scenie, aby w razie jakiejkolwiek awarii, na znak kolegi za konsoletą, móc szybko zadziałać.
Sala wypełniła się momentalnie... nastoletnimi dziewczynkami. Wiecie, takie wczesno-średnie gimnazjum. Dosłownie nie mogłem zlokalizować nawet jednego faceta, nie licząc oczywiście tatusiów siłą zawleczonych na tę imprezę przez swe małoletnie córki.

Kiedy występ się rozpoczął, to te wszystkie dziewczynki, jakby na sygnał, wyciągnęły telefony komórkowe i zaczęły koncert nagrywać. Dosłownie - las pieprzonych rąk ze sprzętem nagrywającym zaopatrzonym w wysoce zaawansowane urządzenie naświetlające w postaci mikrej lampki LED. Widziałem kilka dziewcząt z tabletami oraz jedną małą gówniarę targającą ze sobą... laptopa. Serio! Biedactwo usiłowało utrzymać komputer na wyciągniętych w górę, chudych rączynach, ale zawsze w połowie numeru traciła siły... Po chwili jednak znów zaczynała to "ćwiczenie" od nowa.

Gwiazdor chyba przyzwyczajony do takiego zachowania swojej publiczności, która zamiast bawić się woli nagrywać filmy o jakości porównywalnej do full hade/trzyde produkcji rejestrowanej kalarepą bez naci. W pewnym momencie, kiedy artyści zarządzili trzy minuty przerwy na zmianę instrumentów, na scenie pojawił się pan Miecio.
Pan Miecio to cieć - sprząta, wyrzuca śmieci, rozwiesza plakaty i okazyjnie opierd#la ludzi za kiepowanie na ziemię.
No i właśnie on - odziany w beret i wysłużone ogrodniczki na poskręcanych szelkach wlazł na scenę. Podczłapał do mikrofonu i rzekł do zdziwionej publiczności:

- Khem khem... Zgodnie z zarządzeniem organizatorów tegoż wydarzenia uprasza się o wyłączenie wszystkich urządzeń elektrycznych. W tym telefonów komórkowych i tych tam desek z lampkami (oczywiście, panu Mieciowi chodziło o tablety). Tu, pod sceną kładę takie małe ustrojstwo emitujące fale kurdebazaltowe (!), które mogą doprowadzić do uszkodzenia włączonych urządzeń, więc proszę to potraktować poważnie. Rzekłem.

I w tym momencie wyjął ze swej kieszeni... walkmana! Starego, zakurzonego kaseciaka. Położył go za jednym z głośników, pokiwał sękatym palcem w geście ostrzeżenia i zszedł ze sceny.

I wiecie co? Te dzieciaki uwierzyły! Komórki nagle zniknęły z rąk i ludzie zaczęli się po prostu bawić! Panie Mieciu, jesteś pan geniuszem!:D Kurdebazaltowym geniuszem!

#Wk5uP

Raz jeden w życiu zostałam okradziona.

Wracałam akurat do domu, kiedy na drodze zmaterializował się Złodziej. Przez wielkie Z. Standardowo zażądał oddania cennej zawartości torebki i telefonu komórkowego, grożąc "wpierdolem". Kiedy podawałam mu gotówkę, zobaczył na moim ręku zegarek, który też kazał mi zdjąć. Prawie posikana ze strachu nawet nie próbowałam się w żaden sposób sprzeciwiać. I wiecie co? Złodziej kazał mi jeszcze zdjąć BUTY. Przez ułamek sekundy myślałam, że to jednak "prank", ale nie, mówił całkowicie poważnie.

Zostałam okradziona z chabrowych koturnów na korku, z popularnej sieciówki.
Do domu wracałam boso.

#tR1tp

Byłam dziś na stoku narciarskim, a jako że wciąż się uczę, jeździłam na tym najmniejszym stoku. No i tak sobie jeździłam, aż uwagę moją przykuła pewna kobieta i jej córka. Miała pewnie z 8 lat, nie więcej. Strasznie bała się zjeżdżać, było to widać. Jej matka ignorowała to. Ba! Ona na nią wrzeszczała. A to że robi źle, a to że jedzie za wolno, to za szybko, to że blokuje przejazd... Jeżdżąc obok mogłam śmiało stwierdzić, iż nie jechała ani za szybko, ani za wolno, ani nie blokowała przejazdu - w przeciwieństwie do swojej rodzicielki, która parę minut wcześniej nawet ustać na nartach nie mogła, tak więc stanęła na górze w normalnych butach, "pomagając" córce. Żeby tego było mało, kobieta ta kazała jej robić wszystko to, co przypadkowy instruktor trenujący z kimś innym.

Serio, jeśli nie macie do dzieci cierpliwości, nie żałujcie tych paru złotych i wynajmijcie instruktora. Serce mi się łamało od samego patrzenia na zapłakaną dziewczynkę, której matka kazała jeździć, cytuję "idealnie".

#Ewpgd

Różni ludzie mają różne reakcje alergiczne. Jedni kichają, inni się drapią, jeszcze innych boli brzuch.
Ja dostaję czkawki.
Kilkugodzinnej czkawki, której nie powstrzyma żadna ilość wody, żadne straszenie i żadne rozśmieszanie. Leki na alergię też raczej nie pomagają.

Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała ukrywać się przed psychopatycznym mordercą...

#tL1n0

Nie wiem, z czego to wynika. Może różnica w mentalności, może po prostu Polacy w większości są bucami, ale nie wiem.

Dwie podobne sytuacje w różnych krajach.

Spóźniłem się kilka minut na autobus w Hiszpanii. Na szczęście był duży korek, więc go dogoniłem. Podbiegłam do autobusu, delikatnie stukam w szybkę, więc kierowca mi otworzył. Podziękowałem i byłem zadowolony, bo na drugi autobus musiałbym czekać godzinę.

W Warszawie dobiegłem do tramwaju dopiero po zamknięciu drzwi – tramwaj jeszcze stał na przystanku, jednak przyciski do otwierania drzwi były nieaktywne. Podbiegłem na początek tramwaju, pukam do motorniczego i pokazuję na drzwi, ale on tylko się na mnie popatrzył, popukał w czoło i odjechał.
Byłem w szoku.

Może by tak pierd*lnąć to wszystko i postarać się o obywatelstwo w innym kraju?

#Ie4IW

Parę lat temu pojechaliśmy z rodzicami na wakacje do Grecji. Wszystko pięknie ładnie, wypoczęliśmy, bawiliśmy się. Jako że kot się sam nie przypilnuje, a sąsiedzi akurat też wyjeżdżali, to zaproponowaliśmy naszej babci tydzień u nas. Babcia mieszkała wtedy w małym mieszkanku, dodatkowo z moją ciotką, wujkiem i kuzynką, więc tydzień na wsi brzmiał dla niej wspaniale.

Każdy kto posiada trampolinę wie, że podczas burzy... lubi sobie odlecieć. No, moja też czasem uciekała. Akurat się tak babci niefortunnie trafiło, że po paru dniach pogoda zrobiła się nieciekawa. Ale babcia nie narzekała, zamknęła się w domu z kotem i mimo szalejącej na zewnątrz burzy siedziała spokojnie. W którymś momencie trampolina odleciała. No po prostu wzbiła się w powietrze i już jej nie było. Oczywiście babcia była w szoku, ale jest też twardą babką – postawiła sobie za cel złapanie trampoliny i przywleczenie jej  z powrotem. Lekceważąc 80 parę lat na karku, wybiegła z domu. Oczywiście nie pojmała trampoliny, więc zrezygnowana wróciła do domu, a wtedy okazało się, że drzwi się zatrzasnęły... Babcia w samej koszuli nocnej i czepku na głowie ruszyła powiadamiać sąsiadów, ale nikogo nie było. Ostatecznie znalazł i dał jej schronienie sołtys, a ciotka z wujkiem musieli "włamywać się" do naszego domu :D

PS I babcia, i trampolina dotarły do domu całe i zdrowe, a sołtys dostał wino w podziękowaniu :)

#rI9px

Po długim dniu w pracy postanowiłam wziąć relaksującą kąpiel z pianą, pachnącymi świecami obok itp.

Kiedy miałam już wszystko przygotowane, idyllę zniszczył mój kot, który nagle wskoczył na brzeg wanny, przestraszył się i wpadł do wody. Nie dość, że mnie podrapał, to jeszcze ze strachu zrobił... rzadką kupę.

Odechciało mi się wszystkiego...

#jzRjQ

Problem polskiej szkoły, czyli dlaczego poziom nauczania wciąż spada.

Moja żona chodziła do liceum. Zwykły, osiedlowy ogólniak, podobnie jak moja żona, większość zostałam tam posłana przez rodziców, bo blisko domu, nauczyciele znani od podstawówki - zespół szkół, ten sam budynek, dyrektor itd. Wybrała klasę o profilu ścisłym - rozszerzona matma, fizyka, chemia, dla chętnych geografia. Niestety okazało się, że połowa klasy to matematyczne miernoty i dodatkowe godziny na rozszerzenie nauczycielka przeznaczała na powtarzanie rzeczy podstawowych i uzupełnianie braków wiedzy - zwyczajne zajęcia wyrównawcze. 95% klasy chodziło razem do tej samej podstawówki i gimnazjum. Skąd ich braki? Z "braku talentu" czy lenistwa? I po co pchali się do klasy ze ścisłymi rozszerzeniami?

Przy takiej sytuacji moja zdolna żona miała same piątki i zero motywacji, żeby robić coś więcej. Jednocześnie rodziców nie było stać na dodatkowe zajęcia + "nie odczuwali potrzeby", żeby dzieci na takie chodziły. Prędzej posłali starszą córkę na zajęcia z angielskiego, z którym sobie nie radziła. Natomiast piątki młodszej były dla nich sygnałem, że wszystko jest OK i nie należy się martwić. Koniec końców w klasie maturalnej żona usłyszała, że "do matury rozszerzonej z matmy w tej klasie nikt nie będzie dopuszczony, bo reprezentują za niski poziom i to by było tylko na szkodę szkoły" (What?!). Świetnie zdała maturę podstawową z matmy, chemii i geografii. Sama do końca nie wiedziała, co chce robić w życiu, ale przypadek sprawił, że złożyła "papiery" na polibudę i się dostała. Kierunek niełatwy. Od początku mściły się braki z rozszerzenia z matematyki. Poradziła sobie dzięki swojej inteligencji i uporowi. Dziś, jako inżynier, pracuje w zawodzie i jest zadowolona z obranej ścieżki życiowej, ale wciąż ma żal do swojej szkoły za takie beznadziejne podejście.

W tym samym czasie ja chodziłem do prywatnej szkoły i regularnie dostawałem niezły "wp.erdol" na każdym sprawdzianie. Jechałem na trójach i ciągle słyszałem, że do matury rozszerzonej muszę się więcej uczyć. Matury podstawowe zdałem z palcem w d...., a rozszerzenia poszły mi przyzwoicie, wbrew przewidywaniom moich nauczycielek, które z tego miejsca pozdrawiam :) Też poszedłem na polibudę (inny kierunek), ale dzięki rozszerzeniom taka fizyka nie była dla mnie drogą przez mękę.

Takie porównanie dla kontrastu.

#Y1lE6

Jakiś czas temu siedząc w pracy czytałem Igrzyska Śmierci. Pracę mam dość luźną, póki nie pojawi się klient, mogę sobie na to pozwolić. I czytając dochodzę do jednego, dość smutnego momentu, kto czytał pierwszą część, ten wie co to za moment.
Pochłonięty lekturą nie zauważyłem, że łzy mi ciekną po policzkach. I tak coraz bardziej rozczulam się nad smutną sytuacją, gdy coś mnie wyrywa z tego stanu. Dwa słowa.
- Dzień dobry!
Podnoszę wzrok, a przede mną stoi klient i patrzy prosto we mnie. W zapłakanego nad książką dorosłego chłopa. Minę miał bezbłędną, nie ma co.

Kiepska reklama dla sklepu, ale co tam.
Dodaj anonimowe wyznanie