Byłam dziś na stoku narciarskim, a jako że wciąż się uczę, jeździłam na tym najmniejszym stoku. No i tak sobie jeździłam, aż uwagę moją przykuła pewna kobieta i jej córka. Miała pewnie z 8 lat, nie więcej. Strasznie bała się zjeżdżać, było to widać. Jej matka ignorowała to. Ba! Ona na nią wrzeszczała. A to że robi źle, a to że jedzie za wolno, to za szybko, to że blokuje przejazd... Jeżdżąc obok mogłam śmiało stwierdzić, iż nie jechała ani za szybko, ani za wolno, ani nie blokowała przejazdu - w przeciwieństwie do swojej rodzicielki, która parę minut wcześniej nawet ustać na nartach nie mogła, tak więc stanęła na górze w normalnych butach, "pomagając" córce. Żeby tego było mało, kobieta ta kazała jej robić wszystko to, co przypadkowy instruktor trenujący z kimś innym.
Serio, jeśli nie macie do dzieci cierpliwości, nie żałujcie tych paru złotych i wynajmijcie instruktora. Serce mi się łamało od samego patrzenia na zapłakaną dziewczynkę, której matka kazała jeździć, cytuję "idealnie".
Dodaj anonimowe wyznanie
Takich matek jest multum. Zazwyczaj to albo karierowiczki, które muszą chwalić się idealną córką, albo takie, co same nic nie osiągnęły i spelniają marzenia córką. Szkoda dzieci.
Jak widać, mamusia sama kompletna kaleka, jeśli chodzi o sprawność ruchową, a wymaga nie wiadomo czego.
To mi przypomina naukę czegokolwiek, z moim ojcem. Zawsze kończyło się moim rykiem i wielką awanturą. W sumie nadal się tak kończy, mimo, że jestem dorosła 😅
czasem trzeba się uwolnić od rodziców:D poszukaj jakiejś terapeutycznej książki:D
Wiesz co, nauczyłam się schodzić z drogi i nie dopuszczać do takich sytuacji :P