Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, myślałam, że nie będą mi tak hormony buzować.
Myliłam się... Ostatnio popłakałam się grając w Simsy, bo pokłóciłam moich simów.
Chciałem dziś opisać, jakim byłem gnojem.
Kiedy miałem 20 lat, poznałem świetną dziewczynę. Ładna, mądra i dobra. Dwa lata młodsza ode mnie, dziewica. Po roku poszliśmy do łóżka i też było super. Po czasie zawsze kiedy się nie zgadzaliśmy zacząłem jej wypominać, że jest głupia. Mówiłem, że jak dorośnie, to zrozumie, że mam rację. Jak czegoś nie rozumiała, to mówiłem jej, że nie szkodzi, że przynajmniej jest ładna. Zamieszkaliśmy razem po dwóch latach. Zacząłem być agresywny, nigdy jej nie uderzyłem, ale często krzyczałem, rzucałem przedmiotami, ale zawsze uważałem, żeby w nią nie trafić. Nie byłem całkiem zły, czasem pomagałem jej w domu, dawałem kwiaty itd. Mówiła mi, że czasem się boi, że rani ją moje zachowanie. Zawsze ją wyśmiewałem za histeryzowanie. Zaczął się temat ślubu. Znów ją wyśmiałem. Powiedziałem, że jak wystarczająco długo pomieszkamy razem i zasłuży, to się zastanowię. Po czasie zaczęła mi wypominać, że zbyt rzadko się myję, zęby itd. Że musi mnie do tego zmuszać. Po dziewięciu latach powiedziałem, że ma mi dać spokój, wyszaleję się i zastanowię się, czy się z nią ożenię. Odeszła. Byłem pewny, że wróci. Ostrzegałem ją wtedy, że musi czekać, bo zaprzepaści szansę na małżeństwo. Nie wróciła. Walczyłem, nie chciałem oddać jej rzeczy. Rozpowiedziałem wszystkim, że mnie zdradziła, że to kurwa.
Minął rok. Nawalony napisałem jej, że mam nadzieję, że umrze.
Teraz minęło już 5 lat, ona sobie żyje beze mnie, a ja nie mogę nikogo znaleźć. W życiu nikomu nie powiem, że nadal ją kocham i zrobiłbym wszystko, żeby wróciła. A ona nie chce mnie znać.
Od przedszkola miałam przyjaciółkę, Dorotkę. Mieszkałyśmy koło siebie, nasze mamy razem pracowały i też bardzo się lubiły. Byłyśmy więc niemal nierozłączne.
Dostałam od dziadków w prezencie adapter, takie ustrojstwo na winylowe płyty. Do tego z dwoma wypasionymi głośnikami. Dorotka takiego nie miała, więc godzinami przesiadywała u mnie i słuchałyśmy bez końca trzech płyt, które dostałam – Presleya, Rosiewicza i Natalki Kukulskiej. W tym czasie obie zakochałyśmy się na amen w Lambadzie zespołu Kaoma. Oglądając w telewizji puszczane od czasu do czasu teledyski marzyłyśmy, że uzbieramy kiedyś tę magiczną kwotę dziewiętnastu tysięcy złotych i kupimy sobie taką...
Nadszedł czas komunii i oto w prezencie dostałam wymarzoną, wyczekaną przez nas obie płytę Kaomy z naszą ukochaną piosenką. Kiedy następnego dnia pobiegłam pochwalić się Dorotce, ta się rozpłakała. Stwierdziła, że ponieważ nie ma adaptera, będę słuchała Lambady bez niej i przez to nasza przyjaźń się rozpadnie.
Jak myślicie, co zrobiłam?
Oddałam mojej przyjaciółce płytę. Podarowałam ją jej z przykazaniem, żeby zawsze kiedy do mnie przychodzi zabierała ją ze sobą. Wtedy będziemy mogły zawsze razem jej słuchać...
Dorotka odeszła od nas w czwartej klasie... Zabrała ją poważna wada serca, na którą cierpiała od urodzenia.
Dorotko... Gdziekolwiek jesteś, właśnie słucham naszej ukochanej piosenki... I tak bardzo mi Ciebie brakuje...
Były to początki mojej nauczycielskiej kariery, drugie praktyki studenckie, lekcja angielskiego w 1 klasie szkoły podstawowej. Początek zajęć, a że lekcja odbywała się w godzinach popołudniowych około 14, mój starszy brat zaczął do mnie wydzwaniać, jako że chyba zapomniał, że mam lekcje. No dobra, wszystko ładnie, telefon wyciszony z włączonymi wibracjami leżał na biurku. Byłam zajęta pisaniem czegoś na tablicy, toteż nie zwróciłam uwagi na charakterystyczne „burczenie” dzwoniącego telefonu.
Nagle któreś z dzieciaków:
- Oo, ale coś buczy...
- Pewnie to duchy!
Wtedy zorientowałam się, że to dźwięk telefonu, który mało z tego biurka nie spadł po dobrych kilkunastu sekundach wibrującego tańca na biurku.
- Spokojnie, to tylko mój telefon tak buczy, żadne duchy.
Na to odzywa się taki spokojny Krzyś i z powagą mówi:
- Jak moja mama sobie wieczorem włączy wibrator, to dopiero buczy!
Zamarłam i w duchu modliłam się, żeby dzieciaki nie podłapały zaraz „a co to takiego ten wibrator”. Swoją drogą nurtuje mnie to do dziś, czy maluch mówił o telefonie, czy o no właśnie... :D
Kilka lat temu miałem mały wypadek. Poślizgnąłem się na schodach, uderzyłem głową o stopień i straciłem przytomność. Gdy obudziłem się w szpitalu, okazało się, że z mojej pamięci uleciało ładnych kilka lat wspomnień. Dosłownie czarna dziura. Pamiętałem rodziców, kilku dobrych kumpli. Moją dziewczynę o dziwo również, bo znaliśmy się przelotnie już kilka ładnych lat. Ale oprócz tego nic.
Kilka dni po wyjściu ze szpitala szedłem z bratem do sklepu. I wtedy ją zobaczyłem. Moją byłą. Nie mam z nią zbyt dobrych wspomnień. Dopiero po czasie okazało się, jak jest jebnięta. Zakończyłem ten toksyczny związek. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że na jej widok od razu wróciła mi pamięć. Normalnie jak z bicza strzelił. Wszystkie wspomnienia, sytuacje, relacje z ludźmi, ich twarze, plany. Dosłownie wszystko. W jednym momencie.
Do tej pory myślałem, że ten chory epizod w moim życiu powinienem wymazać z pamięci. Ale jak widać, mój mózg postanowił zrobić mi psikusa i wykorzystać go do przywrócenia mi pamięci.
No cóż, zastanawiam się, czy nie podziękować mojej szurniętej byłej dziewczynie za przywrócenie mi wspomnień.
Usłyszałem, że moja siostra sama sobie dogadza u siebie w pokoju. Wziąłem psa na spacer, żeby nie brać biernego udziału w całym tym wydarzeniu.
Kiedy wróciłem do domu, wychodziła akurat ze swojego pokoju z moją szczoteczką elektryczną w dłoni.
Jako dziecko uwielbiałam rysować. Rysowałam na każdym dostępnym kawałku papieru, od zeszytu poprzez chusteczki po ścinki tapet przy remoncie.
Inspiracją dla mnie były głównie dzieła sakralne ze względu na zainteresowania dziadków, u których spędzałam sporo czasu.
Wszystko było w porządku, dopóki rodzice nie urządzili rodzinnego grilla. Gości miało być sporo, dlatego zawczasu zaopatrzyli się w papierowe jednorazowe talerzyki.
Jakież było ich zdziwienie, gdy już-już mieli podawać na owych talerzykach grillowane kiełbaski, karkówkę i ziemniaczki, i okazało się, że każdy talerzyk, ale naprawdę *każdy* talerzyk, był ozdobiony sceną z życia Jezusa.
Głównie były to sceny pasyjne, przy czym samych ukrzyżowań było z pięć.
Będąc dzieckiem bałam się bajki Muminki. Piosenka rozpoczynająca bajkę budziła we mnie niepokój, postacie przerażały mnie swoimi wielkimi wyłupiastymi oczami, dziwnym wyglądem. Buka, Bobek, Paszczak.... i cała reszta tych dziwnych stworów. Same muminki również nie wyglądały mi na miłe, normalne. Wszystko jakieś takie odpychające.
Teraz jako 35-letnia kobieta przypomniałam sobie o mojej niechęci do tej bajki. Wczoraj postanowiłam obejrzeć jeden odcinek by przekonać się, czy faktycznie było się czego bać. Wnioski: Już na "dzień dobry" przy piosence rozpoczynającej bajkę wrócił niepokój z przed lat. Ta piosenka zadziałała na mnie psychodelicznie, melancholijnie.
Głos śpiewającego skojarzył mi się z pijanym panem, który ledwo co śpiewa. Jak na bajkę powinna to być weselsza piosenka. Sama fabuła bajki nie zachwyciła, była nudna, postacie brzydkie, wyłupiaste oczy, nic tam miłego radosnego co powinno być w bajce dla dzieci. Zamglony las, woda, potworki, klimaty trochę z horroru :)
Żeby nie było z innymi bajkami z dzieciństwa nie mam żadnego problemu. Smerfy, Maja, Krecik, Reksio i wiele innych, gdy lecą te bajki w tv, nawet teraz czasem obejrzę z przyjemnością, dla "odmóżdzenia".
Ps. Dziś w nocy po obejrzeniu tych " cudownych" Muminków miałam sen, w którym śniło mi się, że Paszczak z tymi wielkimi wyłupiastymi otwartymi oczami śpi obok mnie w łóżku... Obudziłam się mokra jak mysz rozglądając po pokoju czy na pewno go w nim nie ma...
Nigdy więcej nikt nie namówi mnie na obejrzenie tej bajki😅😏🙄
Stałam na poczcie, by wysłać list. Pan przede mną był iście podekscytowany tym, że pani w okienku taka zabawna, a ta dodatkowo dzwoniła z każdą informacją do szefowej. Przez to wszystko w końcu się znudziłam i zaczęłam wodzić po pomieszczeniu. Szczególnie w momencie, kiedy przy stoliku usiadła trzyosobowa rodzina. Mama, tata i córka, dziewczynka może miała 12 lat. Trzymając w dłoni kartkę, spojrzała na mamę i spytała: - To co mam napisać?
A kobieta na to:
- Cześć, babciu, nie chciałam ci wysyłać tej kartki, ale rodzice mnie zmusili.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu, nawet teraz, kiedy tylko pomyślę o tym, jak wyglądał wyraz twarzy zakłopotanej córki :D
Mam nadzieję, że to wyznanie wywoła raczej heheszki niż święte oburzenie.
Przez całe 12 lat szkoły przeczytałam tylko 2 lektury. Jedną w 3 klasie podstawówki, drugą jakoś w liceum.
To samo w sobie nie byłoby aż tak wstydliwe (myślę, że wielu naszych rodaków może "poszczycić się" podobnymi wynikami), gdyby nie jeden szczegół...
Poszłam na polonistykę.
Oczywiście wybrałam te studia z zamiarem specjalizowania się w językoznawstwie. Nie wyszło.
Od 2 lat jestem licencjatem, a od roku magistrem - literaturoznawstwa i teorii literatury.
Do tej pory nie wiem, jak do tego doszło.
Dodaj anonimowe wyznanie