#MqFBz

Kilka lat temu, kiedy jeszcze chodziłam do liceum, a konkretnie do pierwszej klasy, podczas czekania na mój autobus ujrzałam najprzystojniejszego chłopaka, jakiego kiedykolwiek widziałam w swoim życiu. Wtedy tylko zapragnęłam odnaleźć go w mediach społecznościowych. Byłam na tyle zdesperowana, że potrafiłam spędzić godziny każdego dnia na przeszukiwanie stron internetowych szkół w naszym mieście.
Jakoś ponad rok od „pierwszego spotkania” na dworcu, przeglądałam zdjęcia z pewnego wydarzenia w szkole mojego kolegi i ujrzałam na nich tego chłopaka. Wtedy w dosłownie 5 minut znalazłam jego Facebooka, ale też: Snapchata (z fejkowego konta widziałam nawet, gdzie mieszka), Instagrama, aska, Pinteresta, Tumblra, Twittera i jeszcze parę innych rzeczy.
W sumie na tym się skończyło, co jakiś czas tylko wchodziłam na jego Instagram i zadawałam anonimowe pytania.
W klasie maturalnej dowiedziałam się, że ma dziewczynę, więc już kompletnie dałam sobie spokój.
Teraz jestem na studiach, w szczęśliwym związku i śmieję się z tego wszystkiego, ale też jestem przerażona, jak łatwo zdobyć o kimś dane, nie wiedząc o danej osobie zupełnie nic.

#GtT1x

Brak szacunku? Głupota? Oceńcie sami.

Kiedy byłam w gimnazjum, umarł mój kolega ze szkoły. Poinformowała nas o tym wychowawczyni i spytała, czy chcemy iść na pogrzeb pożegnać się z nim. Oczywiście cała klasa wyraziła chęć, przyjęliśmy to z szacunkiem i spokojem, złożyliśmy się na piękny wieniec.
Był to początek czerwca, bardzo upalnego czerwca. Umówiliśmy się, że spotkamy się wszyscy przed cmentarzem i wybierzemy osobę, która złoży rodzinie kondolencje w imieniu całe klasy. Ludzie powoli się zbierali, dziewczyny w czarnych sukienkach, koszulach, chłopcy w garniturach i nagle pojawiła się ONA. Czarne szorty ledwo zakrywające tyłek i kremowa podkoszulka odsłaniająca inne atuty.
- Ej, Magda, jak ty się ubrałaś?
- Miało być coś czarnego, to jest, no nie?

Yhhh, upchnęliśmy ją pod drzewem. Obraziła się.

#rs4Ed

Jestem tym posiadającym fajnego tatę chłopem, który ma chłopa (#DavGq). Miło mi znów do was napisać.

Czas akcji: wiosna, 2013 rok.
Do mieszkania naprzeciw wprowadziła się 23-letnia Monika. Miła, życzliwa panienka, która już pierwszego dnia zapukała do naszych drzwi, by powitać swoich nowych sąsiadów. Wpuściliśmy ją do środka, wszakże kobiety w progu trzymać nie wypada. Monika od razu zaczęła zasypywać nas pytaniami "a kto my, a kiedy co, a na co, a dlaczego?". Jednym słowem urocza, gadatliwa, nieco wścibska sąsiadeczka. No właśnie... wścibska.

W pewnym momencie zapytała, czy ja i mój luby (który wprowadził się do nas, po tym jak jego rodzice niezbyt przychylnie spojrzeli na upodobania syna) jesteśmy braćmi. Zaprzeczyliśmy. Pyta dalej. "Przyrodni? Kuzyni? Przyjaciele? Adoptowany? Pożyczony?". W końcu wydało się: jesteśmy parą już szmat czasu. Wiele w życiu widziałem, ale żeby komuś tak nagle oczy zalśniły niczym latarnie usypane brokatem... Monika do nas, że "Love it love" i w ogóle homo jest spoko. W porządku, pomyślałem wtedy, przynajmniej nie będzie nas tłukła krzyżem.

Dwa dni później. Monika znów najeżdża naszą chałupę, celem zaciśnięcia sąsiedzkich więzi. Zaczęła dopytywać o nasz związek, kiedy się poznaliśmy, kiedy poczuliśmy "to coś". Atakowała również mojego tatę. "A pan jak zareagował? A czy przeczuwał pan to?". "A kocha pan syna tak samo jak przed poznaniem prawdy?". Jakimś cudem udawało nam się nakierowywać rozmowę tak, by nie kręciła się wokół homoseksualizmu. Ileż można gadać z obcą kobietą o tym, jak działa relacja chłopa z chłopem?

Dzień kolejny. TALK TO ME, GAY! - tak to właśnie widziałem. Uprzejmie poinformowaliśmy Monikę, iż tak częste wizyty i paplanie o tym co robimy z sobą w wolnych chwilach, jest nieco dla nas uciążliwe. Zrozumiała, przeprosiła i zniknęła na jakiś tydzień. Ale to był tylko daleko rzucony bumerang. Powróciła. Ale tym razem nie gadaliśmy o naszym homoseksualizmie. Mimo to, wszystko nadal kręciło się wokół gejozy. Zaczęła pytać czy oglądamy yaoi czy wolimy shonen-ai (wtedy nie miałem pojęcia co ona do nas mówi), bo ona jest tego wielką fanką, oglądnęła każde boyxboy i ma tyle mang, iż ksiądz Natanek wie, że coś się dzieje. Dowiedziałem się również, że jestem "seme", czyli "tym na górze" (Lancelota, teraz już wiesz ;)), a mój chłopak to "uke", który według wzorca powinien dużo płakać i być zniewieściały. Poszło parę solidniejszych słów i Monika została wyproszona pozornie na zawsze.

Wróciła i tak. Z czekoladkami i piwkiem. Przepraszała nas za swoje zachowanie, tłumacząc, iż zawsze chciała poznać i zaprzyjaźnić się z gejami. Cóż, marzenia są różne. Po paru sztywno spędzonych chwilach, jakoś się dogadaliśmy. Monika wpada czasem na kawkę, pogadamy, pożartujemy. Ot, taka znajomość kobiety z jej wymarzonymi, gejowskimi chłopami.

#WQhH9

Jestem tatą. Tak, to duma zasługująca na dwuwyrazowe zdanie, oczywiście zakończone kropką, by podkreślić, jak dumny tata to pisze. Skąd ta duma? To nie ja nazwałem siebie tatą, tylko mój syn. 16-letni skejt jeżdżący na desce, hulajnodze, rowerze typu MTB czy BMX, no i na rolkach oczywiście. Nadal pytanie, skąd ta duma? Usłyszałem jedno zdanie, przez przypadek oczywiście, jak mój syn mówi do swojego kolegi: „Starego to masz ty, ja mam tatę, normalnego, nie jakiegoś patusa, żeby go starym nazywać”. Reszty nie słyszałem, bo moja duma i ego tak przywaliły w sufit, że straciłem słuch.

Całe życie staram się wychowywać syna tak, jak sam chciałbym być wychowany. Gdy był malutki, starałem się codziennie po pracy powiedzieć mu coś fajnego, pokazać coś interesującego albo chociaż ułożyć z nim LEGO, dać mu czas chociaż tę godzinę. Gdy był trochę większy, uczyłem go. Jest słaby z angielskiego i matematyki, tak jak i ja, ale uczyliśmy się razem, przy okazji dużo rozmawiając. Pytałem wprost o tematy, na których mi zależało gdy byłem w jego wieku. Rozmawiałem z nim o tym, że włosy od pachami to coś normalnego, że jego ciało się zmienia. Potem było trudniej, ale starałem się nadążać za zmianami. Nowe pasje (rowery, hulajnogi, deski itp.), pierwsze poważne problemy, pierwsze zakochanie, niepewności. Byłem częścią jego życia zawsze gdy miałem okazję. Mój syn to mój syn, kumpel, znajomy przyjaciel. Nie raz mieliśmy kłótnie, nie raz siedzieliśmy za domem, gadając o włosach jakiejś Asi lub innej Moniki.
Teraz mój syn ma 16 lat. Mam nadzieję, że zobaczę go, jak będzie miał 17. Szans, że zobaczę go, gdy będzie miał 18 już raczej nie mam... Wyroki słyszy się nie tylko w sądzie, czasem jest to gabinet lekarski.
Rozmawialiśmy tysiące razy, a wiem, że ta rozmowa będzie jedną z tych najtrudniejszych i odwlekam ją w nieskończoność, szukając wsparcia w internecie, na forach i stronach. I żona, i syn muszą się dowiedzieć...

Jeśli masz dziecko, poświęcaj czas swojemu dziecku. Bo komu innemu, jak nie jemu?

#5ZI4d

„Nie chodzę do kościoła dla księdza, tylko dla Boga” – znacie takie powiedzenie? Ostatnio koleżanka z pracy mi uświadomiła, jak bardzo jest ono niezgodne z prawdą.

Wyobraź sobie, że Bóg, którego tak potrzebujesz do życia, to chleb, a kościół to piekarnia, gdzie możesz, ten chleb kupić. No i kupujesz, wiedząc, że właściciel to złodziej, pedofil i w dodatku sprzedaje podrabiany chleb. Ale kupujesz, bo właściciel wszędzie się reklamuje i dałeś sobie wkręcić, że tylko on ten chleb sprzedaje. A to nieprawda. Masz co najmniej dwa wyjścia. Po pierwsze, możesz piec chleb sam. Masz książkę kucharską z przepisami w domu (Biblia). Jednak jeśli nie umiesz/nie chcesz/lubisz gotowy chleb z piekarni, to masz wybór – są też inne piekarnie. Serio, kościół katolicki nie jest jedynym kościołem chrześcijańskim działającym w Polsce, jak dałeś sobie wmówić, ale jesteś zbyt leniwy, żeby ich poszukać. Tak naprawdę nie chodzisz do kościoła dla Boga, tylko z wygodnictwa i przyzwyczajenia. Gdybyś dopuścił do głosu sumienie, to rozumiałbyś, że jesteś współwinny grzechów organizacji, którą wspierasz finansowo i duchowo.

Mocne, nie? Mnie to ruszyło. Aktualnie czytam Biblię i już widzę pierwsze niespójności między nią a naukami KK. Zobaczymy, co będzie dalej...

#N04ax

Ukradłem mojemu dziadkowi album ze znaczkami, do końca życia nie wiedział kto to zabrał, a to byłem ja. Dziadek myślał, że jak zalało altanę przy domu, to wyrzuciliśmy jego album z resztą rzeczy.

10 lat po jego śmierci zaniosłem album do antykwariatu, facet przeglądał go 40 minut, po czym powiedział, że kupi wszystko, tylko muszę poczekać, bo zanim zgromadzi tak dużą sumę, to musi spytać księgowego. To było dwa lata temu. Zaraz po wypłacie kupiłem dom w Liverpoolu do dużego remontu, którego nie skończyłem, bo dziwne rzeczy się działy w domu i u nas. Sprzedałem dom i wpłaciłem uszczuploną różnicę na konto, gdzie była kasa z albumu. Potem kupiłem z tego konta wycieczkę do Grecji, która okazała się koszmarem – z rany od jeżowca zrobiła się sepsa, po miesiącu amputowali mi lewą stopę. Teraz kasa leży na koncie, ale jej nie dotykam, boję się o życie.

#YsMDd

Jadę sobie dzisiaj SKM-ką. Nagle do pociągu wsiada starsza babcia, na oko 70 lat. Wyglądała na mocno upośledzoną umysłowo (jakby zatrzymała się w rozwoju w 6 roku życia), a nie było z nią żadnej opieki. Po chwili zastanowienia postanowiłem do niej zagadać i dowiedzieć się, czy nie potrzebuje pomocy. No więc zagaduję do niej i dowiaduję się czegoś na jej temat. A raczej chciałbym. Nasza rozmowa wyglądała tak:
- Przepraszam, czy mogę pani w czymś pomóc?
- Jak pomóc? Głowę mi potrzymasz?

Ten moment, gdy upośledzona 70-latka ma lepsze cięte riposty od ciebie.

PS. Dla ciekawskich – poinformowałem załogę pociągu ;D

#pmZGf

Z serii: historie z dzieciństwa.

Moja siostra opowiedziała mi, że pewnego razu, gdy byłam mała (ja 5 lat, ona 15) poszła ze mną na targ kupić ziemniaki. Facet, który sprzedawał owe ziemniaki, ewidentnie do niej zarywał, a że mi się on chyba nie spodobał, powiedziałam przy nim do mojej siostry: „Mamusiu, możemy już iść?”.

Moja siostra powiedziała, że jego mina była bezcenna. I że już więcej nie wzięła mnie na targ :)
Dodaj anonimowe wyznanie