#9zdFx
Pojechałam na swoje pierwsze samodzielne wakacje-kolonie, miałam jakoś 8 lub 9 lat. Podróż odbywała się pociągiem, a ja jako jedyna osoba dosiadałam się, na stacji oddalonej od mojego domu o ok. 30 km, do grupy już jadącej.
Na wakacjach wszystko było super :)
Powrót znów pociągiem, tylko tym razem moi rodzice niestety zaspali. Kierowniczka kolonii wysadziła mnie z pociągu na stacji PKP o 4 nad ranem, w nieznanym mieście, i zostałam sama.
Telefony komórkowe były bardzo niepopularne, a na wsi, gdzie wtedy mieszkałam, dopiero co poprowadzono linię telefoniczną. Jedynym numerem, jaki znałam na pamięć, był nr mojej koleżanki, więc do niej zadzwoniłam. Jej rodzice zareagowali dość szybko i obudzili moich, na których byłam potem obrażona z miesiąc.
Mama zastała mnie śpiącą w budce telefonicznej.
I tak sobie myślę, że to chyba cud, że mnie nikt nie okradł albo coś gorszego. I że zostało mi parę „impulsów” na karcie, bo pieniędzy raczej już nie miałam.
#1mXit
Po dwóch godzinach zorientowałam się, że czytam już stronę o południowokoreańskim systemie szkolnictwa...
#LJNqZ
I tak od tego czasu, za każdym razem, jak w domu pojawiały się Tik-Taki kupione przez babcię, przechadzałam się z poważną miną przez jej pokój, by na końcu włożyć sobie do buzi cukierek i z równie ważną miną wrócić na swoje miejsce.
Ot, takie wspominki – moja własna, dziecięca komunia :')
#MAC99
Ludzie, nie jesteście pępkiem świata i ktoś po Was skorzysta z tej toalety. Szanujmy siebie nawzajem, a przede wszystkim pracę innych ludzi. Ciekawe, czy we własnych domach też tak syficie :)
#7YaJP
Wiedziałem, że muszę coś wykombinować, bo miałem złe przeczucie. Nie miałem nic do stracenia. Wyciągnąłem telefon, wykręciłem numer do przyjaciela, który na szczęście jeszcze nie spał, odebrał, a ja rozdarłem się na całą ulicę: „No hej! Wracam już ze służby na komendzie. Zaraz będę w domu”.
Jeszcze nigdy nie widziałem, aby ktoś tak szybko uciekał.
#cVOJJ
Jestem mężatką, on ma żonę. Oboje mamy nastoletnie dzieci. Znamy się od czterech lat, pracujemy w jednej firmie na równoległych stanowiskach (w różnych działach, ale współpracujących ze sobą). Od początku jest między nami niezwykła więź i nić porozumienia. Ufamy sobie i często rozmawiamy na tematy nie tylko zawodowe. Nigdy nie zrobiliśmy niczego, co przekroczyłoby granice. Ale mam wrażenie, że to wisi w powietrzu. W biurze ja jego szukam wzrokiem. On przychodzi do mnie często ot tak, zagadać. Wiele razy odwoził mnie do domu samochodem (chociaż mieszka w zupełnie innej części naszej miejscowości). Często proponuje, niby w żartach, żebyśmy coś razem zrobili – pojechali do nowego oddziału firmy w innym mieście, poszli na kurs obsługi pewnego programu itp. Na integracyjnym ognisku firmowym dał mi swoją bluzę, bo było zimno. Często mnie docenia i chwali. Troszczy się o moje samopoczucie, namawia do zwierzeń, gdy jest mi ciężko. Zawsze świetnie nam się rozmawia, moglibyśmy gadać godzinami na przeróżne tematy. Te rozmowy mnie wzmacniają i inspirują. Dla niego najwyraźniej też są ważne, bo do nich dąży. Pyta, kiedy się zobaczymy. Gdy czasem jesteśmy w firmie w większej grupie, jakoś tak się zdarza, że często zjawia się obok – podchodzi, zagaduje, przysiada się do stolika. Gdy jakiś czas temu miałam wypadek i trafiłam do szpitala, pisał codziennie, żeby dowiedzieć się o moje samopoczucie. A jak wróciłam do pracy, powiedział, że umierał ze strachu o mnie. Gdy czasem rozważam zmianę pracy, daje mi znać, że byłoby to dla niego bardzo trudne.
Nigdy nie zdobyliśmy się na żadne wyznania. Nie wiem, co myśli o nas. Może ponosi mnie fantazja, ale czuję, że z jego strony to więcej niż koleżeństwo. I z mojej... też. Zależy mi na nim, bo wnosi do mojego życia bardzo dużo dobrego. To nie jest tak, że przestałam kochać męża. Nie przestałam, jest dobrym człowiekiem, dba o mnie i dzieci. Ale z mężem nie mogę tak rozmawiać jak z tym kolegą. Nie rozumie mnie, nie jest mnie ciekawy, nie inspiruje mnie. Z kolegą czuję, że mogłabym przenosić góry. Nikt inny na świecie nie daje mi tego poczucia. Fascynacja kolegą nabiera mocy. Na myśl o nim albo na jego widok serce szybciej mi bije. I z jednej strony wiem, że nie pozwoliłabym sobie na zdradę. Z drugiej elektryzuje mnie myśl, że mógłby mnie choćby przytulić. Z utęsknieniem czekam na okazje, kiedy będziemy mogli spędzić razem trochę czasu. Nie szukam przygód, ale to jest silniejsze ode mnie. Chciałabym tego nie czuć. Poradźcie coś...
#Gpi95
Do dzisiaj, gdy się widzimy z księżniczką porcelanowego tronu, unikamy kontaktu.
#prYaK
Praktycznie całe spotkanie było bardzo miłe, schody zaczęły się dopiero przy wychodzeniu z basenu, a dokładnie przy suszeniu włosów w szatni. P. zrobił to w 3 minuty, włosy miał obcięte jak amerykański żołnierz, więc nie stanowiło to problemu. Ja z kolei mam gęste włosy sięgające do połowy pleców. Basenowe suszarki nie należały do najmocniejszych, więc cały proces trochę mi zajął. W trakcie niego P. stawał się coraz bardziej niecierpliwy, pytał, czy długo jeszcze będę się bawiła we fryzjerkę, czy nie mogę już skończyć itp. Moje tłumaczenia, że na dworze jest zero stopni, a ja nie zamierzam się przeziębić, zupełnie do niego nie docierały. Pytałam, czy gdzieś mu się spieszy, powtarzałam, że jeżeli nie chce na mnie czekać, to może już iść. On jednak wolał zaczekać.
Kiedy już się wysuszyłam, widziałam, że ma nietęgą minę. Zapytałam, czy coś się stało, na to on odpowiedział, że nie może być z dziewczyną, która tyle czasu spędza przed lustrem (?) i tak o siebie dba (???). Po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł. Stałam tam jeszcze dobre 10 minut i zastanawiałam się, czy się nie przesłyszałam...
#Eixsi
„Nie chciałeś Pan kupić, a zaraz po Panu przyjechał inny i wziął z pocałowaniem ręki. Powodzenia w poszukiwaniu auta”. Nie pozostałem mu dłużny i odpisałem: „Mam tylko nadzieję, że poinformował Pan kupującego o wypadkowej przeszłości tego auta. Samochód dzisiaj kupiłem, tak że dziękuję”.
Po około dwóch miesiącach dostałem SMS od jakiegoś nieznajomego numeru. Wyszło na to, że właścicielem tego numeru jest pan handlarz, z którym wcześniej SMS-owałem. Wysłał mi zdjęcie samochodu z podpisem: „Kupiłem sobie taki samochód, z Niemiec. Dałem 14000 euro”. Stwierdziłem, że skoro on mi się chwali swoimi nabytkami, to ja też się pochwalę. Wysłałem mu zdjęcie mojej zmywarki, którą kupiłem tydzień wcześniej. I od tej pory aż do teraz średnio co miesiąc, dwa, wysyłamy sobie zdjęcia tego, co ostatnio kupiliśmy. Przez ten czas dowiedziałem się, że pan Mirek, handlarz, kupił sobie m.in. cztery auta, pralkę, skuter, lodówkę i robota kuchennego.
Wczoraj odwoziłem bardzo mi bliską koleżankę, która na co dzień mieszka i studiuje w większym mieście, do jej rodzinnej miejscowości. Zgadnijcie gdzie mieszka i kto jest jej ojcem...
I niech ktoś mi powie, że świat nie jest mały.