#CaVXd

Przypomniała mi się ostatnio sytuacja z dzieciństwa z kolonii.
Miałam pokój z siostrą i jej koleżanką. One się przebierały, były prawie bez ubrań, a ja sobie leżałam na łóżku, przeglądając jakieś gazety.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, a ja odruchowo krzyknęłam „Proszę!”.
Nasz wychowawca wszedł nam do pokoju, gdy półnagie dziewczyny się przebierały.
One w krzyk, a ja zdążyłam powiedzieć tylko „Ee, jednak nie”. :)

#ppgjD

Kilka lat temu miałem przyjaciółkę Magdę. Ładna dziewczyna, zabawna. Powiedzmy, że taki mój mały ideał. Wiedziała, że mi się podoba, ale ona nie chciała ze mną nic innego prócz czystej przyjaźni. Ona miała jednego chłopaka, potem drugiego. Ja byłem przy niej, kiedy tego potrzebowała, ale jednak nigdy nie patrzyła na mnie jak na kogoś, z kim mogłaby być. No trudno, w końcu też znalazłem sobie dziewczynę. Miłość po grób to nie była, jednak zaczynało być fajnie. Wtedy Magda stwierdziła, że nie potrafiła mnie docenić wcześniej, a okazuje się, że chyba jestem tym jedynym. Zacząłem tłumaczyć, że mam kogoś i nie mogę zostawić jej z dnia na dzień, bo jest dla mnie ważna. Niby zrozumiała. Na jakiejś imprezie, na której byłem sam, była też Magda. Duża ilość alkoholu sprawiła, że... sprawdziliśmy dosyć dokładnie, czy pasujemy do siebie. Z jednej strony było mi źle, bo zdradziłem. Z drugiej... spełniło się moje marzenie. Zerwałem więc ze swoją dziewczyną, przepraszając ją. Chciałem zacząć nowe życie z moją przyjaciółką. Jednak, jak się okazało, byłem dla niej atrakcyjny tylko wtedy, gdy miałem dziewczynę. Gdy byłem sam, to Magda nagle stwierdziła, że jednak przyjaźń jest ważniejsza...
Po czasie zrozumiałem, że chciała mieć mnie na wyłączność. Wyrwałem się z tej toksycznej znajomości. Magda się na mnie obraziła, bo skoro jestem jej przyjacielem, to powinienem być na dobre i złe. Byłem... do czasu, aż zmądrzałem.

#bHbVc

Mąż rzadko kiedy mówi mi, że mnie kocha, i choć jest mi czasem przez to przykro, to jakoś już się do tego przyzwyczaiłam.
Wczoraj leżeliśmy na łóżku, oglądaliśmy film i powiedziałam mu, że bardzo  go kocham i dałam buziaka. Czekałam na jakąś reakcję, a on nic, cisza... Więc już ze złością w końcu spytałam, dlaczego mi nigdy nie odpowiada, że mnie kocha i w ogóle mi tego nie mówi. Na co on: „Ale kochanie, przecież mówię ci to codziennie...”. Zdziwiłam się i stwierdziłam, że bardzo dawno tego nie słyszałam, a on na to: „Kochanie, mówię ci to codziennie. Pytam, czy jesteś głodna, czy zrobić ci herbatki albo czy nie jest ci zimno... Słowa to nie wszytko, ja w taki sposób pokazuję ci moją miłość”.
Ma rację. Kocham go jeszcze bardziej!

#yC2EX

W dzieciństwie mieszkałam w domu otoczonym parkiem, lasem, stawem, sadem. Miałam więc mnóstwo przestrzeni, aby budować szałasy i całe dnie spędzać na zabawie wśród drzew. Tak też narodziła się w mojej głowie zabawa w królową elfów.
Miałam wyimaginowanych elfich przyjaciół, którzy mieszkali wśród drzew, a właściwie na jednym drzewie, które sobie upatrzyłam na elfią siedzibę.
Zaczęła się wycinka w przydomowym lesie i niestety na liście znalazła się również moja magiczna siedziba. Postanowiłam stworzyć protest. Mając 5 lat, wdrapałam się na wielkie drzewo i pomimo próśb, gróźb i zastraszania dźwiękiem piły, postanowiłam nie schodzić, broniąc moich elfów. Siedziałam tak od rana do wieczora, aż przyjechali strażacy i ściągnęli mnie, ponieważ nie umiałam sama zejść.
Leśniczy oszczędził drzewo :)

Mój dom spłonął kilka lat później. Lasu, parku, stawu już nie ma, ale wielki klon pozostał. Czasem go odwiedzam i zawsze się zastanawiam, jak zdołałam wejść na to olbrzymie drzewo. Myślę, że miała w tym udział jakaś magiczna siła ;)

#XmKfe

Każdy kto nosił bądź nosi aparat na zębach wie, że przez pierwsze kilka dni nie można nic gryźć i przechodzi się na dietę płynną.Tak było i w moim przypadku. Jadłam same zupki, kaszki, jogurty. Nietrudno się domyślić, że takie żywienie znudziło mi się dość szybko. Drugiego dnia, kiedy widziałam jak moja współlokatorka je kanapkę z szynką, która nigdy nie wyglądała tak kusząco jak wtedy, miałam ochotę wyrwać ją jej i pożreć w całości. Powstrzymałam się z trudem.
Następnego dnia czekałam na autobus, zaczął padać deszcz, więc schowałam się na przystanku, na którym dopiero co usiadł jakiś nastolatek. Kłapnęłam obok niego. Wtedy on zaczął szukać czegoś w plecaku i o zgrozo, wyjął to, czego się najbardziej obawiałam, spełniły się moje najgorsze koszmary, już bazooka byłaby lepsza niż to… burger z McDonalda. Świat jakby został w tyle, wtedy liczył się tylko hamburger. Ślinka pociekła mi automatycznie i patrzyłam jak zahipnotyzowana na chłopaczka, który jadł. W mojej głowie już pojawił się szatański plan, że mogę bez problemu wyrwać mu jedzenie, uciec kawałek dalej i pochłonąć burgera jak odkurzacz. Ciągle patrzyłam, jak je, na tę mięciutką bułeczkę i sos, który po niej spływał, na sałatę, pomidory, ale przede wszystkim na to mięso. Chłopak zorientował się, że ciągle patrzę na niego, zaczął na mnie zerkać, aż odłożył bułkę i popatrzył na mnie ze strachem w oczach. Musiałam wyglądać jak kanibal z filmów. Chłopak przełknął ślinę i zapytał się cichutko „Chce pani trochę?”. Mój żołądek krzyczał głośno „TAK, TAK!”, jednak zrozumiałam, jak głupio to wszystko musiało wyglądać i powiedziałam, że nie, dziękuję, spaliłam buraka i uciekłam. Do domu poszłam piechotą.

Tak więc właśnie poznaliście jeden ze sposobów, jak skutecznie wystraszyć 14-latka na przystanku autobusowym.

#Af3Zm

Kiedy byłam mała, zabawki były dla mnie wszystkim. Nieważne, czy była to lalka, czy patyk – wybredna nie byłam. Większość moich zabawek zrobiłam samodzielnie (wystarczył sznurek, z którego potrafiłam upleść rodzinkę, ubranka dla lalek szyłam z materiałów, a meble mogły być ze wszystkiego, co znalazłam). Ale dla mojej mamy to nie były zabawki, tylko śmieci, które wyrzucała, paliła lub oddawała.

Zawsze marzyłam o domku dla lalek. Pewnego dnia ciocia (którą do dzisiaj widziałam kilka razy w życiu) kupiła mi wymarzony prezent. Bawiłam się nim tygodniami, ale niektóre zabawki stały w kącie i się kurzyły. Po czasie wróciłam do moich rękodzieł z obawy przed spaleniem lub oddaniem. Przerwę zrobiłam na dosłownie dwa dni, ale to wystarczyło, by oddać domek. Niedługo po tym pojechaliśmy do mojej spadkobierczyni z wizytą. Cieszyłam się, że przynajmniej pobawię się moim ukochanym domkiem... Myliłam się. Mój plastikowy skarb był połamany na drobne kawałeczki w piaskownicy. Skończył swój żywot tak, jak wszystko, co dostała ode mnie. W sumie to czego się spodziewałam od dziecka, które pozbawia kończyn i włosów własne lalki i niczego nie szanuje... Mama się tym faktem nie przejęła, bo „Przynajmniej się tym pobawiła”. To nic, że był to wyjątkowy prezent. No nic... mam jeszcze kilka zabawek. Ta... Przecież jak jest się uczniem drugiej klasy szkoły podstawowej, to nie powinno się już bawić zabawkami. Wszystko powędrowało do znanego Wam seryjnego zabójcy, który nie oszczędził moich najpiękniejszych rodzinek z włóczki... Nie miałam nawet prawa bawić się w rodzinę kartami, kredkami czy szachami, a przeszukania były codziennością.

Dziś wiem, że mama znęcała się nade mną psychicznie i zasłaniała się tym, że miała gorzej. Rodzeństwo mi dokuczało. To wszystko się nawarstwiało i z czasem było tylko gorzej, co doprowadziło do mojej depresji.
Dodaj anonimowe wyznanie