#qenb3

Kilka lat temu kupiłem sobie grawela i tak zostałem rowerzystą. Dosyć szybko przerzuciłem się na ciasno przylegające ciuszki. Na początku te obcisłe rajstopy z lajkry mnie krępowały. Uciśnięte klejnoty, wkładka wpajająca się w pupę. No i lekko odznaczający się mały. Może tak w 100% lekkiego zawstydzenia się nigdy nie pozbyłem, bo jednak gdzieś tam wewnętrznie lekko zawsze mnie skręca, jak wchodzę tak ubrany na firmę i spotykam szefa, zanim zdążę się przebrać ;p
Obecnie uwielbiam je nosić po prostu. Nie wiem, czy narodził się po czasie jakiś fetysz do opinającej lajkry, czy organizm zwyczajnie pokochał to na sobie. Ale noszenie ich to dodatkowy atut dla mnie przy jeździe na rowerze. Wślizgnięcie wygolonych nóg w bibsy i ubicie w odpowiedniej pozycji jajek to rytuał. Mam nawet takie droższe spodnie rowerowe, w których wkładka daje uczucie, jakby dosłownie trzymała za klejnoty. ;-)
Nawet na lato zakupiłem sobie bardzo cienkie długie spodnie rowerowe i osobiście preferuję je od tych krótkich, bo uczucia jakoby było cieplej nie ma, a przynajmniej nie wysmaża się dziwnie wyglądająca opalenizna.
Zakładanie szortów, aby zasłonić to i owo oczywiście uważam za zbrodnię. Rowerzysta musi być wolny jak ptak. ;ppp (poza tym głupio to wygląda, jakby ktoś sukienkę założył).

Zanim rzucą się na mnie kierowcy, aby rozszarpać za łamanie przepisów, to zaznaczam, że jeżdżę głównie po terenach, w których praktycznie nie ma samochodów, a w mieście po ścieżkach rowerowych i chodniku, na którym pieszym ustępuję tak, aby było im jak najwygodniej ;p

#SsvtQ

Historia wydarzyła się kilka lat temu, jeszcze za czasów studiów.
Mieliśmy kolejny wykład, jeden z tych, na które się chodziło, trzeba było zdać, ale profesor usypiał wszystkich w momencie rozpoczęcia monologu. Ów wykład odbywał się w dość dużej sali, do której drzwi były zarówno z przodu, jak i z tyłu.

Mijały kolejne minuty, który ciągnęły się niczym gile z nosa i nagle... zabrakło kredy. Chwila konsternacji, ale nasz pan wiedział, co zrobić. Postanowił pójść poprosić do sali obok. I wyszedł drzwiami z przodu, wszedł tymi z tyłu i zapytał: „Przepraszam, macie pożyczyć kredę?”. Chwila ciszy, analiza... Po czym jeden z bystrzaków powiedział, że nie. Profesor przeprosił, wyszedł i wrócił drzwiami od przodu, po czym powiedział: „Obok też nie mają” i wrócił do monologu.

Do dzisiaj nie wie, że wrócił do nas.

#QRejJ

W gimnazjum pełnym osiedlowych Sebastianów w dresach byłem jednym z niewielu kolesi z długimi włosami. Dokładnie jednym z dwóch na całą szkołę. Mimo wszystko lubiliśmy z kolegą się czasem ponabijać z inteligencji naszych mądrych inaczej kolegów produkowanych w fabryce Adidosa.

Pewnego razu miarka się przebrała – przesadziliśmy i chłopaki skrzyknęli się ze sobą, żeby spuścić nam solidny wpierdol po lekcjach. Czekali przed szkołą w dwudziestu, żeby udowodnić nam prawem pięści, że naśmiewając się z ich głupoty, nie mamy racji.
Wyszliśmy drugim wyjściem.
Czekali pod głównym do nocy.

#N6rpx

Mieszkamy z chłopakiem za granicą, wspólnie kupiliśmy dom. Mój brat ma 16 lat i jest jedyną osobą w rodzinie, z jaką utrzymuję kontakt, ale mieszka w Polsce. Ostatni raz widziałam go w lato 2022, mamy bardzo dobre relacje i chciałam, żeby przyjechał do nas na parę dni, żebym mogła go znowu zobaczyć. Mój chłopak od razu odrzucił tę prośbę i wybuchł złością, stawiając swój komfort ponad to, że tęsknię za bratem i chciałabym go zobaczyć. Nie jest skłonny do jakichkolwiek kompromisów, jest introwertykiem i oczekuje zrozumienia… Jego argument jest taki, że to nasz wspólny dom i on nie chce, żeby tu ktoś nocował, bo jego to męczy. Ja z kolei uważam to za niedorzeczne, że do naszego wspólnego domu nie mogę „kogoś” zaprosić na noc…

#DtNBr

Jestem młodym pracownikiem pizzerii, a konkretniej pracuję jako kierowca.
Rozwożę pizzę, kebaby, sałatki itp.

Parę minut po 21:00 miałem kurs – musiałem zawieźć pizzę wraz z sałatką na podany adres. Zamawiający jedzenie mieszkał w prywatnym domu, więc wjechałem na podwórko, zaparkowałem i zadzwoniłem do drzwi. Otworzył mężczyzna koło 60., w samych slipach, a za nim zobaczyłem w oddali, że chowała się całkiem naga dziewczyna, która na oko miała może 20 lat. Na początku myślałem, że to jego córka, ale przecież nie byłaby naga, później się okazało, że to jego kobieta.
Gdy zobaczyłem ich, to się trochę onieśmieliłem i chciałem jak najszybciej stamtąd wyjść, ale facet zaczął do mnie zagadywać, czy widzę, jak mu się w życiu powodzi. Ma super dom, samochód w garażu (chciał go otworzyć i pokazać mi swoją gablotę) i, jak on to stwierdził, „idealną kobietę”. Powiedziałem, że cieszę się jego szczęściem, ale spieszę się, bo mam kolejne zamówienie do rozwiezienia, dałem mu to jedzenie i czekam na pieniądze, a on dalej nawija, co on w życiu nie robił, kim nie był itd. Wyjął z portfela 400 zł, powiedział, że reszty nie trzeba (zamówienie kosztowało około 40 zł ) i żebym kiedyś do nich prywatnie wpadł, bo brakuje im jednej osoby do zabaw łóżkowych i oczywiście zapłacą mi za poświęcony czas, a te 360 zł, które dostałem, żebym potraktował jako małą zaliczkę. Podziękowałem, powiedziałem, że numer mam i się zastanowię.

Chciałem byle co powiedzieć, żeby jak najszybciej się stamtąd zmyć, ale 360 zł wpadło do kieszeni.

#y7TdL

Pracuję w zagranicznym call-center realizowanym dla firmy ubezpieczeniowej. Jeden z klientów powiedział, że dzwoni w imieniu głuchego ojca, który miał wypadek samochodowy. W pewnym momencie spytałem, w jakim stanie jest ojciec, i wtedy zostałem wyprowadzony z błędu: on nie powiedział „deaf” (głuchy), tylko „dead” (martwy).

#Mag96

Siedzę w środku nocy przy komputerze i napędzany siłą hektolitrów kawy i ponaglających wiadomości piszę korpo-szczuro-raport na ASAP, bo DEDLAJN i w ogóle FAKAP. W domu jestem sam, jest cicho i spokojnie, więc moje skupienie stoi w zenicie. Jeszcze tylko ostatni akapit, enterek, siadam głębiej w fotelu i zakładam ręce za głowę. Pokój oświetla tylko wątłe światło biurowej lampki, przymykam oczy, spokój.
Wtem nagle za moimi plecami rozpościera się demoniczny śmiech! KUR ZAPIAŁ! Podskoczyłem ze strachu, krzesło opadło na podłogę ze szczętem. Strącony ręką kubek z hukiem rozbił się na podłodze i znów usłyszałem ten charczący śmiech! Dochodził z szafy. Podskakuję do włącznika światła, kolejny skok i jestem przy szafie, zamaszystym ruchem otwieram ją i widzę... mojego zabawkowego robota z dzieciństwa, który charczy resztką baterii i postanowił właśnie zdechnąć. Oddałem go młodszemu bratu już lata temu. Jak wrócił? Nie wiem do dziś.
Dodaj anonimowe wyznanie