#Wuxza

JESTEM IDIOTĄ!
 
Chodzę do liceum, nawet dobrze się uczę. Ostatnio nauczycielka zadała nam pracę w parach. Chodzi ze mną do klasy dziewczyna, która – nie ukrywam – podoba mi się, ale jestem chyba zbyt nieśmiały, żeby zagadać. Kiedy wychodziłem ze szkoły, właśnie ona zaczepiła mnie i spytała (cytuję co do słowa): „Czy będziesz moją parą?”.
A ja, z wyłączonym mózgiem, powiedziałem: „Jasne, od dawna mi się podobasz”.
Nie ukrywam, że dziewczyna zrobiła trochę skwaszoną minę i powiedziała dziwnym tonem: „Aaaha, to fajnie” i odeszła...

Chyba zrobiłem z siebie debila i z projektem zostałem sam.

#TSt47

Mieszkam w małym miasteczku, w którym nie ma szpitala. Szpital jest w innym małym miasteczku oddalonym od mojej miejscowości 10 km i z jego dóbr korzystają ludzie z całego powiatu. Kiedy byłam w ciąży, miałam wtedy 23 lata, jeździłam tam na wizyty kontrolne do swojego lekarza ginekologa i na badania usg. 
Byłam już w siódmym miesiącu, musiałam znów zrobić usg, a że mój mąż akurat wyjechał służbowo, mój 79-letni dziadek zaoferował się, że mnie zawiezie. 
Dziadek jak tylko przywiózł mnie pod szpital, poszedł w odwiedziny do jakiegoś znajomego, który akurat leżał w tym szpitalu, ja poszłam do lekarza.
Byłam już po wizycie u swojego lekarza, który kazał mi zejść pod gabinet usg, z zapewnieniem, że zaraz się zjawi i bez kolejki wykona mi badanie. Zeszłam na dół, oczywiście poczekalnia przed gabinetem usg wypełniona po brzegi. Pacjenci raczej w wieku 50+, siedzą powciskani w krzesełka jak śledzie w puszce i opowiadają o swoich chorobach i bacznie mierzą wzrokiem nowo przybyłego. Jako że w poczekalni było duszno, mój lekarz nie pojawiał się, a nikomu nie przyszło do głowy ustąpić miejsca siedzącego kobiecie w zaawansowanej ciąży, wyszłam stamtąd na główny hol. Tam się natknęłam na dziadka, powiedziałam mu, że jeszcze usg, że lekarz za chwilę będzie, dziadek, że OK, będzie czekał w samochodzie. 
Weszłam z powrotem do poczekalni i czekam. Jakaś kobieta 50+ typu plotkara wszechwiedząca zagadała mnie: „A pani to jest chyba z S., bo z widzenia panią kojarzę”. Odpowiedziałam grzecznie, że tak, chociaż za nic nie miałam pojęcia, kto to jest i po co do mnie mówi. Na to ona zaczęła wyciągać informacje, czy coś nie tak z ciążą lub zdrowiem, że na usg idę, ale dyplomatycznie ją zbywałam, nie mając zamiaru wdawać się w rozmowę. Reszta oczekujących oczywiście siedzi i słucha tejże interesującej rozmowy. Kobieta próbowała jeszcze chwilę, po czym dała spokój. Lekarz mój wciąż nie przychodził. Po chwili ciszy ta pani mówi do mnie, już zniecierpliwionej czekaniem i zaczepkami: „Możemy panią zabrać z mężem do S. po badaniu... Pani biedna, w ciąży, sama, pewnie nie ma pani jak wrócić...”. Jej mąż siedzący obok przytaknął, że oczywiście, mogą mnie zabrać, trzeba sobie pomagać itp. Wszyscy oczywiście zainteresowani, czemu biedna i sama jestem i czekają na dalszy rozwój konwersacji. Chciałam już, żeby to babsko dało mi spokój, więc mówię na odczepnego do babsztyla z anielskim uśmiechem: „Dziękuję państwu za troskę, ale jestem z mężem, który czeka na zewnątrz”.
I w tym momencie drzwi do poczekalni otwierają się z rozmachem, dziarsko wkracza mój dziadek i kierując się do mnie, mówi: „Już jesteś gotowa? Już po badaniu?”. 
Mówię wam, miny babsztyla i reszty bezcenne :D 

PS Podobnie jak dziś, tak i 15 lat temu i jeszcze w małych miejscowościach pary ona 20 kilka lat i on 80 lat były grzechem śmiertelnym i skandalem, pożywką na lata dla plotkar. I do tego ta ciąża... Dziadek uciął wtedy swoim wejściem wszelkie rozmowy w poczekalni :)

#XulHa

Posiadam pewną dziwną przypadłość. Mianowicie na strach przed bólem reaguję histerycznym śmiechem. Nie na sam ból, nie jestem masochistką, ale właśnie na strach przed nim. W sytuacjach, kiedy spodziewam się bólu. Przedstawię to na podstawie jednej z nich.

Kilka lat temu, w czasach kiedy byłam dumną uczennicą gimnazjum, dostałam ostrego zapalenia ucha. Ból przeokropny, nie życzę najgorszemu wrogowi. Żadne leki nie pomagały, sprawa ciągnęła się od wielu dni. W dodatku właśnie zaczął się długi weekend i żaden laryngolog w pobliżu nie był czynny. Jednak cel uświęca środki. Decyzja podjęta, wsiadamy z mamą w samochód i jedziemy do najbliższego specjalisty. Na miejscu facet pogrzebał w uchu (jak to laryngolog), przeprowadził wywiad i przypisał lek. Konieczne też było założenie specjalnego, dousznego opatrunku. Miała to być gaza nasączona specjalnym preparatem. Ja już zadowolona, że to koniec moich mąk, zastanawiam się nad serialem do obejrzenia i ciasteczkami do konsumpcji, kiedy doktor wyciągnął ogromne 20-centymetrowe szczypce z zabarwioną na zielono gazą na końcu. Moja wyobraźnia już podsuwała mi obraz tego psychopaty rozrywającego mój kanał słuchowy na strzępy, kiedy wybuchłam historycznym śmiechem. Wyłam (śmiałam się), bujając się w przód i w tył tak głośno, że na bank usłyszeli mnie wszyscy ludzie w poczekalni i już zaczęli odmawiać zdrowaśki. Mój napad trwał, a zarówno doktor, jak i mama przyglądali się moim gimnastycznych poczynaniom. Po kilku minutach lekarz zupełnie niewzruszony zerka na moją rodzicielkę i pyta:
– To normalne?
– Ta, zaraz jej przejdzie.
Po uspokojeniu się, które zajęło mi kolejne kilka minut, lekarz bezproblemowo umiejscowił opatrunek, a ja udałam się do domu nadal na lekkiej fazie.

#FdKWF

Jestem pielęgniarką. Pracuję na oddziale w pewnym szpitalu.
Mój były zawsze się ze mnie śmiał, że nigdy nie pozwoli, bym dobrała mu się do żył, bo jak twierdził, sprawia mi to przyjemność (oczywiście nie jest to prawdą, nie lubię zadawać ludziom bólu, ale fakt, mimo niewielkich zarobków, pracę swoją lubię).

Ogólnie facet skutecznie zniechęcił mnie do jakiegokolwiek związku, a rozstanie było bardzo burzliwe! Miałam ogromną ochotę się na nim zemścić, ale stwierdziłam, że do pewnego poziomu nie będę się zniżać.

Zgadnijcie kto jest w tej chwili w pracy i czeka, by pobrać krew na badania nowo przyjętemu, dobrze znanemu pacjentowi?

Hi, hi :D

#WmQSx

Kiedy miałam 7-8 lat, niesamowicie bałam się kleszczy, w końcu tyle się o nich nasłuchałam, że są krwiożerczymi bestiami i tak dalej.

Będąc u dziadków na wsi, wpadłam na genialny plan, bo przecież kudłaty pies Azor ma obrożę przeciw kleszczom! Kiedy nikt nie patrzył, szybciutko ją z niego zdjęłam i (chociaż była za duża) dumnie nosiłam na swej szyi. Nawet ozdobiłam wstążką i oplotłam stokrotkami. Nie dość, że byłam piękna niczym księżniczka, to jeszcze odganiałam wszelkie bestie! 
Wszystko do czasu.
Do czasu, kiedy zauważyli to dziadkowie i od razu kazali mi oddać własność Azorowi, grożąc, iż jak ją będę nosić, to zamienię się w psa. Nie podziałały na mnie te pogróżki, a wręcz przeciwnie. Obiecałam sobie, że jak dorosnę, to jak tylko pieniążków mi starczy, kupię sobie trzy obroże, żeby przyspieszyć proces przeistaczania i spełnić swe marzenie.

No cóż. Jak się domyślacie, tak się nie stało (ani nie założyłam obroży, ani nie stałam się psem), ale wczoraj kupiłam obrożę dla mojego Azora. Jedną, bo na tyle mi pieniążków starczyło.

#fmd6i

Zastanawiam się, czy tylko ja tak mam, czy może jednak nie jestem nienormalna (albo tak bardzo leniwa). A mianowicie, jeśli mam coś zaplanowane nawet w środku dnia albo po południu, to przed tym na niczym nie mogę się skupić. Bo „przecież i tak zaraz wychodzę”.

Kończy się na tym, że mając uczelnię od 14, rano nie potrafię nawet zacząć projektu do pracy, bo zaraz przecież wychodzę, to posiedzę na fejsie przez cztery godziny”. W tej chwili, kiedy jest godzina 20, a ok. 17 koleżanka napisała, że wieczorem wpadnie, ja nie zrobiłam NIC.

Chyba trzeba się bardziej zmobilizować.

#0MWw7

Mam wspaniałego, cudownego mężczyznę, z którym chcę się zestarzeć. Oboje mieszkamy i pracujemy za granicą, z tym że mój mężczyzna ma doskonale prosperującą firmę, więc on żyje ponad stan (uprzedzam – byłam przy nim, gdy nie miał jeszcze nic). Ja jestem z tych kobiet, które kochają człowieka, a nie jego portfel.
I dlatego nie chcę, aby mój mężczyzna poznał moich rodziców.
Nie uważam ich za najgorszą patologię, są wspaniali. Wychowali mnie i moje rodzeństwo. I nie było lekko. Jestem im wdzięczna za każdą pomoc, za życie, które mi dali, za naukę samodzielności, za każdą twardą lekcję i ogólnie za wszystko. Kocham ich, bo zawsze mogę do nich zadzwonić i porozmawiać. Ale... moi rodzice są bardzo, ale to bardzo łasi na pieniądze. Potrafią narzekać, jak to im w życiu ciężko, byle ktoś im dopomógł. No i wydają pieniądze na dziwne rzeczy, czasem nieprzemyślane.
Boję się wziąć swojego mężczyznę pod pachę i zabrać do rodzinnej miejscowości, bo nie umiem wytłumaczyć mu, że nie musi na każdym kroku pokazywać innym, że ma. Boję się, że moi rodzice zaczną przedstawiać mu wizję ich problemów, bo wiem, że on im pomoże bez mrugnięcia okiem, a nie chcę, by traktowali go jak maszynkę do pieniędzy.
Mój mężczyzna nie może zrozumieć, dlaczego to odwlekam. A ja boję się przyznać mu do tego wszystkiego. Boję się powiedzieć mu, że jak tam pojedzie, to oni będą chcieli go naciągnąć i wykorzystać, żeby nie pomyślał, że jestem taka sama.

#pNliy

Pewnego upalnego wieczoru, jeszcze w zeszłym roku, byłam sama w domu i nie mogłam zasnąć, więc kręciłam się po salonie jak smród po gaciach. Mój pies chciał wyjść na podwórko, więc uchyliłam mu drzwi tarasowe, a sama zaczęłam oglądać jakiś film. Minęło trochę czasu, piesek zasnął sobie na dworze. Wróciłam do oglądania filmu, ale cały czas niepokoiło mnie coś na podwórku, jakieś chrobotanie, szeleszczenie, jakieś cienie, zupełnie jakby ktoś wszedł na posesję. Długo nie myśląc, wyjęłam z szuflady największy kuchenny nóż i z duszą na ramieniu postanowiłam – wychodzę. Było ciemno, ale łatwo dostrzegłam kształt sylwetki mniej więcej w miejscu, gdzie zwykle stawiałam psu miski. Wdech, wydech, numery alarmowe w myślach, „nie zabijaj mnie, zapłacę ile chcesz”, skradam się i nagle słyszę całkiem znajomy głos.
Moja sąsiadka, urocza, około 75-letnia pani, mamrotała coś pod nosem o szczekaniu mojego psa po nocach i że ma dla niego smakołyki, po których już nie poszczeka. Cały strach ze mnie zszedł, zrobiłam jej awanturę na całe osiedle, tak że na pewno wszyscy słyszeli, jak chciała potraktować zwierzę za coś, czego nie kontroluje.

Chciała dosypać do miski silną trutkę na szczury. Z premedytacją zadać cierpienie i zabić żyjące stworzenie. Na szczęście prawie całe osiedle zobaczyło jej prawdziwą twarz. Wiek nie usprawiedliwia zła i wredoty!!!
Dodaj anonimowe wyznanie