#ljKCB

Podróżując MPK, za każdym razem siadam jak najbliżej kierowcy od strony ulicy, by obserwować kierowców w autobusach jadących naprzeciwko po przeciwnej stronie.

Patrzę wtedy, czy kierowca macha czy może kiwa głową na znak powitania lub chociaż się uśmiecha. Mam wtedy świadomość, że kierowcy witają się na trasie i robi mi się jakoś milej.

#eZGZd

Kiedy byłam mała, uwielbiałam ścinać trawę. Wiadomo, małemu dziecku nikt nie pozwalał władać kosiarką, dlatego też wszystkie pojedyncze kępki traw ścinałam nożyczkami.

Dlaczego tak bardzo mi się to podobało? Zawsze wyobrażałam sobie, że jestem fryzjerką, a trawa to moje klientki, którym obcinałam włosy i robię najróżniejsze fryzury. ;)

#h7un5

Była sobie babka, która hodowała psy. Czy z własnej głupoty, czy też świadomie – były to psy pseudorasowe, z „rodowodem” jakiegoś stowarzyszenia miłośników burków czy innego wymysłu do omijania przepisów. Stowarzyszenie opylało „hodoffcom” chipy (nie wiem po ile) i kasowało za rejestrację + wystawianie „rodowodów” 180 zł (normalny koszt chipowania to jakieś 75 zł za zachipowanie i rejestrację w popularnej bazie danych). Rejestracja chipa odbywała się na jakiejś ichniejszej stronie – czyli o kant tyłka potłuc, bo nawet Google nie widziało tego jako bazy danych, ale kij z tym... Nie ma to jak oszczędność – zapłacić za chip, za chipowanie, wprowadzenie (które swoją drogą często się nawet nie odbywało) chipa do bazy danych, a potem płacenie za ponowne wprowadzenie xd. 
Do rzeczy: baba opyliła psa jako rasowego do Niemiec – i tu zaczyna się piękna akcja. Ktoś chciał sobie sprowadzić świeże geny do hodowli, a dostał po prostu burka ze świstkiem o wartości srajtaśmy. A że chodziło o Niemca – poleciał piękny pozew. Rasowy jest tylko i wyłącznie pies, który (w Polsce) ma rodowód wystawiony przez związek kynologiczny albo polską księgę rodowodową – tylko i wyłącznie te dwie organizacje są zatwierdzone przez ogólnoświatową organizację (FCI), czyli mówiąc wprost, babka sprzedała kundla jako rasowego w cenie rasowego. Cały proces był krótki, a efekt przepiękny – babsko straciło kilkanaście tysięcy zł (zwrot wszelkich kosztów związanych z psem + wszelkie koszty dotyczące zakupu faktycznie rasowego psa + odszkodowanie za szkody moralne) i do tego gratis zawiasy za oszustwo.

Piękne xd Oby więcej pseudohodowców się tak przejechało^^

#WM0ly

Mój syn podbierał mi podpaski z łazienki, o czym wiedziałam, ale nie wiedziałam jak o tym z nim porozmawiać. Któregoś dnia postanowiłam go przyłapać, jak to będzie robił. Przyszedł moment, że wszedł do łazienki, wyciągnął podpaskę i ja włożył. Wtedy weszłam do łazienki i zrobiłam mu awanturę. Po chwili nerwów okazało się, że mój syn nie trzyma moczu i trochę popuszcza w majtki... Wstydził się mi o tym powiedzieć. Zrozumiałam, że zrobiłam błąd. Poszliśmy do lekarza na badania, które są w trakcie. Próbowałam mu kupić specjalne wkładki, ale są dla niego niewygodne i został przy moich. Mam nadzieję, że badania pomogą i będzie wszystko OK.

#veYjm

Jestem już sobą zmęczona. Od kilku lat zmagam się z problemami z zawieraniem nowych znajomości czy ogólnie z rozmawianiem ze swoimi rówieśnikami. Kompletnie nie potrafię ciągnąć rozmów, a jedyne co słyszę w swojej głowie, to że każdy mnie nienawidzi i że dawno temu powinnam zniknąć z tego świata. Boję się pisać do innych nawet na Discordzie, Facebooku i innych portalach tego typu. Boję się pójść do sklepu, kiedy za ladą stoi osoba podobna wiekowo do mnie. W szkole praktycznie zawsze siedzę sama w kącie, a „koledzy z klasy” przychodzą do mnie tylko wtedy, gdy chcą jakieś zadanie.

Męczę się również z traumą po szkole muzycznej, w której nauczyciel po prostu traktował mnie jak śmiecia i mam wrażenie, że trzymał mnie w niej tylko po to, by móc się na kimś wyżywać. Wiem, że inni przeżywali gorsze rzeczy i jakoś się trzymają, ale sama nie wiem czemu ten okres w życiu aż tak mocno na mnie wpłynął. Może dlatego, że byłam wtedy tylko dzieckiem...

Byłam u wielu psychoterapeutów, ale żaden nie wie jak ma się za mnie „zabrać”. Mam w sobie odłam mnie, która nie pozwala mi sobie pomóc. Nawet jeśli ktoś sięga do mnie z pomocą, nieświadomie ją odrzucam. Nie czerpię już żadnej przyjemności z życia, mam wrażenie, że każdy dookoła mnie nie rozumie, nie mam już siły nawet wstawać z łóżka. Myślę, że jestem już tylko wrakiem człowieka, skorupą bez jakiegokolwiek wnętrza.
Bardzo przepraszam, jeśli ten post to jeden wielki bałagan, ale nie wiem jak to wszystko zebrać w całość.

#yRPih

Moja dziewczyna zarabiała najniższą krajową, a ja 4-5 razy więcej (pracując przez internet z domu), więc płaciłem za wszystkie zakupy, rachunki itd. Po naszym rozstaniu dowiedziałem się, że wszyscy są na mnie źli, bo – uwaga – przez moje życiowe nieudacznictwo ona ciągle musiała pożyczać pieniądze od rodziny i znajomych, żeby mnie utrzymywać, a ja w ogóle nie pracowałem, tylko brałem od niej pieniądze i w końcu byłem tak niewdzięczny, że ją zostawiłem.

Wśród naszych wspólnych znajomych jestem skończony, bo przecież wszyscy trzymają stronę „biednej, niewinnej, skrzywdzonej kobiety”. Najlepsze jest to, że sama uwierzyła w to całe kłamstwo tylko dlatego, że nie wychodziłem do „normalnej pracy” jak „normalni ludzie” i nie mieściło jej się to w głowie. Nie mam pojęcia co robiła ze swoimi pieniędzmi, ale ponieważ lubiła życie na niemałym poziomie, to teraz trochę się zdziwi, jak przyjdzie jej zapłacić pierwsze rachunki.

#ag6vD

Wracałem do domu z Islandii i tak sobie w trakcie lotu przysypiałem i przysypiałem... w końcu samolot zaczął schodzić do lądowania i pomyślałem sobie w półśnie, że tak fajnie być znów w Polsce i aż mi się ciepło zrobiło na samą myśl.
Wtedy zobaczyłem szpaler palm posadzony wzdłuż lotniska i dało mi to mocno do myślenia, przez chwilę opanowało mnie takie uczucie strachu, że ktoś porwał samolot albo że siedzę w złym samolocie, albo że nie mogę się obudzić.
Dopiero po chwili się porządnie ocknąłem i przypomniałem sobie, że ja przecież mieszkam w Portugalii :D

#GqdSl

W trakcie studiów bardzo chciałam pracować, niestety musiałam zrezygnować z dotychczasowej pracy, bo likwidowano umowy-zlecenia, a ja studiowałam dziennie i nie mogłam pozwolić sobie na umowę o pracę. Byłam pewna, że dość szybko sobie coś znajdę, zwłaszcza że to były wakacje i miałam więcej czasu. Niestety, w wielu miejscach były bardzo kiepskie warunki zatrudnienia, czasem zdarzało mi się nawet spotkać z propozycją pracy bez umowy. W końcu zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko animatorki w sali zabaw dla dzieci. Wszystko wyglądało w porządku, po decyzji o przyjęciu wytłumaczono mi, gdzie mam wpisywać godzinę przyjścia i wyjścia, dostałam formularz do wypełnienia, żeby wpisać moje dane. To była największa sala zabaw w jednym z największych miast, więc nie podejrzewałam, że mogą być nieuczciwi. Harowałam tam po 10-12 godzin dziennie, ale moje współpracownice były wyjątkowo chamskie i niemiłe. Te dziewczyny pracowały tam już kilka lat i niezbyt podobało im się, że przyszedł ktoś nowy, ja jednak zacisnęłam zęby i po prostu nie zwracałam na nie uwagi. 
Tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego wyjeżdżałam na tydzień w góry, o czym koordynatorki wiedziały jeszcze na etapie zatrudniania mnie. Na wyjeździe zdziwiło mnie, że nie dostałam grafiku na przyszły tydzień, więc po powrocie napisałam do koordynatorki, ale nie raczyła odpisać. Kiedy dzwoniłam, nie odbierała telefonu, a potem w ogóle nie było sygnału. Skontaktowałam się więc z drugą koordynatorką i brzmiała na bardzo zdziwioną, ale powiedziała, że za chwilę oddzwoni. Zadzwoniła do mnie koordynatorka, z którą wcześniej nie było kontaktu i zaczęła rozmowę pytaniem kim jestem, bo ktoś dzwonił do niej z tego numeru. Serio? No nic, grzecznie się przedstawiłam i spytałam, co się dzieje, na co ona dość niemiłym tonem poinformowała mnie, że już tam nie pracuję. No cóż, zatkało mnie, ale spytałam, czy mogłabym wiedzieć, jaki jest powód tego, że nie raczyli mnie nawet o tym poinformować, odpowiedziała, że nie było czasu. Napisałam skargę do menadżerki sali i zabrałam się za szukanie innej pracy. Po kilku dniach dostałam telefon od menadżerki, czy mogłabym jej wysłać SMS-em mój numer konta, bo mój formularz z danymi „gdzieś się zapodział”. Dostałam wypłatę, ale zdałam sobie sprawę, że gdyby nie ta skarga, kasy pewnie na oczy bym nie zobaczyła. Na szczęście niedługo potem znalazłam pracę, gdzie zasiedziałam się aż do końca studiów.
Dodaj anonimowe wyznanie