#ZByHw
Jako że też nie byłam na pogrzebie, zapamiętałam numer kwatery, przeczytałam wszystkie nazwiska na nagrobkach, ale Marianny Iksińskiej nie znalazłam. Zadzwoniłam do mamy, czy na pewno podała mi właściwy numer kwatery, bo żadnej Iksińskiej nie ma. Mama zdziwiła się, że nie wiedziałam, jakiego nazwiska szukać. Iksińska było nazwiskiem panieńskim (tak jak mamy), a Marianna kiedyś miała męża, rozwiodła się lata temu, a nazwisko zostawiła sobie po mężu, Igrekowska. Tak więc zaczęłam szukać Igrekowskiej, ale mama za moment zadzwoniła z pytaniem, czy wiem, że naprawdę była Marią Anną, a nie Marianną.
Bez problemu znalazłam Marię Igrekowską. Tak tylko się zastanawiam, czy to normalne w dalszej rodzinie, żeby nie znać nazwisk.
Ja na pogrzebie babci Eli dowiedziałam się, że nie była Elżbietą tylko Ernestyną. Zdarza się.
Też mam wujka, do którego wszyscy mówią Waldek, a kiedy jako dziecko odebrałem u nich telefon ktoś zapytał czy jest Władek, to był jego kolega jeszcze wojska. Gdyby nie tamta sytuacja, do dzisiaj bym nie miał o tym pojęcia.
A ja dopiero na pogrzebie babci Lusi dowiedziałem się, że wcale nie miała na imię Łucja, tylko Ludgarda.
Cóż, ja do piątego roku życia byłam przekonana, że jedna z moich babć ma na imię „babcia (X)-owa”, lub po prostu „(X)-owa, od nazwiska, bo tak się do niej wszyscy zwracali. Nawet pokłóciłam się o to z koleżanką. To był szok, kiedy dowiedziałam się, że ma też imię, którego nikt nie używa.