#FHmih

Można zazdrościć ludziom różnych rzeczy. Jedni zazdroszczą pieniędzy, inni urody, a ja zazdrościłam kuzynce tego, że... nie ma ojca. Po prostu jej rodzice rozeszli się, gdy była bardzo mała. Odkąd zaczęłam zauważać, że w moim domu są problemy, uważałam, że kuzynka ma fajnie, bo nie ma ojca i ma w domu spokój. Może to nie zazdrość w czystej postaci, ale chciałam mieć tak, jak miała ona. Cieszę się, że moje marzenie spełniło się w dorosłości.

#rgJTa

Będąc 9-letnim chłopcem, lubiłem zabawy w miejscach publicznych, angażujące obcych ludzi. Jedną z nich był pojedynek na gapienie – kto pierwszy spuścił wzrok, ten przegrywał. No i jednego dnia poszedłem z rodzicami do kościoła. Tam podjąłem decyzję o rozpoczęciu zabawy. Po pokonaniu kilku moherowych beretów, obrałem nowy cel, mianowicie księdza (nie tego prowadzącego mszę, tylko gościa, co sobie siedzi z tyłu i nic nie robi). Załapałem z nim kontakt wzrokowy i trzymałem oczy wlepione w jego twarz. Ksiądz chyba załapał o co mi chodzi, bo jego wzrok także utkwił na mnie. Siedzieliśmy tak dobre 10 minut, co chwila robiąc dziwne miny i machając rękami, aby odwrócić uwagę przeciwnika. 
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ot, zabawna historia z dzieciństwa, gdyby nie to, że przez naszą grę ksiądz nie zauważył faktu, że ministrant wywrócił jedną z kościelnych świec prosto pod jego krzesło... W ten sposób ksiądz skończył z oparzeniami na nogach.
Ale przynajmniej wygrał, bo ja skupiłem się już na jego płonącej sutannie.

#KiV9L

Od początku związku mojego brata on i jego partnerka przyjeżdżali do nas z wizytą. Przed ślubem, po ślubie, w ciąży i po urodzeniu dzieci. Również w czasie, kiedy studiowałam zaocznie i miałam wolne tylko kilka weekendów w ciągu roku akademickiego. Kilka razy próbowaliśmy się „wprosić” do nich, ale zawsze coś wypadało i... finalnie lądowali u nas.

Kiedy kolejny raz ona napisała, czy spotkamy się w weekend, odpisałam „Świetnie, o której mamy przyjechać do Was i co przywieźć?”. W odpowiedzi otrzymałam SMS-a, że jak przyjedziemy do nich, to ona wyjdzie z domu, bo ona wybierała się w gości, a nie przyjmować gości.

Nie pojechaliśmy. A oni od tego pamiętnego SMS-a bywają u nas tylko z okazji imprez rodzinnych.

#SViYB

Po ślubie zamieszkaliśmy razem z mężem w jego domu rodzinnym, który był podzielony na kilka części i w każdej mieszkał ktoś z jego rodziny. W naszej części domu mieszkała też babcia i dziadek mojego męża. Dzieliliśmy z nimi kuchnię i łazienkę. Na początku było całkiem znośnie, po prostu każdy zajmował się swoimi sprawami, pracą, hobby itp., z czasem babcia coraz bardziej zaczynała grać mi na nerwach. Nie była ona miłą osóbką i coraz częściej krytykowała wszystko co robię, do tego uważała, że tylko ona ma we wszystkim rację plus jeszcze dodajmy jej fanatyzm na punkcie pewnej partii politycznej, której przewodzi kawaler z kotem. Byłam nieraz świadkiem, jak bardzo źle traktuje dziadka, wyzywa o byle co i krytykuje. Dowiedziałam się też, że jej własne dzieci nigdy nie lubiły swojej matki, jak to powiedział mój teść – „matka zawsze była wredna”. Po krótkim czasie od mojego wprowadzenia dziadek męża zmarł i wtedy babcia zaczynała się robić jeszcze bardziej nie do zniesienia. Na porządku dziennym było niesprzątanie po sobie, robienie strasznego sajgonu w toalecie i kuchni. Nie chcieliśmy z mężem się wyprowadzać, więc jeden pokój przerobiliśmy na kuchnię. Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu mogłam spokojnie przygotować posiłek i nie musiałam myć ponownie „umytych” przez babcię w brudnej wodzie po pierogach noży i widelców. Żyliśmy sobie tak, a babcia z każdym miesiącem coraz bardziej się zmieniała i powoli zaczynał się koszmar. Babcia zaczęła dużo zapominać, waliła do nas do drzwi po nocach i sama nie wiedziała co chciała, zachowywała się agresywnie, coraz częściej nas wyzywała i obwiniała o kradzieże, myliła nas z innymi ludźmi, załatwiała się poza ubikacją, przestała się myć i w całym domu był bardzo brzydki zapach. Domyśliłam się, że to musi być choroba Alzheimera. Najgorsze w tym wszystkim było to, że rodzina, która mieszkała z nami, ale w drugiej części domu, m.in. jej synowie, nic sobie z tego nie robili. Olewali ją i olewali nas. Mówili, że przesadzamy, że ona jest po prostu stara, że jaki tam Alzheimer, że po co do psychiatry. Nie obchodziło ich, że muszę codziennie babrać się w jej odchodach w toalecie, że nie mogę nikogo zaprosić do domu, że jestem wyzywana od najgorszych za nic i że nie mogę w spokoju się wykąpać, bo ona próbuje mi wyrwać drzwi od toalety. 
Moja katorga trwała 3 lata. Miesiąc temu babcia złamała nogę w taki sposób, że nie będzie już chodzić i jest leżąca. Nigdy nie cieszyłam się z czyjegoś nieszczęścia, ale w tym przypadku czułam się jak nowo narodzona. Skończyła się moja męka. A do rodziny karma wróciła. Teraz oni muszą się babrać w odchodach, zmieniając pampersy (często słyszę, jak wyzywają), a próbowali mnie do tego zaciągnąć... Do tego babcia leży w pokoju, który jest pod pokojem jej syna i często całą noc wali mu w sufit, że on nie może spać. Nigdy więcej.

#IEjNZ

Mam 24 lata i nienawidzę swojej rodziny. Każdy powtarza, że to więzy krwi i powinnam ich kochać mimo wszystko. Nie zgadzam się z tym. Są paskudni. Jeszcze do 7 roku życia myślałam, że wszystko jest normalne, kochałam święta i czas z rodziną. Potem zaczęło docierać do mnie, co się tak naprawdę dzieje. W ostatnim pokoju zawsze pili alkohol. I to litrami, a potem były awantury. I tak co roku. Co roku ta sama trauma. Przez to nienawidzę świat. Jest to czas dla mnie tak stresujący, że tylko płaczę i nic więcej. Dopóki mieszkałam w domu rodzinnym, to zawsze było tak, że wujkowie się upijali, a potem bili, w środku w nocy kopali w nasze drzwi, krzyczeli, awanturowali się. Tak było po KAŻDYM spotkaniu rodzinnym. Bez alkoholu nie widzieli i nie widzą spotkania. Dlatego z nikim nie utrzymuję kontaktu. Nawet z własnym ojcem. Wiem doskonale, że to nigdy się nie zmieni. Zawsze będą pili. Nie potrafią inaczej, a ja nie potrafię na to patrzeć. I nie chcę.

#QS844

Jadę rano do pracy, tramwaj pełen ludzi, na jednym z przystanków wsiadła dość spora grupa ludzi z zespołem Downa. Tramwaj jedzie sobie dalej, cała ta ekipa stoi niedaleko mnie – najwyższy z nich stał obok mnie, był wyjątkowo cichy i spokojny. Tramwaj zatrzymuje się na przystanku i cała ekipa zaczyna wysiadać. Trochę się przy tym pogubili, narobili szumu i zauważyłam, że został tylko ten najwyższy, obok mnie. Był trochę oddalony od całej grupy. Pomyślałam sobie, że może nie zauważył reszty wysiadającej grupy i trzeba mu jakoś pomóc. Tak więc zbieram się w sobie i mówię do niego:
– Przepraszam, ale grupa, z którą pan jest, chyba właśnie wysiada.
On spojrzał na mnie skrzywiony i zupełnie normalnym głosem mówi:
– Ale ja nie jestem z nimi…

Okazało się, że facet wcale nie ma Downa. Nie wiem, kto poczuł się bardziej głupio, ja czy on.

#a8xRK

Czy wiecie, że istnieje dobrze prosperujące polskojęzyczne forum, na którym opisuje się swoje łóżkowe przygody z prostytutkami i ocenia je? Z setkami, jeśli nie tysiącami użytkowników i dedykowanymi dla miast działami?
Ja dowiedziałam się niedawno, widząc wspomniane forum otwarte u swojego długoletniego partnera na kompie.

#HxNyg

Jestem samotną matką, przez co jestem postrzegana przez sporą część społeczeństwa jako patologia i roszczeniowa kwoka. Wstyd mi, że dałam się zmanipulować jak dziecko facetowi, który przez kilka lat udawał ogarniętego, a jak pojawiło się dziecko, to zawinął wrotki i uciekł, umywając ręce od całkowitej odpowiedzialności, łącznie z płaceniem alimentów (uprzedzając komentarze o założeniu sprawy: alimenty są już prawnie przyklepane przez sąd, tylko gościu pracuje sobie na czarno i oficjalnie nie mieszka nigdzie, więc policja i sąd rozkładają ręce, że nie mogą go znaleźć).
Boję się, że jestem złą matką, bo nie poświęcam wystarczająco czasu własnemu dziecku przez zasuwanie jak wół w robocie na nadgodzinach, żeby na wszystko nam starczyło. Jak mówię, że chcę sobie kogoś znaleźć przez odczuwanie samotności, to słyszę komentarze, że mam się uspokoić i ogarnąć, bo mam malutkie dziecko i chłop nie jest mi potrzebny.
I serce mi pęka, że moje dziecko bardziej cieszy się na widok babci niż mój, bo przez moją pracę spędza z nią więcej czasu niż ze mną.

#kmxDy

Podczas studiów byłam tak biedna, że dorabiając w restauracji, zabierałam resztki jedzenia od klientów, a szefowi mówiłam, że sąsiadka ma cztery koty i cienką rentę, więc to dla futrzaków.

Nie brzydziłam się. Jak po opłaceniu pokoju i materiałów na studia zostawało mi 30 zł, to nie mogłam się brzydzić.
Dodaj anonimowe wyznanie