Nie wiem co ze mną nie tak. Czuję się okropnie samotna. Mam stwierdzoną depresję i jak przypuszczam, również lęk społeczny, który nasilił się w ciąży i po porodzie. Ostatnio oglądałam relacje moich znajomych i dziewczyny ze szkoły rodzenia się spotkały razem z dzieciaczkami. Bardzo mnie to zabolało. Myślałam, że się z nimi dogadywałam, starałam się rozmawiać, poruszać tematy różne, nie tylko dziecięce. Ale nigdy nikt mnie nigdzie nie zaprasza. Czuję się, jakbym była kimś, kogo zwyczajnie nikt nie chce w towarzystwie, ale nie wiem dlaczego... Nie mówię wiecznie o sobie, raczej staram się mówić na czyjś temat, nie narzucam się, nie wtrącam... Staram się być towarzyska mimo choroby. „Koleżanki”, które posiadam też się nie odzywają, nawet nie odpisują mi od razu, tylko np. po dwóch dniach. Nigdy nie czułam się tak samotna jak teraz. Partner ciągle wychodzi do kolegów, odzywają się do niego normalnie, a ja się czuję jak nikt. Nie umiem utrzymać znajomości jakiejkolwiek. Mam tylko rodzinę, ale mi to nie wystarcza. Boli mnie, gdy patrzę na relacje i życie znajomych, bo oni to życie jakieś prócz domu mają. Nie rozumiem tego, naprawdę. Czasem mam ochotę napisać do którejś znajomej, zapytać zwyczajnie co ze mną nie tak, że nikt mnie nie chce w towarzystwie, ale to byłoby swego rodzaju upokorzenie...
Tyle, potrzebowałam to gdzieś napisać. Psycholog zamknął działalność i zostałam sama ze swoim problemem.
Dodaj anonimowe wyznanie
A czemu to by było upokorzenie, jak zapytasz? Może akurat się dowiesz czegoś, co innym przeszkadza?
Na swój temat też coś czasem mów. Jak ciągle mówisz o kimś, to jakby ktoś z lustrem rozmawiał.
"nie narzucam się, nie wtrącam..." - może powinnaś trochę zacząć? Żeby pokazać swoją obecność, że nie jesteś niewidzialna?
"ale nigdy nikt mnie nigdzie nie zaprasza." - a czy próbowałaś TY kogoś zaprosić? Niekoniecznie od razu całą grupę ludzi, ale jakąś koleżankę czy dwie, np. na kawkę czy wspólny spacer z dziećmi?
Z partnerem możecie też zaprosić do siebie jego znajomych z ich partnerkami (jeśli je mają).
Możesz też spróbować poznać nowych ludzi - np. na placu zabaw, jeśli chodzisz z dzieckiem.
Oczywiście,że próbowałam zapraszać. I nic. Jestem osobą,która za dużo myśli i przejmuje się wszystkim dosłownie. Analizuje zachowania/słowa innych chyba w zły sposób,bo dodaje wiele od siebie jednocześnie sobie wmawiając,że tak jest (a być może nie jest). Moja psychika jest popaprana. Myślę czasem o psychotropach,aby się "wyciszyć",bo nie ma chwili abym o czymś nie myślała czy przejmowała się. Zadręczam się i nie mogę przestać.
Nie mam dzieci, ale czuję się, jakbym czytała o sobie. Napisałam nawet o tym wyznanie. Komentujący stwierdzili mi autyzm, bo napisałam, że zaczęłam zastanawiać się nad każdym słowem. :) Kiedyś tak nie było. W dzieciństwie czułam się między ludźmi dobrze i normalnie. Nie miałam problemu, żeby zagadać do innych dzieci na placu zabaw i zacząć się bawić. Nie miałam wrogów, choć inne dzieci nie były do mnie specjalnie przywiązane. W zerówce było fajnie. Problemy przychodziły stopniowo, na początku podstawówki było dobrze, a w trzeciej klasie dziewczyny już mi dokuczały. Uczyłam się bardzo dobrze, nie przeklinałam, nie wstydziłam się oglądania bajek, a one udawały dorosłe. Szybko zaczęły podrywać chłopaków, a ja uważałam, że związki są dla nastolatków i dorosłych, a nie dla nas, dzieci. Nie odpowiadał koleżankom mój styl ubierania. Bluzki bez dekoltu, grube rajtuzy zamiast rajstop, czasem zakładałam spódnicę - bombkę. Miałam łatkę dziwnej. Od liceum kolegowałam się z wieloma osobami. Zaczęłam się starać dla ludzi, nawet za bardzo. Niewiele to dało, bo i tak znajomości rozpadały się po kilku miesiącach, maks po dwóch latach, nawet jeśli były intensywne. Po prostu towarzystwo znajdowało sobie kogoś innego. Jestem z natury trochę sztywna i nie tańczę. Nie chodziłam na osiemnastki, bo mnie nie zapraszano. Odnalazłam się bardziej jakiś czas później, w innym środowisku, ale teraz znowu zostałam prawie całkiem sama. Zawsze było tak, że lubili mnie najbardziej, a nawet uwielbiali, ludzie w wieku moich rodziców i dziadków. Tak pozostanie. Już jestem z tym pogodzona. Staram się skupiać na tym, co mam w życiu dobrego i co mi wyszło. Anonimowi, czy spotkał się ktoś z Was z przypadkiem, w którym relacje się sypią, gdy dzieci przestają się bawić, a zaczynają rozmawiać? Do autorki: trzymam za Ciebie kciuki. Może dobry psycholog umiałby Ci pomóc. Dobrze jest też mimo wszystko poznawać nowych ludzi, a może coś z tego wyjdzie
Zacznij odnawiać kontakty, proponować jakąś kawę jak tu już pisano. Zacznij się uśmiechasz, bo nikt nie lubi skwaszonych osób z ustami wygiętymi w pałąk w grymasie niezadowolenia. Nie narzekaj na wszystko. I ważne - zadbaj o zdrowe jelita. To wiąże się z odstawieniem produktów, które podbijają insulinę. Mąka i produkty z niej, słodycze, ciasteczka do kawy - w ramach wyjątku owszem, na co dzień zdecydowane nie.
Możliwe, że widać po Tobie, że nie czujesz się dobrze w towarzystwie. Nikt nie lubi smutnych i zdesperowanych osób, ani takich, którym wiecznie trzeba organizować czas. Ludzie lgną do osób, które są uśmiechnięte, pozytywne z którymi dobrze się czują. Jeśli nie umiesz utrzymać żadnej znajomości, to pora przyjrzeć się sobie, a nie otoczeniu.
Możesz być też jak już tutaj padło - zwyczajnie nudna. Masz jakieś zainteresowania? Pracujesz? Możesz też sama coś zorganizować, zamiast narzekać, że nikt Cię nigdzie nie zaprasza.
Chyba tak jest,jestem nudna. Nie mam zainteresowań,ani nic. Obecnie na macierzyńskim,więc do pracy też nie chodzę.. A "znajomym" proponowałam spotkania nie raz. I nic..
Ja się też czuję samotna. Nie mam dzieci i męża/chłopaka. Mieszkam w małej miejscowości. Tylko praca i dom o tak w kółko.. Nie chodzę do pubów, to nie moje klimaty. Jestem cicha i spokojna. Chyba jestem dla ludzi nudna.
Postac ma rację. Zapytaj znajomych czy coś im w tobie przeszkadza. Będziesz wiedziała na czym stoisz. Spytaj, myślę że warto..
Im bardziej chcesz tym mniej się to dzieje, bo szukasz tych kontaktów prawie desperacyjnie. Odpuść trochę, a może zaproś koleżanki sama na spotkanie?
Jelsi chodzi o psychologa to nie przerywaj terapii, depresja to bardzo poważna choroba, z która można żyć, ale trzeba pracowac. Możesz odbywać terapie online i wybrać dowolnego psychoterapeutę.
Polecam tez książkę „świadoma droga przez depresje”
Psychologów jak mrówków...znajdź sobie innego/inną