Czasami zdarza mi się płakać przez sen.
Dzisiaj poryczałam się bo wyrzucili mnie z Hogwartu.
Po raz pierwszy od stu lat byłam tak zmotywowana, że postanowiłam pobiegać w końcu na bieżni, którą kupiłam sobie z dwa lata temu.
Po pięciu minutach przyszedł do mnie sąsiad z dołu, pytając co tu się do ciężkiej cholery dzieje, że jemu z sufitu oderwał się żyrandol z wiatrakiem.
Chyba powinnam najpierw przejść na dietę, a później wziąć się za ćwiczenia.
Dostąpiłam zaszczytu posiadania imion po dwóch wspaniałych kobietach w moim życiu- babciach. Poznając swojego męża od początku wiedziałam, że chcę mieć podwójne nazwisko, ponieważ w mojej rodzinie nie ma chłopców, którzy przedłużą tradycję i nazwisko zniknie. Od dwóch miesięcy palę się ze wstydu w nowej firmie, gdzie na stanowisku doradcy stworzono mi spersonalizowany adres email, składający się z pierwszych liter moich imion i nazwisk. Wygląda on teraz tak hwdp.firmawktorejpracuje@jakaspoczta.pl.
Wiecie, jak ciężko się z tego tłumaczyć średnio co drugi dzień? Ludzie maja mnie za niepoważną, a w firmie jest gruby ubaw i kierownictwo również nie reaguje na moje prośby wyrzucenia przynajmniej jednej litery z tego adresu.
Miesiące poświęcone na poszukiwanie zatrudnienia byle tylko dostać umowę o pracę zaprzepaszczone przez bekę niedorozwiniętej kadry. Dałam w poniedziałek ultimatum, jeśli nie rozpatrzą mojej prośby do końca tygodnia, przynoszę wypowiedzenie. C`est la vie!
Pointy nie ma aczkolwiek zabawnym może się okazać to, że żadne z nas wcześniej tego nie zauważyło, a mój mąż jest policjantem. Rozważam zmianę nazwiska.
Nie wiem, czy mieliście kiedyś zapalenie ucha, ale jeśli mieliście, to wiecie jaki ten ból jest okrutny i że nie można nawet się tam dotknąć.
Tak więc siedziałam sobie kiedyś z zapaleniem ucha na werandzie przed domem, a dzieciak sąsiadów bawił się swoim zdalnie starowanym samolotem... tak, wleciał prosto w moje chore ucho.
Myślałam, że tam umrę, a potem go rozszarpię, a potem jeszcze raz umrę.
Parę lat temu przeprowadziłam się za granicę. Oprócz adresu i stale malejącej liczby znajomych zmieniło się coś jeszcze. Podejście rodziny.
Teksty typu "no nie przesadzaj, stać cię przecież", albo "przydałaby się jaka pomoc, bo my biedni" przestały robić na mnie jakiekolwiek wrażenie. Byłam pewna, że nic mnie nie zaskoczy.
Dzwoni telefon. Odbieram.
- Halo, kochana, tak dawno się nie widziałyśmy, bla bla bla bla....
Po dłuższej chwili zastanawiania się kto dzwoni, wywnioskowałam, że kuzynka. Kuzynka, którą ostatni raz widziałam ze 2 lata temu na chrzcinach u innej kuzynki. Nie miałyśmy ze sobą kontaktu z 5 lat.
- Słuchaj, bo są wakacje i podeślę ci na tydzień moich dwóch Brajanków, bo my nie mamy, żeby w tym roku na wczasy gdzieś jechać, a oni wakacje mają, Seba urlopu nie dostał, a ty za granicą, to możesz...
Tak po prostu. Bez żadnego "czy mogę", "czy miałabyś czas", "pocałuj mnie w d***".
Przed oczami widziałam już te wspomniane wyżej chrzciny: 2 małe, biegająco-wyjące miniatury trolla górskiego, oraz ich rodzicielkę, niewiastę cierpiącą na daleko posunięty syndrom kołka w rzyci , który uciskając na nerwy zapętlił jej mózg na chronicznym narzekaniu na brak gotówki i pracy.
Pomijając wstęp, spytałam, jak zamierza mi ich przysłać, przecież 7- i 8-latek nie pojadą sami. Ja pracuję z mężem, kto się niby nimi zajmie w tym czasie? Samych w domu zostawię?
- A to ty nie masz wolne? Przecież wakacje są. A to urlopu sobie nie możesz wziąć?
Aha. Ja mam wziąć urlop, żeby zająć się TWOIMI dziećmi? A czy ty w ciągu tych 5 lat zadzwoniłaś chociaż raz do mnie, zapytałaś co słychać, złożyłaś mi życzenia urodzinowe? Aaaa, zapomniałaś?
Cóż, przez kolejnych 5 lat raczej nie zadzwoni xD
Obecnie mam 20 lat. Na początku chciałabym powiedzieć, że przez 2 lata byłam harcerką w małej wsi oddalonej około 15 km od mojego miasta.
Słowem wstępu:
Na pierwszym "spotkaniu" miałam wybrać drużynę, do której chce należeć. Padło na tą, której drużynowym był sam komendant. O nim będzie to wyznanie. Wtedy jako 16 latka, wiadomo wiek buntowniczy nie mogłam się z nikim dogadać. On miał koło 40 lat. Po jakimś czasie zostałam jego "prawą ręką". Dosłownie robiłam za niego wszystko. Zaufałam mu jak nikomu innemu. Zaczęły się obozy, spotkania 2 razy w tygodniu.
Po tych 2 latach dokładnie 2 maja 2 lata temu obchodziliśmy święto państwowe jak każdy inny. Mieliśmy zostać na noc w harcówce wszyscy razem. Nie obeszło się bez alkoholu, śpiewów, itp. Wtedy zawołał mnie na zewnątrz pod pretekstem ustalenia czegoś. Wyszłam. I to był największy błąd w moim życiu. Weszliśmy do samochodu, bo padało. Miał w drzwiach blokady, przez które ja od środka nie byłam w stanie otworzyć drzwi. Zaczął się do mnie dobierać. Później po prostu mnie zgwałcił. Prosiłam, krzyczałam, płakałam.. Na nic. Po wszystkim wstał dumny i zapytał śmiejąc mi się w twarz czy mi się podobało.. W ten sposób straciłam dziewictwo. Nie jestem w stanie opisać co wtedy czułam. Obrzydzenie połączone ze smutkiem i żalem za to co mi zrobił. Wypuścił mnie. Siedziałam całą noc na deszczu w samej bieliźnie, z krwią na nogach.. tylko moja przyjaciółka o tym wie, zadzwoniłam do niej rano, żeby po mnie przyjechała. Wtedy skończyła się moja przygoda z harcerstwem.
Przez ponad rok chodziłam do psychologa. Moje ręce wyglądają jak bym je wsadziła pod ostrze kosiarki. Na przyszłość będę uważać komu ufam.
Ostatnio było tu wyznanie jak uczeń ściągał sprawdzian tak, że podpisał się nie swoim imieniem i nazwiskiem... no cóż... moja koleżanka była lepsza.
Miała test ostatniej szansy z chemii, co więcej miała wszystkie pytania z grupy "a" i "b". Zrobiła gotowce i miała podmienić ukradkiem test. Pani była niestety sprytniejsza i dała inne pytania. Nawet łatwiejsze. Taka litościwa! Koleżanka niestety nie znała odpowiedzi na żadne pytanie, sprytnie podmieniła test licząc, że pani nie zwróci uwagi, bo pytania zadawała z głowy i była jedyną zdającą, wiec nie byłoby tak, że ktoś ma inne pytania.
Przeliczyła się. Nauczycielka się wściekła, powiedziała, że uczniowie często próbowali robić z niej głupka, ale takiej idiotki to jeszcze nikt z niej nie robił. Nie zdała.
Ładnych kilka lat temu, jeszcze jako pryszczaty 16-latek z 12 kg nadwagi miałem w głowie tylko jedno, a mianowicie dziewczyny... a dokładniej to móc taką piękną dziewczynę całować, dotykać, kochać się z nią i tak dalej, ale marzenie nieosiągalne, bo ani ja piękny ani urodziwy, a i język w supeł jak przyszło porozmawiać z którąś z tych anielskich istot.
Zacząłem ćwiczyć, odchudzać się, rozciągać, podnosić ciężary biegać i trzymałem restrykcyjna dietę... Po prawie roku byłem nie do poznania, w międzyczasie poznałem ową najpiękniejszą istotę ludzką, która była moją dziewczyną i z którą wyprawiałem wszystko o czym marzyłem...
A teraz część praktyczna wyznania. Dużo osób pytało skąd czerpałem motywację, jak mi się udało? Kto mi pomógł?
Odpowiedz zawsze była taka sama czyli zmyślona - chciałem zmienić siebie czy coś równie ckliwego.
Prawda była inna, wręcz kuriozalna.... Buszując po stronach XXX, natrafiłem na filmik jak pewien facet robi sobie ustami to co robi zazwyczaj dziewczyna... I w mojej głowie pojawił się pomysł, że skoro nie mam szans na to od dziewczyny, to nauczę się sam to robić... Zacząłem dążyć do celu, który finalnie udało mi się osiągnąć, ale tylko w połowie, cel był jeden, ale to dziewczyna była jego spełnieniem.
Gdy o tym myślę to wiem, że zabiorę ten sekret do grobu... Młodość rządzi się swoimi prawami, tak mawiają.
Czytając historię sqIkP przypomniał mi się kolega, który pojechał do Anglii a po 3 miesiącach wrócił na krótki urlop.
Rozmawiając z nami (całą paczką) tak się głupio zachowywał, że aż mnie skręca dam wam parę przykładów. Dam mu na imię Janusz.
1. Zamawiamy jedzenie w knajpce gdzie wszyscy nas znają i karta się nie zmienia.
A Janusz wyjeżdża z tekstem, wszystko mówione jakby miał bułę w gardle ,,Chciałbym zamówić eee jak to się u was mówiło... No jak u was nazywa się chicken ?"
2. Jesteśmy na imprezie a Janusz podrywa dziewczyny po Angielsku. Poliglota z niego słaby to dziewczyny z gimnazjum lepiej po angielsku mówiły od niego.
3. Jedziemy na wycieczkę autem autostradą a Janusz pyta się ile mil zostało jeszcze do przejechania. Już się pomylił trochę z Ameryką....
4. Na spacerze z moimi i jego psami komendy wydawał po angielsku,, np.
Zamiast siad to sit, stój to stand, tylko biedny nie tego stój używał ;)
5. Kupując buty w Polsce, bo taniej ;)
Oj macie tu w Polsce dziwną rozmiarówkę.
Co to ma być 44,45. Ja już nie pamiętam jaki polski rozmiar nosiłem. Taaa tylko przez 21 lat życia jakoś kupował normalnie i nie przeszkadzało mu to.
Jak się spodobało to dam więcej takich przykładów :)
Historia wydarzyła się, gdy byłam dzieckiem.
Pewnego zimowego poranka moja mama prowadziła mnie do przedszkola. Na dworze było dużo śniegu i na dodatek była niezła ślizgawka.
Jako że od zawsze byłam niezdara oczywiście wyje*alam się tuż przed samym wejściem. Do przedszkola weszłam mokra i zapłakana. Płacz był jeszcze większy gdy moja mama zdjęła mi spodnie i dała na grzejnik a ja w konsekwencji tego musiałam chodzić w znienawidzonych rajstopach.
Tego dnia moja '' najlepsza koleżanka " miała urodziny. Od tygodnia planowałyśmy roznosić ciućki razem po wszystkich grupach. Na planach się jednak skończyło... Otóż ta suka wzięła inną koleżankę ponieważ ja miałam wieśniackie rajstopy… :v
Poczułam się strasznie upokorzona.. Jak się domyślacie to był koniec naszej przyjaźni. Do końca przedszkola biłam ją potajemnie różnymi zabawkami i rzucałam w nią klockami. Często stałam za to w kącie. ale wiecie co?
Nie żałuję niczego.
Dodaj anonimowe wyznanie