Mam wspaniałego wujka, typowego śmieszka, który nigdy nie przepuścił okazji, żeby zrobić kawał jakiemukolwiek dziecku z rodziny. Nie zliczę, ile razy mnie wkręcił, nabrał, podpuścił... a ja zbyt mądrym dzieckiem nie byłam, bo po tylu doświadczeniach dalej mu ufałam. ;)
Któregoś razu znalazłam w domu tajemnicze kapsułki, które moja mama z niewiadomych powodów zostawiła na wierzchu, zamiast schować do apteczki. Akurat wujek był najbliżej, więc pokazałam mu znalezisko i spytałam, co to jest. Przeczytał etykietę i powiedział, że to takie tabletki z witaminami, że są bardzo smaczne, jeśli się je rozgryzie i żebym spróbowała. Dwa razy upewniłam się, że na pewno mogę, bo miałam wbite do głowy, żeby żadnych leków bez zgody dorosłych nie brać, ale w końcu za namową wujka rozgryzłam... kapsułkę z tranem.
Ten jeden żart się wujkowi nie udał - do tej pory pamiętam jego mocno zdziwioną minę, gdy spytałam, czy mogę jeszcze, bo to takie dobre. A tran lubię do tej pory.
Kilka dni temu, będąc w sklepie, na cześć którego nazwano pewnego niedawno narodzonego młodego Polaka, udało mi się dostać 2 polskie bitcoiny, tzn. naklejki na świeżaki. Jako że nie mam ani dzieci, ani niestety tym bardziej psa, postanowiłem dokonać czynu społecznego i dać je komuś w pracy, bo wiem, że współpracownice z mojej sekcji mają już komu zapisać majątek.
Na przerwie uzbrojony w coś, co przewyższa wartość złota w przeliczeniu na gramy, podszedłem do grupy kobiet z zapytaniem, czy któraś zbiera; zgłosiły się dwie. Mogłem podzielić, nie byłoby problemu, o sprawie nikt by nie pamiętał, gdyby mi do łba nie strzeliło - "No dwie osoby, dwie naklejki, to proponuję kamień, nożyczki, papier, bo nie chce mi się tego dzielić".
Jak przegadały ze sobą całe rano, tak od przerwy do 15 nie zamieniły ze sobą ani słowa :D
Gdy poszedłem do trzeciej klasy liceum okazało się, że będziemy mieć nową panią z geografii. Pierwsza lekcja - nie mogłem się nią nadziwić, była tak piękna i tak ciekawie mówiła. Strasznie mi się spodobała (miała 29 lat), po pewnym czasie zakochałem się. Byłem załamany, bo wiedziałem, że nie było szans, aby się do niej zbliżyć. O wszystkim powiedziałem mojej siostrze, która próbowała mnie wspierać. Minęły 3 miesiące, a moje uczucie w żadnym stopniu nie zmalało.
Nastał ostatni dzień roku kalendarzowego, szedłem na imprezę sylwestrową do kolegi. Droga prowadziła przez taki ciemny i nieprzyjemny park, gdzie krzaki nie były strzyżone, wszystko było takie "dzikie". Słyszę krzyk, pisk, lokalizuję dźwięk i biegnę w kierunku mężczyzny, który zaczyna uciekać. Łapię go, przybiega inny facet i przytrzymuje uciekiniera. Ja patrzę, a przy krzaku leży moja ukochana - pani A, nie potrafię uwierzyć co się stało, ona cała roztrzęsiona, opowiada, że prawie została zg*ałcona. Przytuliłem ją (w tym czasie ktoś dzwonił na policję), pytałem, czy nie zawieźć ją na pogotowie albo do kogoś bliskiego - odmówiła. Wezwałem taxi, bo powiedziałem, że nie zostawię jej przecież w takim stanie.
Zaprowadziłem ją do mieszkania, bardzo dziękowała mi za pomoc, wypiłem herbatę, zostawiłem swój numer, jakby chciała porozmawiać (prosiła, bym nie mówił nikomu o tej sytuacji).
Po jakimś tygodniu zadzwoniła z prośbą, żebym ją odwiedził - rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Kilka razy się spotkaliśmy, aż na 4 spotkaniu mnie pocałowała. Byłem w siódmym niebie.
Tak rozpoczął się nasz związek, który ukrywaliśmy do zakończenia przeze mnie szkoły, wiedziała o tym tylko moja siostra. Dużo ludzi zaczęło podejrzewać, że jetem gejem, bo "taki przystojny, a dziewczyny nie ma".
Aktualnie jesteśmy baardzo szczęśliwym małżeństwem :)
Moi rodzice poznali się na Światowych Dniach Młodzieży, które odbyły się ponad dwadzieścia lat temu w Częstochowie.
Niby nic dziwnego, prawda?
Gorzej tylko, że ojciec pojechał tam odprawiać mszę, a mama "w celach służbowych".
On był księdzem, ona zakonnicą.
Miałam wtedy kilka lat i musiałam pojechać do Warszawy.
Bardzo się opierałam wyjazdowi, gdyż jak mówiłam ''Nie znam warszawskiego i z nikim się nie dogadam''.
"Żeby życie miało smaczek, raz dziewczyna, raz chłopaczek". Tą zasadą kierował się mój nauczyciel, kiedy wybierał do odpowiedzi.
Szkoda tylko, że byłam jedyną dziewczyną w klasie.
Kolega przy patrolu Straży Miejskiej opróżnił pół Finlandii, po czym ze spokojem i pewnością w głosie zapytał, czy podrzucą go do monopolowego, bo on po alkoholu nie może jeździć.
Od 3 lat jest sparaliżowany od pasa w dół.
Niedawno stałam przed apteką, ponieważ czekałam, aż zostanie otwarta. Moja mama mnie poprosiła, abym przed szkołą zamówiła tabletki dla mojej młodszej siostry (piszę zamówiła, bo trudno dostać te leki od ręki, przez to, że choroba mojej siostry jest bardzo rzadka). Więc stoję sobie, kopię kamyczek butem pod tą apteką, podchodzi do mnie na oko siedemdziesięcioletni mężczyzna i pyta, czemu taka smutna stoję. Ja nic mu nie odpowiedziałam, bo jakoś ciężko mi mówić komuś całkiem obcemu o mojej sytuacji (nie to co na anonimowych, tutaj mogę wszystko pisać xD, najwyżej wyznanie zostanie usunięte).
I wyobraźcie sobie takiego dziadziusia, który zaczyna mi opowiadać żarty, ale nie byle jakie żarty! Jego humor był czarniejszy niż asfalt kładziony przez ebolę w Afryce (przepraszam wszystkich, którzy nie lubią tego typu humoru) :D
Później cały dzień na myśl o tym człowieku byłam wesoła. Takich ludzi szczerze doceniam. Bo kogo w tych czasach interesuje całkiem obca osoba?
Brawa dla tego człowieka :)
Dzisiaj wieczorem, biorąc relaksującą kąpiel, zrelaksowałam się odrobinę za bardzo...
Postanowiłam puścić bąka, leżąc w wodzie po szyję i... zesrałam się.
Najzwyczajniej w świecie się zesrałam. I zamiast uciekać, siedziałam w tej nieszczęsnej w wodzie z szeroko otwartymi oczami i tylko powtarzałam szeptem "Nie wierzę, nie wierzę...".
Z rodziną najlepiej na zdjęciu, prawda? Zgadza się!
Moja rodzinka lubi wtrącać się w sprawy innych. Hamują ich trochę moi rodzice, którzy nie lubią wścibstwa. Studiuję medycynę i niektóre ciotki planują, jak to będę załatwiać im wizyty u specjalistów i nie będą musiały stać w kolejkach. Wkurza mnie to. Jak będę mógł pomóc to OK, ale na razie jest to przedwczesne.
Kiedyś na jednej rodzinnej imprezie wujek pyta, jaką specjalizację wybiorę. Nie zdążyłem otworzyć ust, jak zaczęła się tyrada ciotki, że na pewno wybiorę kardiologię lub neurologię. Zazwyczaj zlewam takie gadki, ale tym razem to było przegięcie. Powiedziałem, że wybieram psychiatrię kliniczną lub proktologię i zapraszam ją jako pierwszego pacjenta. Zapadła cisza, a ja mam od tej pory spokój.
PS. Tak naprawdę to jeszcze waham się i nie wiem, co wybiorę jako specjalizację.
Dodaj anonimowe wyznanie