#WgEE1

Pracowałem w jednej z firm produkujących bankomaty jako programista. Zajmowałem się dużym projektem razem z moim kolegą. On był odpowiedzialny za interfejs graficzny, ja za całą resztę.
Po kilku miesiącach ciężkiej pracy projekt został zakończony i wdrożony na produkcję.

Pewnego dnia dzwoni do nas klient z reklamacją i opisuje nam sytuację:
Na infolinię dzwoni klient:
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- Dziki ch*j.
- Słucham???
- Dziki ch*j. Tak właśnie powiedział mi wasz bankomat.

Okazało się, że kolega tym komunikatem sprawdzał, czy wszystko mu działa.
Na szczęście nikt nie został zwolniony, a poprawka została zrobiona bardzo szybko.

#mSwYU

Moi przyjaciele to takie turbo-śmieszki. Żarty są u nas na porządku dziennym, a każde spotkanie to jak gra w śmieszkową ruletkę. Zwykle nie jest to nic poważnego - ot, żeby kogoś z deczka nastraszyć lub narobić mu obciachu. Nie spodziewałem się jednak, że tym razem wypadnie na mnie.

Piątek, więc spotykamy się na domówce-popijówce, coby uczcić przeżyty tydzień. Trochę przeholowałem i alkohol sprawił, że zamiast opowiadać durne dowcipy (bo to zwykle robię pod wpływem), zaliczyłem zgona i leżałem z głową pod stołem.

Ocknąłem się jakąś godzinę później, alkohol jeszcze nie wywietrzał mi z głowy. Pierwsza myśl: Umieram! Otwieram oczy - ooo, nie umarłem. Poruszyłem się i uświadomiłem sobie, że coś mnie trochę uciska w szyję. Patrzę - krawat, marynarka, nawet buty, skąd tu się wziął garnitur? Chciałem go rozluźnić, gdy spostrzegłem, że leżę w czymś dość ciasnym i wyłożonym materiałem, nade mną sufit. Wstałem i rozglądam się za szklanką wody, ale zamiast tego zauważyłem moich kumpli w garniturach. Wszędzie palą się świece i stoi moje duże zdjęcie, a ziomeczki popłakują, co chwila mówiąc coś w stylu "taki młody", "miał całe życie przed sobą", "nigdy o nim nie zapomnimy".

No to krzyczę "ej, chłopaki, tu jestem!", ale oni wciąż płaczą. Przestraszyłem się nie na żarty i myślę "Kuhhhhwa! Umarłem! To był prawdziwy zgon!", po czym wstałem i z krzykiem uciekłem do innego pokoju. Tam usłyszałem śmiech ziomeczków, co mnie zdziwiło, bo kto się śmieje na pogrzebie? Wróciłem trochę przyczajony, a kumple leżą na podłodze i się śmieją. W tej sekundzie wszystko do mnie dotarło - ja żyję, a oni mnie wkręcili.
Kiedy już trochę ucichli, jeden z nich objaśnił mi plan. Na imprezie podsunęli mi kilka mocniejszych, przez co szybko odleciałem. Wtedy przystąpili do akcji. Wujek jednego z ziomków ma zakład pogrzebowy, więc pożyczyli trumnę. Przebrali siebie i mnie w garnitury, zapalili świece i włożyli mnie do trumny. Kiedy zauważyli, że wracam do żywych, zaczęli przedstawienie. Chcieli mnie wkręcać dłużej, ale nie wytrzymali i roześmiali się.

Na szczęście nie wpadli na pomysł, żeby to nagrać i wrzucić na jutuby. Mimo wszystko zemsta będzie słodka!

#TqPcg

Nawiązując do dziewczyny, która cały czas zamawiała pizze, bo podobał jej się koleś z pizzerii - ja mam podobnie.
Mieszkam w jednym z największych miast w Polsce i na jednej z najpopularniejszych ulic, jest pewna knajpa, w której pracuje barman.
Barman ten podoba mi się tak bardzo, że chodzę tam na piwo średnio co 2-3 dni, jak on jest w pracy, żeby na niego popatrzeć i zamienić z nim chociaż parę zdań.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że:
1) Jestem takim stalkerem, że FBI mogłoby się ode mnie uczyć i już wiem o nim wszystko, między innymi to, że ma narzeczoną.
2) Jestem chłopakiem.

#C0J5x

Czasami zabawiam się sama ze sobą, lecz do dziś ani razu nie miałam orgazmu, co najwyżej podniecenie. Dziś jednak wszystko się zmieniło. W jaki sposób?

Przydzielili mojej klasie nową nauczycielkę wychowania fizycznego. Jest młoda, z tego co powiedziała, świeżo po studiach. Dodatkowo jest naprawdę piękna. Opowiadała nam o systemie oceniania, a ja wyobrażałam sobie, że uprawiam z nią seks w kantorku, błagając o lepszą ocenę. W chwili osiągania orgazmu, głośno jęknęłam. Jej wzrok oraz uczniów, zapamiętam do końca życia. Zabijcie mnie, proszę.

#707oS

Ostatnio przeczytałam tutaj wyznanie o tym, jak laska bała się, że wciągnie do odkurzacza pająka i ten się rozmnoży.
Przypomniała mi się pewna sytuacja, jak to w moim starym odkurzaczu zalęgły się... myszy!

Możecie sobie tylko wyobrazić moją minę i miny wszystkich domowników, gdy podczas sprzątania nagle zaczęły z odkurzacza wylatywać małe myszki, rozbiegając się po całym domu, a dodam, że było ich całkiem sporo.

#l7Z3N

Gdy moja siostra urodziła synka, przez kilka miesięcy pomagałam jej przy opiece. Mam trochę sentymentalną naturę i uwielbiam wszelkie pamiątki z dzieciństwa, więc robiłam młodemu pierdyliard zdjęć (nie martwcie się, nie wklejałam nałogowo na fejsbuka, za to wybrane najładniejsze wywołałam i umieściłam w rodzinnym albumie).

Wymyśliłam również specjalny plakat - obraz z ramce, złożony z wielu zdjęć twarzy maluszka, jego zmieniającej się mimiki - od płaczu, poprzez stopniowe rozpogadzanie się i na koniec jego szczery uśmiech. Jak film zatrzymany w kilkunastu kadrach. Podarowałam siostrze, a ona uznała, że to urocze.

To, o czym jej nigdy nie powiem, to że zdjęcia musiałam układać w odwrotnej kolejności. Podczas robienia zdjęć chłopczyk cały czas się uśmiechał, a ja szczypałam go w stópki, doprowadzałam do płaczu i fotografowałam każdą reakcję.

#PtqzP

Ostatnio zarówno częstotliwość, jak i jakość mojego pożycia seksualnego dość mocno wzrosła.
Na tyle, że któregoś razu zsunęła nam się dość mocno gumka.
Z tego względu, dla pewności, poszłam do apteki w wiadomej sprawie.
Apteki, podkreślę, w której do tej pory byłam może z maksymalnie 4 razy i w której pojawia się przynajmniej 3 różnych farmaceutów.

Wchodzę, na szczęście nie ma nikogo poza mną i panią w białym fartuchu.

- Dzień dobry, poproszę test ciążowy.
- A... w jakim celu?
- ?
- Rozumiem, że nie chce pani złożyć zażalenia?
- ???
- No... wie pani, o co mi chodzi?
Patrzę zdezorientowana na panią, pani badawczo na mnie.
- Chyyyba nie... a mogłaby pani wyjaśnić, bo nie jestem pewna?
- Bo ostatnio kupowała pani tutaj prezerwatywy i pomyślałam, że może przedziurawiły się pani albo pękły i chce pani złożyć skargę.

Chyba nie muszę dodawać, że strzeliłam niezłego buraka.

Zwłaszcza że w życiu nie podejrzewałabym, że ktokolwiek stamtąd może mnie zapamiętać.
Bo to "ostatnio" było jakiś miesiąc temu. I kupowałam je w tym miejscu pierwszy, a w ogóle - drugi raz w życiu.

#5pzX7

Pod koniec liceum byłam dość pulchną dziewczyną - było to spowodowane moim zaniedbaniem, gdyż skupiałam się tylko na nauce - oczywiście były narzekania ze strony rodziny na moją wagę. Potem przyszły studia, wyjechałam do Wrocławia (z okolic Gdańska) i nie było mnie w domu ponad 2 lata.

Na 30. rocznicę ślubu moich rodziców postanowiłam zawitać w progach domu rodzinnego. Od razu przywitały mnie okrzyki zaskoczenia - Jak pięknie schudłam, co to za dieta cud, pewnie na tych studiach (med) mnie uczą zdrowego odżywiania i dlatego postanowiłam schudnąć - spekulacje były różne. Ciotki się pytały, co robiłam - odpowiadałam zgodnie z prawdą, że jadłam mniej i zaczęłam się ruszać.

Prawda - nie było mnie stać na jedzenie ani autobusy codziennie, więc zapierdzielałam pieszo i jadłam co w przecenie.
Dodaj anonimowe wyznanie