#xij3p

W wakacje byłam na wolontariacie z niepełnosprawnymi. Moja podopieczna miała wypadek, jak miała 8 lat. W trakcie opowiadania mi o nim wspomniała, że przez rok była w śpiączce i że po wybudzeniu nic nie pamiętała.

Ja jako mistrz nietaktu spytałam, czy musiała uczyć się chodzić od nowa.
Tylko że nie pamiętałam, że jeździ na wózku.

#duL0w

Czwartek, niby zwyczajna lekcja wf-u...

Tego dnia graliśmy w kosza, gdy nagle jeden z kolegów potknął się
i próbując się mnie złapać, ściągnął mi gacie.
Wszyscy zauważyli busz, który hoduję w majtkach,
niestety mój mały jest tak mały, że ledwo go widać.

Myślę nad ucieczką i zmianą szkoły...

#XCmFQ

Jak byłem w 2 klasie gimnazjum, to tak strasznie podobała mi się 40-letnia nauczycielka, że raz na lekcji postanowiłem wyszukać jej imię i nazwisko na stronie porno. Pech chciał, że przez przypadek włączyłem jakiś filmik, a nie miałem wyciszonego dźwięku.

Wyobraźcie sobie jej minę, gdy sekundę później trzymała mój telefon w rękach. Dosyć, że strona porno, to jeszcze w wyszukiwarce jej nazwisko...

#98ScM

Jak wiecie, ludzie różnie zachowują się, kiedy wpadnie im w ręce bardzo duża kwota pieniędzy. Ja dostałem właśnie dość spory spadek i pierwsze co zrobiłem to...
Kupiłem sobie książki.

Wpadłem w taki szał internetowych zakupów, że zamówiłem sobie 356 książek za kwotę ponad 7800 zł. Jak przyjdą, to zamierzam siedzieć w domu i pogrążyć się w czytaniu.

#gOtRc

Podzielę się moją małą traumą z dzieciństwa.

W przedszkolu był organizowany bal przebierańców. Moja mama stwierdziła, że fajnie będzie przebrać mnie oryginalnie. Fajnie - pomyślałam - będę się wyróżniać :)

Na balu nikt ze mną nie chciał tańczyć i wszyscy się śmiali.
Moja kreatywna mama przebrała mnie za kolorowego koguta. 🐓
Wśród rycerzy i księżniczek zapewne był to oryginalny strój :)

Kocham Cię, mamo <3 :D

#BXFF8

Kiedy byłem w wieku może 4 lat, przypadkiem gdzieś w domu znalazłem katalog z bielizną damską. W mojej małej głowie narodził się plan - jeśli "zdejmę" biustonosz jednej z pań, to zobaczę jej biust.

Wiecie na czym polegało ściągnięcie biustonosza? Na wycięciu go nożyczkami.
Nawet nie chcecie sobie wyobrazić, jakie rozczarowanie wtedy czułem.

#j3WKL

Jestem psim fryzjerem. Moja przyjaciółka jest fryzjerem męsko-damskim.

Dzisiaj, kiedy pomagałam jej, odebrałam telefon. Odruchowo powiedziałam "Psi fryzjer, słucham?".
Okazało się, że klientem był policjant, który zaczął śmiać się wniebogłosy.

Sprawa została szybko wyjaśniona, przeprosiny zostały przyjęte ;)

#NvV8Y

Od dwóch lat zajmowałam się jednym, ogromnym rysunkiem. Był tak wielki, że spokojnie mógł zasłonić całą ścianę (dla ciekawskich, jak się zmieścił w pokoju - od pięciu lat mam pracownię, która kiedyś była dwoma pomieszczeniami, ale rodzice wyburzyli w niej ścianę, żebym miała więcej miejsca, bo i tak nie mieli pomysłu co innego tam zrobić. Był tylko jeden istotny dla tego wyznania problem - nie dało się zamknąć drzwi).

Miałam dużo obowiązków, bo żeby nie robić dalej za niewdzięcznego pasożyta, zaczęłam pracować. W każdym razie - przez pracę, ostatni rok studiów, problemy rodzinne i co jakiś czas przez wolontariat miałam mało czasu na rysowanie, zazwyczaj poświęcałam na to po 10 minut, a musicie wiedzieć, że to był jeden z tych rysunków z masą wzorów, drobnych elementów itd. Tu też dodam (dla zainteresowanych), że miałam też mniejszą wersję tego rysunku, zrobioną w szkicowniku.

Pół roku temu miałam problemy zdrowotne, wylądowałam w szpitalu. Mój szef nie był z tego powodu zadowolony, a ja najzwyczajniej w świecie miałam go dosyć (bardzo toksyczny człowiek, kilka razy przez swoje zachowanie lądował w sądzie), więc w końcu odeszłam i gdy tylko poczułam się lepiej, zaczęłam szukać nowej pracy.
Szukałam pracy i szukałam, a w międzyczasie kończyłam rysunek. W sierpniu był już cały szkic, wszystko ładnie obrysowane cienkopisem. Nawet zaczęłam kolorować. Byłam z siebie dumna.

28 sierpnia znalazłam pracę. Była mocno związana z tym, co studiowałam i szefowa wyglądała na miłą osobę, więc byłam zachwycona.
Minął tydzień, a ja radośnie wracałam do domu. Otwieram drzwi, krzyczę "JUŻ JESTEM" i idę do salonu, patrzę, a tam ciotka Kryśka i wujek Janusz. Chociaż za nimi nie przepadam, udaję miłą i pytam, gdzie ich dzieci. Słyszę, że poszły się pobawić.
Przerażona, bo te małe bachory nie szanują czegoś, co nie jest ich, popędziłam do swojej pracowni. Patrzę i cóż... Mój rysunek rozdarty, umazany farbą, piciem i jedzeniem, a te "cudowne" dzieci wesoło grzebią sobie w szufladach i wyrzucają z nich, często bardzo drogie, rzeczy.
Przeprosin nie dostałam.

#yXpIj

Kilka lat temu, kiedy jeszcze chodziłam do szkoły podstawowej, w regulaminie było napisane, że dziewczynki nie mogą nosić spódnic i spodenek krótszych niż do kolan.

W końcu przyszło lato (które swoją drogą było bardzo upalne) i nie dało się wytrzymać w długich spodniach, a znalezienie takich, które pasują do dresscodu to istna magia. Z tego względu poszłam do mojej wychowawczyni zapytać, czy mogłabym jednak wykroczyć trochę z dresscodu szkoły.

Widocznie była oburzona, że w ogóle śmiem pytać. Odpowiedziała mi, że "absolutnie nie, bo krótkie spodenki i spódniczki kuszą chłopców, którzy zamiast skupiać się na nauce, patrzą na dziewczęta i mają brudne myśli".

No i ja się pytam: czy to jest normalne? Jakim cudem można twierdzić, że taki tok myślenia jest dobry? To nie wina dziewczyn, że jakiś chory tatuś lub mamusia wychowują swoje dziecko na małego zboczeńca. Wydaje mi się, że każdy normalny człowiek potrafi zapanować nad swoim ciałem i nie zachowywać się jak zwierzę, które jedyne czego chce to jeść, ruchać i spać.

#wZWBV

Przez sześć lat miałam kota. Była to śliczna Luna, ragdoll. Większość pewnie tego nie popiera, ale była prezentem. Dostałam ją od cioci po tym, jak wyjawiłam jej, że czasami brakuje mi kogoś bliskiego (moi rodzice to bardzo chłodne, obojętne osoby).

Od razu pokochałam Lunę. Był tylko jeden problem - rodzice jej wręcz nienawidzili. Na szczęście po wielu rozmowach i błaganiach zgodzili się, żeby została. Były tylko dwa warunki - całe moje kieszonkowe szło na jej jedzenie, ewentualnie wizyty u weterynarza i tylko ja musiałam się nią zajmować, czyścić kuwetę, wyprowadzać ją na spacery (tak, kota też można wyprowadzać) itd.

Przez pięć lat wszystko było pięknie. Luna chodziła za mną, spała w moim łóżku, dawała się przytulać itd.
Problem zaczął się w 2 klasie gimnazjum, kiedy zorientowałam się, że pewien chłopak za mną łazi, robi mi zdjęcia, wysyła różne dziwne wiadomości, chwali się kolegom, że pewnie bez problemu mógłby się ze mną przespać (nie, na gadaniu się nie skończyło. Spróbował. "Na szczęście" skończyło się na próbie g*ałtu i ogromnym siniaku na jego twarzy).

Ostatecznie chłopak zmienił szkołę (i to jeszcze nie dlatego, że jego rodzicom zrobiło się głupio. Po prostu chcieli go uwolnić "od tej wariatki i jej ciotki"), ale klasa mnie znienawidziła, bo wszyscy go uwielbiali (chłopacy, bo był dobrym sportowcem, a dziewczyny, bo był przystojny i nauczyciele, bo świetnie się uczył i zdobywał szkole mnóstwo nagród, a ja dla nich była jedynie małą, głupią dziewczynką).
Moi rodzice doskonale wiedzieli o tym, co działo się w szkole.

W trzeciej klasie miałam depresję, ale jeszcze o tym nie wiedziałam. Myślałam, że potrzebuję trochę spokoju, że smutek jest tymczasowy itd.
W marcu nie miałam na nic siły. Nie jadłam, dużo płakałam. Moi rodzice próbowali kilka razy mnie ogarnąć. Używali do tego paska. Nawet przy tym nie miałam siły reagować, więc po pewnym czasie miałam masę sińców.
Całe dnie leżałam w łóżku i tuliłam Lunę. Tylko na niej mi zależało.
Pewnego dnia zadzwoniła dyrektorka. Ojciec się wściekł. Zlał mnie i zabrał Lunę do schroniska.

Przez tydzień w domu było jak w piekle, rodzice kłócili się ze sobą, wyzywali mnie itd. Na szczęście jedną kłótnię usłyszała sąsiadka i zaniepokojona zadzwoniła po ciotkę (są przyjaciółkami).
Natychmiast przyjechała i zabrała mnie od rodziców. Po kolejnym tygodniu zaczęłam z nią rozmawiać, opowiedziałam co się stało.
Pojechałyśmy do schroniska. Okazało się, że ktoś wziął Lunę. Jakoś udało nam się zdobyć adres. Okazało się, ze nowi właściciele wypuścili ją z domu i potrącił ją samochód. Nawet nie mieli ochoty zbierać jej z ulicy.

Nie zdałam do następnej klasy, ale teraz moim prawnym opiekunem jest moja ciocia, mam nową szkołę, nowego kota i regularnie odwiedzam psychologa.
Ale i tak tęsknię za Luną.
Dodaj anonimowe wyznanie