Mój tata jest kierowcą-dupkiem. Odkąd pamiętam, zawsze podczas jazdy komentował innych ludzi uczestniczących w ruchu drogowym. Szczególnie negatywnie wypowiadał się o pieszych na przejściach, np. "jakby schudła, toby już dawno przeszła", "no szybciej, kulawy dziadu", "a te gówniarze powinny w domu siedzieć, a nie po ulicach chodzić".
Jestem już dorosła, ale za każdym razem, gdy przechodzę przez pasy bez świateł i kierowca musi czekać aż przejdę, mam wrażenie, że jestem komentowana w taki sam sposób. Czasami też myślę, że się zniecierpliwi i zatrąbi albo ruszy szybciej i przejedzie mi po piętach. Dlatego lubię przechodzić np. razem z rodzicem prowadzącym wózek, staruszkami albo dziećmi, bo wydaje mi się, że wtedy złość kierowcy skupia się na tych wolniejszych.
Po śmierci rodziców przejęłam opiekę nad młodszym rodzeństwem. Z tego powodu nie mam dla siebie czasu i od bardzo długiego czasu jestem sama. W sprawach łóżkowych jestem tak "wygłodniała", a zaspokojenie siebie samej to nie to samo co prawdziwy seks.
Ostatnio poznałam bardzo miłego chłopaka. Spotykaliśmy się już jakiś czas i zaprosił mnie do siebie. Doszło do zbliżenia, byłam taka napalona, że gdy ściągał mi majtki, z takim impetem wyciągnęłam z nich nogę, że przywaliłam mu w twarz. Gościu spadł z łóżka i stracił przytomność.
Na szczęście nic poważnego mu się nie stało, ale seksu nie było. Nie urwał też kontaktu, więc jest nadzieja, że w najbliższym czasie będę mogła sobie ulżyć.
W czasie wyjazdu integracyjnego w liceum koledze z pokoju zginęło około 300 zł, co było w naszym odczuciu ogromną sumą.
Oskarżenie niesłusznie padło na mnie. Nikt się do mnie nie odzywał przez jeden dzień wyjazdu.
Wieczorem kolega przeprosił za to oskarżenie, powiedział, że pewnie sam gdzieś zgubił i zaproponował, że wieczorem zrobimy "imprezę na zgodę". W trakcie owej imprezy graliśmy w prawda czy wyzwanie. Byłoby całkiem zabawnie, gdyby nie to, że rano okazało się, że nikt nie chciał się ze mną pogodzić. Moje wyznania i wyzwania zostały nagrane i krążyły wśród znajomych i znajomych znajomych, i w sumie to chyba po całej szkole. Nauczyciele też to widzieli. Musiałem z tego powodu zmienić szkołę, bo niektórzy wprost mówili, że z ich przedmiotu nie zdam za te nagrania.
A pieniądze? Znalazły się w trakcie pakowania do domu.
"Przepraszam" nie usłyszałem.
Nagrania były takie śmieszne, że nikt nie chciał przestać ich rozpowszechniać.
Jestem kobietą i dziś po raz pierwszy miałam sen erotyczny. Wystraszyłam się tak bardzo, że aż się obudziłam, zanim do czegokolwiek w nim doszło.
Tak w dużym skrócie to śniło mi się, że pracuję w burdelu.
Najśmieszniejsze jest to, że mój chłopak akurat u mnie nocował i rano, kiedy opowiedziałam mu o swoim śnie, skwitował to słowami "ty się dobrze bawiłaś, a ja się zastanawiałem, co ty tak się rzucasz po łóżku".
Miałem może 6 lat i ogromną ochotę na coca-colę, więc wygrzebałem jakieś drobne i udałem się do sklepu.
Kupiłem colę w szklanej butelce i miałem zamiar wyjść ze sklepu, gdy usłyszałem od mojej kochanej pani sklepowej "Tylko zwróć, proszę, butelkę".
Byłem przerażony. Wyszedłem ze sklepu, próbując nie dać po sobie tego poznać. Całą drogę płakałem i zastanawiałem się, jak można zwymiotować taką butelkę. Przecież ja nie dam rady tego nawet połknąć!
Uwielbiam patrzeć na męskie krocze. Dżinsy, spodnie od garnituru, dresy, a najbardziej uwielbiam cienkie spodenki materiałowe. Potrafię siedzieć parę godzin w upalne dni i obserwować wszystkich chłopaków, którym coś odstaje, najlepiej jak chodzą bez bielizny, wtedy odznacza im się cała okazałość. Podnieca mnie to bardziej od masturbacji.
Wiecie o tym tylko Wy i moja koleżanka, no i może jeszcze kolega, który chyba zauważył, jak go nieudolnie obczajałyśmy ;)
Kiedyś wracałam autobusem ze szkoły do domu na wsi. Była jesień.
W pewnym momencie kierowca zatrzymał autobus i bez słowa wysiadł. Każdy był zdziwiony i zastanawiał się, co on robi.
Kierowca poszedł sobie w stronę lasu, który był niedaleko, chwilę sobie tam pochodził, po czym wrócił do autobusu... z trzema wielkimi grzybami.
Taaak właśnie, facet zbierał grzyby w pracy. Szacun za odwagę.
Dostałem przedwczoraj jedynkę z matematyki. Powód? Wdałem się w dyskusję z moim nauczycielem.
O co poszło? Kolega, miły, uczynny, dla wszystkich życzliwy, dostał kolejną 1 ze sprawdzianu. Pan powiedział: "Przy takich ocenach to cię tylko łopata czeka i kopanie rowów albo jeżdżenie na śmieciarce". Nie spodobało mi się to, ponieważ mój tata również jeździ śmieciarką, więc stanąłem "w obronie" kolegi i zawodu taty.
Ja: Ale czemu pan uważa, że te prace w jakiś sposób hańbią?
N: Słucham?
Ja: Proszę sobie wyobrazić miasto bez śmieciarek - po tygodniu tonie w śmieciach. Drogi bez rowów melioracyjnych - zalane podwórka, piwnice.
N: Siadaj i nie dyskutuj. Jedynka.
Następnego dnia wyciągnęliśmy karteczki jak tylko usiedliśmy.
Dziś wyniki. Również jedynka, mimo że rozwiązania poprawne.
Ciekawe dlaczego...
Na przestrzeni lat i po przebyciu dwóch poważnych kontuzji utrudniających poruszanie, wyrobiłam sobie specyficzne zasady dotyczące ustępowania miejsca w środkach komunikacji. Chociażbym nie wiem jak się źle czuła, zawsze wstaję, gdy widzę starszą drobną osobę, ludzi z kulami, matki z dziećmi do lat ok. 4 i kobiety w ciąży. Często też tym, którym po prostu dobro z oczu patrzy. Nie toleruję natomiast wielgachnych, sapiących bab, pędzących na miejsce w rytmie "Wrecking ball". Dlaczego?
Sytuacja nr 1.
Wypadek, skręcona kostka, pęknięta torebka stawowa, plus mocne obicie części lędźwiowej - gips, kule i wszystko co przeciwbólowe. Było to na miesiąc przed maturą, toteż nosiłam ogrom książek w plecaku, by pouczyć się na okienkach... Dom oddalony o 20 km od szkoły. 3 razy zostałam stratowana, raz jedna przeszła mi po gipsie. Nie zliczę, ile razy nikt nawet nie wpadł na to, by ustąpić miejsca.
Sytuacja nr 2.
Niestety nie było mi dane mieć własnego auta, a krewni spędzają mnóstwo czasu w pracy. Po przebytej operacji wracałam do domu taksówką. Wychodząc pod szpital i widząc już swoje zamówione auto, dosłownie dostałam torebką w brzuch od starszej pani posturą przypominającą ową "wrecking ball". Wykazała niemałe zdziwienie, gdy po otwarciu drzwi kierowca uprzejmie powiedział, że zamówienie zostało złożone na konkretne imię.
Sytuacja nr 3.
Grupka osobników, tramwaj w niestandardowej godzinie. Stoję przy drzwiach, ponieważ wszystkie miejsca zajęte, niemal jak na trasie w stronę cmentarza 1 listopada. Do tramwaju wchodzi młoda kobieta w wyraźnej ciąży. Naliczyłam 2 spojrzenia pełne pogardy, jedną dyskusje o wypadzie do Tesco, bo "szyneczka na promocji" i trzy westchnięcio-prychnięcia.
Nikt nie ustąpił dziewczynie miejsca.
Na ostatnią z sytuacji zareagowałam. Po zwolnieniu jednego z miejsc i dzikiej walce, udało mi się zająć miejsce. Porozumiewawczo pokiwałam do dziewczyny, by przyszła i usiadła na moim wywalczonym miejscu. Wywołało to niemałe oburzenie, ale żadne słowa nie mogły wówczas zepsuć mi humoru.
Od tamtej pory robię dokładnie to, co moje ulubione panie od "wrecking ball". Zajmuję biegusiem miejsce i w niedługim czasie oddaje je komuś, kto potrzebuje go bardziej niż osoba jadąca "po szyneczkę na promce". Chamstwem można zwalczyć chamstwo, ale ważne, by zrobić to z głową :)
Oto moja pechowa historia.
Jako najmłodsze dziecko w rodzinie do 3 roku życia byłam bardzo rozpieszczana przez rodziców. Na tyle krótko, że tego nie pamiętam, na tyle długo, że starsze rodzeństwo zdążyło mnie znienawidzić. Później rodzice zajęli się pracą, nie było ich w domu po całych dniach, a mną zajmowało się rodzeństwo. Wyzwiska, bicie, głodzenie, zamykanie w ciemnej łazience - to była codzienność.
Do podstawówki poszłam zahukana, nerwowa, z trzęsącymi się rękami i jąkająca się. Szybko stałam się obiektem kpin. Wyzwiska, bicie, popychanie, zabieranie mi rzeczy rano w szkole. Wyzwiska, bicie, zamykanie w łazience popołudniami. Wyzwiska i manto od ojca wieczorem, bo znowu coś "zgubiłam" i "nie szanuję ich ciężkiej pracy".
W liceum weszłam w pierwszy w życiu związek. Pierwszy raz w życiu ktoś mi mówił, że mnie kocha. Oprócz tego były wyzwiska, kontrolowanie, ciągłe podejrzenia o zdradę, doszło bicie. Nie znałam innego traktowania.
Przyszedł seks, okazało się że mam z tym wielkie problemy, suchość, ból i niemal zerowe libido. Chłopakowi to nie przeszkadzało, molestował mnie każdego dnia i zmuszał do stosunków. W końcu zaraził mnie rzęsistkiem, który nawraca do dziś.
Poszłam na studia i zamieszkałam w akademiku. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam, że ktoś może żyć ze mną bez krzyków, wyzwisk i bicia. Zerwałam z chłopakiem.
Niestety okazałam się za głupia na studiowanie. Gdy zadzwoniłam z budki telefonicznej do domu, usłyszałam, że mam się nie pokazywać tam bez studiów. Byłam bezdomna przez pół roku. Wtedy powaliła mnie ciężka choroba. Gorączka 42 stopnie, dreszcze, majaki. Ledwo dotarłam do domu, błagać matkę, żeby mnie przyjęła. Zrobiła to i wypominała mi przez następne lata. Pracowałam, dokładając się do domowego budżetu (starsze rodzeństwo nie dokładało nigdy).
Wyszłam za mąż i 9 miesięcy po ślubie urodziłam dziecko, które okazało się chore. Długa rehabilitacja, wiele łez i wysiłku, zanim z tego wyszło. Z pracy oczywiście musiałam zrezygnować i wysłuchiwałam jaki ze mnie pasożyt i nierób. Gdy syn poszedł do przedszkola, matka zachorowała na raka. Musiałam się nią opiekować, nauczyć się robić zastrzyki, płacić za taksówki do szpitali (nigdy nie miałam okazji zrobić prawka). Nie dojadałam, nie spałam po nocach, słyszałam tylko pretensje. Wreszcie matka zmarła. Teraz miało się wszystko ułożyć, ojciec złagodniał, syn wyzdrowiał, miałam iść do pracy i skończyć klepać biedę. Okazało się, że jestem w drugiej ciąży. Zniosłam ją bardzo ciężko, wszelkie cukrzyce i zatrucia. Córka urodzona, zdrowa, a ja kolejne 3 lata w domu.
Teraz wszystko się ułoży, w wieku 33 lat zacznę żyć!
"Taki ch.j" - powiedziało życie. Za 2 tygodnie stawiam się w klinice onkologicznej na usunięcie piersi.
Nigdy nie mówcie, że wyczerpaliście limit pecha. Życie Wam udowodni, że się grubo mylicie.
Dodaj anonimowe wyznanie