Przyznaję, że nie należę do grona osób ogarniętych.
Jestem studentką politechniki. Jako że moja płeć należy do mniejszości na tej uczelni, podczas zajęć wf-u w akademiku dostawałyśmy jedną z trzech szatni. Kiedyś zdarzyło mi się ominąć dwa tygodnie zajęć, co właśnie zaowocowało sytuacją z mojego wyznania.
Tego dnia jak zwykle udałam się do damskiej szatni, gdzie przebrałam się w towarzystwie jedynej dziewczyny, która chodziła ze mną na kosza. Dwie godziny później szczęśliwa, aczkolwiek bardzo zmęczona udałam się do szatni pierwsza - koleżanka została poćwiczyć rzuty. W środku było kilka osób z innych zajęć, które jak zwykle olałam i ominęłam spojrzeniem. Po prostu udałam się do swojego kącika, gdzie leżały moje rzeczy i zaczęłam się rozbierać. Z ulgą pozbyłam się przepoconej bluzki i już miałam zdejmować leginsy, gdy kątem oka zauważyłam, że dwa metry ode mnie przebiera się jakiś chłopak. Zdziwiłam się, że żadnej z dziewczyn to nie przeszkadza. Odwróciłam się i chciałam głośno zaprotestować, gdy głos utknął mi w gardle. Jak możecie się domyślić byłam jedyną dziewczyną w tej szatni. Oprócz mnie w pomieszczeniu znajdowało się czterech chłopaków, którzy wpatrywali się we mnie nieco zaszokowani. Spaliłam buraka i zaczęłam przepraszać, zakładając bluzkę z powrotem. Zaprotestowali, twierdząc, że im to wcale nie przeszkadza i mogę zostać.
PS. Nie zostałam, a koleżanka miała niezły ubaw. Zapomniała uprzedzić mnie o zmianie szatni w trakcie naszych zajęć.
Kiedyś, jak miałem ze trzy lata, mieszkaliśmy w bloku. Miałem wtedy taki jeden czerwony samochodzik, który dostałem wcześniej na urodziny. Był on na tyle duży, że mogłem na niego usiąść i jeździć po mieszkaniu.
Pewnego razu wieczorem, kiedy się nim bawiłem, zachciało mi się srać. Mama robiła akurat coś w kuchni, a tata był chyba jeszcze w pracy.
Pojechałem autem do łazienki. Samochodzik miał pod siedzeniem bagażnik, a ja, bojąc się usiąść na kiblu, skorzystałem z owego bagażnika. Potem jak gdyby nigdy nic zamknąłem go i pojechałem do salonu.
Mama zorientowała się po jakiejś godzinie.
Jakiś miesiąc temu poszłam, z grupką znajomych, do klubu. Miałam za sobą okropny dzień, do tego od dłuższego czasu miałam doła spowodowanego friendzonem.
Po dłuższym czasie do tańca poprosił mnie jakiś obcy facet. Nie powiem, tańczyło się nam genialnie. W rozmowie powiedziałam tylko, albo aż, jak mam na imię, gdzie studiuję oraz z jakiego miasta pochodzę. Po kilku piosenkach podziękowałam za taniec i wróciłam do swoich znajomych.
Następnego dnia na Facebooku dostałam od niego wiadomość, z zapytaniem jak się czuję, oraz zaproszenie do znajomych. Przeraził mnie trochę fakt jak mnie znalazł, bo na profilu nie mam żadnych zdjęć, a mamy tylko jednego wspólnego znajomego. Zaproszenie odrzuciłam i zapomniałam o nim. Na tydzień.
Od tamtej pory codziennie dostaję wiadomości coraz bardziej nachalne, czy bym nie chciała z nim pójść potańczyć/ na kawę/ do kina. W tym tygodniu nawet codziennie czekał przed moim wydziałem. Nie docierają do niego już bezpośrednie teksty żeby spadał, bo nigdzie z nim nie pójdę. Coraz bardziej boję się wychodzić z domu i za każdym razem jak do niego wracam, oglądam się, czy za mną nie idzie.
Nie wiem, czy przesadzam czy nie, ale jeżeli się dowie gdzie mieszkam, to od razu zgłaszam go na policję. Mam tylko nadzieję, że do tej pory sobie odpuści.
Były już zerwania z powodu głosowania na PiS, ale mojego byłego już chłopaka nikt nie przebije.
Dwa dni temu spytał mnie, czy wzięłabym dotacje na firmę (prowadzę jednoosobową działalność). Odpowiedziałam, że właściwie to już się o nie staram i miałam go zapytać o pomoc w napisaniu odpowiednich pism.
Zerwał ze mną, mówiąc mi, że "taka unijna gnida jak ja nie będzie mieszkać w jego mieszkaniu", przy czym wynajmuje on kawalerkę, oraz że "powinnam najpierw zebrać kapitał i rynek powinien zweryfikować, czy kobieta jak ja w ogóle się nadaje".
Tak więc ma ktoś szybki i skuteczny sposób na zemstę? Wyjechał w delegację na tydzień i po jego powrocie ma mnie nie być.
Jestem aktorem.
Podczas spektaklu w jednym z mniejszych miast, zgodnie z moją rolą wykrzyknąłem:
- No!
Wtem jeden z chłopców na widowni krzyknął:
- Na no, to się krowy gno!
Niedawno wprowadziłam się do bloku, w którym są cienkie ściany, a co za tym idzie wszystko słychać.
Pewnego razu, korzystając z luźniejszego dnia postanowiłam ogarnąć się i trochę poćwiczyć.
Wszystko fajnie, włączyłam playlistę i wzięłam się do roboty. Po jakieś dwudziestu minutach odezwał się dzwonek, więc zastopowałam i poszłam otworzyć.
Kogo zobaczyłam za drzwiami? Nieznaną mi kobietę, która powiedziała że akurat przechodziła obok i spodobała jej się moja muzyka, więc prosi o zapodanie playlisty. :D
Gdy byłam mała uznałam, że Gargamel powinien w końcu złapać chociaż jednego smerfa. Było mi go żal, że cały czas mu się nie udaje.
Postanowiłam mu pomóc.
Kiedyś w kinder niespodziankach można było dostać figurki różnych smerfów - ja trafiłam na Ciamajdę i Kucharza.
Mała ja zabrałam te figurki i wrzuciłam do gotującej się na palniku wody w małym garnku, dodałam soli, pieprzu i czekałam, aż się ugotują.
Mama znalazła małą mnie w kuchni płaczącą, bo kiedy zeszła z nich niebieska farba, przeraziłam się.
Tak w wieku sześciu lat zostałam zabójcą.
Kiedyś po internecie krążyło zdjęcie filiżanki, a w niej zarówno wsypana kawa, jak i włożona torebka herbaty, z podpisem "poranek studenta" czy coś takiego. Śmiałem się z niego długi czas.
Teraz jestem studentem, a oto jeden poranek z mojego życia:
Wstaję, szykuję kawę i herbatę. Jakimś trafem w kubku z kawą znalazła się torebka herbaty - kapnąłem się sekundę przed zalaniem. Naprawiłem błąd i stwierdzam, że zapomniałem nasypać cukru. W cukierniczce było tyle cukru, że starczyło tylko na kawę. Sięgnąłem po cukier z szafki i sypię do cukierniczki - a raczej tak mi się wydawało. To znów był kubek z kawą. Nie poddaję się. Ratuję sytuację, żeby była kawa z cukrem, nie cukier z kawą. Prawie mi się udało mieć tyle ile chciałem cukru. Czas zalać moje kubki wrzątkiem. Zadowolony zalewam wrzątkiem cukier w cukierniczce.
Tak że tego... nie ma co się śmiać ze studenciaków. Czasem nie ogarniamy świata i sami nie wiemy dlaczego.
Na imprezie biznesowej mój lekko podpity szef powiedział mi, że z chęcią strzeliłby mi palcówkę.
Jestem mężczyzną po trzydziestce.
Właśnie wracałam tramwajem od koleżanki. Zobaczyłam około 4-letniego chłopca z mamą. Wywiązał się między nimi taki dialog:
Chłopiec - Mamo, ja muszę siku!
Mama - Piotrusiu, mówiłam ci, żebyś załatwił się w domu. Jeszcze 10 minut. Teraz nie mamy gdzie pójść.
C - Ale ja muszę teraz!
M - A czyja to wina?
C - To wszystko wina Tuska!
Wszyscy ludzie w tramwaju zaczęli się śmiać, a czerwona mama z Piotrusiem wysiadła na następnym przystanku.
Dodaj anonimowe wyznanie