#1omSM
Sytuacja nr 1.
Wypadek, skręcona kostka, pęknięta torebka stawowa, plus mocne obicie części lędźwiowej - gips, kule i wszystko co przeciwbólowe. Było to na miesiąc przed maturą, toteż nosiłam ogrom książek w plecaku, by pouczyć się na okienkach... Dom oddalony o 20 km od szkoły. 3 razy zostałam stratowana, raz jedna przeszła mi po gipsie. Nie zliczę, ile razy nikt nawet nie wpadł na to, by ustąpić miejsca.
Sytuacja nr 2.
Niestety nie było mi dane mieć własnego auta, a krewni spędzają mnóstwo czasu w pracy. Po przebytej operacji wracałam do domu taksówką. Wychodząc pod szpital i widząc już swoje zamówione auto, dosłownie dostałam torebką w brzuch od starszej pani posturą przypominającą ową "wrecking ball". Wykazała niemałe zdziwienie, gdy po otwarciu drzwi kierowca uprzejmie powiedział, że zamówienie zostało złożone na konkretne imię.
Sytuacja nr 3.
Grupka osobników, tramwaj w niestandardowej godzinie. Stoję przy drzwiach, ponieważ wszystkie miejsca zajęte, niemal jak na trasie w stronę cmentarza 1 listopada. Do tramwaju wchodzi młoda kobieta w wyraźnej ciąży. Naliczyłam 2 spojrzenia pełne pogardy, jedną dyskusje o wypadzie do Tesco, bo "szyneczka na promocji" i trzy westchnięcio-prychnięcia.
Nikt nie ustąpił dziewczynie miejsca.
Na ostatnią z sytuacji zareagowałam. Po zwolnieniu jednego z miejsc i dzikiej walce, udało mi się zająć miejsce. Porozumiewawczo pokiwałam do dziewczyny, by przyszła i usiadła na moim wywalczonym miejscu. Wywołało to niemałe oburzenie, ale żadne słowa nie mogły wówczas zepsuć mi humoru.
Od tamtej pory robię dokładnie to, co moje ulubione panie od "wrecking ball". Zajmuję biegusiem miejsce i w niedługim czasie oddaje je komuś, kto potrzebuje go bardziej niż osoba jadąca "po szyneczkę na promce". Chamstwem można zwalczyć chamstwo, ale ważne, by zrobić to z głową :)
Niezłego pecha miałaś, że zdarzyły się takie sytuacje. Podziwiam, że Cię to nie zraziło do ludzi, autorko.
Ale z drugiej strony, jak kupuję bilet na autobus to mam takie same prawo w nim siedzieć jak inni, a to jest tylko i wyłącznie moja dobra wola czy komuś ustąpię miejsca.
Masz pełne prawo być chamem lub nie być chamem :D
To nie jest tak. Jak kupiłeś bilet to jesteś Bogiem autobusu/tramwaju i nie ustepujesz miejsca nikomu i nigdy.
Zależy co na to "mówi" regulamin przewoźnika. Często są tam wymienione grupy osób, które mają większe prawo do korzystania przynajmniej z części miejsc (zazwyczaj oznaczonych naklejką). Zwykle są to kobiety w ciąży, matki z małymi dziećmi, niepełnosprawni itp. Wsiadając do takiego autobusu, akceptujesz regulamin a Twoja szlachetna dobra wola nie ma tutaj zastosowania.
Osobiście bardzo podoba mi się podejście autorki/autora wyznania.
Zawsze mnie to dziwi, ze wszyscy marudzą ze ten czy tamten nie ustąpił miejsca. A moze wystarczy tylko poprosić? Przecież są specjalne miejsca pierwszeństwa dla starszych, w ciąży, czy z dziećmi. Tak trudno sie o nie dopomniec?
Bardzo mnie zastanawia dlaczego ludzie tak bardzo się przejmują tymi miejscami w autobusie. Potrzebujesz usiąść to po prostu poproś. Skąd wiesz, czy ludzie, którzy siedzą w autobusie, są zdrowi? Nie po każdym od razu widać chorobę.
Kolejna która nie umie mówić? Ludzie w autobusach mają ciekawsze zajęcia niż wpatrywanie się w drzwi czy AKURAT nie wszedł ktoś potrzebujący.
Ja zawsze w takich przypadkach ustępuję.
Tak. Mają ciekawsze zajęcia - 99%. Mordy w telefonach.
To ta młoda kobieta mówić nie potrafi? Jeśli jest w ciąży i chce usiąść to może niech kogoś poprosi, zamiast stać i czekać.
a jak zbyt nieśmiała to niech nie zachodzi w ciążę?
Droga autorko marudzisz, że nikt ci nie ustąpił miejsca, a może sami nie byli wstanie? Nie chodzi mi o złamane nogi, tylko o migreny czy też zwykłe zmęczenie.
Ciąża nie odbiera mowy
Jadę autobusem, jest po 20, więc miejsca jest dużo. Przystanek, wsiada starsza kobieta z torbami, na oko po osiemdziesiątce. Myślę sobie, że pewnie usiądzie na jakim wolnym miejscu. Autobus rusza, ona na mnie wpada i zaczyna wrzeszczeć. Jak śmiem tu stać? Powinnam stac, gdzie indziej, bo ona chce tu stanąć. Jak stalabym inaczej, to ona by się nie przewróciła. Koniec końców, musiałam ją za to przeprosić. Nie wiem dotąd, dlaczego winiła mnie, a nie siebie. Przecież kiedy autobus rusza, lepiej jest się czegoś trzymać.
(Wybacz, muszę.)
*Owego gatunku ;)
Dbałość o poprawność językową wybaczona :)