#l1s9K

Kiedy miałam jakieś 10 lat, usłyszałam, że z pokoju rodziców dochodzą jakieś dziwne pojękiwania i skrzypienie łóżka. Wiadomo, wiedziałam już co to seks. Szybko pobiegłam do mojej rok starszej siostry, zapłakana mówiąc: "Klaudia! Mama i tata robią sobie nowe dziecko, słyszałam! Nie są nami zadowoleni, zawiodłyśmy, chcą mieć nową, lepszą córkę! Już nas nie kochają!".
Tak właśnie przez jakieś pół godziny płakałyśmy, wsłuchując się w dźwięki kopulacji naszych rodziców, bo nasi rodzice należą do tych "wymagających".

Więc ten... apeluję do rodziców, żeby bzykali się może ciszej.

#Wn0Cv

Do 2 klasy gimnazjum wszyscy powtarzali mi, jaka jestem chuda i zgrabna - "no będzie modelka jak nic". Było mi miło, ale nie przywiązywałam do tego uwagi.

W wieku 15 lat przestałam rosnąć w górę, natomiast zaczęłam tyć. Nigdy nie byłam gruba, właściwie wydawało mi się, że wyglądam dobrze. Niestety w rodzinie nastrój znacznie się zmienił. Od tych samych ciotek, które mnie chwaliły, usłyszałam takie komentarze jak: "należało ci się w końcu" albo "ty już może nie jedz". Niby nic, ale po kilku latach zaczęło przestawiać mi mój wzór dobrego wyglądu. A naprawdę widziałam się codziennie w lustrze i miałam świadomość tego, jak chcę wyglądać, do czasu...

No cóż, jako skrytykowana nastolatka udawałam, że mnie to bawi i dobrze się czuję w swoim ciele. Niestety im częściej to ignorowałam, tym samym rodzina zaczęła pozwalać sobie na głośniejsze uwagi.

Do dziś, wszyscy (wraz z moimi rodzicami) myślą, że ich żarty są zabawne i niewinne.
Kiedyś im opowiem, jak podarowali mi bulimię, której nie potrzebowałam, pewnie będą zdziwieni.

#4LuaC

Ostatnio, gdy wróciłem do domu, postanowiłem wokół niego posprzątać, coby zaszpanować przed moimi sąsiadami. Muszę wspomnieć, że mieszkam w centrum miasta, a wokół domu pełno dróg i chodników.

W trakcie sprzątania nagle usłyszałem krzyk jakichś dzieci "Babciu, babciu, co się dzieje?!". To, co zobaczyłem, zmroziło mi krew w żyłach -  kobieta koło 60. leżała na chodniku. Nawet się nie zawahałem ani chwili i od razu pobiegłem, by pomóc, oczywiście musiałem przejść przez ulicę, a to graniczyło z cudem, bo ruch nie zatrzymywał się ani na chwilkę. Po 5 minutach czekania jestem na chodniku, zacząłem sprawdzać jej funkcje życiowe, kobieta nie reagowała, nie oddychała, nie wyczuwałem tętna. Zacząłem masaż serca, a to, że ludzie się potrafili tylko gapić, zabolało mnie. Nikt nie zadzwonił po karetkę, musiałem ich zmusić krzykiem. Reanimowałem kobietę przez 30 min, a w tym czasie nikt mnie zmienił, bo nikt nie potrafił wykonać poprawnie masażu serca.

Najlepsze jest to, że kiedy reanimowałem kobietę, nikt, ale naprawdę nikt się nie zatrzymał samochodem, nie zaproponował pomocy.
Mam 12 lat, a to, że nikt nie potrafił wykonać masażu serca czy po prostu zadzwonić na pogotowie jest szokujące. Szczególnie dlatego, że ci ludzie są autorytetami dla młodszych pokoleń, może i czasami nawet mówią o pomocy w razie potrzeby.


Kobieta nadal żyje, jest w szpitalu, ale dzieci trafią do domu dziecka, ponieważ babcia była ich jedynym opiekunem. Ich rodzice 4 tygodnie temu zmarli w wypadku.
Dlatego proszę was, reagujcie na takie sytuacje, ponieważ samemu nie da się w pełni pomóc człowiekowi. Nie stójcie, po prostu pomóżcie.

PS Skąd mam takie umiejętności ? Należę do MDP - Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. Zachęcam do tego młodych czytelników Anonimowych, ponieważ możecie się wiele nauczyć.

#ltRq4

Historia miała miejsce 2 lata temu. Miałem 18 lat, chodziłem do klasy maturalnej. Spotykałem się z chłopakiem starszym o 4 lata. Przez pewien czas odwiedzał mnie przedstawiony rodzicom jako dobry znajomy. Ale że rodzice raczej domyślili się, że na znajomości się nie kończy, pewnego razu zapytali mnie, czy jesteśmy parą. Przytaknąłem, nie robili problemów, mojego chłopaka polubili. Lubili go też moi znajomi. Ogółem - układało nam się, a ludzie naokoło nas wspierali.

Pewnego dnia na jednej z lekcji mieliśmy zastępstwo z dyrektorem. Poinformował nas, że nasza wychowawczyni będzie miała operację, może jej pewien czas nie być, a w ramach zastępstwa "przejmuje" nas kobieta, z którą w życiu nie mieliśmy styczności. Dyrektor stwierdził, że jest miła i na pewno ją polubimy. No wydawać by się mogło nic niezwykłego, zwykła życiowa sytuacja.
Piekło rozpętało się, gdy mój chłopak pewnego dnia odbierał mnie po szkole. Gdybym wiedział, że moja tymczasowa wychowawczyni widzi, jak wsiadam do tego nieszczęsnego auta i zobaczy, jak dostaję buziaka, to chyba zdecydowałbym się na powrót komunikacją miejską.

Nie było rozmowy ze mną. Wychowawczyni wezwała rodziców. Poinformowała ich, że prawdopodobnie się prostytuuję. Rodzice zdezorientowani. Gdy kobiecina opisała im, co widziała - wyśmiali ją. Powiedzieli jej, że wtrąca się w nie swoje sprawy i robi problem gdzieś, gdzie go nie ma, a mnie i mojego partnera niech zostawi w spokoju.

Tydzień później - pukanie do drzwi. A za drzwiami pracownik Opieki Społecznej. Okazało się, że wpłynęło zawiadomienie, jakoby pod naszym adresem "Rodzice zmuszali swoje dziecko do prostytucji". Szybkie rozeznanie, okazuje się, że to chyba nie my, albo jakiś głupi żart.
Nie miałem dowodów, że to sprawka tej przeklętej nauczycielki. Na szczęście przestała w jakikolwiek sposób wracać do całej sytuacji. Jedynie zerkała na mnie tym swoim wzrokiem pełnym osądu.

Minęło kilka miesięcy, wróciła poprzednia wychowawczyni. Po długich naleganiach pozwoliłem chłopakowi po mnie przyjechać. Nie doszedłem do auta. Uprzedziła mnie policja, którą wezwała piekielna nauczycielka. Ponoć mój chłopak "Wystawał pod szkołą każdego dnia i zaczepiał uczennice". Skończyło się wyjaśnieniami na posterunku.
Zdenerwowałem się, złożyłem skargę do dyrekcji. Nauczycielka uczyła jednak aż do mojej matury. Zapomniałem o niej. Aż do zeszłego tygodnia.

Spotkałem ją w sklepie. Potraktowałem, jakbym jej nie widział. Rozmawiała z kasjerką, widocznie jakaś jej koleżanka. Nagle usłyszałem tylko: "Znam tamtego chłopaka. Patologia straszna! Puszczał się. ZE STARSZYMI MĘŻCZYZNAMI!".
Nic nie odpowiedziałem. Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem ze sklepu zażenowany i zawstydzony.

Skąd się biorą tacy ludzie?!

PS Dla ciekawskich: Tak, związek trwa :P

#Tv8nC

Wydarzenia jeszcze z domu rodzinnego, ok. 3 lata temu. Miałem wtedy 17 lat i dwa lata młodsza siostrę. Co ważne, nasze pokoje były na piętrze i miały wspólny balkon i każde z nas miało na niego wyjście. Z siostrą miałem najlepszy kontakt jaki można sobie wyobrazić, więc nie było nigdy o to problemu, dodatkowo każde z nas miało zasłony i dzięki temu prywatność.

Trochę o mnie. Od zawsze byłem tym, który całe dnie coś robi. Po szkole siłownia, basen, rowery, bieganie, paintball z kolegami, owocowało to nie tylko moim świetnym samopoczuciem i wysoką samooceną, ale i nienaganną sylwetką. W każdy czwartek biegałem od 18 do 19, po tym prysznic i przy zamkniętych drzwiach i zasłoniętych oknach rozciąganie wszystkich mięśni i rozluźnianie, nago.
Po pewnym czasie zauważyłem, że w każdy czwartek do mojej siostry przychodziła jej koleżanka, która była strasznie nieśmiała, gdy się z nią witałem.

W pewien czwartek jak zawsze zacząłem się rozciągać i kątem oka dostrzegłem, że zasłona jest pociągnięta delikatnie za mocno i jest szpara, przez którą obserwuje mnie niebieskie oko. Strasznie mnie to podnieciło i udając, że tego nie widzę, zacząłem się masturbować... Potem zostawiałem szparę małą za każdym razem i zawsze to oczko tam było. W końcu z ogromnej ciekawości zainstalowałem kamerkę internetowa na balkonie i widziałem, jak koleżanka mojej siostry się zaspokaja, gdy mnie podgląda. To był moment, w którym uświadomiłem sobie, że to mnie podnieca bardziej niż cokolwiek innego...

Nie jesteśmy razem, ale był czas, w którym mieliśmy okazję bliżej się poznać. Siostra o wszystkim wiedziała i miała z tego niezły ubaw. Młodość jest dziwna ;)

#BgAo9

Studia, pierwszy rok na pielęgniarstwie. Pielęgniarki (bo byłyśmy rocznikiem samych kobiet) powinny być pomocne, empatyczne - i tyle jeśli chodzi o założenia.

Wspinamy się właśnie po krętych schodach, aż tu słyszę jakieś chichoty moich "koleżanek". Z racji, że wlekłam się jako jedna z ostatnich, zapuściłam żurawią szyję w celu uzyskania informacji na temat ogólnego rozbawienia.
A tam co... proszę bardzo! Jednej ze studentek (w dosyć obcisłych spodniach) poszedł szew na kieszonce, centralnie na pośladku, tak że 1/3 półdupka była obnażona. Wszystkie studentki rozbawione, ale żadna się nie pofatyguje z wyjaśnieniami. Lepiej się napieprzać.

Niewiele myśląc zdjęłam bluzę, przepchałam się do przodu i zawiązałam ją dziewczynie na biodrach, szepcąc do ucha słowa wyjaśnienia.
Zdążyłam w samą porę przed wejściem do auli pełnej fizjoterapeutów (czyli prawie samych facetów), którzy zrobiliby sobie z biedaczki niezłą używkę.

Życzę swoim "koleżankom" z roku 300 razy więcej empatii do pacjentów, bo tu się nie popisałyście.

#bl1vM

Za każdym razem, gdy jestem zmuszony zrobić dwójkę u mojej dziewczyny, jej tata podchodzi pod drzwi i gdy wydam z siebie jakieś sapnięcie lub odgłos, on krzyczy: "Przyj! Przyj ! Przyj, synu, przyj i oddychaj!". Po czym krzyczy do wszystkich w domu: "UWAGA!! ZARAZ SPADNIE BOMBA!".

Wszyscy uważają to za bardzo śmieszne... Ja mam buraka na twarzy zawsze gdy taka sytuacja się zdarzy.

Kochany przyszły teść...

PS Staram się być cicho, ale niekiedy no nie idzie...

#tWRdE

Mam 16 lat młodszą siostrę. Tak słowami wstępu.
Mam 23 lata i mieszkam z moją siostrą, moją pasją jest wrestling (tak, to udawane gówno, o którym teraz chcesz napisać). Oglądam to bardzo często, nawet kiedy młoda jest w pokoju, a zaczęło się dwa lata temu. Młoda podłapując niektóre rzeczy chciała, abym się z nią "sparował". Wiadomo, że aby sprawić ukochanej siostrze radość przegrywałem pojedynki, ale do czasu.

Z dwa miesiące temu, idąc do kibla, młoda wyzwała mnie do walki na przedpokoju, oczywiście przyjąłem wyzwanie (Polska first to fight). Ona w biegu do mnie, więc unoszę nogę, aby przebiegła pod, a tu lipa, trafiła na kolano. Młoda na ziemi, ja oczy jak 5 zł. A ta bez wzruszenia: "To co, teraz parter?".
Żeby nie było, młoda nie jest agresywna, ona boi się wszystkiego i dlatego próbowałem tego, aby miała wiarę w sobie.

Ostatnio byłem po pracy odebrać młodą ze szkoły, był tam jakiś Damian, co bił wszystkich (młoda też się skarżyła na niego, że ją bije, do tego z jakimś tam kolegą, Kamilem). Mówiłem jej, aby mu rypła w pysk (gościu nawet swoich rodziców nie słuchał)... ale do sedna.

Wchodzę do szkoły, patrzę, a młoda stoi zapłakana z nauczycielką, a tych dwóch też płacze, lecz leżąc na ziemi. Młoda jak ją ten cały Kamil z Damianem zaatakowali, to wzięła ich za włosy i rypła o siebie. Oboje KO.

Młoda zamiast przypału miała u mnie lody, a te dwa patałachy podobno się uspokoili. Czyżbym stworzył zabijakę? :)

#Pbbmc

Mam 29 lat, jestem po rozwodzie. Wychowuję sam córkę od 4 lat. Była żona się nie interesuje. Pracuję na etacie, a w dni wolne idę do drugiej pracy. Pracuję tylko od 7-15, żeby mieć opiekę przedszkola dla córki. Po pracy oczywiście sprzątanie, gotowanie, pranie, zabawa i nauka z młodą.

Co jest w tym anonimowego? Często wracając z pracy jadę dużo dłuższą drogą, żeby chociaż te pół godziny spędzić w aucie w ciszy i spokoju. Te pół godziny pozwala mi przetrawić codzienne wstawanie o 5 rano, daje mi cierpliwość do dziecka i siłę na zajmowaniem się domem.
Jestem tatą, mama i dwoma pracownikami w jednym, którzy w wolnych chwilach starają się zapanować nad porządkiem i kuchnią w domu.

PS Nie, nie jestem brzydki i mógłbym znaleźć sobie kobietę, która weźmie na barki część obowiązków, ale która tak mocno pokocha obce dziecko?

#1GWNM

Na początek dodam, że jestem 18-letnim facetem z kynofobią. To schorzenie powstało u mnie we wczesnym dzieciństwie, kiedy to kilkukrotnie zostałem zaatakowany przez psy. Nic poważnego mi się nie stało, ale strach pozostał.

Latem moja matka postanowiła kupić sobie psa - owczarka niemieckiego. Nawet ja ucieszyłem się z tego pomysłu, bo od dawna chciałem jakoś przełamać mój lęk. Na początku wszyscy byli zachwyceni Puszkiem - był taki mały i uroczy. Jednak szybko się to skończyło. Dlaczego? Otóż moja matka wyczytała gdzieś, że dyscyplina wywołuje u psa agresję. Oznajmiła wszystkim, że Puszka nie wolno karcić w żaden sposób, o wychowawczych klapsach nie wspominając. Oto kilka absurdów, które z tego wynikły:

1. Puszek często próbuje wchodzić do domu (teoretycznie mu tego nie wolno, bo lubi tarzać się w błocie). Ostatnio wbiegł prosto na świeżo umytą podłogę. Wkurzyłem się i próbowałem go wyprowadzić. Pies zaczął gryźć mnie po ręce dosyć mocno. Gdy matka to zauważyła, okrzyczała mnie, ze nie wolno go dotykać.
2. Puszek często atakuje nasze dwa koty. Matka nie reaguje i mówi, że to psia natura i nie wolno na to reagować.
3. Ostatnio Puszek pobiegł na przystanek, gdzie dzieci czekały na autobus. Zaczął na nie skakać, jednego malucha przewrócił. Wkurzyłem się nie ma żarty, bo mógł zrobić im jakąś krzywdę. Matka, widząc to przez okno, stwierdziła, że nic im nie zrobi, przecież jest mały. A ojczym zaczął się śmiać, że dzieciaki się ucieszyły, bo przecież każdy kocha pieski.

Takich sytuacji jest mnóstwo. Próbuję wyjaśnić rodzicom, żeby opanowali psa, bo to może się źle skończyć, jednak oni nie reagują. Pozostaje mi tylko czekać, aż dojdzie do jakiejś tragedii i policja zapuka do naszych drzwi.
Dodaj anonimowe wyznanie