Kiedy urodziłam pierwszego syna i było po wszystkim, mały nie płakał. Na początku lekarze podejrzewali, że ma coś w drogach oddechowych (i nastraszyli mnie tym okropnie), ale nie. Był też przytomny. No ale nie płacze, co się dzieje? Nie zapłakał nawet jak dostał klapsa. Już zaczęli mnie straszyć, że coś jest z nim nie tak, że pewnie chory, że w sumie poród był za krótki jak na tak duże dziecko.
W szpitalu byłam sama ( poród trwał tylko dwie godziny, a rodzice i mąż w innych miastach, dopiero dojeżdżali), dopiero potem dołączyła do mnie przyjaciółka, która miała zostać chrzestną. Miałam nadzieję, że kiedy moje dziecko będzie zabrane z dala ode mnie na badania, ona doda mi otuchy. Phi, zapomniałam, że w sytuacjach stresowych jest jeszcze większą panikarą niż ja.
Tak więc obie siedziałyśmy jak na szpilkach, aż nie przyszedł lekarz po jakichś dwóch godzinach z małym na rękach i nie powiedział, że w sumie wszystko jest z nim okej. Myślałam, że go zatłukę (to był ten, który wymyślał mi nad głową najgorsze scenariusze).
W każdym razie syn zdrowy, po prostu spokojny. Ot, dostał cyca i zasnął.
Nie płakał ani razu w czasie, w którym byliśmy w szpitalu (dwa dni), w nocy przebudzał się regularnie o północy i po najedzeniu się zasypiał z powrotem.
Skurczybyk dzisiaj ma już prawie dwadzieścia lat i dopiero, po raz pierwszy w życiu, widziałam łzy wypływające z jego oczu. Naprawdę.
Rozkleił się chyba za wszystkie lata. A dlaczego?
Po pijaku upuścił i rozbił swój ulubiony kubek. Chyba ze dwie godziny nad nim lamentował. Jego dziewczyna aż musiała zabrać go do innego pomieszczenia (ona równie zszokowana jak ja z mężem i młodszym dzieciakami).
Akcja wyznania wydarzyła się rok temu. Byłam w ostatniej klasie liceum, do szkoły dojeżdżałam autobusem.
Zimowy poranek, chodnik oblodzony, zewsząd pełno śniegu. Na przystanek idę dziarskim krokiem, chichocząc sobie pod nosem. W ręku trzymam dumnie iPhone'a (sama na niego zarobiłam, jestem do niego przywiązana) i przeglądam Anonimowe. Wtem na przystanku dostrzegałem JEGO. Chłopaka, w którym od roku się podkochiwałam. Chłopak ideał, wysportowany, twarz jakby ją Michał Anioł dłutem ciosał, a przy tym bardzo sympatyczny, pomocny i po prostu miły. Widząc go, oblałam się rumieńcem i spojrzałam w telefon, coby nie zauważył. Niestety, z nosem w telefonie nie kontrolowałam po czym idę i tuż obok przystanku poślizgnęłam się, zrobiłam coś na zasadzie piruetu i upadłam prosto na twarz. Leżałam tak przez kilka sekund upokorzona i zamroczona, a moja ręka wygięta była pod dziwnym kątem w powietrzu (odruch bezwarunkowy, co tam ja, ważne, aby szklany telefon się nie potłukł, bo nie stać mnie było na wymianę szybki). Leżę tak i słyszę głos ideału:
- O mój Boże, nic ci nie jest? Czekaj, zaraz ci pomogę!
Chłopak chwyta mnie pod pachy i próbuje podnieść. Zobaczył załączony telefon w mojej ręce i wyświetloną stronkę (miałam zablokowane wyłączanie ekranu) i zawołał radośnie:
- O, Anonimowe! Uwielbiam je!
Ideał tak się ucieszył, że wesoło podskoczył, przez co sam stracił równowagę, również się poślizgnął, wypuścił mnie z rąk (ja ponownie runęłam na ziemię) i sam upadł na mnie. Oboje leżeliśmy na tym nieszczęsnym chodniku jak dwa nieszczęścia. Oczywiście po chwili się ogarnęliśmy i mimo wszystko pojechaliśmy do szkoły. Chociaż ja jechałam z duszą na ramieniu, bo przeżyłam upokorzenie level master przy moim ideale.
Na całe szczęście po tej akcji zaczęliśmy częściej gadać, spotykać się i tak, zostaliśmy parą.
Mój chłopak zawsze się śmieje z tej opowieści, powiedział kiedyś, że zawsze mnie bardzo lubił, ale jego serce zdobyłam, bo jak on kocham Anonimowe.
Tak że dzięki, droga stronko!
Ostatnio babcia powaliła mnie swoją logiką.
Mam psa, który zaczyna mieć odruchy kopulacyjne. Babcia to osoba o swoich jedynych poglądach, nie słucha nikogo prócz TV, bo tam przecież prawdę mówią.
Doszła do wniosku, że to przez nas, ponieważ jesteśmy z chłopakiem nieczyści i uprawiamy seks przedmałżeński na oczach psa, więc się tego nauczył.
Tłumaczenie jej, że jego odruchy to sprawka matki natury nie działa.
Szkoda, że w obu kwestiach się pomyliła, w każdym razie ten wzrok pełen pogardy będzie mnie prześladował do końca (jej lub moich, bo różnie to bywa) dni.
Zgwałciła mnie dziewczyna.
Upiła, zaciągnęła do łóżka i zrobiła dziecko.
Nie chce usunąć dziecka, obiecałem, że jej zapłacę za zabieg, dam coś na odchodne (dużą sumę z pięcioma zerami z tyłu i czymś na początku). Powiedziała, że urodzi to dziecko, a ja będę musiał płacić alimenty na nich. Na dzieciaka, którego nienawidzę, którego nie chcę znać i którego nigdy nie poznam mam płacić.
Jestem kompletnie w czarnej dupie, bo nikt mi nie wierzy w gwałt, nikt nie chce postawić się w mojej sytuacji, wszyscy tylko na mnie narzekają, że nie potrafię wziąć odpowiedzialności za swoje czyny i jeszcze atakują, że jak ja mogę kazać jej usunąć dzieciaka albo kazać zrzec się alimentów.
Tyle się mówi o dzieciach z gwałtu, tyle mądrych osób się wypowiadało co powinna zrobić kobieta i jak powinno być u kobiet w przypadku niechcianej ciąży czy ciąży z gwałtu, więc czy ktoś może mi powiedzieć co powinienem ja zrobić w przypadku niechcianej ciąży z gwałtu?
Zostałam oskarżona o rasizm, ponieważ na żadnej z moich prac nie uwieczniłam osoby skośnookiej lub ciemnoskórej.
Co z tego, że maluję wyłącznie pejzaże i martwe natury.
Pod koniec liceum, zacząłem spotykać się z pewną dziewczyną. Była miła, ładna i przyjemna (tak przynajmniej myślałem). Długo ten "związek" nie potrwał. Zerwałem z nią, gdy dowiedziałem się, że jest w ciąży. Zanim napiszecie, jakim to nieczułym chamem i prostakiem jestem, musicie wiedzieć, że to nie było moje dziecko. Skąd wiem? Gdzieś słyszałem, że aby zajść z kimś w ciążę, niezbędny jest stosunek seksualny, który, w naszym przypadku, nigdy nie miał miejsca.
Oficjalnie ja byłem jej chłopakiem, więc wszyscy myśleli, że to moje dziecko. Ta dziewczyna chyba też. Nie wiem, czy to była desperacka próba zatrzymania mnie, czy po prostu bezdenna głupota, ale cały czas utrzymywała, że to ja jestem tatusiem. I jak jeszcze jestem w stanie zrozumieć, że mówiła tak przed znajomymi, tak totalnym absurdem jest dla mnie to, że mnie również próbowała to wmówić. Mówiła, że sama nie wie, jak to się stało, że "zaliczyliśmy wpadkę", że nie umie tego wytłumaczyć, ale to na stówę moje dziecko. No to było tak idiotyczne, że w pewnym sensie nawet śmieszne.
Kiedy już nie było szans, żebyśmy znów byli razem, zaczęły się głuche telefony, dzwonienie do drzwi w środku nocy. Herkulesem Poirotem nie jestem, ale dam sobie uciąć jakąkolwiek część ciała, że za wszystkim stała ta dziwaczka.
Najlepsze jest to, że wszyscy uwierzyli tej dziewusze. No, bo ona taka porządna, szczerze we mnie zakochana, a ja porzuciłem ją z brzuchem, bo bałem się odpowiedzialności. Na nic moje tłumaczenia, że to niemożliwe, że w żaden sposób nie przyłożyłem się do jej błogosławionego stanu. Nawet moi rodzice nie są do końca przekonani o mojej "niewinności".
Koniec końców, urodziła i stoczyła się. Nie ma matury, nie uczy się dalej, nie pracuje, utrzymuje się z zasiłku (czy co jej tam wypłacają) i ma podobno mocne ciągoty do alkoholu. I wychodzi na to, że to wina tego bezdusznego potwora, który totalnie zniszczył jej życie, czyli moja.
Ostatnio widziałem ją na mieście. Z brzuchem. Aż się boję, że niedługo dostanę SMS-a, że znów będę "tatusiem".
Od zawsze byłam gruba. Moja nadwaga brała się ze złych nawyków żywieniowych, zbyt małej ilości ruchu i choroby (nieistotne jakiej). Przyjmowane leki pogarszały moją sytuacją, lekarze leczyli mnie trochę w ciemno. Próbowałam coś z tym zrobić, ale brakowało mi motywacji.
Na drugim roku studiów trafiłam do świetnego lekarza. Po bardzo szczegółowych badaniach, dobieraniu leków i ich dawek coś drgnęło. W ciągu pierwszego miesiąca schudłam 2 kg! Lekarz polecił mi dietetyka, zmieniłam sposób odżywiania i zaczęłam ćwiczyć. Co prawda w domu, bo wstydziłam się pójść na siłownię, ale pierwszy raz czułam taką motywację.
I wtedy koleżanka umówiła mnie na randkę w ciemno ze swoim kolegą, powiedzmy Tomkiem. Średnio miałam na to ochotę, ale koleżanka mnie przekonała.
Umówiliśmy się w pubie. Tomek na początku robił mi delikatne sugestie dotyczące mojego wyglądu, sam był raczej przeciętnej budowy ciała, ale już rysował mu się brzuszek piwny. Wypiłam jedno piwo, on dwa i zamówił pizzę, z której zjadłam 1 kawałek. Do kolejnego spotkania nie doszło, gdyż Tomek w sumie nie lubi obżartuchów i leniuchów. Trochę zabolało, ale żyć trzeba dalej.
Moja kuracja szła coraz lepiej, traciłam na wadze, zapisałam się na siłownię i czułam się coraz lepiej. Po roku wyglądałam dobrze, a po kolejnym super. Utrzymałam figurę.
Po studiach na imprezie u koleżanki spotkałam Tomka. Nie poznał mnie, ja początkowo jego też nie. Przytył znacząco. Próbował umówić się na kawę ze mną, ale ja nie miałam ochotę na spotkanie z nim, pamiętałam, co powiedział o mnie. Część znajomych stwierdziła, że powinnam dać mu szansę i że jestem pusta, skoro oceniam go na podstawie wyglądu, a nie charakteru.
On dwa lata temu nie dał mi szansy. Trochę wkurzyły mnie takie podwójne standardy, że dziewczyna ma zaakceptować faceta z nadwagą, gdy dziewczyna z nadwagą jest odrzucona z tego powodu.
Jestem studentką i dorabiam sobie jako instruktor tańca w małej szkółce. Istnieje u nas możliwość wyboru instruktora, więc ma się tyle pracy, ile klientów się na ciebie zdecyduje. Ja mam najwięcej, bo klienci myślą, że tak bardzo się angażuję. Prawda jest taka, że mam ich w dupie, te małe bachory strasznie mnie wkurzają, a ich rodzice jeszcze 100 razy bardziej. Jednak żeby czuli się zaopiekowani, zapisuję sobie w kalendarzu w telefonie to co mi mówią, np. „Alicja ma konkurs śpiewu”, „Agata ma 7 urodziny”. No i wysyłam im SMS-y typu „Powodzenia na konkursie”.
Jakby ktoś pytał po co mi praca, której nie lubię, to całkiem sporo tam zarabiam.
Mój pierwszy orgazm.
Miałam 14 lat i bawiłam się swoją łechtaczką. Robiło mi się dziwnie, ale przyjemnie, wiec nie przestawałam. Gdy doszłam, serce biło mi jak szalone. Wystraszyłam się, że umrę.
Ze strachu, że zrobiłam sobie coś złego, odmówiłam paciorek, i przyrzekłam przed Bogiem, że więcej tego nie zrobię.
Kłamałam.
W mojej klasie jest chłopiec z Zespołem Aspergera. Nazwijmy go Piotrek. Piotrek nie wie, jak się poprawnie zachować, jest upośledzony społecznie, nadwrażliwy, a jak się uprze, to koniec. Na domiar złego myje się chyba raz na miesiąc, nie obcina paznokci i nosi brudne, śmierdzące dresy, przez co przebywanie w promieniu kilku metrów od niego jest prawie tak okropne, jak siedzenie obok menela w autobusie.
Parę tygodni temu miałam nieszczęście wpaść mu w oko. Z początku zachowywał się dość niewinnie - był miły, proponował spotkania... Gdy jednak przez wiele dni mu odmawiałam, Piotrek stracił cierpliwość i postanowił mnie zdobyć za wszelką cenę. Łapał mnie za tyłek na korytarzu. Krzyczał, jak to zrobi mi dobrze i w jakich pozycjach. Korzystał ze wszelkich okazji, by się do mnie przytulić, tudzież obłapiać za biust. Nie pomagały żadne skargi do nauczycielek - w końcu biedny Piotruś się zakochał, to tylko końskie zaloty, on jest chory i powinnam być wyrozumiała, a w ogóle, to moja wina, bo go prowokuję.
W końcu, gdy już poważnie rozmyślałam nad zmianą szkoły albo wykastrowaniem wielbiciela, problem rozwiązał się sam. Miałam okres - z rodzaju tych okresów, kiedy wszystko cię boli, a każdy przykry zapach lub widok sprawia, że śniadanie cofa się z żołądka. Piotrusia to jednak w ogóle nie obchodziło. Jak zwykle rozsiadł się obok mnie na ławce niczym car na ruskim tronie. Spróbowałam odejść, ale, jak na czubka z nadwagą, był zaskakująco silny. Przycisnął mnie do siedzenia, obejmując zapoconą dłonią zwieńczoną paznokciami, których z pewnością nie obcinał od paru tygodni.
– Coś ty taka niedostępna? – spytał, ukazując krzywe, żółte zębiska i resztki kanapki, którą właśnie przeżuwał. Przysunął się do mnie, owiewając swoim świeżym inaczej oddechem, a po chwili, wcisnął mi język w usta, głęboko, aż po gardło. Poczułam jego drugie śniadanie - pomidor wymieszany z margaryną i kawałkiem ohydnego chleba, z jakimś kwaśnym kompotem. Nie wytrzymałam i zwymiotowałam prosto do jego ust.
Oczywiście, była potem awantura. Mama Piotrka przyszła do szkoły, żądając sprawiedliwości dla swojego wielce pokrzywdzonego synka. Wychowawczyni urządziła mi dłuuugą pogadankę na temat tolerancji i tego, jak biedny jest Piotruś. Chciała obniżyć mi ocenę z zachowania, ale nawet, jeśli by to zrobiła, rzygnęłabym jeszcze raz do jego gęby, jeśli zaszłaby taka konieczność.
Dodaj anonimowe wyznanie