#s0wom
Jakiś czas potem wpadam do babci z wizytą i lekkie zdziwienie: babcia w fotelu, telefon w ręce, napieprza kanałami jak szalona - no szok, w kocu załapała co do czego służy! Ale tak się przyglądam i coś mi nie pasuje... Podchodzę bliżej i co widzę? Babcia postanowiła ułatwić sobie życie i nożem obcięła prawie wszystkie guziki od pilota, zostawiając tylko ten od włączania, przełączania programów i głośności. :D
#GNOlx
Wyobrażam sobie, że znajduję się w tundrze i jestem wielkim czarnym smokiem, a kołdra to moje skrzydła. Muszę się nimi otulić, by wygenerować ciepło dla swoich smocząt (pluszaki), które są jeszcze za małe, by przetrwać zimno. Dla efektu, który pozwoliłby mi się wyciszyć wyobrażam sobie, że polują właśnie na mnie ludzie i muszę kamuflować się w lesie leżąc nieruchomo pod spróchniałym drzewem. Ostatecznie wtedy nuży mnie sen.
Efekt jest ciekawszy, gdy śpię z narzeczonym, bo on w dwóch wersjach jest traktowany albo jako smok-partner, albo ciepła skała wulkaniczna, do której można się wtulić dla ogrzania. Jeszcze mu tego nie wyznałam, ale mówi, że czasami warczę przez sen.
Fantastyka nie jest tylko dla dzieci :)
#RuCy2
Dziadków od strony mamy znałam świetnie, ale kontakt z nimi miałam ograniczony, widzieliśmy się tylko na święta bożonarodzeniowe i na Wielkanoc. O dziadkach ze strony ojca nic nie widziałam, nie miałam pojęcia, czy żyją, czy w ogóle ich mam.
Gdy miałam 8/9 lat i byłam sama w domu, nieoczekiwanie ktoś zadzwonił dzwonkiem. Nie byłam nauczona, żeby nie otwierać obcym, a judasza też nie miałam. Myślałam, że to matka wróciła z pracy. Ale nie, w drzwiach stało piękne starsze małżeństwo, zadbane i było widać, że z bogatej rodziny.
W tej samej chwili pojawił się mój ojciec, zaczął ich wyganiać z klatki i kłócić się z nimi. Wtedy dowiedziałam się o istnieniu moich dziadków. Tak! To byli moi dziadkowie. Na podjeździe w nowym jak na tamte czasy mercedesie siedziała jeszcze jakaś kobieta - moja ciotka.
Pewnego dnia wychodziłam ze szkoły i zaczepiła mnie ta sama kobieta, która siedziała w wozie kilka dni temu. Była łudząco podobna do mojego ojca, później okazało się, że byli bliźniakami. Zaprosiła mnie na ferie do nich do Wrocławia, wcześniej uzgodniła to z moim ojcem.
Poznałam tam babcię Krysię i dziadka Janka. Mieszkali w dużym domu na przedmieściach, pełen komfort. Nie widziałam dlaczego jest tak, że dziadek jest bogaty, a ja...biedna.
Z czasem wszystko się wyjaśniło, coraz częściej zaczęłam bywać w Janka i Krysi, każdy weekend i wolne spędziliśmy razem.
Dziadek zawsze odrabiał ze mną lekcje i uczył nowych rzeczy. W końcu mogłam pochwalić się, że potrafię rozwiązywać trudne zadania i teksty. Nagle stało się tak, że po prostu u nich zamieszkałam, a z rodzicami ograniczyłam kontakt do minimum.
Dziadek wpajał mi widzę i kształcił lepiej niż szkoła. Mówił, że mogę osiągnąć wszystko, jeśli tylko chcę, wierzył, że tak się uda.
Dwa lata temu, gdy kończyłam bardzo dobre liceum, dziadek powiedział mi, że mój ojciec nie był nigdy ambitny, zawsze był leniem i buntownikiem. Po zawodowce leżał w domu i nic nie robił, może czasem wychodził ze znajomymi na piłkę.
Dziadek wyrzucił go z domu w wieku 20 lat, nie miał siły trzymać w domu kogoś takiego. Gdy tylko dowiedział się, że ma córkę, chciał zrobić wszystko, żeby nie wychowała się na kogoś takiego jak mój ojciec. Po pierwszych odwiedzinach dogadał się z nim, że zamieszkam u nich, a on będzie wysyłał mu pewną kwotę pieniędzy.
Wszystko abym wyszła na ludzi i stała się mądrą i wykształconą kobietą.
Dziś mija tydzień od śmierci Janka, kocham cię, dziadku, i nigdy o tobie nie zapomnę.
#U6sva
Pierwsza suczka szybko została oddana do kuzyna. Druga zaszła w ciążę z labradorem. Kiedy się oszczeniła, została zabita, razem ze szczeniakami.
W krótkim czasie znalazła się u nas suka rottweilera. Kiedy i ona się oszczeniła, ojciec szczeniaki zabił, a ona została gdzieś oddana. Bo urodziła... Faktycznie, kto by się spodziewał, że posiadając psa i sukę będą z tego szczeniaki.
Jeszcze gdy byłam w podstawówce, mieliśmy sukę labradora. W zasadzie była moja. Bardzo się do niej przywiązałam. Niestety suczka po paru miesiącach uciekła z posesji razem z psem i nie wróciła. Byłam załamana. Po kilku dniach udało mi się ją odnaleźć, niedaleko od domu potrącił ją samochód. Żyła. Gdy ją przyniosłam, był wieczór. Miała złamaną tylną łapkę. Poiłam ją i karmiłam z ręki, żeby nie musiała wstawać. Miałam zabrać ją do weterynarza. Ale ojciec uznał, że "nie wyda nawet 200 zł, żeby psa poskładać". Nocą zniknęła. Próbowali mi wmawiać, że uciekła... Z połamaną łapą ledwo stała.
A to i tak nie wszystko... resztę pominę.
Nienawidzę go.
Szkoda, że jako dziecko nie miałam w sobie dość odwagi, by zgłosić to na policję. Ale też wtedy mniej się o takich rzeczach mówiło głośno, tym bardziej na wsi...
#GJ56b
Kilka dni temu odebrała sobie życie.
#oXMVK
Poranek, w oknie brak firanek czy zasłoniętych rolet, łazienka zajęta, więc ubieram się w pokoju. Założyłam bieliznę, stojąc niestety przy oknie, przechodzę do rajstop...
Panowie z zakładu pogrzebowego akurat wnosili trumnę po schodach do kaplicy, jeden zapatrzył się w moje okno, potknął się i upuścił trumnę.
Szczerze przepraszam nieboszczyka, który przeze mnie przewracał się w trumnie.
#SNkFO
Smak był nieziemski! Kto wie jak smakuje zwykłe mleko a mleko bez laktozy, zrozumie jak cudownie było móc poczuć ponownie jego smak. Jednak na efekty tej rozpusty nie musiałam długo czekać. Dopadły mnie takie wzdęcia i gazy, że myślałam, że mi tyłek urwie. Pomyślałam sobie, że do szczęścia brakuje mi tylko rozwolnienia. Na szczęście moje jelita pracowały na pełnych obrotach i do tego nie doszło.
Dawałam upust moim mega śmierdzącym gazom do woli. Otwierałam dopiero za 15 minut, więc wierzyłam w to, że zdążę wywietrzyć te smrody. Jednak niespodziewanie pojawiła się w drzwiach przemiła sąsiadka ze sklepu obok, prosząca o rozmienienie pieniędzy. Gdy weszła do mojej prywatnej komory gazowej aż się wzdrygnęła i nieśmiało zapytała, co tak wali. Udałam, że nic nie czuję, bo mam katar. Wyszłyśmy przed budynek kawiarni, pooddychałyśmy świeżym powietrzem i wróciłyśmy do środka. Faktycznie śmierdziało tak bardzo, że aż paznokcie zaczynały szczypać.
Nie wiedziałam co szybko wymyślić, przecież nie przyznam się, że ten truciciel wyszedł z mojego dupska. Winę zrzuciłam na kratkę ściekową znajdującą się niedaleko zlewu.
Sąsiadka łyknęła moje kłamstwo, jednak chciała pomóc i zadzwoniła do zarządcy obiektu twierdząc, że zapchała się u mnie rura ściekowa. Po około 15 minutach pojawił się pan Zdzisiek, przespacerował się po lokalu, stwierdził, że znalazł źródło smrodu i zadzwonił po szwagra. Razem z nim przytargali wielki młot pneumatyczny i rozkuli połowę płytek w poszukiwaniu rury. Co chcieli to znaleźli, jednak przestało śmierdzieć, więc na tym ich prace się zakończyły. Stwierdzili, że rura była zapchana, ale odetkała się przez wstrząsy, jakie wokół niej wywołali.
Teraz nie chodzę do pracy, bo pan Zdzisiek kładzie nowe płytki.
#UvTU3
Zgodziłem się bez namysłu, bez względu na oferowane przez nią usługi. Zaprosiła mnie na podwieczorek, żebym mógł "skonsultować" to z małym. Chłopiec bardzo się ucieszył, gdy brat Michał przedstawił się jako kolega mamy i zaproponował wspólne sklecanie karmnika dla ptaków.
Z całej siły starałem się być dla niego jak tata. Z czasem ich dom stał się moim własnym, nie raz nocowałem, bo gadaliśmy z jego mamą do późna przy karafce nalewki, filmie, czy po prostu snując się po polnych drogach z psem pod nogami. Pani A. nie szukała następnego mężczyzny ani nie była nim zainteresowana. Czasami płakała, czasami się śmiała, czasami śpiewaliśmy głupoty, czasami milczeliśmy całkiem na serio. Mój przeor wiedział o sytuacji, wiedział, na czym polega ta relacja i oficjalnie udzielił mi zarówno zgody, jak i błogosławieństwa, nieformalnie chrzcząc mnie "Ojcem Józefem".
Nie ciągnąłem chłopca nigdzie - sam z siebie chodził za mną wszędzie. Najpiękniejszy był dzień, kiedy przyszedł do mnie w pierwszej gimnazjum z okazji Dnia Ojca i powiedział "kocham cię, tato". Potem w każdy "szkolny" dzień ojca przychodziłem do szkoły i byłem przedstawiany jako tata. Wszędzie byłem tak znany.
Gdy młody miał swoje "odpały", pijanego zgarniałem w środku nocy z bardzo dziwnych miejsc i wydarzeń. Kłócił się ze mną, szarpał, kopał, gryzł, a potem płakał i się przytulał - szliśmy pod ramię przez 15 lat, aż zostałem poproszony o pełnienie roli teścia dla jego przyszłej żony. Teraz jego dzieci zwą mnie dziadziem Michciem.
Kiedy szedłem na zakonnika, rodzina niemal mnie wyklęła. Bo jak to, jedynak, syn pierworodny, nie spłodzi kolejnego potomstwa, nie przekaże nazwiska, genów?! Moja decyzja pozbawiła mnie rodziny - a jednocześnie mi ją dała. Mam syna, mam kobietę moich marzeń (nikogo bym nie zamieniał na panią A.) i chociaż co najwyżej ją przytulałem, a nie z nią spałem, mam syna, który wita mnie najczulszym uściskiem i wnuki, które na mój widok wrzeszczą, piszczą i z radości wyrywają resztki mojej wątłej brody. Nie jestem, nie byłem i nigdy nie będę sam. Mam poczucie, że to, czym żyłem, poszło na wiele pokoleń dalej. Ale wg moich rodziców to nic nie zmienia i ich zawiodłem...
#xssjl
Patrzy w kartę, na chłopaka, jeszcze raz w kartę i w końcu pyta:
- To pan jest Anna Nowak?
Chłopak na to, że tak.
- Nie wygląda pan.
A chłopak z pełną powagą odpowiedział:
- Hormony.
Ja padłam, a chłopak chyba tak zaskoczył kierowcę, że ten pozwolił mu jechać :D