#wYt0T

Było tu ostatnio wyznanie dziewczyny, która okłamała swój pamiętnik. Ja przez wiele lat prowadziłam dwa pamiętniki. Ale do rzeczy...

Założyłam swój pamiętnik jeszcze w gimnazjum, prowadzę do tej pory, przez 15 lat rozrósł się na kilkanaście zeszytów, ale dla mnie jest to świetny pomysł, by uporządkować myśli, "nawrzucać" nielubianym osobom czy rozpisać wszystkie wątpliwości przy podejmowaniu ważniejszych decyzji.

Już przy pierwszym zeszycie zauważyłam, że czyta go moja mama. Ot, czasami zahaczyła w rozmowie o coś, co mogła wiedzieć z moich wynurzeń pamiętnikowych. Mogłam zrobić awanturę o brak poszanowania prywatności, jednak zdecydowałam się na inny krok.

Mianowicie założyłam drugi pamiętnik. I jeden był tym moim zeszytem, w którym opisywałam swoje sekrety, był dobrze ukryty, zaś w drugim trzymanym w biurku opisywałam rzeczy, które pozornie miały być sekretem, ale jednocześnie nie miałam problemu, że mama o nich przeczyta. 

Ba, szybko nauczyłam się manipulować na tyle, że np. opisywałam tam jak bardzo spodobało mi się coś w sklepie i szkoda, że nie starczy mi z kieszonkowego - potem dostawałam to na urodziny czy inną najbliższą okazję. 

Czasami po jakiejś kłótni rozwodziłam się nad tym, jak bardzo zraniły mnie jej słowa, jak mnie nie rozumie, nie chciałam do niej mówić w taki sposób, szkoda mi, że rozmowa skończyła się kłótnią i obficie kropiłam daną stronę wodą robiąc fałszywe łzy - kilka dni później mama "przepraszała" mnie ulubionym daniem na obiad albo wyjściem do kina na zgodę. 

Szczególnie w pamięci zapisał mi się przypadek z czasów licealnych, jak opisałam szczegółowo w swoim fałszywym pamiętniku jaki to straszny sprawdzian nas teraz czeka (bodajże z chemii) i boję się, że tego nie opanuję, chociaż może się uda, bo Kasia (koleżanka) powiedziała, że ona to rozumie i jeśli rodzice mi pozwolą, to w weekend mogę do niej wpaść na noc i się pouczymy razem. Mama chętnie się zgodziła na nocleg, a prawda była taka, że Kasia w ten weekend robiła domówkę, na którą raczej nie mogłabym pójść, bo rodzice nie popierali całonocnych imprez.

Nie żałuję, że to robiłam, chociaż czasami dziwię się, że nie dostałam rozdwojenia jaźni, bo moje życie w drugim pamiętniku miało wiele szczegółów, czasami zmieniałam imiona koleżanek, żeby mama nie dowiedziała się o kim konkretnie piszę, czasami w ogóle dodawałam jakąś nieistniejącą postać, opisywałam rozmowę czy zdarzenie, do którego nie doszło.

Mama nigdy się nie domyśliła. Zawsze kupowałam dwa zeszyty mające takie same okładki, żeby nie nabrała podejrzeń, gdy widziała mnie piszącą w pamiętniku. Nie wiem, czy kiedyś jej powiem, może... 

Z jednej strony marzy mi się, że przyznaję się tuż po tym, jak ona powie mi, że te zeszyty czytała, z drugiej boję się, że to pogorszy nasze relacje, które już wybitne nie są.

#xuhfN

Miałam dziś rozmowę o pracę weekendową, jestem w liceum.
Zestresowana, jako że bardzo nieśmiała ze mnie osoba, wchodzę do pokoju, gdzie miała odbyć się rozmowa. Pięknie, ładnie się przedstawiłam.
Pierwsze pytanie kierownika: Kim pani chciała zostać w dzieciństwie? Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że paleontologiem. Kazał mi więc scharakteryzować tyranozaura. Powiedziałam wszystko co pamiętam. O jego budowie, czaszce i funkcji ogona, jako przeciwwadze. Wspomniałam też o Tyrannosaurusie rexie, chyba jedynym potwierdzonym gatunku tego dinozaura. Kierownik odpowiedział, że nie ma pojęcia, czy to co mówię jest prawdą, ale miał wrażenie, że wiem o czym mówiłam. Potem tylko mi pogratulowali i kazał przyjść po świętach.
Nie wiedząc co się stało, podziękowałam i wyszłam. Myślałam, że ta rozmowa będzie trudniejsza.

Tak że dostałam pracę tylko dlatego, że w dzieciństwie lubiłam dinozaury.

#7PCzD

Moi rodzice się rozwodzili. Dzień przed moja mam pyta się ojca, czy przygotował sobie odpowiedzi na pytania, bo na pewno będą zadawać. Ojciec powiedział, że ma przyszykowane odpowiedzi.

Na rozprawie sędzia zapytał się mojego ojca "Co panu nie odpowiadało w żonie?". Mój tata odpowiedział "Bo ja jestem turystą, a żona nie chciała ze mną po górach chodzić"…

#FjEbL

Kiedy miałam około pięć lat, często opowiadałam rodzinie o tym, co chcę robić w przyszłości i jaką chcę mieć rodzinę.

Pewnego dnia przyjechała do nas dalsza rodzina. Mało znane ciotki itp.
W pewnym momencie mama mnie zapytała, jak nazwałbym swoje dziecko, a ja odpowiedziałam z dumą w głosie "Nazwę moje dziecko Brawo". Rodzinka dopytuje dlaczego.
"Bo będę mogła codziennie bić Brawo".

No cóż, miny mieli lekko zdziwione :D

#fRDNu

Jesteśmy z mężem świeżo po ślubie, niebawem minie 7 miesięcy. A parą ok. 3 lata. Jestem w 3 miesiącu ciąży. Mam również córeczkę, która pod koniec roku skończy 5 lat. Mąż nie jest jej biologicznym ojcem, ale przyjął córkę jak swoją. Od prawdziwego ojca dziecka musiałam wręcz uciekać, ponieważ non stop mnie bił i całe szczęście udało mi się uciec zaraz po porodzie (w tym wyznaniu ważna informacja).

Z mężem odkąd się poznałam nie miałam jakichś problemów, wręcz wiedziałam, że to ten jedyny. Wszystko szło świetnie, czasem jakaś kłótnia, ale nie żeby od razu katastrofa. Nie ma związków idealnych, ale ja byłam szczęśliwa i córka również. Właśnie... Byłam.

Pożarliśmy się ostatnio o kwestie finansowe. Pół roku temu wyjechaliśmy za granicę i od tamtej pory zawsze chciał wiedzieć jakimi kwotami dysponuję. Ten miesiąc był naszym ciężkim okresem i ani ja, ani on nie mieliśmy prawie nic. Dziś zobaczyłam, że mąż kupił wagon papierosów wiedząc, że ma tylko parę groszy w portfelu. Zapytałam skąd miał na to środki, kazał mi się nie interesować. Zdenerwowałem się, gdyż mnie z każdego grosza rozlicza. Na drugi dzień pojechał do pracy, ale bardzo długo nie wracał. Kiedy zadzwoniłam z pytaniem co robi, nie chciał powiedzieć. W końcu przyznał się, że siedzi w samochodzie i pije. Powiedziałam, że drzwi do domu ma zamknięte, bo skoro dla rodziny nie ma pieniędzy, a na alkohol ma, to nie mamy o czym rozmawiać.
15 minut później zadzwonił do drzwi wejściowych. Pierwszą minutę nie otworzyłam, ale za chwilę jednak to zrobiłam. Chciałam go tak tylko przetrzymać. Będąc pewną, że klucze od mieszkania ma, nie otworzyłam. Przecież sam sobie otworzy. A tu nagle szok. Drzwi rozwalił, zamiast choćby zapukać. Dobra, ciul z drzwiami, ale to, że się na mnie rzucił i zaczął mnie bić? W życiu się tego po nim nie spodziewałam. I żadnych skrupułów, a brzuszek przecież widoczny, zapomniał? Dajcie spokój.
Problemy zaczęły się miesiąc temu, jak prosiłam, żeby mi pomógł troszkę w domu. Nie mam zbytnich wymagań, choćby raz umył naczynia  - to mi by wystarczyło. Pracuję na wieczór i w domu jestem o 3 w nocy. Córka nie ma jeszcze przedszkola i o 7-8 muszę wstać i się nią zająć, bo mąż na rano do pracy. Jestem zmęczona, ale daję radę. Ale żeby mnie bić i że to ja jestem ta zła?

Kiedyś w życiu przeszłam piekło i nie mam zamiaru tego powtarzać. Do końca tygodnia wracam do Polski. Nie wie jeszcze o tym nikt. Boję się po prostu, że mnie nie puści. Czekam do piątku na wypłatę i wracam. Nie obchodzi mnie nic. Z doświadczenia wiem, że jak zrobił to raz, to zrobi i drugi. Dziś, jutro czy za rok. Nie chcę powtarzać tego, co przeszłam. Nikt póki co o powrocie nie wie, prócz przyjaciółki, do której lecę. Trzymajcie kciuki!

#MnTXb

Byłam przez cztery miesiące prostytutką.
Zaraz poleci fala hejtów, bo jak to się nie szanuje, jaka dupodajka itp. Wiem o tym, moi drodzy.

Ucząc się w zwykłym liceum, gdzie miałam masę materiału + jeszcze zaległy z technikum jest niby ciężko, ale mieszkając na pustkowiu, jeszcze ciężej o dodatkową pracę. Najgorzej było z rodzicami, bo robili ciągle awantury o nic (a dokładniej mają mi za złe, że poszłam do szkoły jakiej chciałam, a nie męczyłam się w tej, którą oni woleli). Nie jestem wymagająca i nigdy się nie prosiłam o więcej niż edukacja, jedzenie, za bardzo ich znam. Obiad dla każdego, ale nie dla mnie. "Dla uczennic liceum nie ma jedzenia". Pedagodzy są ślepi na problemy uczniów, co niejeden raz widziałam, a rodzice to bóstwo i oni tylko mają rację, nie jakiś gówniarz.

Zrezygnowałam z ich "pomocy", a będąc już po kolejnej głodówce i awanturze, coś we mnie pękło. Puściłam się za pieniądze, a dzięki temu mogłam coś zjeść. Stan ten trwał przez cztery miesiące, aż miałam wystarczająco pieniędzy. Obrzydzał mnie każdy mężczyzna z racji bycia lesbijką.
Wyprowadziłam się do większego miasta, gdzie znalazłam normalną pracę. Szkołę skończyłam bez problemu i aktualnie jestem na studiach, a z rodzicami nie mam kontaktu już od dwóch lat.

#EzCU1

Jak zwrócić na siebie uwagę dziewczyny?
a) podejść i zagadać
b) zdobyć jej numer od znajomych i napisać
c) podejść pod jej dom w jej urodziny z gitarą i próbować śpiewać miłosne piosenki.
Wybrałem opcję C i to był wielki błąd... Jak wielki? Oceńcie sami.

Rok temu w lipcu moja ukochana (nie wie o moim istnieniu) miała urodziny, a ja chcąc się jej przypodobać, wczesnym wieczorem wziąłem w rękę gitarę i pojechałem pod jej dom. Długo o tym myślałem, w końcu zacząłem grać i śpiewać, najpierw Bruno Mars, potem Ed Sheeran... Moje wycie chyba ściągnęło w okolicę romantycznych Sebixów.. Spytali standardowo, czego szukam i czy chcę wpierdol. Nieugięty postanowiłem zostać... Grałem dalej, coraz głośniej.

Jednak życie dość dosadnie pokazało, że chyba nie jesteśmy sobie pisani, bo:
1) dostałem wpierdol (trochę mnie poturbowali)
2) straciłem gitarę
3) dziewczyny, o którą się starałem nie było w domu, ale to nie szkodzi, bo...
4) to nawet nie był jej dom.

Plus jest taki, że przynajmniej dowiedziała się o moim istnieniu!
Słyszałem, jak rozmawiała z koleżankami o "debilu, co darł mordę na ulicy i jej brat go sklepał".
Chyba nie mam u niej już szans...
Na pewno przez to, że jestem rudy!

#Ip09D

Witam wszystkich. To wyznanie będzie trochę nietypowe, bo o Anonimowych i jak ta stronka w pewien sposób zmieniła moje życie.

Urodziłem się za granicą w polskiej rodzinie. W domu do 6 roku życia mówiłem tylko w języku polskim, ale to się zmieniło, gdy poszedłem do szkoły. Rodzicie pracowali cały dzień, a ja czas spędzałem albo w szkole, albo u moich anglojęzycznych kolegów. Jakoś w wieku 10 lat, gdy pojechałem do Polski na wakacje, zauważyłem, że mój polski się pogorszył. Pomimo tego, że w każdą sobotę chodziłem do polskiej szkoły, to zapominałem słówek. Zamiast znaleźć synonim, to po prostu wtrącałem angielskie słówko, a rodzice mnie nie upominali. W Polsce moja rodzina zaczęła się śmiać, że nie umiem odmieniać przez przypadki. Od tamtej pory zaparłem się i już w ogóle przestałem mówić po polsku.

A teraz przejdźmy do 7 klasy - pewnej soboty nauczycielka w polskiej szkole wezwała mnie i parę innych osób na bok i powiedziała, że od teraz gdy inni będą robić jakieś zadania, my musimy iść z nią na korytarz, żeby ćwiczyć czytanie. Jak się okazało, nasza piątka prawie w ogóle nie umiała czytać. Na początku się buntowałem. Nie chciałem czytać abecadła czy wierszy Brzechwy. Tego samego tygodnia na lunchu zauważyłem, że jeden z moich kolegów czyta polską stronę anonimowe.pl. Powiedział, że jego kuzyni z Polski mu to pokazali i że nawet fajne rzeczy ludzie tu piszą. Było mi wstyd, bo nie rozumiałem połowy wyznań, ale to dało mi niezłą motywacje.
Zacząłem czytać więcej książek po polsku, robić, a nie odgapiać zadania z polskiej szkoły itp. Wakacje spędziłem na kolonii dla anglojęzycznych dzieci i powiem, że tam bardzo dużo się nauczyłem. Jednak większość nowych słów czy pisowni poznałem z Anonimowych. Uwielbiałem czytać wasze komentarze i wyznania. Nawet te denne mogły mnie dużo nauczyć. Poznałem taż nowe wyrażenia z tych wyznań o kupie. Na razie nie chcę zakładać konta, bo nie czuję się jeszcze na tyle silny, żeby pisać komentarze, ale może w przyszłości. Dzięki wam od 3 lat regularnie uczę się codziennie polskiego i robię postępy. I choć to wyznanie zajęło mi chyba z godzinę do napisania, to i tak się cieszę, że mogłem to napisać. Dziękuję Wam wszystkim. :)

#0hSao

Jestem "uzdolniona" artystycznie. Dlaczego w cudzysłowie? Bo los robi sobie ze mnie jaja.

Śpiew: Mam ładny głos, wszyscy go chwalą, potrafię śpiewać bardzo wysoko, albo z lekką chrypką. Ale nie mam słuchu muzycznego. 3 razy próbowałam zapisać się na kursy, zawsze mnie odrzucali, bo ze mnie nic nie będzie. No ale mam ładny głos, zawsze daję się namówić na występ dla szkoły. Wtedy przez miesiąc, dzień w dzień śpiewam wybraną piosenkę i to odsłuchuję. Zapamiętuję jakie słowa mają być w jakim momencie podkładu. Dużo roboty, ale fajnie jest wystąpić, lubię to.

Rysowanie: Mam dobrą kreskę, dostaję najwyższe oceny za swoje rysunki, wygrywam szkolne konkursy itp. Ale nie mam wyobraźni przestrzennej, w ogóle moja wyobraźnia tu szwankuje. Miałam kilkanaście książek do rysunku, czytałam i oglądałam różne tutoriale, zaliczyłam kilka krótkich kursów. Nie potrafię przenieść na papier tego co chcę. Nie ogarniam póz, cieniowania i fałd ubrań. Zanim coś narysuję, muszę znaleźć coś podobnego w internecie. Moje rysunki są po prostu kompilacją wielu cudzych prac (rekord to 36). Na poważnie staram się rozwijać od kilku lat i wciąż nie daję rady.

Taniec: Słuchu muzycznego nie mam, ale poczucie rytmu już tak. Tańczę w swoim pokoju odkąd YouTube stał się popularny. W głowie układam różne proste układy, rękami jestem w stanie powtórzyć nawet skomplikowane ruchy. No ale stopy mnie nie słuchają. Zapisałam się do amatorskiej grupy musztry paradnej. Kręcić pałką zaczęłam od razu, po tygodniu sprawnością kręcenia dorównywałam starszym dziewczynom. Po miesiącu wyrzucili mnie, bo nie umiałam maszerować.

Szycie: Szyję od 5 lat. Łatwo mi szczegółowo zaprojektować strój (projekty są płaskie, bez fałd i cieniowań) i dobrać odpowiednią metodę. Odkąd zrobiłam kostium na swój występ, szyję stroje dla kółka teatralnego na każde ważne przedstawienie. Ale moja praca polega głównie na kreatywnym maskowaniu tego, co spieprzyłam.

Pisanie: Publikuję opowiadania, nawet się podobają. Ale mam dysleksję i dysortografię. Każdy rozdział poprawiam miesiąc, a i tak po publikacji zostaje sporo błędów, których nie widzę. Z każdej rozprawki mam 4, nauczycielka zawsze chwali moje prace, ale za interpunkcję i ortografię mam zawsze 0. Nie mam o to pretensji, za debilizm trzeba płacić.

Nie żebym specjalnie narzekała, lubię rysować, pisać, śpiewać i nosić samodzielnie zrobione stroje, ale fajnie byłoby serio mieć jakiś talent w całości i nie napotykać ściany na drodze rozwoju.
Napisałam to, bo jestem w klasie maturalnej, rodzina i nauczyciele prześcigają się w sugestiach: Idź na ASP, idź do akademii muzycznej, zostań projektantką mody. Nikt nie rozumie, że mam ograniczenia i nie dam rady zajmować się tym zawodowo.
Pozdrawiam, przyszła studentka jednego z języków azjatyckich.
Dodaj anonimowe wyznanie