#4PRah

Będzie drastycznie, chcę wam opowiedzieć o tym, jak mnie zgwałcono i o ciąży będącej tego wynikiem. Od zdarzenia minęło 6 lat, dalej nie mogę sobie z tym poradzić, dalej moja psychika jest zrujnowana, ale pomyślałam, że może wyrzucenie tego z siebie jakoś mi pomoże, taki dodatek do terapii, którą dalej kontynuuję.

Miałam 22 lata. Wracałam w środku nocy od koleżanki, z którą robiłam projekt na studia, miałam pieszo 10 minut drogi do domu, a że mieszkam na obrzeżach miasta, był to głównie teren, gdzie już zabudowanie się kończyło i zaczynał się las. Szłam ciemną uliczką tuż przy lesie, taki park to był, gdy w pewnej chwili minęłam człowieka siedzącego na ławce i pijącego alkohol. Po chwili usłyszałam za sobą, że wstał i ruszył za mną, chciałam przyspieszyć, ale nawet nie zdążyłam, gdy podbiegł od tyłu, złapał, zatkał mi usta i zaczął ciągnąć do lasu. Nie miałam sił się wyrwać, a walczyłam z całych sił, kopałam, drapałam, gryzłam. Wpadłam dosłownie w szał, ale nie byłam w stanie go pokonać. Przygniótł mnie swoim grubym cielskiem, zerwał spodnie i przeszedł do rzeczy. Wciąż pamiętam jak śmierdział brudem, ślina kapała mu z ust, oddech cuchnął alkoholem, cały czas charczał i mówił do mnie "cicho bądź, świnko". Mój mózg się wtedy wyłączył, miałam wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę, że to sen. Nie wiem, czy zemdlałam, po prostu odcięłam się od rzeczywistości, jednocześnie czując potworny ból. Zgwałcił mnie brutalnie. Ból, jaki nigdy mi się nawet nie śnił. Gdy skończył, po prostu uciekł. Ja leżałam tam na miejscu jeszcze przez jakiś czas, nie mogłam się podnieść, wszystko mnie bolało, krwawiłam, a umysł odmawiał posłuszeństwa. Jednak dotarłam do domu.
Mieszkałam sama, wiec zamknęłam się, zabarykadowałam drzwi ze strachu i przez dwa dni siedziałam w kącie pomiędzy ścianą a łóżkiem. Czułam pustkę, nawet nie płakałam, to była po prostu pustka, szok, ból, a do tego całkowita apatia i odrealnienie. Po dwóch dniach zaniepokojona koleżanka przyszła sprawdzić, czemu nie się nie odzywam i wtedy się wszystko zaczęło, policja, szpital itd. Przez kolejny miesiąc byłam w domu rodzinnym, rodzice się mną opiekowali jak rośliną, bo nie mogłam się pozbierać. Nie wychodziłam z łóżka, nie chciałam jeść, marzyłam wtedy o śmierci, ze względu na ogromne obrzydzenie, jakie do siebie czułam. Miałam wrażenie, ze nie mogę zmyć z siebie brudu, że moje ciało zgniło. A potem okazało się, ze jestem w ciąży, mimo tego, że dano mi tabletkę PO. Zawsze chciałam mieć dzieci, uwielbiałam je, ale w tamtej chwili miałam wrażenie, że we mnie zamiast dziecka siedzi właśnie ten obrzydliwy, stary, gruby, brudny, pijany facet. Siedzi tam i chce dalej mnie krzywdzić, dobiera się do mnie od środka. Nie mogłam tego znieść, to było apogeum. Ciążę usunęłam. Inaczej bym chyba tego nie wytrzymała. Chociaż trochę mi wtedy ulżyło. Potem przez lata dochodziłam do siebie, lecz nadal jestem wewnątrz wrakiem. Sprawcy nie złapano.

#twX8Y

Z racji niewielkiej nieoperacyjnej wady wrodzonej kolana jestem bardzo częstym gościem w przychodni ortopedycznej. Tak też było dziś, bo noga na powrót spuchła i się zablokowała.

Nowy lekarz jakiś przybył, bada i ogląda, ogląda i bada. Pyta się o moją profilaktykę w takich gorszych dniach, no to mu mówię, że kompres chłodzący 3 razy dziennie. Spytał jak robię ten kompres, więc szczerze mówię, że biorę żel chłodzący, smaruję nogę i owijam bandażem.

Wyobraźcie sobie moje zażenowanie, gdy powiedział, że kompresy kupuje się w aptece i mrozi w zamrażarce.
Jego mina, gdy to mówił... Daję słowo, sytuacja jak w "Doktorze Housie", gdzie kobieta używała inhalatora jak perfum.

#R6rSH

Mam obsesję na punkcie łyżek. Nie wychodzę z domu bez łyżki w torebce.

Jestem strachliwą osobą, do tego chorobliwie nieśmiałą, ale kiedy się boję, wystarczy, że pomacam łyżkę i już wszystko jest w porządku.

Tu zaczyna się moja historia... Zakochałam się w jednej łyżce. Jest piękna, srebrna i pokryta zdobieniami w kształcie maleńkich kwiatków. Nie mogę przestać o niej myśleć, muszę ją mieć przy sobie. Najczęściej chowam ją do kieszeni, by w miejscach publicznych nikt nie widział jak ją macam.

#lKCQe

Mama nigdy nie pozwalała mi dać na kanapkę dwóch plasterków szynki. Uważała, że nie zasługuję na taki luksus, więc powinnam cieszyć się z tego jednego. Żyłam sobie z takim przeświadczeniem przez wiele lat.
Dopiero dziś, mając 23 lata, uświadomiłam sobie, że nie jestem taka beznadziejna i zjadłam kanapkę z dwoma plastrami szynki! Nawet nie uwierzycie, ile dało mi to radości!

PS Nigdy nie brakowało nam pieniędzy. Mama lubiła się nade mną pastwić.

#yk8F3

Będzie krótko. Ostatnio do naszego małego, domowego zwierzyńca dołączył szczeniaczek rasy shiba inu. Tak, ten "pieseł". Nie każdy wie, więc wspomnę, że rasa ta podobnie jak husky potrzebuje dużo ruchu, więc staramy się wychodzić z nim jak najczęściej i jak najdłużej.

Od samego początku mnóstwo osób na ulicy podchodzi do nas - a właściwie do Edwarda, mówiąc "Wow! Uszanowanko! Wow! Pieseł Wow!".

Teraz Edward przestał reagować na swoje imię... Zaczął reagować na "Wow" :)

#73E9f

Dziś po raz kolejny usłyszałem kawał o tym, jak nawalony student przekonuje profesora, żeby przeegzaminował pijanego, a gdy ten się w końcu zgadza, student krzyczy do kolegów "Chopaki! Wnieście Mietka!". Śmieszy za każdym razem, głównie dlatego, że sam byłem bohaterem bardzo podobnej akcji.

Historia, wbrew wstępowi, jest bezalkoholowa, toteż mogą ją czytać również osoby niepełnoletnie ;)

Za pięknych studenckich czasów miałem przedmiot o szumnej nazwie "Teoria chaosu". Prowadził go profesor, który w tym temacie przesiedział pół życia, co najwyraźniej odcisnęło się na jego osobie - był to człowiek mocno zwichrowany, o bardzo specyficznym poczuciu humoru i niestety przekonany o własnej nieomylności. Z relacji starszych roczników wynikało, że oceny z egzaminów u niego również są bardzo chaotyczne i w dużej mierze zależą prawdopodobnie od pogody. I raczej ciężko o pogodę, w trakcie której dawałby coś wyższego niż 4.

Przyszła sesja, a moje ambicje, żeby zdobyć stypendium, nakazały mi mocno się przyłożyć do powtórki materiału. Praktycznie każdą wolną chwile poświęcałem na teorię chaosu.
Dzień przed egzaminem zaczęła mnie łapać grypa czy jakieś inne dziadostwo - łyknąłem jakieś proszki i położyłem się spać.

Następnego dnia obudziłem się. Z przerażeniem zauważyłem, że już dziesiąta - egzamin zaczyna się za pół godziny. Szybko się ubrałem i biegiem na uczelnię. W rekordowym czasie dobiegłem na miejsce, a tam przed salą nikogo. Zadzwoniłem do znajomego
- Cześć. Ten egzamin z chaosu to w jakiejś innej sali jest?
- Cześć. Jaki egzamin? Przecież był przedwczoraj...
Przedwczoraj... Przespałem dwa dni... To by tłumaczyło, dlaczego jestem taki głodny i nieświeży.
- A tak w ogóle to jak się czujesz? Na egzaminie wyglądałeś nie najlepiej...
- Na jakim egzaminie?
- No z chaosu. Przyszedłeś blady jak ściana, cały zlany potem, koszula krzywo zapięta, buchało do ciebie gorącem jak z pieca i nie odezwałeś się nawet słowem... normalnie zombi jakieś...
- I co?
- No siadłeś w ławce i napisałeś ten egzamin. Pierwszy oddałeś kartkę i poszedłeś.
- Aha... Orientujesz się kiedy drugi termin?
- To nie wiesz? Sprawdź maila. Masz 5, a prof jeszcze pochwalił, że tak dobrze napisanego egzaminu jeszcze nie widział.
- Ta, jasne. Dobra. Dzięki, nie przeszkadzam już.
Rozłączyłem się i poszedłem do mieszkania.

Sprawdziłem maila - znajomy jednak nie robił sobie jaj, mam 5 i pochwałę...

Wieczorem do mieszkania wrócił współlokator. Dowiedziałem się od niego, że w dniu egzaminu po powrocie do mieszkania miałem 40 stopni gorączki, zaprowadził mnie do przychodni i trochę mnie ogarnął. I że wiszę mu za leki plus flasz... ymm... czekoladę za fatygę ;)

Bo żeby zrozumieć teorię chaosu, trzeba być trochę wariatem... albo mieć 40 stopni gorączki :)

#p8KDW

Zostałam zgwałcona przez kolegę z pracy. Mam narzeczonego, który mnie wspiera w tym wszystkim i sam to mocno przeżywa.
Niedługo po tym okazało się, że jestem w ciąży. Nawet nie macie pojęcia, jakie to masakryczne uczucie nie wiedzieć, czy nosi się pod sercem dziecko swojego ukochanego czy oprawcy.
Jest możliwość usunięcia dziecka z powodu gwałtu. Jednak przeraża mnie myśl, że to mogłoby nie być dziecko tego zwyrola.

#7Elj9

Od kilku miesięcy, wychodząc na spacery z psami, obserwuję, że do okolicznego lasu pewne osoby wyrzucają śmieci. Na początku nic z tym nie robiłam, właściwie to nie wiem czemu. W końcu jednak, gdy odpadów było coraz więcej, postanowiłam się tym zainteresować. Godzinami czekałam na idiotów, którzy zanieczyszczają środowisko, a gdy byli na miejscu, z ukrycia ich nagrywałam.

Mam 6 nagrań (każde tyczy się innej osoby) i wkrótce idę na policję. Chyba mnie znienawidzą w tej wsi, ale ciul z tym :D

#slHYh

Byliśmy z chłopakiem w górach. Cały czas jakby był zdenerwowany... Wiedziałam, że chce się mi oświadczyć, więc postanowiłam wymyślić sobie jakiś mały scenariusz na ten moment...

Minęło dosłownie kilka chwil! Patrzę? A on klęka i wyciąga pierścionek...
Chciałam mu położyć palec na ustach i powiedzieć "ciii... tak, chcę zostać twoją żoną" nim cokolwiek powie.
Zamiast tego wsadziłam mu palec do nosa :D

#TIvbI

Studenci prestiżowej (jak na polskie warunki) publicznej uczelni. Ludzie dorośli i poważni... No właśnie nie do końca.

Przez jakiś czas prowadziłem ćwiczenia z matematyki na takiej uczelni.
Pewnego razu do mojego gabinetu wkroczyła kobieta, lat około 50
- Przepraszam, można? - spytała.
- Tak... w czym mogę pani pomóc?
- Bo mój Marcinek mówi, że pan się na niego uwziął...
Dopiero w tym momencie zauważyłem stojącego za nią skromnie z opuszczoną głową chłopaka. W pierwszej chwili nie skojarzyłem, jednak po paru sekundach mnie olśniło.
Marcin Anonimowy, na zajęciach siadający zawsze w ostatniej ławce, mający na wszystko wy...rąbane. Na kolokwiach oddawał zawsze puste kartki zanim jeszcze zdążyłem podyktować zadania.
- Yhmmm... A w jaki sposób to moje uwzięcie się na pana Marcina się przejawia?
- Pan zaniża jego oceny z kolokwiów!
- Zapewniam panią, że oceny z kolokwiów są całkowicie obiektywne, a wszelkie zgłoszone w terminie do dwóch tygodni od ogłoszenia wyników reklamacje i roszczenia zostały rozpatrzone. Pan Marcin, z tego co pamiętam, nie miał żadnych zastrzeżeń do oceny.
- To niech pan pokaże pracę mojego Marcinka!
Nie chciałem tego robić. Rodzina ważna rzecz i nie chciałem być tym, który sprawi, że w ich rodzinie relacje się pogorszą. Bycie niefajnym nauczycielem jest już i tak wpisane w zawód nauczyciela matematyki, a psucie rodzin obciąża już sumienie.
- Przykro mi, proszę pani, ale nie mogę tego zrobić. Praca pana Marcina jest dokumentem poufnym i może być przedstawiona jedynie niektórym organom uczelnianym i to tylko w uzasadnionych przypadkach... - zacząłem kręcić, nieco wyolbrzymiając przepisy.
- No ale przecież on sam chyba może zobaczyć swoje kolokwium?
- Tylko na jego wyraźną prośbę - rzuciłem, mając nadzieję, że student jakoś mnie poprze w mojej walce o jego prywatność i dobre stosunki z rodziną...
- Proszę pokazać to kolokwium mojej mamie! - zażądał.
Okej... Tylko potem nie mówcie, że nie próbowałem.

Z szafki wyjąłem plik kolokwiów, z których wybrałem pracę pana Anonimowego. Trzy arkusze papieru kancelaryjnego, ponumerowane i własnoręcznie podpisane przez autora, prawie całkiem puste - poza wspomnianą numeracją i podpisami zawierała jedynie kilka czerwonych zer napisanych przeze mnie.
- Proszę, oto praca pani syna.
- Ale... ale te kartki są puste!
- W rzeczy samej.
- A... to... my już pójdziemy.
Pani wyszła, zabierając z sobą syna, któremu awanturę urządziła jeszcze zanim drzwi od gabinetu się zamknęły.

- Widziałeś to? - rzuciłem do znajomego doktora, który przez cały czas siedział cicho w swoim kącie schowany za komputerem
- No... to jeszcze nic. Do mnie kiedyś przyszedł student z dziadkiem, który straszył mnie swoimi znajomościami.
Dodaj anonimowe wyznanie