Teraz opowiem wam historię wręcz nieprawdopodobną.
Mój brak pewności siebie, doprowadził mnie do wymiotów wywołanych obrzydzeniem.
Przechodzę do sedna sprawy:
Kupowałam mięso w pobliskim sklepie, a dokładnie była to szynka. Wędlinę tę kazałam pokroić ale podczas wykonania tej czynności pani sklepowa skaleczyła się maszyną w palec. Zastąpiła ją koleżanka i dokończyła krojenie, ale NIE WYTARŁA NIC, zaczęła kroić szynkę tak jakby nic się nie stało, bo stwierdziła, że jest CZYSTO. A ja nie zwróciłam jej uwagi...
Dzień później wyciągnęłam tę nieszczęsną szynkę z lodówki i zaczęłam rozkładać na swoje kanapki, łudząc się, że faktycznie było czysto. Niestety, na jednym z plasterków coś zobaczyłam. Był to kawałek opuszka z palca z widocznymi liniami papilarnymi.
Dalsza część wyznania znajduję się w drugim akapicie opowieści.
PS. Szynkę wartą 40 zł zjadł mój kot.
Mam 25 lat i nigdy nie miałam chłopaka. Nie stronię od towarzystwa chłopaków, ale nie szukam partnera na siłę. Zwyczajnie nikt dotąd nie spodobał mi się tak bardzo, bym chciała z nim być. Nigdy mi to jakoś bardzo nie przeszkadzało, ale od jakiegoś roku mój mózg zaczyna od tej samotności nieco wariować.
Zadurzam się z łatwością w facetach, których ledwo znam. Wystarczy mi chwila spędzona z nimi, jedna rozmowa. Ale gorsze jest to, że moje „fazy” dotyczą mężczyzn kompletnie nie dla mnie. Raz jest to żonaty facet w wieku mojego ojca, innym razem niepełnoletni licealista. Wchodzą mi do głowy, nie potrafię przestać o nich myśleć, miewam erotyczne sny z nimi w roli głównej. Trwa to ze dwa miesiące, potem mi przechodzi, ale zaraz spotykam inny obiekt westchnień. I tak w kółko. Rany, jakie to męczące.
Dotychczas wierzyłam w słowa, że do miłości nie ma się co spieszyć i na każdego przyjdzie czas. Teraz przestaję. Bo brak miłości zaczyna mi chyba szkodzić.
Członek mojej rodziny jest politykiem. Jeszcze nie jest rozpoznawalny na poziomie krajowym, ale jest już znany na szczeblu lokalnym.
Oglądając jego wpisy na Facebooku można znaleźć wiele wzruszających postów. Bardzo lubi informować o swoim życiu prywatnym jak i służbowym. Co robi, jakie inicjatywy wspiera i jakimi wartościami kieruje się w życiu.
Niestety od kuchni wygląda to trochę inaczej. Gdy jego siostra zachorowała na nowotwór, zadzwonił do niej kilka razy w ciągu leczenia. Jednakże nie przeszkadzało mu to we wrzuceniu posta z informacją o chorobie siostry i prośbie o modlitwę.
Cóż, jego siostra stwierdziła, że wolałaby by brat do niej zadzwonił, tak normalnie, po ludzku, zamiast prosić obcych ludzi o modlitwę.
W chorobie potrzebujesz wsparcia najbliższych, a nie wirtualnych zapewnień o pamięci.
Jestem matką 4-letniej Dominiki. W rodzinie od strony mojego taty (dziadkowie, wujkowie, ciotki, kuzynki...) uchodzę za okropną matkę. Moja kuzynka za to (ma synka dwa tygodnie starszego od Dominiki) jest tym niedoścignionym wzorem, który powinnam naśladować. Ich zdaniem.
Co takiego robię?
1. Moja córka jeszcze nigdy nie miała w ręce telefonu. Nie uważam tego za konieczność, sama przy niej ograniczam używanie komórki do niezbędnego minimum, coby jej nie kusić. Pawełek (syn kuzynki), w tym wieku "to już umie sam sobie bajki na YouTubie znaleźć", a ja "wychowuję aspołeczne dziecko, które pójdzie do szkoły i będzie odstawało od reszty dzieci, które będą się na telefonie znały". Co z tego, że Pawełek jest do telefonu wręcz uwiązany, jak mu go na chwilę zabrać, to płacz, krzyk, rzucanie tym co ma pod ręką - co z tego? Przecież to takie "urocze". To dziecko jest zwyczajnie uzależnione od rozrywek na telefonie (innych nie uznaje). A że panie w żłobku i przedszkolu nie potrafią sobie radzić? To się nie nadają.
2. Po urlopie macierzyńskim wróciłam do pracy, zamiast "jak przystało na kobietę" zostać w domu z dzieckiem. A fakt, że wcale nie musiałam wracać, bo mąż zarabia wystarczająco, a ja po prostu lubię swoją pracę i mi jej brakowało, jest jeszcze gorszy. Bo jakbym MUSIAŁA dorabiać, to można by zrozumieć, ale tak?
Ostatnio zostałam nazwana także złą wnuczką, bo odmówiłam zostawiania córki samej z pradziadkami. Dlaczego? Bo jak tylko się u nich pojawiamy, to muszę pilnować, żeby babcia nie dawała małej telefonu "z tą fajną grą, którą tak lubi Pawełek".
PS Przyjdzie czas, gdy córka będzie mogła korzystać z telefonu, ale póki co nie chcę, by się od tego uzależniła.
Za dawnych czasów, gdy miałam może 4 lata, a moja siostra 3, bardzo lubiłyśmy się bawić wyimaginowanymi rzeczami. Naszą ulubioną zabawą była zabawa wymyślonym serwisem do herbaty. Wczesnym rankiem, gdy rodzice jeszcze spali, postanowiłyśmy się pobawić w tę jakże wspaniałą zabawę. Podczas zabawy pokłóciłyśmy się. "Zabrałaś mi moją filiżankę" - krzyczałam.
Przyszedł do nas zdenerwowany tata i zabrał nam nasz serwis. Był to duży błąd, bo zaczęłyśmy głośno płakać, czym obudziłyśmy jeszcze mamę. Mama powiedziała tacie, aby oddał nam zabawki, to się sobą zajmiemy i damy im jeszcze trochę pospać... i z wielkim zdziwieniem patrzyła, jak tata oddaje nam... nic.
W dzieciństwie tata nie pozwalał nam używać papieru toaletowego. Twierdził, że to zbędny luksus, bez którego można się obejść, więc go nie kupował. Kazał nam się podcierać liśćmi lub starymi gazetami. Mama nie miała nic do gadania w tej sprawie. Za każdym razem gdy protestowała mówił, że dupa nie szklanka i nie potrzeba jej pachnącego i kolorowego kawałka papieru.
Tylko na święta albo gdy mieli przyjść goście kupował papier, żeby zachować pozory, że nasza rodzina jest normalna. Gdy ktoś przyszedł z niezapowiedzianą wizytą i chciał skorzystać z toalety, to zawsze przepraszał i mówił, że akurat papier się skończył.
Nasze tyłki na tym bardzo cierpiały. Na szczęście w szkole papier był i chyba jako jedyny mogę powiedzieć, że moja szkolna łazienka była dobrze zaopatrzona. Zawsze starałem się grubsze sprawy załatwiać w szkole, żeby w domu nie musieć znowu podcierać się liśćmi.
Nie lubię uśmiechać się na zdjęciach. Jak jednak próbuję się uśmiechnąć, nigdy mi to nie wychodzi i zawsze ten uśmiech wygląda na sztuczny.
Znalazłem jednak na to sposób. Ot, takiego małego prywatnego lifehacka. Kiedy uśmiecham się do zdjęcia, zaczynam myśleć o tym jak mucha wpadła mi do skanera i zeskanowała się wraz z dokumentem. Działa za każdym razem.
Odkąd zatrudniłam się w obecnym miejscu pracy, bardzo bawi mnie jeden fakt. A mianowicie dodawanie przed nazwiskiem mgr inż. W szczególności, swoim stopniem naukowym chwalą się panowie, którym zupełnie brak kultury. Podczas śniadania bekają, zostawiają po sobie resztki jedzenia, które jest dosłownie wszędzie. W lodówce jest masa pojemników z zapleśniałym żarciem, którego Pan inżynier nie wyrzuci, bo się brzydzi i ma to zrobić Pani sprzątająca.
Toalety, wybaczcie dosłowność, są całe zasrane. Żaden nie użyje po sobie szczotki do kibla, a tym bardziej odświeżacza.
Nasz dział ma małą tradycję - w dniu urodzin częstuje się ciastem. W tym dniu pod żadnym pozorem nie wolno zostawiać ciasta samego. Raz praktykantka przyniosła tort, zostawiła go we wspólnej kuchni i wyszła do toalety. Panowie z działu technicznego w 5 minut rozpracowali cały tort, a wrzask kierowniczki było słuchać na całym zakładzie.
Czasami wydaje mi się, że kultura nie idzie parze z wykształceniem.
Mam taką dziwną fobię: nie znoszę być mokra.
Zanim zwyzywacie mnie od brudasów, sprostuję. To nie tak, że boję się wody, nie. Myję się regularnie, z tej strony wszystko jest w porządku. Panicznie boję się mokrego ubrania. Nie wiem dlaczego tak mam, ale jest tak odkąd pamiętam.
Po wyjściu z wanny muszę bardzo dokładnie się osuszyć, żeby się ubrać. Do szału doprowadza mnie mąż, który przeleci tylko lekko ręcznikiem po ciele i zakłada bieliznę. Powiecie, że to pikuś i są gorsze schizy? Z pewnością, ale też wyobraźcie sobie dziecko czy nastolatkę np. w Lany Poniedziałek. To był dla mnie koszmar, a wokół słyszałam tylko, że wymyślam. Nigdy nie pójdę na basen, bo nie będę się przecież kąpać nago, a mokry kostium nie wchodzi w grę.
Ot, takie niegroźne wyznanie, prawie anonimowe (mało kto o tym wie). Chciałam po prostu się wygadać, no i jestem ciekawa czy jest na świecie ktoś jeszcze taki? Pozdrawiam anonimową rodzinkę!
Krótko:
Całowałam się z menelem. Z języczkiem...
Dodaj anonimowe wyznanie