#tJ3P5
W jaki sposób? Normalnie nie znalazłam faceta zainteresowanego mną, a jako domina bez problemu mam mnóstwo chętnych na sesję. Na dodatek często bardzo przystojnych. Zawsze na początku sesji dotykam swojego wybranka i przytulam się do niego, a potem robię inne, w zasadzie paskudne rzeczy. Nawet tego nie lubię, ale ta chwila przytulenia jest tego warta.
#H7CIv
Jest jeszcze jego rodzina. Po ich śmierci (oby dalekiej) będę namawiać go do zrzeczenia się spadku. Jego dziadkowie po swojej śmierci zostawili długi, o których jego rodzice nie wiedzieli. Jego rodzice również mają pierdylion kredytów - na adwokata, remont, meble na raty itd. Zadłużają się nawet kiedy nie mają zdolności kredytowej, wtedy ktoś bierze dla nich kredyt na siebie. Boję się, że przez lekki stosunek do pożyczek wkopię się w długi wraz z zamążpójściem.
#pb7p5
Jakiś czas temu w tramwaju pani staranowała mnie wózkiem "bo ona musi wejść i już" nie mogła zaczekać kilku sekund aż ja i inni pasażerowie wyjdziemy z tramwaju. Skończyło się rozcięciem na łydce i wielkim siniaku.
Innym razem mój chłopak został wyzwany od najgorszych(padło kilka przekleństw) bo nie pomógł kobiecie wnieść wózka do tramwaju. Czemu nie pomógł? Otóż był to tramwaj do którego wchodzi się po schodkach, stary z naklejką że nie można do niego wnosić wózków.
Sytuacja sprzed dwóch dni. Wraz z przyjaciółką wybrałyśmy się na zakupy. Stanęłyśmy przy kasie. Podeszła do nas kobieta z masą ubrań i tekstem "ja mam dziecko więc mam pierwszeństwo i wejdę przed wami". Faktycznie miała ze sobą około 3-letnią dziewczynkę, ale w czym to niby ją upoważnia żeby tak chamsko wcinać się w kolejkę? Na naszą odpowiedź, że każda ma tylko po dwie rzeczy i nie zajmie to dużo czasu, wyzwała nas od niewychowanych gówniar(mamy po 25 lat).
Dziecko było spokojne, a ta kobieta chodziła już po sklepie kiedy my do niego weszłyśmy, czyli jakoś bardzo jej się nie śpieszyło(kiedy wychodziłyśmy z galerii 1,5h później minęłyśmy tą samą kobietę wchodzącą do innego sklepu odzieżowego.
Rozumiem w aptece albo gdyby poprosiła kulturalnie o przepuszczenia czy gdyby dziecko płakało i chciała jak najszybciej wrócić do domu ale nieee...tu chodziło jedynie o to, że ona ma dziecko i jej się należy.
Kolejna sytuacja, wracałam z pracy po 16. Tramwaj pełen ludzi(wracających ze szkoły, uczelni i pracy), tłok okropny. Otwierają się drzwi przy jednej z galerii i kobieta z wózkiem wpycha się w ten tłum ludzi, krzycząc że ona ma wózek i mamy jej ustąpić. Część z ludzi wyszło, ona się jakoś wepchnęła i wyszła po 2 przystankach, przejście tej odległości zajęło by jej z 10 min, pogoda była ładna...ilu ludzi zmęczonych po swoich zajęciach musiało wyjść i czekać na kolejny tramwaj, którym będą jechać 30 min, żeby ona mogła przejechać 2 min....przecież to jest chore...
Innym razem, pan wyglądający na typowego nieroba zwyzywał ludzi wychodzących z tramwaju. Czemu? bo on ma wózek i ma pierwszeństwo. To nic że stał w środku tramwaju, ludzi było dużo i nie miał jak wyjść póki tam stali, on chciał wyjść pierwszy...nie mam pojęcia jak, może chciał przejechać po innych pasażerach...
Podobnych sytuacji była masa i nie rozumiem co niektórymi ludźmi kieruje żeby przyjmować tak roszczeniową pozycję względem reszty społeczeństwa tylko dlatego, że mają dzieci. Mają to mają, ich sprawa, odpowiedzialność i ich decyzja. Dlaczego inni mają im ustępować, słuchać chamskich rozkazów typu "wnieś mi wózek", "ustąp miejsca", "puść mnie przodem"?
#XEyUe
Obecnie córka ma 18 lat. Jej ojciec założył nową rodzinę ale nadal się z nią widuje. Ja jestem sama. Zawiodłam się kilka razy na facetach, którzy nagle stwierdzali, że jednak nie chcą dziewczyny z dzieckiem. W końcu więc zupełnie odpuściłam randki. Skupiłam się na studiach, pracy i dziecku.
Teraz zdałam sobie jednak sprawę, że chyba coś mnie ominęło, że coś straciłam. Nie zrozumcie mnie źle, kocham córkę nad życie ale ona zaraz wyjedzie na studia i będzie miała swoje życie, a ja? Chciałam jeszcze coś przeżyć, zaszaleć, zwariować, nie wiem w sumie.
Postanowiłam, że już dość bycia poukładaną i odpowiedzialną. Wychodzę na jeden wieczór, do klubu, zabawić się.
Na miejscu prawie wszyscy byli młodsi ode mnie ale co mi tam! Wypiłam trochę (ale nie byłam pijana), wytańczyłam się za wszystkie czasy i chciałam już wracać. Wtedy zobaczyłam jego. Stał przy barze i wyglądał jak żywcem wycięty z jakiegoś filmu. Bardzo w moim typie i zdecydowanie młodszy ode mnie. Miałam wrażenie jakby wszechświat postawił go na mojej drodze, żeby mnie wyśmiać. Widzisz czego już nigdy nie będziesz miała? Jesteś za stara, przegapiłaś swoją szansę.
O nie! Nie ze mną te numery. Chciałam sobie udowodnić, że jeszcze nie jest na nic za późno. Podeszłam i zagadałam. Był inny niż myślałam. Sądziłam, że będzie aroganckim dupkiem (przystojniaki często tacy niestety są) i mnie wyśmieje.
Był cholernie miły (no oczywiście). Postawił mi piwo. Tańczyliśmy chwilę, a potem wyszliśmy na dwór przewietrzyć się i porozmawiać. Okazało się, że rozmawialiśmy prawie 3 godziny! Nigdy mi się z nikim tak dobrze nie rozmawiało. Był inteligentny, sarkastyczny i cudownie się śmiał. Wtedy zrozumiałam, że wszechświat wygrał. Oto spotykam faceta idealnego dla mnie ale o wiele za późno i o wiele za młodego. Miałam ochotę wyć. I wtedy mnie pocałował. Cały mój zdrowy rozsądek szlag trafił. Całowaliśmy się jak para nastolatków. W końcu jednak wróciła do mnie rzeczywistość i przyszło otrzeźwienie. Stop. Musiałam to zakończyć. To nie miało sensu.
Wypaliłam, że mam 37 lat i dorosłą córkę, a on jest dla mnie za młody i nie wiem co ja sobie myślałam i że przepraszam. Był zaskoczony ale powiedział tylko, że nie jest wcale taki młody, tylko tak wygląda. Ma 28 lat i chce się ze mną jeszcze spotkać. Dał mi swój numer i powiedział, że muszę zadzwonić, bo będziemy oboje żałowali jeśli tego nie zrobię. Powiedziałam, że zobaczę.
Wróciłam do domu. To było 5 dni temu. Nie wiem co robić. Nikomu o tym nie powiedziałam. Dziewięć lat młodszy to nadal sporo. Dać temu szansę? Co "to" w ogóle jest? Nie wyjdę na zdesperowaną idiotkę?
#VVbFD
Któregoś dnia mama przyszła zmęczona z nocki, poprosiła mnie żebym wyniosła śmieci, a ja zaczęłam robić raban bo "po szkole jestem zmęczona i mi się nie chce".
Wtedy miarka się przebrała! Mama się wściekła i powiedziała sobie że koniec tego. Uświadomiła sobie, że za bardzo nam pobłażała i teraz ma na utrzymaniu dwójkę totalnych leni, co nawet nie umieją pralki obsłużyć... Aż strach co będzie za parę lat.
Może to nie jest najlepszy pomysł, ale uznała że zacznie zachowywać się tak jak my - jak przyjdzie z pracy to nie będzie gotować obiadu, ani sprzątać, tylko zajmie się sobą; obejrzy wreszcie swój serial, albo posiedzi na komputerze. A w weekend będzie leżeć w łóżku nawet do 12! Na każde nasze prośby o sprzątnięcie, albo ugotowanie czegoś odpowiadała "Nie chce mi się, jestem zmęczona", "Jestem zajęta", "Zróbcie to same, przecież macie dwie zdrowe ręce". Był to dla nas szok, bo nigdy nie robiłyśmy nic koło domu, a tu nagle trzeba samemu nastawić pranie, odkurzyć, zrobić jedzenie.. na początku było ciężko, ale po paru dniach przywykłyśmy do obowiązków.
Z pomocą internetu ogarnęłyśmy jak się nastawia pranie, albo jak zrobić jakieś proste rzeczy do jedzenia (bo hej, jednak jedzenie samych kanapek na dłuższą metę nie jest fajne :D). Dopiero wtedy doceniłyśmy mamę, to ile ona musiała robić w domu i przeprosiłyśmy. Wszystko skończyło się tym, że pogodziłyśmy się z nią i podzieliłyśmy obowiązki tak, by każdy w domu coś robił. Od tamtej pory same robimy sobie śniadanie i kolacje, sprzątamy po sobie.
Obecnie mam 18 lat i cieszę się że mama nam dała nauczkę. Gdyby nie to, to pewnie nadal nic bym nie umiała zrobić. :'D
#EovFQ
Kiedy ja i mój chłopak byliśmy już trochę podpici, postanowiliśmy zwiedzić strych szopy, która stała nieopodal. Jak to zwykle bywa w takich miejscach - było ciemno i nikt tu nie wchodził. Idealne miejsce dla zakochanej (przypominam - podpitej) pary. No i wyszło jak wyszło - zaczęliśmy "małe co nieco". Niestety na stojąco taka zabawa po czasie robi się niewygodna, ale gdy nasze oczy przyzwyczaiły się do ciemności, dostrzegliśmy materac!
No to było jak błogosławieństwo. Wygodnie się położyliśmy, dokończyliśmy co zaczęliśmy i nadszedł czas, żeby się ubrać...
I wiecie co? To nie był materac. To była wata szklana...
Ja nie wiem, jak tego nie poczuliśmy wcześniej. W każdym razie - prawdziwą udręką było noszenie przylegających ubrań (w sumie jakichkolwiek ubrań) przez dobre kilka dni, a wielokrotne prysznice nic nie dały.
Nie polecam!
Morał na dziś - patrzcie na co się kładziecie :D
#Nu6Sh
Konferencja była zorganizowana przez pewnego księdza, nazwijmy go X. W roli uczestników-słuchaczy zostali zaproszeni kapłani z parafii znajdujących się na terenie diecezji.
Na początku wypowiadał się specjalista od spraw uzależnień, przedstawiając problem od naukowej strony, po czym przyszła kolej na mnie, jako osobę, która to przeżyła.
Więc zacząłem opowiadać o meandrach swojego życia oraz o wychodzeniu na prostą. Po wszystkim ksiądz X podziękował mi za to, że zgodziłem się wziąć udział.
Kilka miesięcy później ze względu na zmianę grafika godzin w pracy zostałem zmuszony do tego, by zacząć chodzić na inne mityngi niż te, na których bywałem.
Przychodzę więc na mityng w czwartek, otwieram drzwi, i wśród uczestników jeden przykuł moją uwagę. Zacząłem się zastanawiać, czy ja go już gdzieś czasem nie widziałem. Po wymianie spojrzeń już wiedziałem - to ksiądz X. Starałem się nieco zamaskować swoje zaskoczenie. Jak się okazało, on też borykał się z tym samym uzależnieniem. Podszedł do mnie po mityngu i podziękował mi za tamtą konferencję. Przytuliłem go, omal się nie rozklejając. Wspominam to do dziś jako jedną z najlepszych chwil mojego życia.
Póki co, X radzi sobie świetnie, pracuje nad sobą, ma już kilkumiesięczną abstynencję, i jego zaangażowanie dobrze rokuje na przyszłość.
#anTbC
Pewnego razu, po remoncie na balkonie, usiadłam w spodenkach na podłodze i patrząc na tę moją skórę na nogach (były w najgorszym stanie), myślę "o ty k***o!". Zdesperowana wzięłam papier ścierny i zdarłam wszystko ma sucho, krew się lała, ale jaka ulga! Za dwa dni moje nogi były już zagojone, a ja do dziś używam papieru ściernego zamiast gąbki.
#Ons5K
Nastał ten dzień. Pani z recepcji zapewniała, że osobom, które przychodzą po raz pierwszy wskazują jednego z dostępnych trenerów i oni tam mają po prostu pokazać jak ustawiać te wszystkie maszyny, coś może doradzić itp. Nie był to jednak trener personalny, bo za takie usługi się płaci i umawia wcześniej.
Zaprowadziła mnie do szatni, powiedziała, że ogarnie trenera. OK, super. Poszłam się przebrać, ogarnąć. Wychodząc z szatni zauważyłam kto na mnie czeka. Gość był niewiele starszy ode mnie. Przytłaczała mnie jego forma i sylwetka, ale przecież sama sobie byłam winna temu jak wyglądam. Podeszłam, przywitałam się. Już na początku złapałam nieprzyjemne odczucie względem tego trenera. Otaksował mnie spojrzeniem, które mówiło wszystko. Zamiast zrobić to, o co prosiłam (pokazać co, gdzie, i jak), zabrał się za ten personal coaching, chociaż o to nie prosiłam. No ale trudno, trochę ciekawość, trochę wstydliwość zabroniły mi protestować (taa, wiem).
Rozgrzewka była strasznie ciężka dla kogoś o mojej wadze, a kiedy po kilku seriach nie miałam już po prostu sił i ledwo oddychałam - trener się nieprzyjemnie uśmiechał z tekstami "no co, nie dasz rady?", podwyższając poprzeczkę. Co jakiś czas odwracał się do jednego z kolegów i sobie dość otwarcie z moich zmagań drwili. Nawet jak później raczył mi pokazać działanie bieżni, rowerów i innych takich, to stał obok, ustawiając je wcześniej na bardzo wysokie obciążenie czy prędkość, mówiąc, że "skoro się spasłam, to powinnam teraz wytrzymać". I "pilnował", bym niczego nie obniżała. Tak więc pierwszego dnia siłowni miałam biegać non stop na prędkości ustawionej na 8 (i to pod górkę), na rowerze pedałować na poziomie 7. Naprawdę byłam bliska omdlenia, a moje stawy bardzo na tym ucierpiały. Potrzebowałam paru tygodni, by mięśnie nie bolały tak bardzo.
Nie poszłam z żadną skargą, bo nawet nie znałam imienia tego gościa (nie miał plakietki z imieniem ani nic). Może powinnam, ale za bardzo się bałam, nigdy nie byłam specjalnie asertywna. Na trochę odpuściłam sobie siłownię. Wróciłam jednak po jakimś czasie, z większym zapałem. Sporo schudłam, dużo jeszcze przede mną. Nie zwracam uwagi, czy ten trener tam w ogóle bywa, wolę nie mieć tej świadomości. Wiem tylko, że mocno mnie to do tego wszystkiego zraziło. I gdyby nie spora determinacja i motywacja, raczej bym wróciła do zajadania smutków czipsami.
Mam nadzieję, że są tam jednak jacyś przyjemni trenerzy.