#f8D5W

Miesiąc temu zmarła moja mama. Nagle, niespodziewanie, pękł krwiak i koniec, nic nie dało się zrobić. Przeżycie okropne, ciężko się nam pozbierać, ale dziś zdarzyło się coś, co dało mi nadzieję.

Jechałam na zakupy ruchliwą drogą z sygnalizacją świetlną. Stanęłam na światłach, czekam na zielone, doczekałam się. Zielone, wciskam gaz, a samochód nie chce ruszyć. Zdziwiłam się, bo auto na pewno sprawne, mąż mechanik niedawno wszystko sprawdzał i auto chodziło jak igła. No trudno, cisnę znowu - dalej nic, nie ruszam.

Nagle przed nosem zauważyłam rozpędzonego tira, który przejechał na czerwonym świetle... Ja w szoku. Nie powiem, roztrzęsłam się, bo gdybym wjechała na krzyżówkę, to pewnie bym tego nie przeżyła. Po chwili odpalam auto i... bez problemu ruszam.

Mówcie co chcecie, ale ja naprawdę wierzę, że moja mama dalej nade mną czuwa.

#mIDoj

Pięć lat temu na świat przyszła moja córka - Zuza. Wraz z żoną byliśmy bardzo szczęśliwi, ponieważ staraliśmy się latami, wielu specjalistów zajmowało się naszym problemem, ale udało się.

Lata mijały, Zuzia rosła, byliśmy bardzo szczęśliwą rodziną. Jednakże coraz częściej zacząłem zauważać znaczące różnice w wyglądzie małej. Niejednokrotnie ludzie bliscy, jak i obcy mówili, że niemożliwe jest to, że to nasze dziecko. Brak podobieństwa do żadnego z nas ani naszych rodzin. To właśnie bardzo nas zaintrygowało. Znajoma zażartowała, że pewnie podmienili nam dziecko w szpitalu.

Wcale się nie pomyliła. Okazało się, że Zuzia nie jest naszą córką, a wyszło to po zrobieniu badań DNA. Jak się okazało, pielęgniarka popełniła błąd i zamiast naszej biologicznej córki, przyniosła żonie Zuzię.

Oboje z żoną kochamy naszą córeczkę, wiemy, że musimy rozwiązać tę sprawę i znaleźć nasze biologiczne dziecko. Jednak boję się, że przez to moglibyśmy stracić Zuzię, która mimo że nie jest z nami spokrewniona, jest najważniejszą osobą w naszym życiu.

Trzymajcie za nas kciuki!

#SrhAr

Lubię zmywarki.
Serio, kiedy moi rodzice kupili zmywarkę, moje życie się zmieniło.
Nie wiem co się stało, ale zmywarka mnie zachwyca.

Gdy tylko słyszę, że ktoś z domowników wsadza naczynie do zlewu, od razu biegnę do kuchni, by włożyć to naczynie do zmywarki. Kiedy zmywarka jest już pełna brudnych naczyń i garnków, cieszę się jak dziecko na mikołajki, a moim "prezentem" są czyste naczynia, które potem odkładam starannie do szafek.

Uzupełnianie soli, tabletek, płynu nabłyszczającego to dla mnie ważne wydarzenie. Wszystko musi być idealnie uzupełnione co do grama, według instrukcji.
Oczywiście po każdym myciu płuczę filtry, czyszczę dysze i sprawia mi to wielką frajdę. Czuję się jakbym był odpowiedzialny za stan jakiegoś łazika marsjańskiego.

W swoim pokoju mam wielki zapas tej całej chemii do zmywarki i części zapasowych.

Na szczęście nikt nic nie wie o mojej miłości do tego wspaniałego wynalazku.
Mam 19 lat i jestem chłopakiem i nie wiem, czy wszystko ze mną w porządku.

#9LKkA

Jestem grubasem. Praktycznie od zawsze. Moje pierwsze zdjęcie - mam 3 latka i wyglądam jak księżyc w pełni. W rodzinnym domu jedzenie zawsze musiało być na suto, na tłusto. W przeciwnym wypadku tata rzucał talerzami. A że w latach 90. o zdrowym żywieniu i chorobach związanych z nieprawidłowym odżywianiem było głucho, tak też mama nie przejmowała się tym, żeby dzieci odżywiać inaczej.
Teraz - po latach - wiem, że fakt, iż w wieku 8 lat byłam zarośnięta czarnymi włosami jak yeti to nie był "taki mój urok", tylko zwichrowane hormony. A waga 90 kg dla 10-latki też nie była normą.

Jak już trochę podrosłam i nabrałam świadomości, próbowałam się odchudzać. Udało się zrzucić 20 kg. Super. Wagę trzymałam kilka lat. Następnie, dość młodo, zaszłam w ciążę. Po urodzeniu dziecka mój organizm oszalał. Nabawiłam się policystycznych jajników, wkrótce przypałętała się insulinooporność, doszło nadciśnienie. Choroby jak u 50-latki, a miałam tylko 20 lat.
Co miesiąc wizyty u lekarza, co miesiąc +4, +5 kg. Przeszłam przez wiele cud-diet, czym doszczętnie rozwaliłam metabolizm, a efekt jojo uderzał mnie w twarz raz za razem. W ciągu kolejnych 5 lat doszłam do wagi 150 kg.

Szukając pomocy, trafiłam na informacje o chirurgicznym leczeniu otyłości. Taki zabieg miał mi podarować nowe życie, a moje starania miały w końcu być zwieńczone efektami. Chirurg powiedział wprost, że z tak olbrzymiej wagi nie jestem w stanie wyprowadzić się sama.
Na operację czekałam 2 lata. To nie jest pójście na łatwiznę. To jest raczej ostatni krzyk o pomoc. A po zabiegu ogromny ból i łzy...

Aktualnie od operacji minął miesiąc. W końcu dostałam pozwolenie, po kontroli, że mogę zacząć ćwiczyć, bo większe rany już się zagoiły. Poszłam na siłownię z kolegą - również po operacji, kawał chłopa - żeby zacząć, bo nawet jak śpiewają w piosence - najważniejszy pierwszy krok.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy dwóch mężczyzn - i to bynajmniej gówniarzy, bo mieli po ok. 25 lat - zaczęli mieć ogromny ubaw z tego, że gruba baba ćwiczy na siłce. Upasiony ulaniec. Świnia. Z dużych facetów, których też trochę było, nie śmiał się absolutnie nikt. Siłownia w dużym mieście, a nie na żadnej prowincji.
Łzy miałam na końcu nosa. Motywacja uleciała ze mnie jak powietrze z balona. Zaczęło być mi wstyd - samej siebie, swojego ciała. Zapragnęłam się zaszyć gdzieś, gdzie nikt mnie nie zobaczy i nie zrani.
Nie rozumiem... Idziesz na siłownię, a nie do fast foodu, a spotyka cię wyśmianie, wyszydzenie.

Często oglądam programy o grubasach w USA. Ludzie po 300 kg. Walczą o życie, idą na siłownię, a tam wszyscy dopingują ich, cieszą się. Zero wyśmiania, poniżenia.
I tak, wiem, że anonimowe to nie pamiętnik. Ale jeśli po przeczytaniu tego choć jedna osoba zastanowi się zanim wyśmieje grubasa na siłowni czy gdziekolwiek - to było warto...

#i1DQx

Moi rodzice posiadają prastary, starożytny niemal fotel. Ogromny, obity czerwoną jak wołowina skórą, z elementami z drzewa hebanowego, tapicerowany przez przedwojennego mistrza tak obficie, że gdy się na nim siadło, zapadało się aż po łopatki. Dosłownie. To NAJWYGODNIEJSZY fotel na świecie. Ostatnimi jednak czasy (ok. ostatnich 15 lat) zaczął nieco sztywnieć, twardnieć, jego charakterystyczny zapach jakby zaczął ulatywać. Nikt nie wiedział dlaczego.

W ciągu tych lat dorosłam, wyszłam za mąż, teraz jestem w 8. miesiącu ciąży, spuchnięta jak zdechły waleń (to ważny szczegół). Cóż, taki urok. Mąż podrzucił mnie po drodze do rodziców, którzy jak się okazało, akurat gdzieś wybyli w okoliczną dzicz. Pokrzątałam się, pokręciłam i w końcu rozkapuściłam w tymże fotelu, czekając na ich powrót. Zasnęłam. Budzi mnie dziecię kopiące w rozdęty pęcherz.

Ni chu-chu nie idzie wstać. Szarpię się, sapię, próbując się nie posikać, a tu dupa. No nie dam rady się wyszarpać z błogiego odmętu, tak mi się tyłek zapadł i zassał. Brzuszysko niczego nie ułatwia. Wołam psa, łapię za szmatkę do zabawy, pies ciągnie, ale nie daje rady mnie podnieść nawet szarpiąc z całych sił. Zaraz się posikam. Próbuję wykonać kontrolowany przewrót na obok, ale fotel jest za ciężki, podobnie jak ja. Komórka cudem łapie jedną kreskę zasięgu, wysyłam rozpaczliwy SMS do każdego w kontaktach, kto może być do 15 minut drogi od domu, gdzie utknęłam, ale bez wzmianki o siku.

Pomoc nie przyszła, zsikałam się na ten fotel, przy ostatecznej próbie uwolnienia. Zażenowana, spanikowana, złapałam psią zabawkę ze szmatek i zaczęłam to wszystko wycierać, słysząc akurat nadjeżdżającego brata.

W panice nagadałam o bohaterskiej pomocy Fafika, nic się stało, bla, bla, bla... modląc się, by nikt nie poczuł tego zapachu. Nie poczuł. Za to każdy się dziwił, że po tej akcji skóra na fotelu wróciła do dawnej miękkości, i zapach znów ten sam. Dopiero gdy w zaufaniu przyznałam się 90-letniej cioci, ta stwierdziła, że póki babcia żyła, moczem właśnie konserwowała ten fotel i to normalne przy obróbce skóry...

#w994W

Kiedy miałam 12-13 lat, byłam wielką fanką serialu "M jak Miłość". Z wypiekami na twarzy oglądałam każdy kolejny odcinek, a także nie przepuściłam żadnej powtórki.

W pewnym momencie małżeństwo Kingi i Piotrka (Kasia Cichopek i jeden z braci Mroczków) przechodziło poważny kryzys. Najpierw on zdradził ją, a potem - w ostatniej scenie ostatniego odcinka przed wakacjami - ona jego. Byłam zrozpaczona, bo byli moją ulubioną parą i nie wyobrażałam sobie, że mogliby się rozwieść. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce...

Były to czasy, kiedy dostęp do internetu nie był tak powszechny jak dziś. Któregoś dnia poszłam do kawiarenki internetowej i znalazłam dokładny adres TVP. Następnie napisałam bardzo łzawy, pełen emocji list do... Ilony Łepkowskiej, scenarzystki serialu. Do dziś pamiętam jego pierwsze słowa: "Kochana Pani Ilono, niech Pani ratuje to małżeństwo!". Schowałam go do koperty, nakleiłam znaczek i wysłałam do telewizji.

Kiedy tak dziś o tym myślę, zastanawiam się, jaki ubaw musieli mieć na Woronicza, kiedy to przeczytali. A w odcinkach powakacyjnych Kinga i Piotrek wrócili do siebie. :)

#JiCIM

Mam młodszego brata, który od dziecka fascynuje się żołnierzami itd.

Lata temu, gdy musiałem się nim opiekować w wakacje, a chciałem sobie pograć na kompie, wymyśliłem sposób, żeby go czymś zająć. Kazałem mu być stróżem jak prawdziwy żołnierz i chodzić wokół domu przez 10 minut sprawdzając, czy wszystko okej. Mały podchwycił temat i spokojnym, lecz dziarskim krokiem krążył wokół domu z plastikowym karabinem w ręce i patrolował okolicę.

Niestety mam wcielonego diabła w duszy i czas przedłużyłem do godziny, potem dwóch, a ja sobie spokojnie grałem. I tak przez kilka dni :D

Skończyło się, jak mama się dowiedziała o jego patrolach i dostałem szlaban na kompa.

#iwJf6

Będąc małym szkrabem bardzo nie lubiłam chodzenia do kościoła. Była to dla mnie wręcz godzina męki. Rodzice bardzo dobrze o tym wiedzieli.
Jednej niedzieli poczułam się źle będąc w wyżej wymienionym miejscu. Mama jednak nie wierzyła mi, myśląc, że szukam jakiejś wymówki, aby szybciej wyjść.
Później uwierzyła.
Zrzygałam się w kościele.
Obrzygałam ją, całą podłogę i dwie panie siedzące obok.
Nie wiem, czy gorsze jest to co zrobiłam, czy to, że mama szybko uciekła mówiąc, że posprzątają to te stare panie, które siedzą w pierwszym rzędzie.

#iD1hs

Pracuję w sklepie odzieżowym. W naszym asortymencie poza ubraniami są też różnego rodzaju dodatki, m.in. torebki

Wczoraj w jednej z przymierzalni znalazłam "niespodziankę".
Pół podłogi wysmarowanej kupą i zużytego, otwartego pampersa, wciśniętego w torebkę za 400 zł.

Drodzy rodzice, czy wy k%#@ myślicie?

#lj2Dp

Na obozie harcerskim koledzy podpuścili mnie, że jak się dotknie krowie wymię, to tak jak dotknąć biustu kobiety. No to dotknąłem.
Okazuje się, że byki nie bardzo lubią, jak się je łapie za jądra...

Na szczęście niedaleko była drabina przystawiona do drzewa i jakoś się uratowałem.
Dodaj anonimowe wyznanie