#MMiiB

Jestem złem wcielonym...

Sklep, kolejka do kas ogromna, dosłownie jak przed Bożym Narodzeniem. Ale co zrobić, stoję i liczę batony na wystawie, gdy nagle podeszło dwóch panów w wieku 20-25 lat ,takie trochę Seby, tylko z lepszej dzielnicy, wiecie, DG i te sprawy.

Panowie stwierdzili, że oni nie będą stać w kolejce, bo nie mają czasu (a wszyscy inni go mają) i bez ceregieli wypchnęli (dokładnie tak, wypchnęli jak ostatnie chamy) dziewczynę, która stała przede mną. Powiedziałam, że tak nie wolno, ale usłyszałam, że mam zamknąć buzię (tylko bardziej dosadnie). Nikt inny nie zareagował, dosłownie nikt. Dziewczyna, którą wywalili z kolejki miała łzy w oczach i chciała wrócić na swoje miejsce, ale skutecznie jej te działania blokowali, zostawiła zakupy i wybiegła...

Tym razem karma okazała się być nie tyle suką, co mężem owej dziewczyny, który czekał na żonę w aucie. Koleś wpadł tam z żoną i zapytał tylko "kto?", a ona ich wskazała. Tych dwóch cwaniaczków to chyba nawet nie wiedziało co ich trafiło, to co się potem stało to była jakaś magia, dosłownie w kilka sekund ich poskładał, nie tak, że się z nimi szarpał czy coś, ja nawet nie umiem opisać dokładnie jak ty wyglądało...

A dlaczego to niby ja jestem zła? Bo mnie ich widok z obitymi buziami po prostu ucieszył jak prezent dziecko na gwiazdkę. Możecie pisać, że tak się nie załatwia takich spraw, ale co się ucieszyłam, to moje :)

#1zOoj

Jestem osobą bardzo ciepłą, otwartą i kochającą. Wydaje mi się, że to przez to, że miłości brakowało mi gdzieś tam w dzieciństwie. Teraz próbuje dzielić się wszystkim co mam z innymi. 

Jestem dawcą krwi, pomagam różnym organizacjom i staram się być dobrym człowiekiem, uczyć się na błędach i ciągle się rozwijać. Przeżyłam swoją pierwszą miłość, nie ma nic tu dużo do opowiadania. Czas był nieodpowiedni i byliśmy za młodzi. 
Od tamtego czasu minęło parę lat a ja nigdy nie potrafiłam się znowu zakochać. Próbowałam, ale zawsze tak bardzo się bałam że zostanę zraniona i nigdy po prostu nie wychodziło. Parę miesięcy temu poznałam chłopaka (nazwijmy go Tomek), miałam bardzo wielki dystans i starałam się panować nad uczuciami. 

Przeżyliśmy mnóstwo świetnych chwil, wyznał mi miłość i chciał bym była jego pierwszą miłością. A ja po prostu się poddałam, zakochałam się i nie potrafiłam tego dłużej kontrolować. Serce mam wielkie, miłości i ciepła pełno więc wyobraźcie sobie jak starałam się tym dzielić. Któregoś dnia Tomek przestał się odzywać, nie odpisywał, nie odbierał. Postanowiłam wyznać mu jak się czuje, byłam bardzo obiektywna i chciałam tylko zrozumieć dlaczego postanowił mnie zostawić w tak obrzydliwy sposób. 

Tomek nie chciał nic wyjaśniać, powiedział tylko że nie przejmuje się innymi ludźmi i w dupie ma moje uczucia, że jest zimny i nic nie potrafi czuć. Wysłał zdjęcie jego nowej dziewczyny. Ironia jak przez tyle lat byłam tak ostrożna w wybieraniu partnerów a ktoś tak po prostu potrafił złamać mi serce. 

Nigdy w życiu nie czułam większego bólu niż teraz, nie wiem co ze sobą zrobić. A najgorsze jest to że ja wciąż widzę w Tomku wspaniałego chłopaka, który ma problemy z samym sobą. Tak bardzo chciałabym mu pomóc, ale nie potrafię sama się pozbierać. Próbowałam już wszystkiego.

#uwBRH

Oglądałam telewizję w salonie, gdy do pokoju wszedł kot. Powolnym krokiem podszedł do sofy na której siedziałam, następnie wskoczył na stolik i zaczął się na mnie patrzeć.
Po prostu siedział i się patrzył tylko na mnie. Ogon co chwilę zmieniał pozycję, raz machnął nim w prawo, raz w lewo. I ten wzrok...

Znieruchomiałam. Chwyciłam telefon i zrobiłam mu zdjęcie, po czym wstałam i bardzo powoli zaczęłam iść w kierunku drzwi. Tyłem. Cały czas obserwowałam kota, czy aby na pewno za mną nie pójdzie. Serce waliło jak oszalałe, ale starałam się zachować spokój, bo on cały czas mnie obserwował.
Udało mi się dojść do drzwi wyjściowych, chwyciłam jeszcze torebkę i klucze z wieszaka, po czym wyszłam z mieszkania. Będąc na korytarzu, pędem rzuciłam się do windy. Wybiegłam z bloku, nie mogłam złapać tchu, po drodze trąciłam jakieś dziecko.
Biegłam jeszcze kilka metrów, znalazłam się na głównej ulicy. Ciężko dysząc, usiadłam na przystanku.


Ja nie mam w domu kota.
Na zdjęciu, które zrobiłam był sam stolik.

#5INvW

Pewnie macie w swoim otoczeniu tzw. "toksyczne osoby", takie z którymi wolicie się nie zadawać. Otóż ja jestem jedną z tych osób.

Od kiedy zdałam sobie z tego sprawę nawiedzają mnie codziennie moje błędy. Jak to wygląda? Kiedy np. czytam książkę, nagle w mojej głowie pojawia się obraz sytuacji w której źle zareagowałam, powiedziałam coś nieodpowiedniego, swoim zachowaniem sprawiłam, że ktoś mógł się poczuć urażony, mówiłam tylko o sobie lub kłamałam. Nienawidzę siebie za to jaka byłam. Piszę to tutaj tylko dlatego, że nie mam nikogo komu mogłabym o tym powiedzieć, a potrzebuję szczerej rozmowy. Może kiedyś to z siebie wyrzucę i będę mogła zapomnieć o przeszłości oraz moim okropnym charakterze, i będę mogła w końcu znaleźć kogoś bliskiego. Na razie będę walczyć o lepszą siebie.

#3yNG7

Jak miałam 15 lat, dla żartu i trochę ruszenia nerwów mamie powiedziałam jej, że jestem w ciąży. Awantura była niemała, ale mama w końcu zrozumiała, że żartuję. Od tego czasu coraz częściej robiłam sobie jaja, ogłaszając mamie tę nowinę (raz spokojnie, innym razem zapłakana... zawsze byłam dobrą aktorką). Po pewnym czasie mama się przyzwyczaiła i zaczęła reagować z uśmiechem pociągając temat "oo, będę babcią" albo "w końcu zrobiłaś coś od początku do końca".
Teraz mam 19 lat i jakiś czas temu po raz kolejny wyznałam mamie, że jestem w ciąży, na co ona zareagowała śmiechem.
Z tym że ja naprawdę jestem w ciąży, a moja mama nie przyjmuje tego do wiadomości. Ciągle powtarza tylko, żebym się uspokoiła, bo ten tekst powtarzany zbyt często już tak nie bawi.
No cóż... może za 6 miesięcy uwierzy.

#DqqkQ

Mam w domu lodówkę, która ma na zewnątrz kostkarkę do lodu.

Kiedyś robiłam imprezę urodzinową na 30 osób. Dużo, czy mało, nie sposób było widzieć co każdy robi. Rano obudziłam się pierwsza, skacowana poszłam do lodówki żeby nalać sobie wody i dosypać kostek z lodówki. Naciskam ,"wodę", leje się. Naciskam ,,lód" - też się leje. Nie wzbudziło to moich wątpliwości, stwierdziłam że ta druga woda się nie zdążyła zamrozić. To była wódka.

#1ucOa

Ostatnio przydarzyła mi się dość niemiła sytuacja. Zacznijmy może od tego, że mam 16 lat, a przez to że się nie maluję i mam dziecięce rysy twarzy - wyglądam na jakieś 14. Ale jako iż teraz są wakacje, stwierdziłam że pójdę do pracy zarobić trochę pieniędzy na jakieś tam swoje drobne wydatki.

I jakieś kilka dni temu kiedy wyszłam umyć drzwi lokalu w którym pracuję, pewne starsze panie zatrzymały się, popatrzyły na mnie i na odchodne nawiązał się między nimi taki dialog:
- Boże kochany, taka młoda, a już pracuje.
- Wiesz, tyle się słyszy o tych nastoletnich ciążach... pewnie matką ją do pracy wysłała żeby dołożyła pieniędzy na dziecko.

Nie wiem co ci starsi ludzie mają w głowach, że wrzucają wszystkich do jednego worka, ale tego się nie spodziewałam.

#pwSX5

Nastoletnie czasy wspominam z nostalgią. Był to czas pierwszych wielkich miłości, romantycznych randek i ukradkowych buziaków.

Mając jakieś 16 lat, spotykałam się z pewnym chłopakiem. Jako że był to początek naszej znajomości, latałam jak na skrzydłach. Byliśmy umówieni na spotkanie, z podekscytowania nie mogłam usiedzieć na miejscu. Przed wyjściem mama poprosiła mnie o sprzątnięcie kuchni, a ja całkiem o tym zapomniałam, bo wiadomo, chłopak czeka, ja motylki w brzuchu itp.

Randka była cudowna. Wróciliśmy do mojego domu i postanowiliśmy jeszcze chwilę ze sobą spędzić. Rozmawiamy z moimi rodzicami, żartujemy, luzacka atmosfera. Wymykamy się jednak do mojego pokoju...

Zamarłam. Mama zniosła do mojego pokoju wszystkie brudne naczynia i porozstawiała je na podłodze i meblach.

Nie było to nasze ostatnie spotkanie, ale tamten wstyd pamiętam do dzisiaj. Dobra lekcja, mamo!

#Zq7D0

Mam 26 lat, pracę, chłopaka.

Poszłam dziś do kardiologa, bo miewam ostatnio dziwne arytmie serca. Ale zamiast rozmawiać o moim sercu, wylałam z siebie historie swojej bulimii. Płakałam u niego przez ponad godzinę wizyty. W końcu po 10 latach ukrytego rzygania, komuś o tym powiedziałam. Kamień spadł mi z serca, bo zrobiłam minimalny krok do przodu. Lekarz wysłuchał, dał skierowanie do psychologa, wykazał zrozumienie.

Powiedziałam o sytuacji chłopakowi, bo przecież o niczym nie miał pojęcia. Uznał, że to moje wymysły, że to tylko wymówka żeby się objadać. Nie wierzy w takie problemy, ani w to, że jakikolwiek psycholog mi pomoże. Zero wsparcia. I chociaż bardzo mi przykro że nie dostałam ani odrobiny zrozumienia, to obiecałam sobie, że w końcu coś z tym zrobię, bo inaczej się wykończę psychicznie i fizycznie.
Dodaj anonimowe wyznanie