#F4VcI
Czułam się przy niej bezpiecznie, a jej obecność dodawała mi sił w wielu trudnych sytuacjach.
Kiedy byłam chora siedziała przy moim łóżku, nie odstępując mnie na krok. Nawet ,,za potrzebą" na dwór nie chciała wychodzić. Kiedy wpadłam w depresję po stracie ukochanej osoby mobilizowała mnie do wyjścia z domu, dzięki czemu poznałam mojego obecnego partnera.
Odkąd pojawiła się w moim życiu była przy mnie w każdej trudnej chwili, a jej szczere przywiązanie i wzrok wyrażający więcej miłości niż kiedykolwiek od kogoś dostałam dodawały mi otuchy.
Zawdzięczam jej nie tylko wyjście z dołka, ale i ocalenie przed gwałtem ze strony bliskiej mi do tamtej pory osoby.
Kiedy okazało się że moja psina jest ciężko chora byłam gotowa oddać każde pieniądze żeby tylko przedłużyć jej życie. Wraz z rodziną szukaliśmy pomocy w innych, większych miastach licząc na to, że któryś weterynarz w jakieś klinice znajdzie sposób na wyleczenie mojej Z. Kiedy okazało się że nie ma już nadziei, ale psiak cierpi ze łzami w oczach i złamanym sercem zdecydowaliśmy się na uśpienie Z.
Z. była sporą psinką, mój tata zaniósł ją do samochodu(chodzenie sprawiło jej ból i trudności) owinęliśmy ją w jej kocyk, zabraliśmy ulubioną zabawkę i ostatni raz wyszliśmy z domu.
U weterynarza siedziałam z nią na podłodze, łzy ciekły mi po policzkach a ona patrzyła na mnie jakby jak zawsze martwiła się o to, że jest mi smutno. Tak jak zawsze w chwilach smutku próbowała polizać mnie po ręce ale nie miała już na to siły.
Mimo wszystkiego co przeżyłam to była najgorsza chwila w moim życiu.
Tata siłą zabrał mnie do samochodu. Przez kilka dni nie mogłam spać, prawie nic nie jadłam... jeżeli nie musiałam to nie wychodziłam z domu.
Do dziś mam przy łóżku zabawkę i kocyk Z. do których przytulam się, gdy jest mi źle.
Kiedy widzę na ulicy psa podobnego do niej albo oglądam jej zdjęcia łzy napływają mi do oczu.
Tak bardzo brakuje mi tego spojrzenia pełnego miłości, zaufania i bezgranicznej wierności, wspólnych spacerów i jej zimnego nosa na moim pliczku kiedy płacze.
I ta wiem, że zwierzęta zdychają a umierają ludzie, ale dla mnie ona była moim najlepszym przyjacielem i nie użyje w jej kontekście słowa "zdechła"
Utrata pupila boli tak samo jak strata członka rodziny. Bardzo ci współczuję i pamiętaj, że skrócenie cierpienia zwierzęcia było dobrą decyzją
Twoja ,,psina" na pewno bardzo cię kochała
z tego co napisała autorka to Z nie była pupilem a właśnie rodziną i przyjaciółką....może się trochę czepiam ale ja mówię do swojej L(sunia) włochata córka.... jest członkiem rodziny i kocham ją
Zwierzęta też umierają. Zdychają niektórzy ludzie.
Popieram. Niedawno przeczytałam trafny tekst "Zwierzę umiera, a nie zdycha. Zdycha to mi wiara w ludzi i ich wrażliwość".
Każda istota zasługuje na szacunek z automatu, ale niektórzy zasługują, żeby ten szacunek stracić.
A właśnie że nie. Zwierzęta zdychają, ludzie umierają. Możecie minusować, nie przeraża mnie to.
Jak najbardziej można powiedzieć że zwierzę zdycha. I nie ma to negatywnego wydźwięku
Co jest najtrudniejsze w posiadaniu psa? Patrzeć jak odchodzi. Życzę Ci powodzenia w tej całej sytuacji, żebyś płakała jak najmniej.
Nie tylko psa, inne zwierzeta tez potrafią być przyjaciolmi
Tak jak zawsze komentarze "pierwsze wyznanie przy którym się płakałem/am" były dla mnie wyolbrzymione tak teraz już w połowie wyznania łzy mi napłynęły do oczu. Piękna relacja ze zwierzęciem, jestem pewna, że twój przyjaciel teraz ma się lepiej. Bez bólu. Jedynie ze wspomnieniami o tobie. Dużo siły życzę
bardzo mi przykro, to był dla ciebie ogromny cios. mój piesek kilka razy już poważnie chorował i całe dnie płakałam, gdy wracałam ze szkoły, od razu leciałam do weterynarza i przesiadywałam z nim całe dnie. życzę ci dużo siły i powodzenia
Jakoś nigdy nie mogłam użyć "zdechł" w kontekście zwierzęcia... Zawsze jakoś bardziej pasowało mi do ludzi. Zwłaszcza niektórych ludzi.
Podczas czytania wyznania się rizplakalam i nie wyobrażam sobie jakby nie było moich pieskow :((((trzymaaaj sieee
Ja do tej pory mam miskę mojej psiny, ostatni kamyk, który przyniosła z podwórka i jej zdjęcie w ramce i na tapecie na kompie. Tęsknię za nią niesamowicie chociaż to już 6 lat jak jej z nami nie ma :(
Nigdy nie skomentowałam wpisu, ale teraz czuję taka potrzebę. Straciłam swojego psiaka, najlepszego przyjaciela od prawie 13 lat zaledwie miesiąc temu. Zginął tragicznie i boli mnie że nie mogłam jakikolwiek się z nim pożegnać i że już nigdy go nie przytulę. Mam problemy z snem, non stop mi się śni, również jak zobaczę podobnego malucha to po prostu płacze. Nie zdawałam sobie sprawy że to tak bardzo boli, rozumiem Twoja stratę, ale głęboko wierzę, że nasze psiaki czuły się kochane i trafiły najlepiej jak mogły! Jestem z Tobą Autorko!
Bardzo smutne 😢