Skradziono mi portfel w tramwaju. Był tłok, a zawsze trzymam go w torebce w zamkniętej kieszonce, więc o zgubieniu nie było mowy. Byłam strasznie zła i zrozpaczona jednocześnie – z jednej strony straciłam wszystkie dokumenty i karty (co ważne dla tej historii, w portfelu znajdowały się karta dawcy z DKMS i Dawca.pl), a z drugiej zdjęcia członków rodziny, w tym stare portrety babci, dziadków, które były unikalne, czarno-białe i których duplikatów nikt nie miał.
Po trzech dniach przyszła do mnie niewielka paczka z moim portfelem i wzruszającym listem. Złodziejka pisała, że zobaczyła u mnie kartę dawcy, przepłakała pół nocy i że ma straszne wyrzuty sumienia, bo jej brat jest biorcą przeszczepu, przysięgała jednocześnie, że już nigdy nic nikomu nie ukradnie.
Szkoda tylko, że z portfela zniknęła cała gotówka, w tym żabka „na szczęście”, trzymająca w pyszczku grosik. No ale przynajmniej odzyskałam zdjęcia...
Dodaj anonimowe wyznanie
Wyrzuty sumienia wyrzutami sumienia a gotówka gotówką.
Czymś trzeba było wycierać łzy.
To dość powszechny proceder w Polsce, choć może nie standard, że złodzieje odsyłają dokumenty (poza kasą) poszkodowanym.
Stara legenda miejska. Tyle, że w oryginale chodzi o dawcę krwi, który w zaułku zostaje napadnięty i "ocalony" przez jednego z napadających, bo "jego brat żyje dzięki przetoczeniu"
Pewnie była w przemocowym związku gdzie facet zabierał jej wszystkie pieniądze (przemoc ekonomiczna) a może nawet gwałcił. Wina tego faceta
A, to ten majowy. Bo już myślałam, że oryginalny coś przedawkował i że od tego dzisiaj wyjątkowo mu wali w dekiel.