#yirmz

Miałam kiedyś wszy na głowie, bo kolega przyszedł do szkoły i wszystkich zaraził. No więc jako mała dziewczynka ok. 11 lat ubzdurałam sobie, że pozbędę się tych wszy, gdy je komuś przekażę, czyli kogoś zarażę. Byłam przekonana, że ten kolega właśnie w ten sposób pozbył się swojej choroby i ja postanowiłam, że zrobię tak samo.

Następnego dnia poszłam do pobliskiego lumpeksu ze starszą siostrą pod pretekstem, że mi się nudzi, to sobie jakieś ciuchy pooglądamy. Gdy tylko nie patrzyła, to brałam jakiś ciuch i wycierałam w niego głowę. Później widziałam, jak inna pani przymierzała te ciuchy, więc byłam pewna, że udało mi się wyleczyć i przekazać chorobę dalej.

Wróciłam szczęśliwa do domu i powiedziałam mamie, że nie mam już wszy, a ta mi nie uwierzyła i umyła mi głowę jakimś dziwnym płynem. Parę dni później rzeczywiście nie miałam już wszy i byłam świecie przekonana, że mój sposób zadziałał. Teraz wiem, że to bzdura i przy okazji trochę mi głupio, że inni również mogli złapać przeze mnie wszy.

#OrFj0

Postanowiłem zrobić na pewnym portalu mały eksperyment: założyć na dwóch smartfonach dwa konta — żeńskie i męskie — i policzyć, ile lajków zbiorę, oraz dowiedzieć się, jacy chłopacy i jakie dziewczyny otwierają konta.

Na obu kontach ustaliłem zasięg na 10 km (mieszkam w centrum miasta powiatowego), podałem wiek 20 lat, a wiek szukanych osób zaznaczyłem w przedziale 18 — 30 lat.
Na koncie kobiecym szukałem tylko chłopaków, a na męskim — dziewczyn.
Eksperyment trwał 2 tygodnie, w tym czasie przesuwałem codziennie 50 osób w prawo, jeśli tylko były dostępne.
Na obu profilach zamieściłem zdjęcia przeciętnie wyglądających dwudziestolatków ze stocka. Nie zamieszczałem żadnych opisów.

Wreszcie uruchomiłem profile. W ciągu tych dwóch tygodni wyświetliło mi się aż 689 chłopaków i tylko 37 dziewczyn.
Z chłopakami miałem aż 667 matchów, a z dziewczynami tylko 3 (no cóż, płeć piękna może być wybredna ze względu na wysoką podaż facetów).
25 dziewczyn wg opisu chciało stałego związku, żaden z chłopaków nie miał podobnego życzenia.
5 dziewczyn miało zdjęcia w wyzywających pozach. 453 chłopaków wrzuciło zdjęcia nagiej, umięśnionej klaty.
328 chłopaków wrzuciło fotki z autem marki BMW, Audi albo Mercedes, a 172 — motocyklem.
Co warte odnotowania, 423 facetów podało swój wzrost, z czego 292 deklarowało 190 cm lub więcej, a 21 — ponad 2 metry.
27 dziewczyn i 212 chłopaków podało swoją uczelnie wyższą.

W październiku wyjeżdżam na studia do dużego miasta, w którym zamierzam przeprowadzić podobny eksperyment.

#VMGqt

Niedaleko mojego osiedla jest takie miejsce gdzie jako nastolatka spędzaliśmy sporo czasu razem ze znajomymi. Dużo zieleni, ławek, ogólnie przyjemna miejscówka. Ważnym elementem w historii jest fakt, że obok jeżdżą pociągi.

Któregoś dnia siedziałam z koleżanką na górce przy torach, gdy zobaczyłam dwie dziewczyny idące właśnie torami. Zaniepokoił mnie fakt, że zachowywały się dziwnie. Postanowiłyśmy sprawdzić, czy wszystko w porządku. Gdy podeszłyśmy bliżej okazało się, że jedna z nich chciała się rzucić pod pociąg, a druga próbowała ją powstrzymać. Obie były mocno pijane. Próbowałyśmy ją zaciągnąć na górę, ale stawiała opór i gdy tylko się wyrywała, od razu gnała na tory. My dwie szczupłe dziewczyny i jej pijana koleżanka nie mogłyśmy jej utrzymać. Z przerażeniem zauważyłam nadjeżdżający pociąg. Gdy był naprawdę blisko wiedziałam, że nie damy rady jej odciągnąć, więc postanowiłyśmy się na niej położyć, by nie mogła się rzucić.

Nigdy nie zapomnę uczucia, gdy leżałam na jednych torach, a po drugich obok przejeżdżał pociąg, trąbiąc przeokrutnie. Gdy pociąg przejechał, a dziewczyna się trochę uspokoiła, udało się ją przekonać, by stamtąd poszła. Dziewczyny pokierowały się w stronę osiedla i tyle je widziałyśmy. Później widziałam ją jeszcze kilka razy, ale wątpię, by mnie pamiętała. Mam tylko nadzieję, że jest szczęśliwa i nie żałuje tego, że w tamtym momencie nie straciła tego, co ma najcenniejsze.

#Ih09O

Mam siostrę, bliźniaczkę. Podobną, nie identyczną, chociaż pomyłki w identyfikacji która to która są częste.

Od ponad dwudziestu lat zawsze byłam tą drugą. Zaczęło się od dnia narodzin, ciągnęło się w życiu rodzinnym, w szkole, wśród znajomych. Byłam dodatkiem, gorszym, niechcianym i często odrzucanym. Zawsze porównywali mnie do starczej siostrzyczki twierdząc, że powinnam brać z niej przykład.
Irytację, niechęć i złość w takich sytuacjach przelewałam na nią, obwiniając ją za wszystko. Nasze relacje nie były więc zbyt bliskie, chociaż po przejściu na swoje i ograniczeniu kontaktów, zmianie środowisk ociepliły się. Na tyle się poprawiły, że kiedy nas obie życie postawiło przed ścianą i grunt się nam posypał (obie miałyśmy mieć w mniej więcej tym samym czasie kosztowną operację, u mnie szykowało się sporo wydatków i wisiała nade mną i partnerem wizja przeprowadzki do większego miasta, a siostra musiała znaleźć na szybko inne lokum), stwierdziliśmy we trójkę, że "spoko, zamieszkajmy razem. Będzie taniej, może się nie pozabijamy przy okazji.

Minęło kilka miesięcy, kryzysy mieliśmy za sobą, a narzeczony i siostra dogadują się świetnie. Tak świetnie, że dwa tygodnie temu po imprezie u znajomych, z której zerwałam się wcześniej, bo do pracy na 6, z rana zastał mnie uroczy widok ich dwojga, świecących nagimi dupami z pokoju siostry.
Nie budziłam ich, ostrożnie zamknęłam drzwi, wyszłam do pracy i odbębniłam swoje. Wróciłam, zastanawiając się, co mnie czeka w mieszkaniu. Przyznają się? Będą kłamać? Przemilczą sytuację licząc, że o niczym nie wiem?
Cóż, milczeli. Ja również.

Dzień później wzięłam wolne w pracy. W czasie, kiedy ich nie było, spakowałam rzeczy, zgarnęłam zwierzaki i z tobołkami pojechałam do rodzinnego domu. Rodzice nadal nie wiedzą, czemu z dnia na dzień zwaliłam im się na głowę.
Siostra i chłopak wydzwaniają i piszą. Nie mają chyba jednak odwagi zajść i spróbować pogadać.

Ja "rozmówiłam" się z nimi w liście, zostawionym razem z pierścionkiem zaręczynowym. Wypisałam wszystko, co chciałabym im wywrzeszczeć. Wolę to jednak załatwić na spokojnie, bez krzyków, awantur i łez. Prosiłam też, by nie rozpowiadali wokoło o tym epizodzie - zaraz by się rozeszło i zrobiło głośno na mieście.

Ciężko mi zapanować na emocjami, zawsze bałam się, że przejmą nade mną kontrolę i rozryczę się jak bóbr, więc je tłumiłam. Przez te dwa tygodnie płakałam tylko raz - w noc, kiedy wprowadziłam się do rodziców.
I jestem z siebie dumna - zachowałam zimna krew, nie popadłam w "depresję", nie użalam się nad sobą. Szukam aktualnie pracy poza miastem, rozglądam się za mieszkaniem, w którym będę mogła trzymać psiaki i gryzonie.
Wiem jedno - nie żałuję. Chociaż znowu zostałam zepchnięta na drugie miejsce.

#T2rl8

Z pamiętnika budowlańca.
Na przebudowie drogi jeden z robotników zagęszczał grunt wackerem 500 (dla niewtajemniczonych - taka duża ubijarka). W pewnym momencie wyżej wymieniony sprzęt zaczął mu niebezpiecznie schodzić na bok, więc został przez owego robotnika wyłączony, a sam kierujący wydarł się na pół miasta: "Gdzie k... idziesz?".
Pani przechodząca obok była w tak ciężkim szoku, że drugi budowlaniec musiał do niej podejść i powiedzieć, że jednak może przejść przez ulicę...

#qfnuR

Dzisiaj wracałem z nocki autobusem, gdy kierowca gwałtownie zatrzymał się na pustej drodze i zaczął zmieniać pas na przeciwległy. Po przejechaniu paru metrów przez boczna szybę zobaczyłem małego jeża, który akurat w tym miejscu przekraczał jezdnię i to właśnie jego wymijał kierowca.

Każdy może zostać bohaterem!

#AF3Yq

Mam 30 lat i mimo że już dawno nie chodzę do szkoły, to nadal co roku, gdy zbliża się wrzesień, a w telewizji zobaczę reklamy dotyczące przygotowania do nowego roku szkolnego, to jadę do supermarketu i kupuję sobie całą szkolną wyprawkę: zeszyty, długopisy, piórniczki, plastelinę, ołówki, kredki, bloki i inne przybory.

Kiedy w domu nie ma mojego narzeczonego, wyjmuję wszystkie rzeczy i rozkładam na dywanie. Oglądam kolorowe okładki zeszytów, rozplanowuję, który zeszyt przeznaczyłabym na dany przedmiot, wącham nowiutkie kartki, sprawdzam kolory brokatowych długopisów.

A kiedy te rzeczy już mi się znudzą, to dokupuję jeszcze trochę słodyczy, ubranek i zanoszę wszystko do pobliskiej świetlicy, która zajmuje się dziećmi z ubogich rodzin. Rzeczy przynajmniej się nie zmarnują i obie strony mają z tego korzyść :)

#TYvwm

Jestem młodą dentystką.
Jeszcze na studiach trafił mi się upośledzony pacjent. Przyznam, to był mój pierwszy taki przypadek i trochę się stresowałam jak może się zachować.
Chłopak jednak był sympatyczny, nie dało się z nim za bardzo dogadać. Mówił jakieś szczątkowe zdania.

Leczenie jego jamy ustnej trwało parę wizyt. Starałam się jednak go uspokajać, być sympatyczna, wszystko tłumaczyć, ale nie traktować jak dziecka.
Nie spodziewałam się żadnego podziękowania, po prostu skończyłam leczenie i podziękowałam jemu i mamie.

Powiedział do mnie ze łzami w oczach i uśmiechem "nie boli". To było najpiękniejsze i najbardziej satysfakcjonujące podziękowanie od pacjenta jakie otrzymałam.

W sumie takie trochę wyznanie o niczym, ale chciałam się tym podzielić.

#aHNlw

Październik 2000 roku. Czwarta klasa podstawówki.

W nagrodę za super oceny rodzice kupili mi bilety na koncert mojego wymarzonego zespołu. Przed samym koncertem było kilka gier i konkursów, więc w ogromnym tłumie dzieciaków szukano ochotników. I tak! Udało się! Ktoś pomógł mi się wdrapać na scenę. To było świetne uczucie, ten blask fleszy i wielki telebim pokazujący MOJĄ twarz!
Wtem, prowadzący podsuwa mi do ust mikrofon z zapytaniem:
- To jak masz na imię, chłopczyku?
A ja mu na to:
- Marta.
Do dziś pamiętam ten wstyd i rechot rówieśników (było to organizowane w hali sportowej obok mojej podstawówki).


PS. Prowadzącemu było głupio i przeprosił.
PPS. Wygrałam zdjęcie mojego idola z autografem :)

#jo0wc

Ostatnio dostałam telefon z pytaniem, czy miałam wypadek samochodowy. Potwierdziłam. Rozmawiałam najpierw z robotem, który po prostu został nagrany i tę kwestię wali na początku do każdego. Gdy odpowiesz twierdząco, połączy cię z prawdziwą osobą, byś mógł opisać szczegóły. Tak więc powiedziałam, że byłam w drodze do domu i nagle niespodziewanie się obsrałam. Pan wkurzył się, klnąc przy tym swoim brudnym akcentem i rzucił słuchawką.

Oczywiście nie obsrałam się. Mieszkam za granicą i tutaj jest moda na takie oszustwa podatkowe przez osoby z południa Azji. Wystarczy, że gdzieś dodasz jakieś ogłoszenie że swoim numerem telefonu, jak się na ciebie uprą, to mogą dzwonić parę razy dziennie. Nic nie da to, że powiesz im, że sobie nie życzysz, żeby do ciebie dzwonili, generalnie im bardziej się wkurzasz, tym bardziej będą dzwonić. Dlatego gdy zaczniesz robić sobie z nich jaja, to jest najlepszy sposób, żeby przestali.
Dodaj anonimowe wyznanie