#yirmz
Następnego dnia poszłam do pobliskiego lumpeksu ze starszą siostrą pod pretekstem, że mi się nudzi, to sobie jakieś ciuchy pooglądamy. Gdy tylko nie patrzyła, to brałam jakiś ciuch i wycierałam w niego głowę. Później widziałam, jak inna pani przymierzała te ciuchy, więc byłam pewna, że udało mi się wyleczyć i przekazać chorobę dalej.
Wróciłam szczęśliwa do domu i powiedziałam mamie, że nie mam już wszy, a ta mi nie uwierzyła i umyła mi głowę jakimś dziwnym płynem. Parę dni później rzeczywiście nie miałam już wszy i byłam świecie przekonana, że mój sposób zadziałał. Teraz wiem, że to bzdura i przy okazji trochę mi głupio, że inni również mogli złapać przeze mnie wszy.
Szkoda tylko pani z lumpeksu
To jak "Koszmarny Karolek na tropie wszy".
Uwielbiałam te bajki!
Nie mam pojęcia dlaczego, ale spodobał mi się sam fakt tego, że starsza siostra zabrała Cię do lumpeksu :) Od razu wysnułam twierdzenie, że musiałyście obie być fajnymi babkami, takie tam moje odczucie.
Mój znajomy opowiadał, że jak kobieta w aptece w kolejce przed nim zapytała o preparat na wszy dla niej, to aż się odruchowo od niej odsunął.
Ty pomiocie szatana 😐