#MbtSW

Chciałbym się podzielić wyznaniem, którego się wstydzę do dzisiaj.

Jako że wychowywałem się w dosyć nieciekawej dzielnicy, to gaz nosiłem już od 13 roku życia, takie były czasy wtedy. Kiedy dorobiłem sobie kilka groszy, kupiłem tani, ale dobry paralizator. Można ustawić sobie na nim program od 1-3. Pierwszy tak trochę szczypie, ale odczuwalny ból, dwójka boli strasznie, że przeciwnik się odsuwa, no i trójka, która powala przeciwnika.

Kiedy miałem 17 lat, jeździłem w weekendy do dziewczyny PKS-em. Raz podczas takiego wyjazdu było strasznie gorąco, upał jak diabli, a pojazd stary, nie miał klimatyzacji, więc wszyscy otwarli okna. I weszła taka stara baba i stwierdziła, że jej wieje, więc zaczęła te okna zamykać. Wszyscy zwracali jej uwagę, by tego nie robiła, a ta dalej swoje. Ja jeszcze miałem ok. 40 minut jazdy, więc pomyślcie sobie w jakim dojechałbym na miejsce, o ile bym dojechał. Otworzyłem okno, a ta stara baba idzie do mnie z myślą, że zaraz mi je zamknie. Niewiele myśląc wyjąłem paralizator, nastawiłem na program pierwszy. Podeszła. I CYK STARĄ BABĘ PRĄDEM. Odsunęła się, wszyscy znów otwarli okna. Babce już nie wiało.

#atVTR

Pochodzę z przeciętnej klasy średniej, mama urzędnik państwowy, ojciec dobrze prosperujący hydraulik. Nigdy nie było u nas patologii, do czasu.

Pierwszy raz zdarzyło się to, jak miałam jakieś 11 lat. Ojciec wpadł do mnie do pokoju, krzycząc, że mam oddawać pieniądze i to natychmiast. Nie wiedziałam co się dzieje, nie wzięłam żadnych pieniędzy. Momentalnie zaczęłam płakać, bo ojciec nigdy nie krzyczał, co opacznie uznał za przyznanie się do winy. Stłukł mnie wtedy dosyć mocno, aż nie mogłam siadać do końca dnia i dostałam szlaban dosłownie na wszystko.

Sytuacja potem powtarzała się regularnie. Minimum raz w miesiącu tata wpadał, tata bił, mówił, że jestem złodziejem, niewychowaną kurwą (tak, mówił to do dziecka) i mam mu natychmiast oddać pieniądze. Rzecz jasna, moje tłumaczenia na nic się nie zdawały. Matka albo nie reagowała, albo mówiła tylko "Mariusz, tylko nie w głowę". A im byłam starsza, tym bił dotkliwiej.

Próbowałam jakoś rozsądnie podejść do sytuacji. Chciałam ją wyjaśnić, wytłumaczyć się w jakiś sposób. Pamiętam, że któregoś popołudnia ojciec wrócił wcześniej, matki nie było. Powiedziałam mu, że ja naprawdę nie brałam żadnych pieniędzy, że dla mnie 200 zł miesięcznie to bardzo dużo i nie wiedziałabym co z taką sumą zrobić. Starałam się mu pokazać brak logiki w jego rozumowaniu. Tłumaczyłam, że ani nie mam kiedy kupić sobie słodyczy, bo zawożą i odwożą mnie do szkoły, ciuchów też nie mam nowych, a przecież przetrząsał mój pokój milion razy i nic nie znalazł. Miałam wtedy jakieś 14 lat i przeszłam wiele awantur z powodu mojego rzekomego złodziejstwa. Pamiętam, że tata tylko się zamyślił i kazał mi iść do pokoju.

Na jakiś czas był spokój, a potem niespodziewanie tata wrócił wcześniej i złapał mamę na gorącym uczynku, jak wyciąga mu z koperty z barku 200 zł. Tata dużo wtedy płakał, nie mógł uwierzyć, szlochał pytając matkę jak mogła. Nie było mi go ani trochę żal. Cieszyłam się widząc jak płacze przez swoją pomyłkę. Nigdy nie czułam takiej satysfakcji. Matka przyparta do muru przyznała się do wszystkich kradzieży, tłumacząc się tym, że porządne lanie mi nie zaszkodziło, a ona przynajmniej nie musiała oddawać ojcu pieniędzy, które tak sumiennie odkładał.

Tata mnie przeprosił, matka nie widziała ku temu powodu. Wyniosłam się zaraz po skończeniu szkoły. Z tatą czasami rozmawiam, trochę mu wybaczyłam jego pomyłkę, z wiekiem zrozumiałam, że to normalne, że wierzył żonie. Do matki nie odezwałam się od 6 lat.

#efUGW

Mam niepełnosprawną córkę. Ma kilka lat, więc do tej pory musiałam się zmagać z tym, że jest inna niż jej rówieśnicy. Teraz uderzyła mnie druga fala rzeczywistości: nawet dzieci z rehabilitacji zaczęły ją wyprzedzać. Kocham ją nad życie, ale przytłacza mnie codzienność, uzależnienie od domu, wózka. Zaczynam odczuwać swoje ciało, które buntuje się przed noszeniem na 4 piętro, każdy wyjazd za miasto jest utrudniony, bo trzeba wziąć wszystkie opcje pod uwagę. Nawet zakupy to wyzwanie, bo ograniczam chodzenie po schodach. Tułam się po mieście, żeby dwa razy nie wchodzić. Starsza córka nie ma normalnych rozrywek, bo dla młodszej albo za duży mróz, albo za duży upał, albo tam gdzie by chciała iść nie mogę z chorą córką. Na domiar złego ludzie wokół zupełnie nie rozumieją moich trosk i dylematów.

Nie oczekuję współczucia czy nawet pomocy, ale słowa nieznajomych, którzy komentują: "taka duża, a jeszcze mama musi nosić" nie ułatwiają, czy pretensje, że dziecka z wózka nie wypuszczam.

Chciałabym iść do pracy, a nie mam jak, nie mam perspektyw, nie mam sił i powoli tracę nadzieję. Boli mnie, gdy muszę wybierać i jechać z jedną córką na wycieczkę, a drugą zostawić w domu, boli mnie, że nie jest normalnie, że moje dzieci nie mogą się bawić razem, a tak przecież miało być... Boli mnie, że jestem ciągle w aucie i nie mam czasu zjeść, bo jak nie rehabilitacja, to lekarz i tak w kółko. Jeżdżę od rana do wieczora po mieście, żeby jedną córkę postawić na nogi, a drugiej dać rozwój, swoją obecność i swój czas. Przed najbliższymi się uśmiecham, udaję, że jest dobrze, żeby ich nie martwić, a w samotności płaczę. Często walczę ze swoimi słabościami, żeby wstać z łóżka pomimo przeziębienia czy złego samopoczucia i iść na rehabilitację, bo wiem, że to ważne. Tu nie ma urlopu czy L4.

Próbowałam z kimś o tym porozmawiać, ale słyszałam, żeby się nie martwic i że może być gorzej. Wiem, że powinnam się cieszyć każdym małym postępem, że powinnam się cieszyć, że córka jest i ma się w miarę dobrze. Cieszę się bardzo i kocham ją i sprawia mi wiele radości, uwielbiam ją za to, jaka jest. Niestety nasze państwo dając zasiłek na dziecko odbiera możliwość pracy, a mnie by ratowało chociaż kilka godzin. Kilka godzin oderwania od codzienności, pójścia do ludzi, możliwości oddechu. Wtedy też mąż nie musiałby tak dużo pracować. Nie narzekam na swoje życie ani na dziecko. Tylko tak po ludzku już nie mam siły... Trudno mi się pogodzić z tym, z czym się zderzyłam.

#YoQWq

Co ważne w tym wyznaniu, dalej mieszkam z rodzicami.

Kiedy dostałam się do pierwszej pracy, byłam z siebie bardzo dumna. Postanowiłam pierwszą wypłatę totalnie przewalić, dlatego za cel obrałam sobie zrobienie domowej, małej siłowni w moim pokoju. Robiłam przelewy i oczekiwałam dojścia paczek. Wkrótce zaczęłam zamawiać więcej gadżetów, niż początkowo zamierzałam. Potem złapałam się na tym, że kupuję totalnie niepotrzebne mi sprzęty, zagalopowałam się nawet do zakupienia taniego, chińskiego rowerka, którego nawet nie miałabym gdzie postawić. Jednak przebiłam samą siebie, kiedy zamówiłam sobie wibrator z totalnego rozmachu i przekonania, że przecież mi się przyda.

Udało mi się go odebrać bez wiedzy rodziców, mimo wszystko raczej głupio, kiedy to oni dostaliby tę paczkę - znając ich, otworzyliby ją, bo zawsze naruszali moją prywatność, a ich ciekawość była nie do zmierzenia. Mimo ukrycia gadżetu w miejsce, gdzie nikt poza mną nie zagląda - wibratory śledziły mnie na stronach internetowych. Wszędzie w reklamach wyskakiwały zabawki dla dorosłych. Nieraz weszła do mnie mama, dziwnie patrząc, kiedy po boku strony "latały" oferty zabawek erotycznych. Jednak wszystko przebiła reklama, która pokazała się na telefonie mamy, która zalogowanego smartfona ma na mojego maila - swojego konta założyć nie chciała, a ja leniwa dupa, kiedyś podałam jej swój mail. Zaczęła pytać, dlaczego jej to wyskakuje, skoro nie oglądała czegoś takiego w necie. A pod moją nieobecność wbiła na mojego maila i w koszu znalazła fakturę. Tak, tę fakturę.

Nie, nie kazała mi wyrzucić, nie zrobiła mi awantury. Zapytała, czy jestem zadowolona. A potem zamówiła sama dla siebie. Identyczny.

#b6efr

Pochodzę z rodziny głęboko chrześcijańskiej. Ja jako dorosła kobieta osobiście wycofałam się z religii, ze względu na własne przekonania, ale to nie gra w tej historii roli.

Niestety los do mojego domu się nie uśmiechnął. Trzy lata temu zginęła tragicznie moja siostra. Nie wnikając w szczegóły (by zachować całkowita anonimowość), w mojej rodzinie był to czas rozpaczy... i rozpaczy. Nawet nie tyle, że umarła, tylko że wszyscy mieliśmy świadomość, że to nie była najbardziej święta panienka, dlatego bali się, że teraz cierpi w piekle.
Ta tragedia przerosła psychicznie moich rodziców. Nawet wiara im po czasie nie pomogła.
Moja mama w ciągu kilku miesięcy postarzała o 10 lat. Lament i płacz dzień w dzień.

I tu zaczyna się właściwa część. Zrobiłam coś paskudnego, na pewno wielu z Was tak pomyśli o tym, co zrobiłam przy niedzielnym śniadaniu.
Ogłosiłam im z powagą, że Ania pojawiła mi się we śnie i kazała im przekazać, że jest szczęśliwa.

To zdanie, to proste zdanie zmieniło - co może się wydawać absurdalne - sposób, w jaki do dziś moi rodzice od tego czasu żyją.
Modląc się już nie płaczą nad losem Ani, ale dziękują Bogu, że jest bezpieczna. To był pierwszy krok, po którym poszli w stronę naprawienia swojego życia, a nie jedynie rozpaczania nad swoją zmarłą córką.

Od tego śniadania minęły dwa lata. A mnie dalej męczą wyrzuty sumienia, bo ten sen wymyśliłam.

#75HUI

Jestem ekshibicjonistą. Czasem wchodzę na kamerki internetowe i się pokazuję. Raz trafiłem na naprawdę fajną dziewczynę, która chciała obejrzeć jak kończę i sama też się pobawić. Nie jestem z tego dumny, ale czasem się zdarza. Zrobiłem co chciała i... I trafiłem do sieci.

Nie wiem co zrobić, to może poważnie zaszkodzić mojej karierze i mojemu życiu, chociaż czuję, że dostałem to, na co zasłużyłem.

#PMqzw

Miałem dziewczynę. Byliśmy ze sobą jakieś 5-6 miesięcy, zamieszkała u mnie w mieszkaniu. No i ona pod wpływem koleżanek zaczęła coraz bardziej naciskać na dziecko, bo "chce być prawdziwą prawdziwą kobietą" (WTF?). Wierciła mi dziurę w brzuchu. Ale ja jeszcze nie byłem gotów na ojcostwo. Ja zaraz po studiach, pierwsza praca, ona jeszcze studiuje. Wychodziłem z założenia, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na ten krok, tak że zawsze się zabezpieczaliśmy.

Pewnego dnia przybiegła do mnie z testem "będziemy mieli dzidziusia !!". Ja o_O. Ale jak, gdzie, co? Wyjaśniła mi, że to tam tego, po imprezie, ja byłem nabzdryngolony i po pijaku zapomniałem założyć co trzeba. Zbaraniały chodziłem kilka dni. Ale moment - pamiętam tamtą imprezę, nie upiłem się jakoś specjalnie. No kurde, nie ma bata.

Przeprowadziłem z nią poważną rozmowę. Wraz z argumentem, że po urodzeniu robimy test DNA. W końcu załamała się i przyznała, że to nie moje dziecko. Że jak była na wyjeździe u koleżanki, to wyszły na klubing i w toalecie dorwała jakiegoś przystojniaka. Kilka razy powtórzyła akcję. Bo jak "wyjaśniła", ona MUSI mieć dziecko, a jakby maleństwo się już pojawiło, tobym je pokochał mimo wszystko. 

Wstałem i wyszedłem. Normalnie nie mogę uwierzyć, że mnie w takie coś wpuściła. No ale to moja wina, sam chciałem z nią być, nie zauważałem, jaka ona jest głupia. No fakt - zjebałem. Chodziłem przez godzinę bez celu i wróciłem do domu. Oznajmiłem, że ma tydzień na znalezienie sobie jakiegoś lokum, ja się wyprowadzam do kumpla, i po tym czasie ma zniknąć z mojego życia. Nie mam zamiaru dla jej kaprysu wychowywać dziecko jakiegoś typa z klubu, bo ona tak chce. Nie pomogły prośby, odwoływanie się do mojego instynktu opiekuńczego, teksty "zobaczysz, pokochasz maleństwo". Całe szczęście obyło się bez chorych jazd i niszczenia moich rzeczy (dopiero po fakcie o tym pomyślałem). Wyprowadziła się.

Obecnie mieszkam i pracuję w innym mieście. Dobrze, że w poprzednim tylko wynajmowałem mieszkanie. Obrobiła mi dupę wśród znajomych, robiąc ze mnie dupka, który zrobił jej dziecko po pijaku i wyparł się "kochanego maleństwa". Nie miałem zamiaru dyskutować, bo wyszedłbym na typa, który oczernia Matkę Swego Dziecka Którego Się Wyparł niestworzonymi historiami. Kilku ludziom, którym ufałem, opowiedziałem jak było naprawdę. Wyjechałem. Z tego co wiem od kilku znajomych, którzy nie zerwali kontaktu, to obecnie mały najczęściej siedzi u dziadków, a ona po klubach "szuka jelenia", który przygarnie ją z dzieckiem.

#1xUPm

Mam kumpla, facet 27 lat i nigdy nie był z kobietą w łóżku. Jest wobec nich zbyt grzeczny, nudny, powiedziałbym, że jest taki maziowaty.
Spotyka się z jedną kobietą miesiąc, dwa i w końcu ona traci zainteresowanie, wiadomo, że ludzie po prostu lubią coś więcej niż przytulanie (no znaczna większość), i nie jest tak jak w jego mniemaniu, że to tylko facet myśli tylko o jednym.

Zawsze gdy jego dziewczyna się w końcu nim znudzi, a jest ładna i w moim typie, to podrywam ją i zaciągam do łóżka (albo ja jestem zaciągany). Taka kobieta jest zazwyczaj tak znudzona jego grzecznością, że nawet nie będąc mistrzem flirtu udaje mi się praktycznie za każdym razem.
Facet nie wie co traci, a ja... nie zamierzam mu o tym mówić. Owszem, kiedyś próbowałem mu przemówić do rozumu, że nie może być taki "miętki", że czasem musi być jak najbardziej twardy, męski i pewny siebie, ale nic z tego.

Mój styl życia nie krzywdzi nikogo, jasno stawiam sprawę i dopóki zainteresowanym to odpowiada, to nie mam wyrzutów sumienia.

Czasami tylko gdy gadamy przy piwku i opowiada mi co by z "nią" zrobił, gdyby miał odpowiednio dużo czasu, żeby ona zgodziła się spędzić z nim noc, to mam wyrzuty sumienia na myśl o tym, że noc wcześniej robiłem z "nią" właśnie to...

PS Mam gdzieś waszą opinię odnośnie mojej moralności ;) Miało być anonimowe i kurde jest.

#V7Cfx

W czasie studiów pracowałam jako barmanka w dużym klubie. Praca po nocach, niejedna pijana osoba kręciła się obok mnie, żeby wypić darmowego drinka, piwo, cokolwiek.

Pewnego dnia przyszedł jeden facet. Niepozorny, całkiem miły, trzeźwy i inny od tych zapaleńców krzyczących "ej, lalusia". Przychodził kilka dni z rzędu, mówił, że pracuje do późna, a ten lokal to jedyna jego ostoja, mój uśmiech daje mu energię na cały następny dzień. Nigdy nie pił, zawsze stawiał wszystkim dookoła. Nie śledził, nie pytał kiedy kończę pracę. Po prostu kolejny dziwak z klubu.

Przy barze, zaraz przy wejściu do toalet, mieliśmy barmański "pierdolnik". Puste szklanki, talerzyki, nasze szklanki z piciem. Jedyne miejsce, którego nie obejmowały kamery.

Kolejnego dnia pracy wypiłam drinka stojącego właśnie w tym pierdolniku. Zdarzało się, że ktoś chciał poeksperymentować z nowym przepisem i reszta baru była testerami.
Obsługując klientów poczułam, że miękną mi nogi i język. Zaczęłam mówić niewyraźnie, choć nie byłam pijana. Stłukłam whisky, ale sprzątając przewróciłam się. Menadżerka kazała mi iść do łazienki, a że do służbowej było daleko, postanowiłam skorzystać z tej przy barze. Nogi mi się myliły, klienci śmiali się, że się upiłam. Chciałam powiedzieć, że nie, że coś jest nie tak, ale z moich ust wydobywał się tylko bełkot, na co reszta reagowała śmiechem.

Gdy wchodziłam do łazienki, ktoś podał mi rękę. To był ten facet z baru. Powiedział, że doprowadzi mnie do domu. Ktoś mnie wyszarpał z jego rąk i wepchał do łazienki. Jakaś dziewczyna nachyliła mnie nad umywalką, wsadziła mi palce do gardła i zmusiła do wymiotów. Pomimo tego, że ciało odmawiało mi posłuszeństwa, wszystko pamiętam tak okropnie wyraźnie... Pamiętam, jak wołała jakąś inną dziewczynę, żeby dzwoniła na pogotowie. I pamiętam zawiedzioną twarz tego miłego kolesia z baru, jak ładowali mnie do karetki.
Dodaj anonimowe wyznanie