#9gEhi

Jestem kobietą parę lat po trzydziestce. Lubię swoje życie, jestem z niego dumna. Lubię ludzi, mam sporo znajomych, dwoje świetnych przyjaciół, a od dość dawna jest w nim też pewien wyjątkowy mężczyzna. Niedawno dostałam wymarzoną pracę, a dzięki wytrwałości udało mi się także jakiś czas temu sfinalizować kupno niedużego, ale bardzo przyjemnego mieszkania bez kredytu. Lubię próbować nowych rzeczy, a praktycznie w każdy poranek budzę się z bananem na ryjku. Ludzie z pracy i spoza niej widzą we mnie optymistkę, marzycielkę i po prostu kogoś, dla kogo nie ma rzeczy niemożliwych. Spokojnie, kochani, to nie tak, że w głębi duszy ukrywam ciężką depresję i tak naprawdę jedynie udaję szczęśliwą.

Fakt, przez większość mojego młodzieńczo-dorosłego życia nie było przyjemnie - bardzo przykra atmosfera w domu, wieczne porównywanie z kuzynem, który we wszystkim był lepszy, ciągłe dogryzanie, a za nawet nieduże przewinienie kary fizyczne. W szkole ciężko mi było znaleźć znajomych, a często byłam wręcz wyszydzana, nie sprostałam trzem kierunkom kompletnie różnych studiów, słabo szło mi szukanie pracy i... W ogóle, kompletnie się w życiu pogubiłam. Tak, miewałam bardzo, bardzo niedobre myśli, by się skrzywdzić. A jednak nie poszłam do psychologa, dziś zaś jestem szczerze szczęśliwa lub przynajmniej bardzo zadowolona z samej siebie, mimo że nie tonę w pieniądzach i nie mam wyglądu klasycznej bogini.

Pewnie spytacie, co tu anonimowego. Chodzi zaś o to, co mnie odmieniło - a była to pewna dziewczyna. Jej pewność siebie, żywiołowość, wytrwałość i odwaga - słowem, całe jej podejście do życia - absolutnie mnie zainspirowały. Chciałam być taka jak ona. Stała się dla mnie wzorem do naśladowania i tak, powoli i nieśmiało, zaczęłam to robić. Gdy trafiałam na sytuacje, które mnie przerastały i przez które jeszcze kiedyś chowałabym się w sobie i uciekała, zadawałam sobie pytanie, co ona by zrobiła, po czym sama tak postępowałam. Gdy dobijała mnie codzienność i szara rzeczywistość, myślałam o niej i o tym, co by teraz mogła robić. Z czasem zauważyłam pozytywne zmiany w swoim usposobieniu, które zaczęły przedkładać się na pozytywny odzew otoczenia.

Lubię ją rysować, czasem uczeszę się jak ona i po prostu cieszę się, że ktoś taki jak ona zaistniał.

Głupio się tylko przyznać na głos, że chodzi o fikcyjną, w dodatku animowaną postać... A jeśli was to interesuje - zmienić swoje życie na lepsze pomogła mi Anna z "Krainy lodu". Wiecie, nie mam problemu z tym, że jednym z moich hobby jest oglądanie bajek, ale uczynienie jednej z ich bohaterek swojej idolki trochę mnie zawstydza.
Jawiem1210 Odpowiedz

Piona! Ja w chwilach najgorszej załamki śpiewałam "Mam tę moc", a też jestem dorosła. :)

PoraNaPiwo

To samo śpiewamm jak jestem w górach i zabraknie mi mocy przed szczytem 😀

bazienka Odpowiedz

brawo :) jesli tylko to sprawia, ze lepiej sobie radzisz, to czego tu sie wstydzic? :)

Bluepurple Odpowiedz

Byłem pewny że chodzi o,, Anię z zielonego wzgórza '', a tu takie zaskoczenie.

jprdl Odpowiedz

Tak naprawdę to Anka uciągnęła całą drugą część krainy loda podczas gdy blondi robiła tylko za ,,twarz" filmu przrbjerając się z 5 razy w różne kiecki. Team Anka

Whiteknight

Tego trochę szkoda, bo obie postaci mają duży potencjał. Drugą część przyjemnie się oglądało, ale pierwsza podobała mi się bardziej ze względu na portrety bohaterów i ich przemianę.

anonimowapuza

Należę do ludzi nienawidzących dwójki i uwielbiających jedynkę. Jak uważam że pierwszą część można by w kilku miejscach poprawić i by była idealna tak druga w ogóle nie ma sensu. W drugiej części fabuła jest pokręcona i kretyńska, mocno pod zarobki a bohaterowie bezplciowi i niektórzy niepotrzebni. Anka zachowuje sie jak psycholka, a Elza wraca na miejsce zachukanej i ostatecznie zostaje dziwną hipisiarska chomeopatka. Najgorszy sequel.
Tak w ogóle to elsa była super postacią w dwójce, ale tylko w scenie walki z wodą, w innych ssie.

heesecake Odpowiedz

Mi w szkole(gimnazjum) przetrwać znęcanie pomogła książka „chłopcy z placu brani” czytana z 20 razy, a jest to książka 4 klasy

bajkopisarz Odpowiedz

Po to są właśnie książki i filmy - żeby pomagać poprawić swoje życie.

Coldey Odpowiedz

Ostatnimi czasy słucham nałogowo "Nie bój się chcieć" mimo 24lat na karku. Pomaga jak mam gorsze chwilę

Mathias Odpowiedz

Ależ nie ma się czego wstydzić, to bardzo dobre podejście! Kiedyś (i pewnie nadal) ludzi inspirowali do działania bohaterowie literatury. Niejedna osoba ustawiła życie natchniona taką czy inną postacią z książek, zdecydowała o swojej przyszłości, bo w dzieciństwie czy młodości przeczytała coś co jej zaimponowało. Teraz mamy inne media, ale idea została taka sama. Jestem przekonany, że po świecie chodzą setki ludzi, którzy podnieśli się po obejrzeniu np. Rockiego ze Stalonem. Powodzenia!

Softkitty1 Odpowiedz

Skoro to pomogło :)

aromoK Odpowiedz

O matko mam tak z Raphcią z Shield hero :D

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie