#eU4Hf

Mój ojciec jest królem skąpców. Mam mnóstwo historii i januszowych patentów, które wcielał w życie, żeby zaoszczędzić kasę, chciałabym opowiedzieć o jednym.

Jako dziecko mieszkałam z rodzicami w niedużej miejscowości, w domu po dziadkach. Ojciec nie pozwalał używać w domu spłuczki. Do spłukiwania wody kazał nam przynosić wodę ze studni, która znajdowała się za domem (trzeba było przejść kawałek, nieważne jaka była pogoda czy pora dnia). Do 10 roku życia nie miałam pojęcia, że wodę spuszcza się po każdej wizycie w łazience. U nas spłukiwaniem zajmowali się rodzice, a dopiero potem jak już byłam na tyle dorosła, że sama zrozumiałam o co chodzi, ganiałam z wiadrem. Dopiero jak byłam nastolatką zrozumiałam, że jest to coś dziwnego, czułam się zażenowana jak musiałam nabierać wody, miałam wrażenie, że wszyscy sąsiedzi mnie widzą i wiedzą, że byłam na dwójce.

Nigdy nie potrafiłam sprzeciwić się ojcu. Sama nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Mimo tego, że on nigdy nawet na mnie nie krzyknął, boję się jego gniewu.

Żeby tego było mało, ojciec w naszej spłuczce wyregulował ciśnienie wody, tak żeby nawet jeśli komuś przyszłoby do głowy użyć spłuczki, woda leci tak mizernie, że nie ma szans na pozbycie się dwójki.
Poza tym byliśmy w miarę normalną rodziną, z bardzo dziwnymi zwyczajami, które mogłyby się złożyć na parę ładnych wyznań.

PS. Wyprowadziłam się z domu po szkole, spłuczki używam zawsze, dzięki tym dziwnym przyzwyczajeniom nawet z tego umiem się cieszyć jak głupia.

#r9TAw

Sytuacja miła miejsce kilka lat temu, gdy moja siostra obchodziła bodajże 19. urodziny. Nasz tata napisał do niej SMS-a, czy potrzebuje jeszcze czegoś, żeby zrobić urodzinową imprezę. Siostra odpisała: "kup może krówki xd". Ojciec przez kilka godzin jeździł po hurtowniach w poszukiwaniu klejących słodyczy, wrócił do domu i oznajmił, że przez cały dzień nie był w stanie znaleźć jej ulubionych krówek o nazwie "xd".

#vrCaw

Jako mała dziewczynka nie czułam potrzeby szykowania się czy strojenia. O ile w podstawówce traktowanie się w klasie było równe, o tyle w gimnazjum było to dla mnie udręką. Byłam zaliczana do tych grzecznych dziewczynek, które się nie biją, nikogo nie obrażają, no dobrze się uczą. Tak postrzegała mnie większość nauczycieli - poza moją wychowawczynią, która nie dość że nigdy nie pomogła, to jeszcze "podkładała świnie".

Do klasy w gimnazjum chodził ze mną D. Ponoć miał stwierdzone ADHD - choć ja uważam, że tylko wykorzystywał swoją sytuację, bo mógł robić co chce - m.in. bić mnie i wyśmiewać, na co wychowawczyni nie reagowała, bo przecież D jest chory.

Gdy kolejny raz wróciłam do domu z siniakiem, rodzice się wściekli i tato stwierdził:
- Uderzy cię? Oddaj mu, skoro rozmowy nie pomagają (rodzice byli wcześniej w szkole porozmawiać o problemie).

Tak też zrobiłam. Gdy na przerwie jadłam kanapkę, on mi ją wyrwał i kopnął mnie, na co ja wstałam i ile miałam siły w rękach, tak mocno dostał ode mnie z pięści w twarz. Następnie szybko uciekłam, a moi rodzice zostali oczywiście wezwani do szkoły. Na skargę wychowawczyni na mnie, moja Mama odpowiedziała:

- No cóż, moja córka już taka jest :) - dyrektor obecny na rozmowie tylko się cicho zaśmiał i obiecał, że sprawę rozwiąże.

Po kolejnym incydencie D został zawieszony w prawach ucznia, a wychowawczyni dostała naganę dyrektorską za brak reakcji w problemie :)

#YzIUR

Mam staroświeckie imię typu Genowefa, co jest istotne, lubię stare filmy z pierwszej połowy XX wieku.

Założyłam konto na pewnym portalu randkowym, gdzie poznałam chłopaka o imieniu Edward. Rozmawialiśmy na różne błahe tematy, aż doszliśmy do filmów. Posiadał ten sam gust do kinematografii jak ja.
Pisaliśmy około trzy miesiące i okazało się, że mieszkaliśmy niedaleko siebie.
Umówiliśmy się na spotkanie, ja uznałam to za randkę.

Na miejscu czekał na mnie pan około siedemdziesiątki, podeszłam i się przywitałam z pytaniem: o co chodzi?
Pan Edward zamieścił swoje zdjęcie, tylko że było sprzed pół wieku. Sądził, że ja również zamieściłam zdjęcie z młodości, a po imieniu uznał, że jestem dużo starsza. Nigdy nie rozmawialiśmy o wieku. Czemu? Nie mam pojęcia.

Zostałam, rozmawialiśmy o filmach, rodzinach. Pisaliśmy dalej do siebie i dzwoniliśmy. On traktował mnie jak wnuczkę, ja go jak dziadka. Z portalu oboje się wypisaliśmy.

Na urodzinach pana Edwarda poznałam jego wnuka. Z Frankiem jesteśmy parą, planujemy ślub.
Tylko nikt w rodzinie nie wie, jak poznałam dziadka. Każdy myśli, że poznaliśmy się przez sąsiadkę mojej babci (sąsiadka wyprowadziła się do syna, 150 km dalej).

#Xh8PQ

Ostatnio miałem ostry przypał.
Przed świętami chodzę po sklepie, odhaczam kolejne rzeczy z listy dla mnie i dziadków, bo robię im zakupy z racji ich wieku. Ludzi pełno, zaraz sklepy kilka dni nieczynne, więc robią zapasy stulecia.

Nie mogę znaleźć jakiegoś kefirku, margaryny i rozglądam się po tych lodówkach, rozglądam, ale nie widzę, a babcia prosiła, żebym wszystko co do sztuki kupił. Odwracam się, a tam w wózku, w kartonach, tuż za mną, przy lodówkach wózek i i cały karton kefirku i stosik margaryn, to biorę kilka sztuk. Jajka też były, to też pakuję. Pewnie nie zdążyli wyłożyć - myślę.

Zadowolony, że nie muszę po innych sklepach chodzić, idę do kasy, gdy nagle jakaś kobieta krzyczy "oddawaj to". Odwracam się zaciekawiony, a kobitka na oko pięćdziesięcioletnia podchodzi do mnie i zaczyna szarpać mój koszyk. Zaskoczony ratuję zakupy, myśląc o jajkach, gdy nagle ochroniarz do mnie podchodzi i również wyrywając mi koszyk mówi "wiem, co zrobiłeś, tak starszą kobietę okradać!". Po krótkiej rozmowie dotarło do mnie, że to był wózek tej kobiety, ale moje przekonywania na nic się nie zdały. Ochroniarz grzecznie poprosił, żebym wyszedł. Cisza w sklepie. Mój walk of shame...
Nigdy więcej nie wrócę do sklepu na moim osiedlu. Nigdy.

#2jLME

Od kilku miesięcy prawie codziennie chodzę na siłownię.
Co w tym anonimowego?
To, że nie chodzę tam ćwiczyć, tylko po to, by odpocząć i przespać się chwilę.

Na siłowni w szatni damskiej jest zaciemnione pomieszczenie z sauną i leżakami schowanymi za parawanami i właśnie tam się kładę i odpoczywam albo drzemię.
Dlaczego?
W domu mam trzyletnich bliźniaków, którzy wyznają zasadę "mama zrobi lepiej od taty, mama wie lepiej od taty i w ogóle mama i mama". Mąż się stara jak może, ale gdy chłopaki wiedzą, że jestem w domu, to żyć mi nie dają. Po pracy marzę o tym, by chociaż na chwilę się położyć, a zamiast tego muszę tłumaczyć "dlaczego niebo jest niebieskie", "dlaczego światło świeci", "skąd mamy wodę w kranie".
Nie zrozumcie mnie źle, kocham swoje dzieci, ale cholernie marzę, by chociaż raz poszli z czymś do męża zamiast do mnie.
Próbowałam zamykać się w pokoju, tłumaczyć, że jestem zmęczona, ale nie... Przychodzą na łóżko, kładą się obok mnie i zaczepiają, dopóki nie wstanę.

Pozostaje mi tylko odnawiać karnet aż do ich osiemnastki :P

#VS5cG

Mam 29 lat, trójkę dzieci i do tej pory "w miarę" udane małżeństwo. W miarę, ponieważ rok temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradza. Przysięgał na kolanach, że to błąd, że kocha tylko mnie. Wybaczyłam - ze względu na dzieci, dom, kredyt (standard).

Wczoraj okazało się, że mój mąż ma 4-letnie dziecko... Jesteśmy małżeństwem od 6 lat. Jeden SMS wywrócił moje życie do góry nogami, mój mąż umawiał się na jutro z kochanką, napisał, że ma prezent dla swojej córki i że ich kocha...
Okazało się, że poznali się miesiąc przed naszym ślubem i do tej pory cały czas się spotykają. Oczywiście mąż płacze, przeprasza na kolanach, że kocha mnie i dzieci nad życie....
Jestem w totalnej rozsypce. Kazałam mu się wynosić. Ale on nie chce się wyprowadzić, bo rzekomo mocno nas kocha i chce zacząć wszystko od nowa. Nasze najmłodsze dziecko ma dopiero pół roczku... Starsze już widzą, że coś jest nie tak. Zastanawiam się, co ja mam zrobić, czy jest szansa, że facet, który zdradzał mnie przez całe nasze małżeństwo i do tej pory to robił, a po drodze miał jeszcze jedną chwilową kochankę,  potrafi się zmienić.
Jego kochanka domaga się, żeby mąż uznał ojcostwo, bo do tej pory tego nie zrobił, i zabierał ich dziecko raz w tygodniu na cały dzień. Moje życie w jednej chwili rozpadło się na tysiące kawałków.

#E2tLY

W listopadzie miałem 25. urodziny, zważywszy, że jest to symboliczny wiek, postanowiłem przywitać ten dzień (a właściwie noc, bo było po północy) czymś emocjonującym, czego nigdy nie robiłem.
Postanowiłem sprawdzić, czy jest możliwość spędzenia darmowej nocy w hostelu, nikomu z obsługi oraz gości o tym nie mówiąc.
Wybrałem lokalizację, wypiłem kilka drinków na odwagę, by w razie czego zwalić na upojenie i do dzieła.

Okazało się, że jest to możliwe, bo w hostelach na ogół pokoju się nie zamyka, na recepcji nikogo nie było o tej porze, a że miałem farta, bo w pokoju było wolne łóżko, to zacząłem kimać. Niestety nie był to ciągły sen, bo z każdym usłyszanym krokiem na korytarzu miałem obawy, czy to nie idzie ktoś, kto nie wykupił tego łóżka, względnie ktoś z obsługi mnie zweryfikować. Oczywiście z każdą godziną szanse na to malały, bo niby kto melduje się do pokoju o 4 nad ranem, ale wiadomo, jak jest z imprezowiczami w sobotę, ryzyko było.

Jednak dla tych emocji warto było, mimo że się nie wyspałem.
Zaoszczędziłem też 20 zł, za które poszedłem na śniadanie :)

#a0lrr

Byłam w centrum handlowym, tłum ludzi, zima.
Zachciało mi się do toalety, mega parcie na  "dwójeczkę". Kolejka jak cholera, stoję, czekam, zaraz się w gacie zesram.

Czekam.

Czekam.

JEST! Dopadłam drzwi, wlatuję do środka i moim oczom ukazuje się totalny syf.
Brudno, przepełnione śmietniki, smrodek. Paskudnie. Jednak zew natury jest na tyle potężny, że nie ma czasu na wybrzydzanie, trzeba jakoś sobie poradzić. Szyyyybkooo! Ledwo spodnie odpięłam, tak blisko było katastrofy.

W pozycji "na Małysza" załatwiłam, co musiałam. Sięgam po papier... Nie ma. No nic, w torebce jakieś chusteczki się znalazły.
I w tym momencie odwracam się, a na klapie sedesu dumnie spoczywa moje "dzieło", wieeeelgachna, śmierdząca kupa. Nie trafiłam do otworu w tym pośpiechu.
Papieru w kibelku brak. Jak się okazało, szczoty też nie było. Masakra!

Ogarnęłam, na ile zdołałam, chusteczkami, które miałam w torebce. Wspierałam się (ble) zawartością śmietnika, żeby to trochę ogarnąć. No cóż, efekt średni, wstyd było z tego kibelka wyjść i stawić czoła dłuuugiej kolejce kobitek na zewnątrz. Żenada jak diabli. No, ale co było zrobić.

Czerwona jak burak wyszłam z kabiny, na wpół zasłaniając twarz kurtką, rzuciłam tylko do następnej z kolejki: "straszny syf, nie polecam".

Do dziś mi wstyd.

#T8Ebl

Kilka lat temu wyjechałam do Londynu. Wraz ze znajomym otworzyliśmy firmę, która okazała się ogromnym sukcesem i przynosiła naprawdę dobre pieniądze. Powodziło mi się świetnie, przyznam, że zarobiłam całkiem dużą sumę i wciąż się rozwijałam. Była to sytuacja zupełnie odwrotna do mojej rodziny, która została w Polsce.

Rodzice i dwójka młodszych sióstr wciąż mieszkali na wsi, nie przelewało im się i nie mogli sobie pozwolić na jakąkolwiek wygodę i przyjemności. Poza przelewaniem im pieniędzy na rachunki co miesiąc, postanowiłam, że skoro mnie stać, to zrobię im jakiś porządny prezent, który przyda się całej rodzinie.

Padło na samochód. Ojciec miał starego golfa, którym strach było jeździć, bo się rozsypywał, dlatego praktycznie wszędzie poruszali się pieszo, co naprawdę bywa problematyczne, gdy mieszka się na mało cywilizowanej wsi, gdzie gdy czegoś potrzeba, trzeba jechać prawie godzinę do miasta. A więc kupiłam im samochód. Nie jakiś super luksusowy, ale nowy, z salonu, aby uniknąć dodatkowych kosztów ewentualnych napraw. Wszyscy byli zachwyceni prezentem. Strasznie się ucieszyli. Ja zresztą też.

Jednak gdy jakiś miesiąc później zadzwoniłam do nich z pytaniem jak się sprawuje nowe auto, dowiedziałam się, że ojciec je sprzedał. Za otrzymane pieniądze kupił jakieś bzdety typu złoty zegarek, resztę stracił w kasynie albo przepił. Oczywiście wpadłam we wściekłość i zrobiłam awanturę. Tylko co ja mogę wobec postawy mojej matki i sióstr, które wychodzą z założenia, że facet podejmuje decyzje i zarządza gospodarstwem, więc one nie mają nic do gadania przy decyzjach ojca. I tym doprowadzili do tego, że żadnych prezentów już nigdy ode mnie nie dostaną.
Dodaj anonimowe wyznanie